Biegi przełajowe

Przypuszczam, że wkrótce oszaleję. Koteczki rozwijają już takie prędkości, że oko za nimi nie nadąża. Do tego jeszcze trenują cały czas, którego nie spędzają śpiąc. Kto by pomyślał, że te małe łapeczki tak tupią!
Maine coony biegają już w tempie umożliwiającym ganianie się z Antenką. Latają teraz całą watahą po mieszkaniu, tyle że maine coony kończą biegi na podłodze, a Antenka gdzieś zawsze wskakuje. Mam tylko nadzieję, że nie będzie ich uczyć wskakiwać na górę kabiny prysznicowej, bo tego bym już chyba nie przeżyła.

Rusałki są już wyraźnie mniejsze, choć też rosną jak na drożdżach. Nie biegają bardzo szybko, ale za to prześmiesznie kicają na wszystkich czterech łapkach. Za każdym razem widok ten rozbawia mnie do łez.
Co jakiś czas nadchodzi chwila, kiedy wszystkie dają czadu i wtedy jest naprawdę nie do wytrzymania. Strach nogę postawić, bo nawet jeśli nie ma tam kota, to nie ma też gwarancji, że nie pojawi się w kolejnej nanosekundzie. Wstyd się przyznać, ale już trzy razy nadepnęłam nie tam, gdzie trzeba.

Facebooktwittergoogle_plus

Ach śpij, kochanie…

Kocięta wyemancypowały się już zupełnie i maja własne rytmy dobowe i własne miejsca do spania. Nie sypiają już na kupce, a przynajmniej nie zawsze. I niestety nie w tym samym czasie. Zawsze jest co najmniej jeden, który snuje się po mieszkaniu i rozrabia, podczas gdy reszta śpi. Potem jest zmiana i wstaje inny. W ten sposób one się wysypiają, a ja nie mam chwili odpoczynku.

Jakoś nie mogę ich przekonać, żeby spały w nocy. Koło drugiej wstają rusałki i przychodzą do łóżka pobawić się. Niby nie ważą dużo, ale uporczywe kicanie po człowieku jakoś mnie rozprasza i nie mogę się skupić na spaniu. Kiedy już sobie szczęśliwie pójdą, mam dosłownie chwilę na ekspresowe wyspanie się, bo o świcie wpadną maine coonki i będą się ganiać na mnie.

A najgorsze jest, że wiem, że jeśli podniosę głowę, zobaczę inne koty porozkładane po sypialni i smacznie śpiące! Tylko te dwie potwory harcują – jakby nie mogły biegać w drugim pokoju!

Ps. Liczba naszych fanów na Facebooku przekroczyła 100! Hurra! Bardzo się cieszymy :)

A tych, którzy nas jeszcze nie „zalajkowali” zapraszamy do zrobienia tego. I komentowania! Będzie nam miło pogadać z Wami – mówię za siebie i za koty, one zawsze z ciekawością oglądają co tam się dzieje :)

Facebooktwittergoogle_plus

Kto pierwszy do miski

Kiedy zauważyłam, że ChiLee zaczyna coraz bardziej interesować się miską z chrupkami, otworzyłam zakupioną specjalnie dla maluchów paczkę RC Babycat. Tak sobie pomyślałam, że będę je powoli przyzwyczajać do coraz większych chrupek, bo choć Hills Kitten, który jedzą teraz kocice, nie jest zbyt wielki, to jednak dla tych małych pyszczków stanowi wyzwanie.

Co prawda paszcza ChiLee nie jest aż tak mała i kotka radzi sobie z nim całkiem dobrze, ale BachSzisz przy pierwszym podejściu zakrztusił się poważnie i nie obeszło się bez klepania w plecki.

Dla porównania wielkości: RC Babycat, Hills Kitten i Hills Natures Best, które jedzą dorosłe. Oraz ChiLee, która nie czeka, tylko łapie byka za rogi (albo chrupka w zęby, śliniąc się przy tym obficie).

Wyciągnęłam więc tego Babycata, wsypałam do miseczki i zaniosłam do pokoju. Co się wtedy działo, słowo nie opowie, pióro nie opisze. Nagrałam kawałek, kiedy już emocje opadły na tyle, że jedną rękę miałam wolną i mogłam trzymać sprzęt. Nagrane komórką, więc cudem jakości nie jest – musicie mi wybaczyć.

Sceny dantejskie to były niemalże. Nie ma najmniejszych szans na to, żeby jakoś podstępnie dać to kociętom, bo VaiPer nie odpuści. Gdyby one zechciały jeść o jednej porze, to byłaby może szansa, ale nie ma tak dobrze – każde je wtedy, kiedy mu się przypomni.

Nawet na mokre śniadanie muszę wysyłać specjalne zaproszenie i każdego za kark taszczyć do misek. Oprócz ChiLee, oczywiście, bo ta od razu czuje co jest grane i leci bez wołania. Na razie tylko BanSai nie jest chętny do przestawienia się na stałe pożywienie. Pozostałe rusałki wciągają mokre aż miło, a i chrupkę od czasu do czasu, tylko ten cwaniaczek gania za kocicami i spija wszystko, czego nie potrzebują pozostałe kocięta.

Niedługo kocice zaczną go odstawiać od cycka, to nie będzie miał wyjścia. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Kocięta kuwetowe

Małe maine coonki są już nieco mniej małe. Rosną w tempie, które mnie trochę fascynuje a trochę przeraża. Mleczko mamusi i ciotki przestało im już wystarczać i powoli zaczynają urozmaicać dietę. Na pierwszy ogień poszły paproszki zbierane z podłogi, ale małe szybko odkryły gdzie dają fajniejsze rzeczy i przerzuciły się na chrupki.

A skoro zaczęły jeść bardziej treściwie, to i należało oczekiwać, że bardzo szybko będzie potrzebna kuweta. I faktycznie była. Dostały dosyć niską kuwetę otwartą – żeby można było obserwować i ewentualnie pomóc w razie potrzeby. A że kociaki trzymają się salonu, kuweta musiała też tam stanąć. Dni Otwartej Kuwety Na Środku Salonu uważam za otwarte.

Nie będę robić konkursu pt. który kotek jako pierwszy skorzystał z kuwety zgodnie z jej przeznaczeniem, bo pewnie byłyby same wygrane. Warte natomiast zapisania jest to, że pierwszą próbę zagrzebania podjęła ChiNa. Co prawda grzebała w innym miejscu, niż siusiała – ale nie bądźmy drobiazgowi! Niestety zabawa jej się nie spodobała i przestała zakopywać. Chyba było to za trudne, ponieważ o ile grzebanie „przed” nie wymaga specjalnych umiejętności, bo kotek siada jak wiewiórka i grzebie przed sobą, o tyle grzebanie „po” to już wyższa szkoła jazdy – trzeba stać na trzech łapkach i czwartą grzebać z boku, co powoduje zabawne upadki i przewroty.

Co mnie zdumiewa za każdym razem to fakt, że maluchy zaczynają korzystać z kuwety bez obserwowania dorosłych kotów. Żaden z dorosłych nie załatwiał się do tej kuwety, żaden w niej nie grzebał, a kocięta i tak wykombinowały, co trzeba robić. Wygląda na to, że higiena kuwetowa jest instynktowna i jeśli nic się nie wydarzy po drodze, kotki same chętnie utrzymują czystość.

Rosyjskie jeszcze uważały kuwetę za fajny plac zabaw, grzebały sobie dla przyjemności albo się tłukły na piaseczku. Szybko jednak odkryły miskę z wodą, w związku z czym zaczęły więcej siusiać – ku mojej radości od razu w kuwecie.

Na początku sprzątaniem zajmowała się Antenka, którą nieporządek w kuwecie najwyraźniej napełniał wściekłością. Wyrzucała maluchy i grzebała z taką furią, że żwirek pryskał na całą okolicę. Teraz porządkami zajmuje się BanSai. Powoli, niespiesznie krąży po kuwecie, dokładnie zakopując wszystko, co napotka. Jestem przekonana, że zaczął sprzątać zanim sam po raz pierwszy jej użył. Taki to mądry koteczek.

Facebooktwittergoogle_plus

Pierwsze znaki pandemonium

Chi Lee jako pierwsza wylazła z kojca i ruszyła zwiedzać świat.

W drzwiach szafy, gdzie mieszkają kocięta, włożyłam kawałek tektury i Chi Lee pierwsza wykombinowała, że trzeba trochę podwindować ten gruby tyłek, to wtedy się spada po drugiej stronie i jest fajnie. Rusałki są jeszcze za małe, żeby sięgnąć, a Chi Na nie jest zainteresowana.

Za każdym razem, kiedy wyciągałam maluchy, żeby się oswajały ze światem, PaiLu strasznie się denerwowała i próbowała je zagarniać na kupę. Kiedy Chi Lee zaczęła chodzić samopas, PaiLu dostała szału. Biegała w kółko miaucząc głośno i rozpaczliwie, a w nocy drapała mnie po twarzy z pretensją, że śpię zamiast coś z tym zrobić. Doskonale wiem w jakich godzinach mała funkcjonuje w nocy, ponieważ mam wówczas pobudkę co 10 minut. Od drugiej do wpół do piątej.

Co mnie zdumiało to nawet nie fakt, że Chi Lee tak szybko nauczyła się wychodzić, tylko to, że potrafi też wracać. Jak jej się znudzi, to nie zasypia gdzie popadnie, tylko karnie idzie do szafy i wspina się po kartonie do środka.

Pierwszego dnia na wolności zapoznała się z miskami. Najpierw wpadła dziobem do wody, co jej się nie spodobało, ale szybko wykombinowała co to jest i jak się pije. Potem poszła obgryzać drugą miskę, a jak jej się znudziło, wylizała wszystkie chrupki. Drugiego dnia użyła drapaka. Skąd w tym kocie taka inteligencja?

Chciałam zastawić czymś drzwi, żeby nie wychodziła do pokoju, ale mała po jednorazowej wycieczce sama z siebie trzymała się sypialni. Tymczasem PaiLu nie zniosła napięcia i zaczęła przenosić kociaki… do pokoju właśnie. Do transporterka.

Już nie mówię, że w tym celu pozbawiła miejscówki jedynego kota, który nie ma traumy, w związku z czym sypia w tym transporterku – czyli Antenki – ale przede wszystkim znacznie ułatwiła kociakom wychodzenie, bo żadnej przegrody już się tam nie dało zainstalować. Nie mówiąc o tym, że nie mieściła się tam z kociakami. Same kociaki by weszły, ale na nią, a tym bardziej na TaiChi, miejsca nie było. Dostawiłam więc pudło kartonowe i zwierzaki jakoś się same tam tasują.

A małe potworki wykorzystują każdą okazję, żeby wyleźć i połazić po pokoju. Teraz ja mam traumę, jak chcę wstać sprzed komputera. Trzy razy zaglądam pod krzesło, czy coś tam nie łazi.

Facebooktwittergoogle_plus

Koniec bezimienności

Ponieważ życie zmusiło mnie wreszcie do dostarczenia klubowi tzw. karty miotu oraz złożenia wniosku o wydanie rodowodów maluchom, musiałam w końcu podjąć decyzję co do imion dla maine coonów. Wybierałam z trzech opcji, wybierałam, aż w końcu wymyśliłam nowe i te nowe już obowiązują. Przepadło.

Rusałki mają imiona pochodzące z różnych języków: PaiLu – z chińskiego, Bean Si – ze staroirlandzkiego, Bach Szisz – z perskiego, Ban Sai – z japońskiego. Tym razem postanowiłam przynajmniej tematycznie trzymać się jednego wątku.

Maine coonki są chińskie, jak mamusia i też mają w imieniu Chi, jak energia życiowa.

Jedna jest śmiała i nieustraszona, bez wahania rusza na podbój świata. Dzielna jak Bruce Lee, więc będzie miała na imię Chi Lee (CziLi).

Druga to siła spokoju. Siedzi sobie w kojcu jak taki mały gruby Chińczyk i uśmiecha się do siebie. Będzie więc miała na imię Chi Na, jak „China” (CzajNa) – Chiny po angielsku.

O!

Ponoć koty bardzo dobrze słyszą m. in. cz i sz, jest więc szansa, że będą reagować na swoje imiona. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Jak rozpoznać płeć kociaka

Dziś będzie o rzeczach bardzo podstawowych ze specyficznymi ilustracjami. Będziemy mianowicie zaglądać kotom pod ogon. Osoby o bardzo rozwiniętej wrażliwości proszone są o zaczekanie do następnego wpisu :).

Zauważyłam w statystykach, że zaglądają tu osoby poszukujące właśnie podpowiedzi, jak rozpoznać płeć kociąt w miocie. Nie pomyślałam o tym wcześniej i nie zrobiłam fotek, kiedy maluchy były całkiem miniaturowe, więc dwutygodniowe tyłeczki muszą wystarczyć.

Rozpoznanie płci kociaka nie jest tak trudne, jak by się niektórym wydawało, ani tak proste, jak by niektórzy chcieli – że tak pozwolę sobie zacytować klasyków. W przypadku dopiero co urodzonego kocięcia niewprawne oko może łatwo dać się zwieść, ponieważ maluch jest cały obrzmiały i dopiero po jakimś czasie skóra się wygładza. Ja na przykład dałam się zwieść maine coonkom – przez pierwsze godziny byłam przekonana, że urodziły się dwa kocurki. Dopiero inspekcja po jakimś czasie pozwoliła odkryć prawdę.

Kiedy mamy kocięta różnej płci, sprawa jest banalnie prosta – wystarczy wziąć dwa i porównać. Myślę, że nawet najbardziej niewprawne oko jest w stanie rozpoznać na pierwszy rzut oka, gdzie kotek ma anus. Następnie sprawdzamy w jakiej odległości jest drugi otworek. W przypadku koteczki odległość będzie niewielka a otworek podłużny, natomiast u kocurka już zdecydowanie większa a otworek okrągły.

U kilkudniowych kociąt różnica jest już tak znacząca, że nawet bez porównywania można stwierdzić, co trzymamy w ręku. Potrzebna tylko czujność i spostrzegawcze oko.

Tyle teoria. W praktyce wątpliwości nękają człowieka. Ja zaglądałam pod ogon co najmniej kilkunastu kociętom, a proszę – białe kudłatki mnie oszukały :).

A swoją drogą to niesamowite, jakie te kudłatki mają teraz mięciutką sierść! Puch, jedwab i aksamit razem wzięte się przy nich chowają. Rusałki z kolei są w dotyku puchate ale szorstkie. Za jakiś czas nastąpi zmiana i to rusałki będą atłasowe w dotyku, a maine coonia sierść się utwardzi.

Facebooktwittergoogle_plus