Już za chwileczkę…

Kicia robi się coraz grubsza w okolicach brzucha.  Żre tyle, co mainecoony, ale wszystko idzie na dzieci, bo sama jak była, tak jest chudziutka. Waży teraz 3,6 kg, czyli o 0,8 kg więcej niż przed ciążą.

W związku ze wzrostem w obwodzie przestała się mieścić do ulubionego pudełka po statywach, jak włazi za książki to też musi kilka wyrzucić, żeby wejść swobodnie. Przestała skakać,  tyle co czasem z krzesła zeskoczy. Natomiast we wspinaniu się brzuch jej zupełnie nie przeszkadza – cały czas pomieszkuje na najwyższej półce w garderobie w pudle z ciuchami i drobiazgami, których używam na wycieczkach w góry. Umościła tam sobie wygodne gniazdko w mojej termobieliźnie. Tylko stuptuty wyrzuciła na podłogę, bo zamiast pasków pod podeszwę mają linki stalowe, które ją gryzły w bok. A jak chce zejść, to – jak dawniej VaiPerek – wydaje odgłos paszczowo i czeka aż ją ktoś zdejmie.

Ostatnio okazało się, że to, kto zdejmuje kicię, też nie jest obojętne. Paweł wszedł na drabinę i wołał ją do siebie, a ja stałam z drugiej strony półki i próbowałam ją skłonić, żeby poszła do niego. Wyciągnęłam przy tym rękę do góry i kicia niewiele myśląc zwiesiła się w dół i zjechała pazurami po mojej ręce. Chyba próbowała stanąć mi na dłoni. Mam teraz sznyta do samego łokcia i wyglądam jak ofiara przemocy w rodzinie.

Czasem po bokach brzucha takie gule jej wyskakują kiedy maluchy zaczynają się rozpychać. A jak się przyłoży ręce, to czasami czuć jak kopią. Ogólnie kicia spędza czas jedząc albo relaksując się na fotelach lub w łazience na rozłożonym ręczniku. Przez pewien czas naprawdę się obawiałam, że będzie chciała urodzić w garderobie w tym pudle na wysokości 2,3 m nad ziemią, ale teraz zaczynam mieć nadzieję, że wybierze jednak łazienkę.

.

Odwiedź też:

Kot jaki jest – wspinanie się

Facebooktwittergoogle_plus