Fiat lux

W ramach cieszenia się nową zabawką w postaci aparatu fotograficznego, Paweł wpadł w szał robienia zdjęć wszystkiemu wokół i we wszystkich konfiguracjach, jakie mu tylko przyszły do głowy.

Efektem są zdjęcia niebiańskich kotków.

Coś pomiędzy betlejemską stajenką a bliskimi spotkaniami trzeciego stopnia.

Facebooktwittergoogle_plus

Nowy szablon

W napadzie pracowitości stworzyłam nowy szablon strony. Długie godziny siedziałam przy komputerze Pawła i grzebałam w kolorach, dobierałam, dopasowywałam, po czym wyrzucałam i szukałam nowych – po to tylko, żeby stwierdzić, że na moim komputerze wyglądają zupełnie inaczej i nie tak jak miało być.  Czeka mnie więc jeszcze kilka upojnych chwil nad wyglądem, ale organizacja strony raczej zostanie taka, jaka jest.

Podzieliłam mianowicie strony na osobne sekcje:

  • bloga z jego kategoriami, archiwami i blogrollami (te elementy nie są widoczne na pozostałych stronach),
  • część dotyczącą hodowli,
  • galerie zdjęć.

Mam nadzieję, ze dzięki temu strona będzie bardziej czytelna.

Szablon  na pierwszy rzut oka działa, ale jakby się zdarzyło, że gdzieś jest jakaś niedoróbka – będę wdzięczna za informację.

Facebooktwittergoogle_plus

Koty łóżkowe

Nasze koty spędzają większą część dnia z nami w pokoju dziennym. Tylko kiedy któryś ma potrzebę samotności, idzie do sypialni na szafę, gdzie mają swoje koszyki do spania. W związku z tym jakoś nie przyjął się zwyczaj spania na łóżku.

Ale wystarczył jeden impuls, żeby nagle łóżko okazało się najbardziej komfortowym i najbardziej pożądanym miejscem odpoczynku. Otóż Paweł dostał zadanie sfotografowania kilku kompletów pościeli.

Słowo nie opowie, pióro nie opisze ile się namęczyłam, żeby zgonić to całe towarzystwo na czas wystarczający do pstryknięcia kilku fotek…

Facebooktwittergoogle_plus

Wielkanoc 2010

Święta tradycyjnie spędziliśmy z rodzicami i kotami.

Czasami mam wrażenie, że wyjazd do rodziców to dla kotów sanatorium, taki Ciechocinek. Teren jest obcy dla wszystkich, nie ma walk o miejsce, tylko czysty relaks. Koty pokładają się w pozach niedbałych na wszystkich dostępnych powierzchniach.

Noce spędzają w pokoju rodziców, łażąc po nich i hałasując, ile wlezie. Do nas przychodzą tylko rano, żeby obudzić mnie o świcie. Bez sensu. Którejś nocy zwabił mnie do sypialni rodziców głuchy łomot. To VaiPerek znalazł plastykową piłeczkę porzuconą przez moich bratanków i ganiał z nią po pokoju. Oczywiście skonfiskowałam ją natychmiast, upewniłam się, że rodzice śpią i wróciłam do siebie. Rano okazało się, że VaiPerek zastąpił piłeczkę kraszankami, które zrzucał ze stołu i turlał po podłodze przez resztę nocy.

TaiChi obgryzła owies, który stanowił żywe przybranie ozdobnego koszyczka z kraszankami, a AnaTema próbowała się przemycić do domu mego brata w torbach po prezentach dla dzieci.

Udało się jednak opanować to całe niesforne towarzystwo i wszyscy grzecznie wróciliśmy do domu.

.

Ps. Na pasku po prawej stronie pojawił się banerek prowadzący do strony Amelki Chodlewskiej. Amelka urodziła się z wadą serca, lekarze dali jej miesiąc życia – tymczasem ona już piąty miesiąc walczy o każdy kolejny dzień. Jeżeli możesz, pomóż – słowami otuchy dla rodziców, linkując na własnych stronach, oddając krew czy dzieląc się paroma groszami.

Pps. Po pięciu miesiącach walki Amelka odeszła. Wiele osób zaangażowało się w pomoc dla niej i jej rodziców. Dziękuję w ich imieniu. Pamiętajcie o małej Amelce i o innych dzieciach potrzebujących pomocy.

Facebooktwittergoogle_plus

Testujemy żwirek z Lidla

Zwykle nie kupujemy w Lidlu, bo musielibyśmy do niego jechać kawałek mijając po drodze kilka supermarketów innych sieci, więc – małe szanse na dojechane. Ale skoro już raz tam trafiliśmy, a mnie kołatało się w głowie, że gdzieś ktoś pisał o żwirku z Lidla – postanowiłam sprawdzić.

Worek spory, cena bardzo przystępna, czemu nie spróbować? Po otwarciu pierwsze zdziwienie – duże granulki. Przyzwyczajeni do Golden Grey Master, który ma ziarenka jak piasek na plaży, z lekką niepewnoscią wypełnialiśmy kuwetę. Koty od razu wlazły pogrzebać, co ostrożnie uznaliśmy za dobry znak. AnaTema musiała też sprawdzić, czy to co w kuwecie to aby na pewno jest to samo, co w worku :)

Muszę powiedzieć, że w użyciu nie zachwyca. Bryłki rozpadają się, ledwie tknięte. Nie jest to takie okropnie nieprzyjemne, jak w przypadku Benka, ale jednak trochę utrudnia sprzątanie. Może bym i przebolała to rozpadanie, gdyby nie to, że po kilku dniach pojawił się niezbyt przyjemny zapaszek. Mając na bieżąco porównanie z Golden Greyem w drugiej kuwecie, który pochłania zapachy nawet po dłuższym stosowaniu, stwierdzam, że tego zakupu raczej nie powtórzymy.

.

Przeczytaj też:

Testujemy żwirek z Rossmana

Testujemy kosz Litter Locker

Facebooktwittergoogle_plus