Już za chwileczkę…

Kicia robi się coraz grubsza w okolicach brzucha.  Żre tyle, co mainecoony, ale wszystko idzie na dzieci, bo sama jak była, tak jest chudziutka. Waży teraz 3,6 kg, czyli o 0,8 kg więcej niż przed ciążą.

W związku ze wzrostem w obwodzie przestała się mieścić do ulubionego pudełka po statywach, jak włazi za książki to też musi kilka wyrzucić, żeby wejść swobodnie. Przestała skakać,  tyle co czasem z krzesła zeskoczy. Natomiast we wspinaniu się brzuch jej zupełnie nie przeszkadza – cały czas pomieszkuje na najwyższej półce w garderobie w pudle z ciuchami i drobiazgami, których używam na wycieczkach w góry. Umościła tam sobie wygodne gniazdko w mojej termobieliźnie. Tylko stuptuty wyrzuciła na podłogę, bo zamiast pasków pod podeszwę mają linki stalowe, które ją gryzły w bok. A jak chce zejść, to – jak dawniej VaiPerek – wydaje odgłos paszczowo i czeka aż ją ktoś zdejmie.

Ostatnio okazało się, że to, kto zdejmuje kicię, też nie jest obojętne. Paweł wszedł na drabinę i wołał ją do siebie, a ja stałam z drugiej strony półki i próbowałam ją skłonić, żeby poszła do niego. Wyciągnęłam przy tym rękę do góry i kicia niewiele myśląc zwiesiła się w dół i zjechała pazurami po mojej ręce. Chyba próbowała stanąć mi na dłoni. Mam teraz sznyta do samego łokcia i wyglądam jak ofiara przemocy w rodzinie.

Czasem po bokach brzucha takie gule jej wyskakują kiedy maluchy zaczynają się rozpychać. A jak się przyłoży ręce, to czasami czuć jak kopią. Ogólnie kicia spędza czas jedząc albo relaksując się na fotelach lub w łazience na rozłożonym ręczniku. Przez pewien czas naprawdę się obawiałam, że będzie chciała urodzić w garderobie w tym pudle na wysokości 2,3 m nad ziemią, ale teraz zaczynam mieć nadzieję, że wybierze jednak łazienkę.

.

Odwiedź też:

Kot jaki jest – wspinanie się

Related Images:

Facebooktwitter

Nowa dostawa żarcia

Jak zwykle całkiem znienacka skończyła się mokra karma. Wszystko przez to, że kupuję od razu ilości hurtowe – nie muszę się potem martwić przez dłuższy czas i zapominam, że wszystko kiedyś ma swój kres.

W ostatnim czasie testowaliśmy kilka rodzajów karm i zamówiłam te, które kiciaki ulubiły sobie szczególnie. Jak składałam zamówienie, to wydawało mi się, że tego towaru będzie multum, ale po wstawieniu do szafki jakoś tak wygląda ubogo…

W sumie to chciałabym, żeby nasza lodówka tak kiedyś wyglądała…

Dziś zwierzaki wciągnęły pierwszą puszkę Cosmy, nawet nie zdążyłam się zorientować kiedy. Nie dziwię się, puszka była niemal cała wypełniona czystym pysznym kurczakiem, były też trzy całe krewetki i kawałki co najmniej czwartej. Bardzo apetyczne. Nie spodziewałam się takiego dobrobytu, bo na etykiecie stało: krewetka 1,7%.

Co mnie cieszy najbardziej, to to, że Taichi nie odeszła od miski dopóki było jeszcze cokolwiek do zjedzenia. Może wreszcie uda się ją trochę podkarmić, bo już wygląda jak szkieletor, a do jedzenia trzeba ją bardzo długo przekonywać.

.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:

Od ust sobie odejmę a kotu dam

Karma dla maine coonów

Poszukiwana karma light

Related Images:

Facebooktwitter

Jak sprzątać – to dokładnie

VaiPerek wpadł w szał czystości. Zawsze długo i starannie grzebał w kuwecie, wydając jeszcze przy tym takie śmieszne gruchanie.

Ostatnio natomiast w szale sprzątania wyłazi przednimi łapami z kuwety i … zakopuje jeszcze dywanikiem. Niemal udaje mu się  wciągnąć dywanik do środka, co – zważywszy wysokość skraju kuwety – jest dużym wyczynem.  (Kuwetę można zobaczyć we wpisie o historiach kuwetowych).

A po tym wszystkim leci do misek i zakopuje jeszcze miski. Normalnie nie ogarniam tego kota.

.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:

Historie kuwetowe;

Kot załatwia się poza kuwetą.

Related Images:

Facebooktwitter

Ciężarówka w niebezpieczeństwie

Nudności u kota w ciąży wcale nie są czymś normalnym. Oto mrożąca krew w żyłach historia z wczorajszego wieczora. W roli głównej: PaiLu. W pozostałych rolach: Yorkshire Terrier, Jego Głos.

PaiLu się czymś struła. Wczoraj po południu całkiem znienacka zaczęła strasznie wymiotować. Zaprawdę powiadam Wam, strasznie. A ponieważ wszystko wskazywało na to, że randka z kocurem została uwieńczona sukcesem, przeraziliśmy się nie na żarty. Natychmiast zapakowaliśmy zwierza do samochodu i pognaliśmy do weta.

W lecznicy – jakby nie niedziela. Dwóch lekarzy na dyżurze, pacjenci jeden za drugim. Ki czort?
Pan Wet został powiadomiony o możliwym stanie błogosławionym, obmacał więc kicię dokładnie i potwierdził – daje się już wyczuć worki płodowe. Kicia po badaniu zestresowała się niemożebnie, wlazła Pawłowi na ręce i przytuliła się. Niestety dla dobra kociaków nie można jej było podać ani antybiotyku, ani środków przeciw wymiotom czy biegunce, ani w ogóle nic. Rozpacz czarna. Pan Wet podłączył ją tylko pod kroplówkę, zeby przeciwdziałać odwodnieniu. Kicia nie wytrzymała nerwowo i obsikała Pawła od góry do dołu.

Nie dziwię się jej – sama się zestresowałam, albowiem wbijania igieł pod czyjąkolwiek skórę znieść nie jestem w stanie. W dodatku z sąsiedniego gabinetu dochodził ciągły rozpaczliwy skowyt. Na moje nietaktowne pytanie czy ktoś tam jest obdzierany ze skóry, Pan Wet oświadczył z humorem, że odbywa się tam badanie yorkshire terriera, a one znane są z tego, że są nieco przewrażliwione na swoim punkcie.

Widok kroplówki osłabił też Pawła. Trzymał się chłopak dzielnie ze względu na kicię w ramionach, ale w końcu siły do opuściły i właśnie zaczynał spływać po ścianie, kiedy Pan Wet zaordynował koniec kroplówkowania. Ja oczywiście byłam tak przejęta kotem, że nie zauważyłam, że Paweł mdleje (brawo ta pani!). Po wypięciu igły Paweł szybko doszedł do siebie, ostał mu się jeno ten pot na czole.

Nic więcej nie byliśmy w stanie zdziałać. Wróciliśmy do domu, a PaiLu zaszyła się w kąciku za książkami na półce. Dopiero w nocy wylazła i przeniosła się do swojego koszyka na szafie w sypialni. Teraz jeszcze głodówka przez następne 24 godziny.

Ps. Po wyjściu z lecznicy natknęliśmy się na panią z yorkiem na smyczy. Wyglądał na nieuszkodzonego ;)
Pps. Prawdziwego mężczyznę można poznać po tym, że: 1) boi się igieł, 2) nigdy się nie poddaje. Wniosek: Paweł to Prawdziwy Mężczyzna.

Related Images:

Facebooktwitter

Sztuki walki

Obserwuję często nasze koty jak się tłuką ze sobą. Czasem są to tylko przepychanki, ale czasami kłaki lecą i elektryczność pojawia się w powietrzu. Każdy z naszych kotów ma inny styl walki

VaiPer jest otwarty na każde zaproszenie. Nie czai się, nie miga, tylko wali otwarcie. Sam zaczepia chętnie, ale jeszcze chętniej odpowiada na zaczepki. Przy tym strachu za bardzo nie zna, postawę ma zawsze otwartą, tylko te łapeczki ma jak łopaty, więc się koteczki boją. Ulubiona postawa bojowa VaiPera to leżenie na brzuchu w pozycji zachęcającej i machanie tylko przednimi łapami. Zasięg ma taki, że nawet w tej pozycji jest w stanie złapać i stłamsić każdą koteczkę. Bardzo chętnie demonstruje swoją dominację łapiąc kotki po kolei i wylizując na siłę. Biedne ani pisną. Typ pana i władcy.

PaiLu jest zawzięta jak nie wiem co. Walki się nie boi i nie unika, ale nie lubi długich zwarć. Lubi styl szarpany: kąsnąć i odskoczyć. Po krótkim zwarciu krąży wokół przeciwnika szukając luki w obronie, po czym rzuca się znienacka jak kobra. Kontroluje starcie, nawet z VaiPerem. Po przegranej szuka okazji, żeby się odgryźć. Zajadła i pamiętliwa. Lepiej ją mieć po swojej stronie, bo inaczej uprzykrzy życie.

TaiChi to partyzant. Nie lubi walki i ucieka, kiedy do niej dojdzie. Raczej woli najpierw okazać uległość. Wróci po chwili, żeby szarpnąć znienacka. Ne jest za bardzo zajadła, jak zabawa przestanie być zabawna, rezygnuje. Daje się tłamsić, choć ma zrywy niezależności. Też tłamszone szybko przez pozostałe koty. Ostatnio jakby trochę odżyła i częściej walczy.

Related Images:

Facebooktwitter

3 chrupki

Będzie to kolejna opowieść o tym, jak kot wytresował człowieka. W rolach głównych: VaiPerzak, Kot Niedotykalski, oraz trzy kocie chrupki. W pozostałych rolach: dwoje frajerów.

Od małego VaiPer nie lubił dotykania. Zawsze trzymał się blisko nas, spał z nami pod kołdrą, leżał przy komputerach albo pod krzesłem i mądrze patrzył w oczy, ale zawsze na dystans. Jak się chciało skłonić go, żeby sobie poszedł, wystarczyło pogłaskać. W końcu jednak coś mu się zaczęło odmieniać. A to pozwolił się pogłaskać po łapie, a to po głowie, a to podrapać po tyłeczku. Cud!

Ostatnio już regularnie przychodzi, przednimi łapami opiera się o krzesło lub kolana i rozgłośnym miauczeniem domaga się głaskania. Ale myliłby się ten, kto by sądził, że to tak z czystej przyjaźni. Raz miźnięty kot odchodzi poza zasięg rąk i patrzy na ciebie znacząco. Wystarczy podnieść się z krzesła, a VaiPerek truchcikiem biegnie obok stołu ocierając się o nogi krzeseł (zawsze!) po czym kieruje się… gdzie? oczywiście w kierunku miski! Należy się tam za nim udać, wydłubać z mieszanki jego ulubioną chrupkę RC MaineCoon i podać mu na dłoni. I tak trzy razy.

W końcu coś się kotu należy za pozwolenie na dotykanie.

Interesowny cwaniaczek.

Related Images:

Facebooktwitter

Po pierwszej randce

PaiLu, przestawiona kawalerowi, zachowała się skandalicznie. Najpierw mu wtłukła, potem skuliła się w kącie w kuwecie i stamtąd warczała i fukała za każdym razem, kiedy się zbliżał.

Punto był mocno zainteresowany i co chwila usiłował podejść i się zaprzyjaźnić, ale nie dała mu wielkiej szansy. Nie mogliśmy na to patrzeć, ale też nie mogliśmy za wiele poradzić. Wymiziawszy kawalera, który w odróżnieniu od naszej hrabianki bardzo był zainteresowany również głaskaniem i drapaniem za uszami, udaliśmy się do domu, zapewniając się wzajemnie, że będzie dobrze.

Dopiero po dwóch dniach panna oswoiła się z sytuacją na tyle, że pozwoliła kocurowi podejść i się obwąchać. A potem jakoś już poszło…

W sumie PaiLu spędziła u Punta pięć dni. Przez ten czas dokładnie nasiąkła zapachem obcego mieszkania i obcego kocura. Gdy w końcu przywieźliśmy ją do domu i wypuściliśmy z transporterka, w domu zapanowało pandemonium. Mainecoony uznały, że to jakiś obcy kot. TaiChi uciekła pod łóżko. VaiPer zaś najeżył się, położył uszy i jak nie zacznie syczeć!

Przestraszyliśmy się nie na żarty. Natychmiast odseparowaliśmy je od siebie.

Przez kilka minut, kiedy PaiLu biegała po swoich ulubionych kątach, pilnowaliśmy VaiPerka. Starałam się też potem jak najczęściej głaskać niebieską i brać ją na ręce (choć tego nie znosi), żeby zostawić na niej swój zapach.  Cały wieczór koty jeszcze boczyły się na siebie, ale w nocy już VaiPerek pomagał niebieskiej się myć, skutecznie odbudowując na niej „nutę zapachową” naszego stada.

Następnego dnia nie było śladu po scysji.

Related Images:

Facebooktwitter

Narzeczony dla PaiLu

Po wielu tygodniach namysłów, podejmowania i odrzucania postanowień, rozważania wszystkich za, przeciw i być może, podjęliśmy ostatecznie decyzję.

Dziś wieczorem PaiLu pojechała do narzeczonego. Będzie co ma być. Narzeczonym jest piękny kocur z hodowli Ewjatar, Punto Kaptown

Ponieważ jest to pierwszy raz, nie jest pewne, czy zostanie uwieńczony sukcesem. Na razie nasza dziewczynka chowa się po kątach, warczy i syczy. Punto jest doświadczonym kocurem i łatwo się nie poddaje, mamy więc nadzieję, że jakoś przełamie dziewczęcą wstydliwość PaiLu.

Wróciliśmy do domu na chwilę przed burzą. Maine coony są leko zaniepokojone tym, ze wróciliśmy sami i szukają po kątach niebieskiej. Nam też jest trochę łyso bez niej. To tylko kilka dni, ale i tak zdenerwowanie nas nie opuszcza. Byle przetrwać noc, a rano zadzwonimy zapytać, jak się czuje nasza maleńka.

Related Images:

Facebooktwitter

Koty i komputery

Nasze koty kochają komputery i umieją się nimi posługiwać. Zwłaszcza moim, ponieważ jest ogólnodostępny. Ale nie chodzi tylko o pisanie dziwnych treści, o nie! Nasze futrzaki umieją już zrobić 30 printscreenów pod rząd, otworzyć w przeglądarce 30 kart z pomocą Firefoxa, a ostatnio – i tu mnie już zdumiały! – wyłączyły mi kartę sieciową. Dzięki temu już po godzinie rycia w systemie  i przeklinania na czym świat stoi, udało mi się włączyć ją z powrotem. Jak też zapoznałam się z BIOS-em. Odkryłam też która kombinacja klawiszy to robi (dziękuję blipowiczom za pomoc)

Aż strach, ile ja się przy okazji uczę :)

Ps. Tak, mam komputer w folii jak prawdziwy skodziarz fotele w swoim nowym samochodzie. Na wieku nawet mam folię z obrazkiem. Z jakimiś psychodelicznymi kwiatami. Niestety spóźniłam się nieco i ślady kocich pazurów pozostaną już na obudowie…

Pps. Próbowaliście kiedyś klepać się po czubku głowy jedna ręką, a drugą kręcić kółka na brzuchu w geście „mmm, jakie dobre!”? Ja tak mam przed komputerem. Jedną ręką muszę głaskać koty, drugą obsługiwać myszkę i klawiaturę. Jednocześnie i bez przerw.

Related Images:

Facebooktwitter