Z wizytą u AnaFory

Nasza cudowna dziewczynka mieszka z panią, panem i psem. Pies jest pięknym, wspaniale ułożonym golden retrieverem o imieniu Viva i lubi cały świat. Nie wyłączajac kota. A może: szczególnie kota.

AnaFora początkowo siedziała w budce na drapaku i tylko warczała na Vivę, ale już trzeciego dnia w ferworze zabawy przebiegła po psie, a potem już poszło. Viva bardzo lubi kocie zabawki. Łapie kocią wędkę z myszką w zęby i biegnie po mieszkaniu, a za nią leci kot i próbuje złapać tę myszkę. Prawie padliśmy ze śmiechu na ten widok.

Poza tym koteczka urosła, ma piękne błyszczące futro i mnóstwo energii, biega, myszkuje po kątach, zagląda wszędzie – tylko nie w obiektyw aparatu. Widać wstydliwa jest. Dlatego mamy tylko cztery zdjecia :)

.

Przeczytaj też:

Z wizytą u AlErgena

.

Facebooktwittergoogle_plus

Ekonomiczny model

Chyba się pomyliłam zamawiając ostatnio mokrą karmę dla kotów i zamiast wziąć pakiet różnych odmian kurczaka, wzięłam taki, w którym część jest z tuńczyka. A moje sierście nie lubią nawet zapachu ryby. Widział ktoś takie koty? Mutanty.

Kupione, zapłacone – trzeba to zjeść. Nałożyłam im rano tuńczyka do misek i – alleluja! – mainecoony zjadły wszyściutko! PaiLu tylko powąchała z obrzydzeniem, AnaTema nawet tego nie – odwróciła się na sam widok. Tego dnia ruski pogardziły śniadaniem zupełnie, następnego też… Chyba rzeczywiście nie lubią do tego stopnia, że wolą paść z głodu.

Niektórzy właściciele uważają, że kot sam wie, co powinien jeść i jak coś ma mu zaszkodzić, to nie weźmie do pyska. Bazując na doświadczeniach z moimi zwierzakami mocno powątpiewam w stuprocentową słuszność tego przekonania. Jakoś nie chce mi się wierzyć w wartość odżywczą kurzowych kotów, wstążek i gałązek fikusa.

Natomiast co do upodobań – to zupełnie inna sprawa. Pomidory, majonez, oliwki – różne rzeczy znajdują się na kociej liście ulubionego żarcia. W naszym stadzie w zasadzie tylko TaiChi ma zdecydowane preferencje – gdyby mogła, żywiłaby się wyłącznie kanapkami z żółtym serem. Smacznie i niedrogo. Chleb i żółty ser – oto co tygrysy lubią najbardziej.

Ekonomiczny model :)

Facebooktwittergoogle_plus

Z wizytą u AlErgena

Dzięki uprzejmości Karoliny, nowej właścicielki AlErgenka, mogliśmy odwiedzić naszego kocurka w nowym domu. AlErgen jest towarzyski, miziasty i kontaktowy, zależało nam więc na tym, żeby poszedł do domu, gdzie będzie inny kot. Nie mógł lepiej trafić – Emol, kot-rezydent w nowym domu, bardzo chciał mieć towarzystwo, jest nadzwyczaj opiekuńczy i kocha młode kociaki.

Od razu zaakceptował nowego kompana, otoczył go opieką, przytula, mizia i nie odstępuje na krok. W sensie dosłownym – kiedy AlErgen znika mu z oczu, natychmiast wstaje i idzie go szukać.  W ogóle strasznie to było wzruszające, bo oba koty najwyraźniej znajdowały przyjemność w swoim towarzystwie i zaprzyjaźniły się praktycznie od pierwszego wejrzenia.

Nakręciliśmy też film o tym, jak AlErgen oszalał na punkcie podarowanej przez nas zabawki, ale trzeba go jeszcze skrócić, a chwilowo brak na to czasu. Postaram się wrzucić go w ciągu kilku dni.

.

Przeczytaj też:

Mały i duży

All your base are belong to us

Małe i duże – reload

Facebooktwittergoogle_plus

Tualetnaja bumaga

Odnalazłam w czeluściach dysku jeszcze jeden film z kociakami, o którym myślałam, że przepadł na wieki. Jest to filmik o pladze, z którą zetknęliśmy się po raz pierwszy, mimo, że odchowaliśmy już kilka kotów. Otóż – koteczki uwielbiają papier. Toaletowy. Rozwijać, drapać, szarpać. Żaden z dużych kotów za młodu nie wpadł na ten pomysł, a małe – bardzo proszę, od razu połapały się, że to świetna rozrywka. Poszarpały rolki stojące w stojaku, a wiszący kraniec potrafiły wyciągnąć i owinąć papierem mieszkanie dwa razy dookoła.

Do tej pory boję się zajrzeć pod tę szafkę, pod którą kociaki znosiły wszystkie swoje zdobycze.

Papier toaletowy jest cały czas pieczołowicie chowany przed AnaTemą, a stojaka kicia używa jako drabinki skrzyżowanej z małpim gajem. Zamiast szarpania rolek uprawia teraz kopanie w worku ze żwirkiem. Zabezpieczenia w postaci przyciśnięcia czymś worka, włożenia go w drugi worek i tym podobne nie stanowią dla niej większej przeszkody. Jak się uprze, to się dokopie i tak.

Wiadomość z ostatniej chwili – AnaTema, jako pierwsza w tym domu, zdobyła najwyższy punkt mieszkania, czyli żyrandol! Brawo ta pani! Na szczęście lampa utrzymała się sufitu, kicia spadła z hukiem ale bez obrażeń i nie zdradza chęci powtórki. Na razie.

I tylko czasami się zastanawiam: czy to duże koty były takie nieprawdopodobnie grzeczne i spokojne, czy AnaTema jest szatanem w kociej skórze.

.

Przeczytaj też:

Savoir-vivre przy stole

Święta za nami

Po zabiegu

Facebooktwittergoogle_plus