Uroki przesyłek z daleka

Ostatnio z uwagą obserwowałam przejścia, jakie Shenn miała ze sklepem internetowym Krakvet, gdzie kupowała żarcie dla futrzaków. Temat był bliski mojej duszy, ponieważ sama zamierzałam wejść na wąską i wyboistą ścieżkę reklamacji.

Ja korzystam z usług m.in. zooplusa. Mają świetne karmy mokre, jakich na naszym rynku nie uświadczysz (przesyłki idą z Niemiec), a na które moje koty rzucają się bez grymaszenia. Niedogodnością jest tylko około tygodniowe oczekiwanie na przesyłkę, ale my mieszkamy w Warszawie, więc taka animalia na przykład dowozi nam zamówienia nawet tego samego dnia – to sprawia, że jesteśmy rozkapryszonym klientem. Jedynym prawdziwym minusem jest słabe pakowanie przesyłek, zawartość w trakcie transportu potrafi się przemieszać kilkakrotnie i to z impetem. Tak się też stało z moją przesyłką. W środku były same puszki, więc się trochę pogniotły (no dobra, nawet bardzo pogniotły), a jedna oberwała tak nieszczęśliwie, że wieczko nie wytrzymało i puszka się otworzyła.

Cyknęłam fotki i dawaj pisać do zooplusa. Na stronie nie podają żadnego emaila, a te, które do mnie przychodzą, obsługiwane są automatycznie. Skorzystałam więc z formularza. Zostałam wypytana o szczegóły i poproszona o przesłanie zdjęć. Szkoda tylko, że adres, z którego ze mną korespondowano, nie przyjmował załączników. Nagabnięci podali mi inny adres, na który już bez problemów przesłałam zdjęcia. Odesłania otwartej puszki na szczęście nie zażądali. Po kilku dniach przyszła odpowiedź – przepraszają i oferują kupon rabatowy do wykorzystania na dowolne zakupy. Teraz wszystkie sklepy się tak schytrzyły, że jak dają jakiegoś bonusa albo upust, to zawsze na następne zakupy – byle przytrzymać klienta, niech zostawi jeszcze parę złotych. A że kolejne zakupy miałam w planach, więc łyknęłam to jak indor kluskę.

Skoro już dali mi ten rabat, to postanowiłam zaszaleć i kupić wielką pakę mainecoonich  chrupek dla VaiPerka. Zamówienie złożyłam w niedzielę w nocy i jakież było moje zdziwienie, jak pan kurier przydreptał wczesnym popołudniem w środę! Musiałam wyleźć w tempie ekspresowym spod prysznica, ale tu już trudno mieć pretensje do sklepu, widać taka karma.

Tak więc zooplus jest sprawdzony w boju i mimo zamieszania z adresami emailowymi, za którymi nie ma żywego człowieka, mogę go polecić. Grzebiąc zaś w ich stronie w poszukiwaniu emaila, znalazłam jakiś program lojalnościowy oraz program pozyskiwania nowych „ofiar” – jak się poleci nowego klienta to obaj (polecający i  polecany) dostają kupon rabatowy o wartości 20 zł. Tak więc jakby ktoś chciał skorzystać – śmiało do mnie (że pozwolę sobie tak się zareklamować).

Facebooktwittergoogle_plus

Mały tyran i despota

Bardzo dziękuję wszystkim głosującym na nasz blog w konkursie na Blog Roku. Jestem szczęśliwa, że aż tylu osobom podoba się to, co tu wypisuję. To bardzo miłe. Dziękuję.

Biedny VaiPerek całkowicie dał się zdominować małej AnaTemie. Jego opiekuńczość i dobre serce stały się jego zgubą i wpędziły biedaka w depresję. Mały Alien nie tylko wygnał go z jego budki i ulubionego hamaka, nie tylko wyżera mu z misek, ale też zajął ukochaną półeczkę kuchenną, gdzie VaiPerek lubi spać przytulony do dzbanka.

Na  tej półeczce nie ma dość miejsca na dwa koty. AnaTema najpierw próbowała się przymilać i przytulać od góry, stojąc na VaiPerku i mrucząc rozgłośnie, a kiedy ten próbował się spod niej wywinąć – wylądowała na dole. Nadal mrucząc na cały regulator i domagając się pieszczot. Niestety VaiPerek nie jest już w stanie znieść aż tylu czułości i po prostu daje nogę.

Jednak najbardziej mnie zdumiewa, że AnaTema zabiera mu miskę. Normalnie VaiPer nie daje nikomu podejść, starszym kocicom potrafi wyciągnąć łapą miskę spod pyska. AnaTema zaś podłazi mu pod pysk kiedy ten je (tylko wtedy miska VaiPerka jest interesująca), wpycha głowę, a VaiPerek oddaje pola i idzie sobie.

Również w kuwecie dostrzegam objawy tego, że ktoś nie wie, gdzie jest jego miejsce. Wszystko przez to, że Mały Alien wciąż pachnie kociakiem i jako kociakowi wszystko jej wolno. Ale za trzy-cztery miesiące jej zapach się zmieni i wtedy będą bęcki, oj, będą.

W dziale Galerie z życia naszych kotów pojawiła się nowa galeria na nowy rok – zapraszam do oglądania.

.

Przeczytaj też:

Hierarchia w stadzie się chwieje

.

Facebooktwittergoogle_plus

Im bardziej pada śnieg…

Im bardziej pada śnieg, tym bardziej AnaTema upiera się, żeby wychodzić na balkon. Na początku nie chciałam jej wypuszczać, bałam się, że się natychmiast pochoruje albo co najmniej zamarznie na śmierć. Wzięłam ją więc na ręce, przytuliłam mocno, żeby jej było cieplutko i razem wyszłyśmy na chwilę, żeby mogła podziwiać świat.

Weszłam do mieszkania, wypuściłam malutką i ani się obejrzałam, jak śmignęła mi między nogami z powrotem na balkon.

Próbowałam ją złapać, ale nasz balkon ma tyle rozkosznych zakamarków – za rowerem, wokół drapaka, za doniczką z iglakiem – że praktycznie byłam bez szans. Zrezygnowałam, kiedy w klapkach wylądowałam w śniegu do kostek.

Od tej pory AnaTema wykorzystuje każdą okazję, żeby wyjść. Zwiedza każdy zakątek, zagląda w szpary, a jak już zmarznie, to siedzi taka skulona, nastroszona, z jedną łapką w górze, ale zabrać się do domu nie da. Jako jedyna łazi po głębokim sniegu – reszta towarzystwa chowa się pod ścianą, gdzie śniegu nie ma, albo siedzi na parapetach. A po pierwszym zachłyśnięciu się nowością, PaiLu i VaiPer zrezygnowały ze świeżego powietrza prawie w ogóle i tylko TaiChi z malutką potrafią tam siedzieć godzinami.

Wygląda na to, że AnaTema z urodzenia jest kotem rosyjskim, ale z przekonań – syberyjskim :)

.

Przeczytaj również:

Śnieg a sprawa kocia

Facebooktwittergoogle_plus

Mole książkowe

Półki za książkami to świetna kryjówka. Można tam znaleźć chwilę spokoju, zdrzemnąć się z dala od ludzi i reszty stada. Można się tam schować przed wizytą u weterynarza. Świetnie się też nadają jako kryjówka dla matki z dziećmi, co jednak – nie wiedzieć czemu – nie budziło jakiegoś szczególnego entuzjazmu ludzkiej części stada i PaiLu musiała zrezygnować z tego świetnego miejsca na rzecz kartonowego pudła.

Przez długi czas na ulubionej przez koty półce było zrobione specjalne wejście dla kotów – kilka książek, zamiast stać, leżało jedna na drugiej, tworząc nad sobą wygodny prześwit. Koty potrafiły się nim przesmyknąć nawet w pełnym biegu, goniąc jeden za drugim. Do czasu.

Do czasu aż PaiLu nauczyła AnaTemę, że jak się dobrze zahaczy pazurem i pociągnie, to się robi więcej miejsca. Rano natykaliśmy się na stosy książek na podłodze i niewinne spojrzenia: ja? ależ skąd! nawet nie dotknęłam tego!.

I tak, półka po półce, ksiązki były odsuwane do samej ściany, tak, zeby się nie dało za nie wejść. Koty są niepocieszone. Siadają teraz z przodu, ale to nie to samo!

Za późno się zorientowaliśmy, że jak małej kici pazurem nie szło, to pomagała sobie zębami. Ze szczególnym upodobaniem gryzła twarte oprawy. Najbardziej szkoda nam pięknego albumu na temat zbiorów z galerii Pittich i Uffizi, który przewieźliśmy na własnych garbach z Włoch (a ciężki jest jak nieszczęście) i który szczególnie cieszył nasze oczy.

Facebooktwittergoogle_plus

Czułe pieszczoty

Jak wiecie, najbardziej miziastym kotem w naszym stadzie jest TaiChi. Jest to zwierzątko nakolanne, głośnomruczące i zachłanne. Raz ułożona na kolanach nie daje się z nich zrzucić. Nawet jeśli ja praktycznie już wstałam, ona jeszcze trzyma się kolan nadprzyrodzonym sposobem.

A jak jest w wyjątkowo czułym nastroju, funduje mi swoją najbardziej intymną pieszczotę. Wkłada swój wilgotny nos do dziurki mojego nosa a wibrysami oplata mi twarz. Jakby samej sierści w nosie nie wystarczyło.

Przyjmuję to z godnością, choć tylko ja wiem ile wysiłku kosztuje powstrzymanie się od dzikich podskoków i drapania się po całej swędzącej twarzy.

Facebooktwittergoogle_plus

Mamo, a on mnie spycha!

Paweł ma nową zabawkę. Z okazji nowego roku. Otóż kamerę nabył drogą kupna i teraz będzie kręcił, i kręcił, i kręcił. Nie mam jeszcze pewności, kto te filmy będzie obrabiał ani gdzie je będziemy trzymać, zwłaszcza, że już od jakiegoś czasu cierpimy na poważne braki miejsca na dyskach, ale niech tam…

Na pierwszy ogień poszły maine coony podczas ustalania kto dziś będzie spał na górnym hamaku drapaka. Zwróćcie uwagę na uszy – przez większość czasu dla VaiPerka to zabawa i miła rozrywka, TaiChi traktuje sprawę o wiele poważniej. Może dlatego przegrywa i chodzi potem smutna.

Facebooktwittergoogle_plus

Święta za nami

Tuż przed Świętami pożegnaliśmy AnaForę, która spędzała je już z nowymi właścicielami. My z piątką kotów pojechaliśmy do rodziny. Blisko trzygodzinną podróż urozmaicało miauczenie maluchów, które były bardzo niezadowolone z faktu, że muszą siedzieć w transporterku, podczas gdy PaiLu i VaiPer siedziały na kanapie przypięte do pasów i cieszyły się względną wolnością.

Tym razem rodzice postanowili zagrać rewolucyjnie i choinkę postawili na balkonie, ubrawszy ją w tylko w lampki. Wyglądało to bardzo dekoracyjnie i zostawiało zdecydowanie więcej miejsca na wygłupy watahy kotów oraz dwojga małoletnich dzieci mego brata.

Święta minęły bez wydarzeń mrożących krew w żyłach, choć nie można powiedzieć, żeby koty się nie starały urozmaicić wszystkim życia. A szczególnie rodzicom i szczególnie w nocy. Na niedzielę umówieni byliśmy z nową właścicielką AlErgenka, wróciliśmy dość szybko, znowu przy akompaniamencie mauczenia.

Smutno się zrobiło bez dwóch maluchów, wszystkie koty tęsknią i szukają ich po kątach, a z nimi my. Na szczęście dostajemy telefoniczne i mmsowe relacje z nowych domów, za które bardzo dziękujemy!

Na pocieszenie oglądamy sobie zdjęcia i filmiki, które kręciliśmy bez opamiętania.

Facebooktwittergoogle_plus