Kot załatwia się poza kuwetą

Wyznałam już kiedyś jakie przejścia mieliśmy z kuwetowaniem naszych kotów – w tym wpisie.

Szperając po forach kocich widzę, że problem ten często dotyka właścicieli kotów. Zawsze znajdzie się też mądrala, który autorytatywnie stwierdza, że kot jest wredny i robi właścicielom na złość. Pozostaje tylko pokiwać głową nad znajomością psychologii i behawioru kociego.

Zawsze ciśnie mi się na usta pytanie – skąd kot wie, że u ludzi odchody stanowią tabu, a kultura wymaga załatwiania tych rzeczy w miejscu ustronnym? Kot przecież normalnie komunikuje się m. in. swoimi odchodami. Jak przyszło mu do głowy, że najlepszą karą będzie narobić panu na fotel? Co za mądra bestia ten kot – tak zrozumieć coś, co kompletnie wykracza poza jego własną istotę, normalnie Nobla mu!

Nie przypisujmy kotu własnych cech i zachowań. Kot to zwierzę prostolinijne, jak mu coś nie pasuje, to mówi nie owijając w bawełnę. Mówi, jak umie… Trzeba się pochylić nad kotem, zrozumieć go, a nie karać za złośliwość, a może jeszcze wciskać mu nos w to, co narobił. Brrr!

Na początku należy przyjąć za pewnik, że kotu coś jest. Przyczyna może być natury zdrowotnej, psychicznej lub środowiskowej. Często kot zaczyna to robić z jednej przyczyny, ale za utrwalenie tego zachowania odpowiada już coś innego. I teraz robimy szybki rachunek sumienia.

Zacznijmy od najważniejszego: zdrowie.

Siusianie poza kuwetą może być objawem cukrzycy, syndromu urologicznego kotów, nadczynności tarczycy, chorób nerek, zakażenia wirusem białaczki, FIV, FIP, padaczki, zwyrodnień kręgosłupa, chorób stawów, a także zmian hormonalnych związanych z rują czy dojrzewaniem.

Z kolei kupa poza kuwetą może być symptomem zapalenia lub zatkania gruczołów okołoodbytowych, limfocytarnego zapalenie jelit, zaparć, zarobaczenia, zwyrodnień kręgosłupa, chorób stawów.

Koty perfekcyjnie ukrywają swoje dolegliwości, toteż może to być jedyny zaobserwowany objaw choroby. Nie należy go lekceważyć, zwłaszcza, jeśli się powtarza. Warto wtedy szybko wykonać analizę moczu i/lub kału oraz ogólne badanie krwi, żeby wykluczyć stan chorobowy.

Jednak z drugiej strony nie należy popadać w panikę. Przeważająca większość przypadków załatwiania się w nieodpowiednich miejscach to awersja do kuwety.

I tak przechodzimy do przyczyn środowiskowych:

Kuweta: niechęć do kuwety może się pojawić nagle, bez widocznej przyczyny i ku naszemu zaskoczeniu. To nic, ze zawsze karnie jej używał – może jej nie lubił od dawna, ale dopiero teraz odkrył inne fajniejsze miejsce, lepiej nadające się na wychodek.

brudna kuweta: samowyjaśniające chyba. Jeśli kot wchodzi i wychodzi z kuwety nic nie robiąc, albo załatwia się szybko, bez zwyczajowego wąchania i kręcenia się wokół, to na bank jest zbyt brudno. Kuweta powinna być sprzątana kilka razy dziennie, co tydzień myta przy użyciu środków pozbawionych intensywnego zapachu, a żwirek wymieniany w całości co najmniej raz na miesiąc. Ja myję po prostu wodą z mydłem, spłukuję Vitoparem (jak mam) i wodą;

– za mała: kotu jest niewygodnie, nie może się okręcić ani pogrzebać swobodnie. Zobacz, czy po toalecie kot nie drapie podłogi wokół kuwety – to może być znak tego, ze jest za mała;

nieodpowiedni typ: może nie lubi zamkniętej? Niektóre koty czują się w nich zagrożone, zwłaszcza przy wyjściu, kiedy nie mogą sprawdzić, czy ktoś się nie czai. Poza tym w zamkniętej zapachy są silniejsze, a koty mają przecież o wiele lepszy węch niż my. A może nie lubi otwartej? Niektóre koty potrzebują spokoju i intymności, której otwarta kuweta im nie zapewnia. Obserwuj kota – czy zastanawia się długo nad wejściem? czy wchodzi i wychodzi ostrożnie i powoli? To może być znak, że mu nie odpowiada;

nieodpowiedni żwirek: żwirek kupujemy zgodnie z naszymi wyobrażeniami o tym, co jest dobre.  Gruboziarnisty, lekko perfumowany, wyrzucany do sedesu. Niekoniecznie kot musi się z tym zgadzać. Dla kota ideałem jest drobny miękki żwirek, łatwy do przekopania i nie kłujący w łapy. Jeśli kot zgadza się na nasze propozycje – tym lepiej dla nas! Nasze koty niestety postawiły weto i używamy drobnego żwirku bentonitowego. Zgodziły się tylko na wmieszane drobinki silikatu  i lekki pudrowy zapach. I dzięki bóstwom opiekuńczym, bo na samą myśl o tym,  że  miałabym używać czegoś w stylu Benka mnie odrzuca. Po Golden Grey Master nie ma już powrotu do „zwykłych” żwirków;

za dużo żwirku lub za mało żwirku: trzeba eksperymentować, żeby sprawdzić co lubi akurat nasz kot – czy lubi sobie pokopać i poprzerzucać żwirek, czy też koniecznie musi dokopać się do dna przed załatwieniem swoich spraw i nadmiar żwirku mu w tym przeszkadza;

za mało kuwet: złota zasada głosi, ze kuwet powinno być tyle, ile kotów (a w zasadzie: grup kocich, czyli zaprzyjaźnionych ze sobą zwierząt), plus jedna. Niektóre koty, jeśli tylko mają taką możliwość, będą siusiać do jednej, a kupę robić do drugiej kuwety (sprawdzone – u nas do mniejszej kuwety wyłącznie siusiają, podobnie było z silikonem – na kupkę chodziły do kuwety z innym wkładem). Są takie, które nie chcą korzystać z raz już użytej kuwety. Problem zaczyna się, gdy kotów jest więcej, a któryś nie chce wchodzić do kuwety użytej przez innego kota. Nas ominęło to szczęście – wszystkie nasze koty pochodzą z dużej hodowli, gdzie od małego były przyzwyczajone do tego, że kuweta to dobro wspólne;

nieodpowiednie miejsce: koty muszą się czuć w kuwecie bezpiecznie, muszą mieć ciszę, spokój, dogodną drogę ucieczki. Jeśli załatwia się gdzie indziej – postaw tam kuwetę. Po kilku dniach możesz zacząć ją przesuwać powoli (ok 5 cm dziennie) na inne miejsce. Jeśli po postawieniu kuwety kot brudzi gdzie indziej, to widać problemem nie jest jej lokalizacja, ale np. żwirek.  Koty nie załatwiają się tam, gdzie jedzą – nie można też stawiać kuwety zbyt blisko misek;

negatywne skojarzenia: jeśli kot został przestraszony w kuwecie, może nie chcieć do niej wchodzić. Mogła to być napaść przez innego kota, łapanie przez człowieka w celu np. podania leku czy pobrania moczu, czy też karanie w postaci wrzucania do kuwety z krzykiem. W takich przypadkach trzeba postawić nową kuwetę gdzie indziej. Przekonanie kota do tej to mission impossible;

Druga rzecz to nagłe zmiany. Koty bardzo mocno przyzwyczajają się do pewnych rutynowych działań i utartych zwyczajów. Wytrącone z równowagi, mogą okazywać to właśnie załatwianiem się poza kuwetą.  Zmiana godzin karmienia, zmiana diety, mogą to też być zmiany związane z kuwetą: przestawienie (wtedy nie da rady, kuweta musi wrócić na swoje miejsce, a w nowym postawmy drugą. Starą będzie można  usunąć dopiero gdy przyzwyczai się do nowej), użycie zupełnie innego żwirku czy pochłaniacza zapachów.

Stres, lęk i niepewność – tego typu czynniki psychiczne mogą również być powodem niepożądanego zachowania kotów. Mogą być one wywołanie różnymi przyczynami: przemeblowaniem, przeprowadzką, nowym członkiem rodziny,  nowym zwierzęciem – wszystkim, co zaburza ustalony porządek. Jedyne, co możemy zrobić w większości przypadków, to pomóc kotu zaakceptować te zmiany. Również zaniedbywanie kota w związku z pracą może wpłynąć na jego poczucie bezpieczeństwa.

W przypadku kilku kotów w domu źródłem stresu mogą być walki o miejsce w stadzie, ulubione zabawki i miejsca czy inne nieporozumienia.

Kiedy kot czuje się zagrożony, szuka miejsc, gdzie czuje się bezpiecznie i tam właśnie się załatwia. Na ogół są to miejsca silnie pachnące właścicielem – ubrania, pościel, kanapa, fotel…

Wtedy nie zostanie nam nic innego, jak otoczyć kota miłością i czułością i uzbroić się w cierpliwość. Musimy sprawić, ze kot poczuje się bezpieczny i kochany, spędzać z nim dużo czasu i… czekać. Zmiany nie nadejdą szybko. Czasem można się wspomóc różnymi środkami (np. preparaty z feromonami), a w skrajnych przypadkach może być konieczne leczenie farmakologiczne (tfu, tfu, tfu przez lewe ramię), czego oczywiście nikomu nie życzę.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:  Historie kuwetowe.

Szanowni Czytelnicy, po długim czasie funkcjonowania tego wpisu zdecydowałam się zamknąć komentarze. Starałam się w miarę moich skromnych możliwości pomagać Wam, ale zadanie przerasta moje siły.

Pamiętajcie – ja prowadzę hodowlę kotów rasowych, nie schronisko. Nie pracuję z kotami skrzywdzonymi, niezsocjalizowanymi, porzuconymi –  w takich wypadkach zawsze staram się Was kierować gdzieś, gdzie ludzie zajmują się takimi przypadkami.

W wielu wypadkach optymistycznie zakładacie, że mam szklaną kulę i z samego faktu, że kot załatwia się poza kuwetą, wywnioskuję wszystkie koleje jego życia, relacje w domu i przyczynę. Chciałabym, ale niestety nie posiadam tej umiejętności.

Jestem wzruszona, że obdarzacie mnie swoim zaufaniem, ale czuję, że nie jestem w stanie podołać temu zadaniu dłużej. Piszcie na kocie fora, jak Miau, Miaukunowo, grupy na Facebooku czy GoldenLine i tym podobne – tam jest mnóstwo osób, które będą w stanie Wam pomóc, a nie tylko ja jedna, która niejednokrotnie nie mam czasu napisać krótkiej notki na bloga, nie mówiąc już o służeniu Wam radą w jakimś rozsądnym okresie od zadania pytania.

Facebooktwittergoogle_plus

Kot to też pies. Pies Pawłowa.

Po kastracji VaiPerka postanowiliśmy bardzo uważać na jego dietę, żeby się nie zamienił w grubego nieruchawego zwierza. Nie pasowałby nam do reszty stada, które przecież składa się z kotek z piekła rodem.
Metodą na zachowanie linii miało być podawanie suchej karmy w małych porcjach, w odmierzonych ilościach, ale za to często. Zadziałało. Na dziewczyny.

Otóż nasz słodki VaiPerek, tyran i despota, wpadał między miski na dźwięk otwierania puszki z karmą, niecierpliwie przestępował z łapy na łapę dopóki nie wsypałam chrupek, po czym… wyżerał najlepsze kąski ze wszystkich trzech misek. Jeśli trzeba, to wyciągał wręcz innym kotkom miskę spod pyska. Dopiero po tym łaskawie oddalał się, pozwalając TaiChi zająć się resztą. PaiLu zostawały tylko jakieś nędzne resztki, bo Hrabina nie brata się z plebsem i jeść z nimi nie będzie. (A tak naprawdę, to się bała – ale to długa i zawiła historia, opiszę ją innym razem – i pewnie w wielu odcinkach – dla pokrzepienia serc właścicieli kotów z problemami behawioralnymi oraz ku przestrodze).

Dzięki temu PaiLu się pięknie odchudziła i ma nienaganną figurę, TaiChi wygląda zdrowo, a VaiPerek…. VaiPerek nie tylko wyhodował sobie piękną kuleczkę, ale wyrobił w sobie przekonanie, że należy jeść za każdym razem, kiedy dają.

Akcja – reakcja. Dzwonek – jeść. W naszym przypadku: grzechot puszki – jeść.

I tak się jakoś stało, że zanim się obejrzeliśmy – zamiast dbać o jego linię, doprowadziliśmy go do obżarstwa. Ale już zrozumieliśmy nasz błąd, pokajaliśmy się i zmieniliśmy obyczaje. Suche dosypujemy teraz raz dziennie, do pełna do wszystkich misek. Wystarcza im to na dobę, a VaiPerka skłania do jedzenia tylko raz. Przez resztę dnia je tyle,  ile chce, i wtedy, kiedy sam chce. Na razie ostrożnie można powiedzieć, że rzadziej odwiedza miskę.

O postępach akcji „odchudzanie” będę informować na bieżąco.

Swoją drogą podoba mi się idea odchudzania metodą zostawiania większej ilości karmy, niż wcześniej. Szkoda, że na mnie to nie działa.

Facebooktwittergoogle_plus

Kot jaki jest – nawet najmniejszy jest arcydziełem

Nawet najmniejszy kotek to żywe arcydzieło pisał Leonardo da Vinci i nie sposób się z tym nie zgodzić.

Kot, co nie jest zaskoczeniem, ma w sobie szkielet (brrrr! jak byłam mała, nie lubiłam myśli, że też mam w sobie szkielet). A w tym szkielecie ma więcej kości niż człowiek!

Dorosły człowiek ma około 206 kości (około, bo można np. mieć „trzynaste żebro”, a u osób starszych kości czaszki się zrastają i liczba spada). Tymczasem taki mały kotek ma ich aż 240!

Jednak w tym zestawie nie odnajdziemy ani kości krzyżowej, ani obojczyka (jest tylko bardzo zredukowany fragment tkanki obojczykowej, tkwiący głęboko w mięśniu piersiowym). Dzięki temu kot jest tak nieprawdopodobnie giętki i tak sprytnie prześlizguje się przez wszelkie, nawet najmniejsze, otwory.

Jednak fakt, że ta mała kosteczka obojczyka nie wzmacnia szkieletu ma też niekorzystny aspekt. Jeżeli podniesiemy kota za przednie łapy, wisi on całym swoim ciałem na mięśniach i ścięgnach. Jeśli jest bardzo ciężki albo się broni, może się to zakończyć kontuzją, której efektem będzie długo utrzymująca się kulawizna.

Ps. Paweł przygotował kilka tapet na komórkę z kotami i nie tylko (baner po prawej) – zapraszamy!

Facebooktwittergoogle_plus

Każde miejsce do zabawy jest dobre

Nowa szafa została natychmiast zaanektowana przez koty. Dostęp na samą górę jest bajecznie prosty – wystarczy jeden skok z drapaka, na którym koty spędzają pół dnia. Góra niestety jest dosyć śliska, wobec tego koty po skoku z łomotem hamują na ścianie. Chyba trzeba będzie im podłożyć jakąś wykładzinę, bo w końcu sobie zęby powybijają.

Maine coony rozkładają się na całą długość i zajmują praktycznie połowę szerokości szafy. Rosyjska niebieska zaś uprawia spacery pomiędzy ich łapami. Czasami wybucha bójka, ale jeszcze ani razu nie spadły.

Na górze szafy znajduje się dosyć niska półka, gdzie będą przechowywane tła fotograficzne. Na razie nie ma chętnych, zeby je tam przenieść, wobec tego miejsce zaprasza wręcz do odwiedzania. Na szczęście jedynym kotem, który potrafi tam wejść jest PaiLu. Bez większego skrępowania korzysta z drogi wiodącej prosto plecami Pawła w górę. Maine coony nie potrafią tej sztuki, więc włażą na samą górę i zaczepiają niebieską łapami. Co jakiś czas oczom moim ukazuje się obrazek: VaiPer wisi połową ciała poza szafą i próbuje łapami pacnąć PaiLu. Ta z kolei leży na plecach na półce, też do połowy wywieszona na zewnątrz, i ze swojej strony próbuje pacnąć VaiPera. Całość odbywa się dokładnie nad głową Pawła. Kiedyś zlecą mu na łeb, jak nic.

Facebooktwittergoogle_plus

Fotostory – składamy szafę

Z góry przepraszam za jakość obrazków – zdjęcia robione szmatławą komórką nie mogą być cudem urody. A wszystkie aparaty zostały zabezpieczone przed rozpoczęciem akcji „Szafa”

VaiPer sprawdza, czy wkręt idzie prostopadle.

PaiLu nadzoruje całość.

Pierwszy test wykonuje TaiChi.

Chwila relaksu: kawa, herbata, lektura.

Kilka wskazówek dotyczących sztywności konstrukcji.

Ostateczny test wytrzymałości przeprowadza VaiPer, bo jest najcięższy.

I oto szafa w całej okazałości. Koty odpoczywają w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Człowiek pracuje. Tak, tam w środku jest stanowisko komputerowe – szał ciał i uprzęży!

Facebooktwittergoogle_plus