Mamo, idę pobiegać z chłopakami!

Gdzie te czasy, kiedy całe towarzystwo siedziało w pudle (ale to zabrzmiało!) i ani myślało o wyjściu! Kocięta opanowały kojec całkowicie.

Miały tam miseczki z wodą i chrupkami, miały swoją malutką kuwetę, miały swoje zabawki i miały swoje miejsce do biegania. Czy też tego, co w tym wieku uchodzi u kociąt za bieganie.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Miały też towarzystwo cioci Tyldy, czy tego chciały, czy nie. Tylda rozsypywała chrupki, wylewała wodę, siedziała w kuwecie, rozwalała żwirek przy wyskakiwaniu z niej i w ogóle zabierała dużo miejsca. Kocięta uznały, że trzeba poszerzyć przestrzeń życiową. Do góry. Zastraszająco szybko przeszły od bezradnego wiszenia na siatce i wycia wniebogłosy, do wspinania się na samą górę. I wycia, oczywiście.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Na szczęście Tylda odnalazła się w sytuacji i spychała maluchy na dół, odsuwając – ku mojemu zadowoleniu – dzień, kiedy będzie trzeba kocięta wypuścić, bo nie da się ich utrzymać w środku.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Ale co zrobić, nie da się nieuniknionego odsuwać w nieskończoność. E-moll dwa razy zmylił pogonie i wyskoczył na zewnątrz, a potem PaiLu z nieznanych mi przyczyn wyniosła w zębach E-mira. Otworzyłam kojec.

Dzień, w którym kocięta dostały pozwolenie na wyjście na świat był ostatnim, kiedy znajdowały się w kojcu. Natychmiast się wyprowadziły, zamieniając luksusowy apartament 60x120cm na kawalerkę 32x46cm – przeprowadziły się wraz z mamą do transporterka.

Oooo-kay.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Facebooktwittergoogle_plus

Ulubiona kuweta

Zainspirował mnie komentarz o tym, że czyjś kot jest duży i potrzebuje wielkiej kuwety, a te dostępne na rynku są za małe.

Popatrzyłam na swoje mainecoony – nie są jakieś gigantyczne, do tego są szczupłe i nie ważą dużo (brałam koty z raczej drobnych linii, bo takie lubię). Niemniej jednak są to mainecoony, więc długie, wysokie i „zachodzą” na zakrętach jak ciężarówka z przyczepą.

Popatrzyłam na kuwety – mamy w domu trzy, ponieważ więcej się nie mieści. Dokładniej mamy cztery, ale jedna jest mikroskopijna, korzystają z niej tylko PaiLu i FaaTum, więc tej nie liczę. Kuwety (oprócz tej mikro) są zamknięte.

Pierwsza – niebieski no-name –  jest malutka (wys. 38 cm), bo kiedy ją nabywałam, kotek był tylko jeden i też był malutki.

Drugą – gigantyczną białą Yarro Megacomfy – nabyłam w fazie psychozy, że mainecoony rosną i na pewno będą wielkie, i nie będą się mieścić, i… Ta ma wymiary 68 dł x 48,5 cm szer. x 46 cm wys.  Mieści się w niej wszystko, nawet po dwa i trzy koty naraz.

Trzecia to Gimpet de Luxe w kolorze nieokreślonym beżowo-szarym, o wym. 55 x 45 x 42 cm, jest taka średnio duża.

*

I teraz ZAGADKA z natychmiastowym rozwiązaniem:

która kuweta jest ulubioną kuwetą VaiPerka,

naszego największego gabarytowo kota?

*

TADAM!

*

Facebooktwittergoogle_plus

Prawie srebrno-metaliczna kuweta

Kiedy ważyłam kocięta przed pierwszym odrobaczaniem, rusałki ważyły około 500g, maine coonki – około 650g. Miesiąc później było już 1600g i 1900g. Nawet ja – widząc je przecież non-stop – nie mogłam się nadziwić jak szybko rosną. A co dopiero Pan Wet, który widział je co jakiś czas!

Oczywiście to szybkie nabieranie wagi bezpośrednio wiąże się z tym, ile jedzą i hmmm… zostawiają w kuwetach. No i w pewnym momencie zaczął się robić problem kuwetowy. Problem polegał na tym, że nie nadążałam sprzątać. Kolejna kuweta zdawała się być nieunikniona. I w dodatku musiałaby stać na widoku w salonie, bo nie mam już gdzie jej postawić – toteż szukałam zamkniętej i o estetycznym wyglądzie. W końcu wybrałam Gimpet de Luxe w kolorze srebrno-metalicznym.

Po tygodniu przyszła dostawa. Wyciągam kuwetę i trochę nie wiem, co mam o tym myśleć. Kolor ma specyficzny, owszem, ale koło srebrnego to on nawet nie leżał. Trochę szary, trochę kawa z mlekiem.

W te pędy wysmażyłam maila do zooplusa, że chyba im się kolor pomerdał i w dodatku produkt na bokach ma brzydkie przebarwienia – i co teraz? mam odesłać? Na prośbę wysłałam zdjęcie. W odpowiedzi napisano mi, że pewnie nie uwierzę, ale u nich ten kolor nazywa się srebrno-metaliczny. Uwierzyłam, czemu nie? Mogą sobie nazywać go jak chcą, ale samego koloru zasadniczo to nie zmieni. W mailu znalazł się też taki passus: „Zwrot artykułu w tej sytuacji jest zbędny. W zależności od Pani życzenia zlecimy ponowną wysyłkę artykułu (…) lub zlecimy przelew zwrotny należności wydanej na zakup kuwety.”. To „zbędny” w pierwszym zdaniu zinterpretowałam jako „nie rób scen”, toteż gul mi skoczył i napisałam im co o tym myślę. Bez inwektyw, ale dosadnie. I że poproszę zwrot kasy.

W odpowiedzi napisano mi, że zlecili już zwrot należności, i ponownie, że odsyłanie artykułu jest zbędne. Dopiero wtedy zrozumiałam, że autorowi chodziło o to, żebym sobie nie robiła kłopotu i zrobiła z tą kuwetą co mi się żywnie podoba. Uch. Niech żyją nadinterpretacje! Podziękowałam grzecznie i poszłam poprzymierzać, gdzie się zmieści. No i kurde, znowu muszę uczciwie napisać, że w trudnej sytuacji Zooplus się odnalazł. Jak by nie patrzyć – paczki pakują fatalnie, ale jak przyjdzie co do czego, to wychodzą klientowi naprzeciw. Z tego poczucia satysfakcji od razu zamówiłam dostawę żwirku, bowiem okazało się, że nie mam czym nowego artykułu zapełnić.

Kuweta jest wielka. Jak mierzyłam sobie centymetrem w powietrzu, to jakoś nie miałam wrażenia, że będzie aż tak duża. Spodnia część wykonana jest z dosyć miękkiego plastyku i kiedy nasypałam tam żwirku, wyraźnie czułam w ręku jak pracuje podczas przechylania pod wpływem ciężaru. Jest też dużo płytsza od starej kuwety, toteż przesypywanie piasku na jedną stronę podczas sprzątania nie wchodzi w grę. Za to ma dosyć gładką powierzchnię w środku, dzięki czemu grudki łatwo odpadają i sprzątanie jest ułatwione.

Wieko przypinane jest do spodu jakimiś dziwnymi klamerkami. Jedna mi wypadła, druga nie chciała się ruszyć, więc wywaliłam obie. I tak nie zamykam kuwet, tylko nakładam wieko, więc te klamerki nie były mi do niczego potrzebne.

Koty za to kuwetę pokochały, zwłaszcza maluchy. Przestały prawie chodzić do kuwety łazienkowej i teraz urzędują w obu salonowych. Mnie jej kolor do niczego nie pasuje, ale kociakom najwyraźniej odpowiada. W sumie – nie kupowałam jej dla siebie, prawda?

Facebooktwittergoogle_plus

Kocięta kuwetowe

Małe maine coonki są już nieco mniej małe. Rosną w tempie, które mnie trochę fascynuje a trochę przeraża. Mleczko mamusi i ciotki przestało im już wystarczać i powoli zaczynają urozmaicać dietę. Na pierwszy ogień poszły paproszki zbierane z podłogi, ale małe szybko odkryły gdzie dają fajniejsze rzeczy i przerzuciły się na chrupki.

A skoro zaczęły jeść bardziej treściwie, to i należało oczekiwać, że bardzo szybko będzie potrzebna kuweta. I faktycznie była. Dostały dosyć niską kuwetę otwartą – żeby można było obserwować i ewentualnie pomóc w razie potrzeby. A że kociaki trzymają się salonu, kuweta musiała też tam stanąć. Dni Otwartej Kuwety Na Środku Salonu uważam za otwarte.

Nie będę robić konkursu pt. który kotek jako pierwszy skorzystał z kuwety zgodnie z jej przeznaczeniem, bo pewnie byłyby same wygrane. Warte natomiast zapisania jest to, że pierwszą próbę zagrzebania podjęła ChiNa. Co prawda grzebała w innym miejscu, niż siusiała – ale nie bądźmy drobiazgowi! Niestety zabawa jej się nie spodobała i przestała zakopywać. Chyba było to za trudne, ponieważ o ile grzebanie „przed” nie wymaga specjalnych umiejętności, bo kotek siada jak wiewiórka i grzebie przed sobą, o tyle grzebanie „po” to już wyższa szkoła jazdy – trzeba stać na trzech łapkach i czwartą grzebać z boku, co powoduje zabawne upadki i przewroty.

Co mnie zdumiewa za każdym razem to fakt, że maluchy zaczynają korzystać z kuwety bez obserwowania dorosłych kotów. Żaden z dorosłych nie załatwiał się do tej kuwety, żaden w niej nie grzebał, a kocięta i tak wykombinowały, co trzeba robić. Wygląda na to, że higiena kuwetowa jest instynktowna i jeśli nic się nie wydarzy po drodze, kotki same chętnie utrzymują czystość.

Rosyjskie jeszcze uważały kuwetę za fajny plac zabaw, grzebały sobie dla przyjemności albo się tłukły na piaseczku. Szybko jednak odkryły miskę z wodą, w związku z czym zaczęły więcej siusiać – ku mojej radości od razu w kuwecie.

Na początku sprzątaniem zajmowała się Antenka, którą nieporządek w kuwecie najwyraźniej napełniał wściekłością. Wyrzucała maluchy i grzebała z taką furią, że żwirek pryskał na całą okolicę. Teraz porządkami zajmuje się BanSai. Powoli, niespiesznie krąży po kuwecie, dokładnie zakopując wszystko, co napotka. Jestem przekonana, że zaczął sprzątać zanim sam po raz pierwszy jej użył. Taki to mądry koteczek.

Facebooktwittergoogle_plus

Nowe obyczaje kuwetowe

Odkąd bariera wejścia została pokonana, kociaki uznały, że są za duże na korzystanie z małej niskiej kuwety i wszystkie trzy radośnie „przeprowadziły się” do dużej. Najczęściej chodzą tam parami. Albo całą trójką. Kopią wtedy zajadle, zasypując się nawzajem żwirkiem. Ostatnio nawet zaczęły się wpraszać do dużych kotów!

Duże mają z tym krzyż pański, bo rozbrykane maluchy uwielbiają rozrywki w stylu polowania na ogon czy wskakiwania na głowę. W – że tak powiem – trakcie. Tu się kot próbuje skupić, nad sensem życia zastanowić, a jakieś bydlątko mu na grzbiet znienacka wskakuje. Można się zdenerwować.

Najwięcej zabawy jest ze sprzątaniem w kuwetach. Wystarczy zdjąć pokrywę i małe już lecą do środka. Wyrzucone w jedną stronę, natychmiast włażą z drugiej. Przestałam się przejmować i po prostu przesuwam je tylko z jednego kąta w drugi. Tyle, że co wydobędę łopatką na światło dzienne koci urobek, Ana Tema natychmiast zaczyna zakopywać. I tak się ścigamy – czy ja pierwsza nabiorę na łopatkę, czy Kluska na nowo zakopie.

Kiedy już wszystko uprzątnę i wyrównam żwirek, małe grzecznie kucają w kątkach i… Tak, dokładnie wtedy. Wszystkie trzy. Ech…

Facebooktwittergoogle_plus

Jak sprzątać – to dokładnie

VaiPerek wpadł w szał czystości. Zawsze długo i starannie grzebał w kuwecie, wydając jeszcze przy tym takie śmieszne gruchanie.

Ostatnio natomiast w szale sprzątania wyłazi przednimi łapami z kuwety i … zakopuje jeszcze dywanikiem. Niemal udaje mu się  wciągnąć dywanik do środka, co – zważywszy wysokość skraju kuwety – jest dużym wyczynem.  (Kuwetę można zobaczyć we wpisie o historiach kuwetowych).

A po tym wszystkim leci do misek i zakopuje jeszcze miski. Normalnie nie ogarniam tego kota.

.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:

Historie kuwetowe;

Kot załatwia się poza kuwetą.

Facebooktwittergoogle_plus

Historie kuwetowe

Dzisiejszy wpis będzie długi, nieinteresujący i bardzo życiowy. Pisany jest ku przestrodze lub ku pokrzepieniu serc – zależnie od punktu siedzenia.

Otóż kuweta, urządzenie nieskomplikowane w obsłudze, może być źródłem wielu nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Koty mają swoje zdecydowane preferencje kuwetowe. Są takie, które kuwetkowanie uważają za czynność intymną i tym należy znaleźć ciche, ustronne i bezpieczne miejsce na kuwetę. Inne z kolei nie mają najmniejszego z tym problemu i są w stanie kucnąć w każdych warunkach. Jedne koty lubią kuwety zamknięte, inne za skarby świata do takich nie wejdą.  Z kolei koty uwielbiające kopanie mają zwyczaj wyrzucać żwirek z kuwety, wtedy zamknięta toaleta sprawdza się doskonale, a jeśli nie ma takiej możliwości – warto zaopatrzyć się w kuwetę z wysokimi ścianami oraz ramką. Często też zdarza się, że kot siusia do jednej kuwety, a kupkę robi do innej. Problemy z kuwetą na ogół są pierwszym symptomem, że dzieje się coś złego – ale o tym innym razem.

Spotkałam się z poglądem, że  w domu powinno być tyle kuwet, ile kotów, plus jeszcze jedna. Rzeczywiście, koty, które nie załatwią się do już użytej kuwety, mogą tego wymagać. Nasze na szczęście od najmłodszego były przyzwyczajane do tego, że kuweta jest dobrem wspólnym i nie mają aż takich wymagań, co dla nas jest błogosławieństwem, bo nie mamy aż tyle miejsca w domu.

Każdy z naszych kotów ma inne potrzeby i inne zachowania kuwetowe. VaiPer uwielbia grzebać i kopać, często mrucząc, piszcząc i śpiewając przy tym. Grzebie przed, robi dołki, po czym i tak załatwia się obok. TaiChi z kolei lubi mieć przed sobą przestrzeń. Kuca więc przy samej krawędzi kuwety, mając cały piasek przed sobą. Ponieważ jest już kotem dużym, to w otwartej kuwecie zdarzało się, że co prawda kot był wewnątrz, ale tyłek na zewnątrz… Zrezygnowaliśmy z otwartej kuwety. PaiLu zaś lubi mieć w kuwecie czysto, choć bez fanatyzmu. Oczywiście korzysta w miarę potrzeb, ale po sprzątaniu (a często jeszcze w trakcie) wchodzi pierwsza, żeby się nacieszyć czystym piaskiem. Ona też najdokładniej sprząta po sobie.

Na marginesie: podobno im niżej kot w hierarchii stada, tym dokładniej zakopuje swoje odchody. Chodzi o to, by jak najskuteczniej zamaskować zapach i nie drażnić stojących wyżej. Osobnik dominujący nie ma takiej potrzeby, wręcz przeciwnie – chętnie zostawia swój zapach. Znam kilka przypadków potwierdzających tę regułę (na ogół kocur kastrat chodzi sprzątać po mieszkającej z nim dominującej kotce), choć u nas akurat sprawdza się połowicznie. Owszem, ostatnia w stadzie PaiLu zakopuje starannie, ale największą niefrasobliwość wykazuje TaiChi, która jest w środku skali. Dominujący VaiPer również ładnie po sobie sprząta, ale może jest to kwestia tego, że jest kotem kopiącym.

Od początku używaliśmy żwirku drewnianego, który jest niezwykle wygodny, ponieważ można go wrzucać do sedesu. Odpada więc cały kontredans z torebkami i wędrowaniem z nieciekawym pakunkiem po mieszkaniu do kosza na śmieci. Koty żwirek polubiły, niestety strasznie nosił się po mieszkaniu. Dywanik przed kuwetą pomagał, ale też w ograniczonym stopniu, codziennie trzeba było zamiatać. Zmieniliśmy więc żwirek na inny typ, zbity w większe i twardsze pałeczki, który koty też zaakceptowały, choć bez większego zachwytu, bo trudniej się w nim grzebie.

Jednocześnie używaliśmy drugiej kuwety, otwartej, ze żwirkiem silikonowym. PaiLu i VaiPer do niej siusiały, na kupkę chodziły do zamkniętej toalety z drewnianym, zaś TaiChi, nieczuła na takie subtelności, nie robiła różnicy między kuwetami. Niestety maine coony rosły i w zamkniętej przestały się mieścić (TaiChi przestała sie tez mieścić w otwartej, o czym wspomniałam). Kupiliśmy więc im piękną wielką (największą chyba na rynku) kuwetę, z której nie mają szans wyrosnąć. Wejście do niej jest bardzo wysoko, toteż uznaliśmy, że PaiLu nie będzie chciała z niej korzystać i w ten sposób będzie miała starą kuwetę tylko dla siebie. A ponieważ jednocześnie obraziła się na wszystkie żwirki, musieliśmy zastosować wariant awaryjny z jakimś żwirkiem bentonitowym, którego próbkę dostaliśmy na wystawie. Kicia łaskawie zgodziła się skorzystać z niego, wobec tego w te pędy polecieliśmy kupić cały worek. Nawiasem mówiąc, w pośpiechu kupiliśmy inny, z drobinkami silikonu oraz pudrowym zapachem, ale też został zaakceptowany. I co się okazało? Wszystkie koty rzuciły się na ten żwirek, porzucając drewniany oraz dużą kuwetę. Nie poddawaliśmy się tak łatwo – zmieniłam im drewniany na inny, drobniutki, z drzewa pinii. Nie raczyły w nim nawet łapy postawić, mimo, że do małej kuwety ledwie włażą. Nie zostało nam nic innego, jak kupić więcej bentonitowego. Prawa Murphy’ego jednak są bezlitosne i „naszego” chwilowo nie było, kupiliśmy więc jakiś popularny żwirek bez zapachu i bez wyświrów. Okazało się, że jest beznadziejny, pyli się, jest wyjątkowo okropny z wyglądu i nie znoszę go. Koty natomiast pokochały go wielką miłością. Wszystkie trzy.

VaiPer grzebie tak, że mimo wysoko umieszczonej krawędzi wejścia oraz klapki, żwirek wylatuje na zewnątrz całymi garściami. PaiLu dokonuje wyczynów ekwilibrystycznych, żeby wskoczyć do środka i nie zabić się klapką. Mała kuweta stoi nieużywana od tygodnia.

My zaś zostaliśmy z połową worka grubego żwirku drewnianego, całym workiem drobnego, prawie całym workiem silikonu oraz kolejnym: bentonitu z silikonem, które piętrzą się w jedynym wolnym kącie łazienki, za sedesem. A podobno kotom nie powinno się zmieniać rodzaju żwirku zbyt często! Mhm, spróbowałabym nie zmienić, to szybko by mi chyba wytłumaczyły, że to głupi pomysł.

Na pocieszenie kupiliśmy fajny koszt na śmieci, taki mały, szczelny, o pojemności 3l z przeznaczeniem na koci urobek. Dzięki temu można całość wyrzucać raz na dwa dni, a nie osiem razy dziennie. Skoro nie da się tego wrzucać do sedesu, to chociaż tyle niech będzie tych ułatwień.

Nie wiem, czy z tej historii wynika jakiś morał. Pewnie kilka, w tym chyba żadnego normalnego. Że koty są wredne, złośliwe,  wymagające i nie wiedzą, czego chcą. Albo że człowieka zadręczą. Albo że nie należy się poddawać, problemy z kotami dają się rozwiązywać. O, to jest dobre, przy tym pozostańmy.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:  Kot załatwia się poza kuwetą; Jak złapać mocz kota do badania?

Facebooktwittergoogle_plus