Człowieku, krocz za mną

TaiChi zwiększyła stopień wyrafinowania w zwabianiu pani i skłanianiu do zaspokajania swoich potrzeb.

Teraz staje słupka, drapie mnie po plecach, po czym niedwuznacznie wskazuje, żeby iść za nią. Idziemy do kuchni – TaiChi przechodzi pod stołem, ja obok. Spotykamy się po drugiej stronie na jeden głask. TaiChi zawraca, mija mnie i lekko meandrując przechodzi przez cały pokój, mija biurko komputerowe (skąd wyruszyłyśmy) i udaje się… do sypialni. Tam czeka aż ją dogonię, kładzie się na łóżku i patrzy znacząco.

No to kładę się obok i miziam koteczka. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Imiona nadane

Zrobione – kotki wybrały sobie imiona.

Najpierw imię nadało się samo najmłodszej i najmniejszej koteczce. Nadało się samo, ponieważ ja mam Tajny Klucz Nadawania Imion moim przyszłym kotom. Jedynie AnaTema się wyłamała, ale to dlatego, że w czasie nadawania imion temu miotowi jeszcze nie zdecydowałam, że ją sobie zostawię.

Ewa, która jest jednym z największych fachowców – jeśli nie największym – od rusałek, potwierdziła mi, że najmłodsza warta jest grzechu. I tak sobie pomyślałam: matka urodziła ją praktycznie rzutem na taśmę, ostatnim wysiłkiem, mała  powinna być najsłabsza, tymczasem jako pierwsza wyszła z kojca i poszła zwiedzać świat i nie boi się niczego. W zasadzie nie miałam wątpliwości – będzie miała na imię Fa Jin. Fa jin jest to stosowane w niektórych chińskich sztukach walki momentalne wyzwolenie energii w czasie ciosu, podczas gdy poza tą chwilą ciało jest rozluźnione.

Męskim imieniem okazał się Fajf Oklok. Kocurek jako drugi wyruszył na podbój świata. W odróżnieniu od pozostałych kociąt niemal od razu zaczął chodzić płynnie. Normalnie chodzenie jest sztuką, która przychodzi jako ostatnia, po poruszaniu się nagłymi wyrzutami do przodu oraz płynnym bieganiu. Kocurek jest pod tym względem ewenementem i jego dostojny krok jakoś tak mi się skojarzył z brytyjskim gentlemanem i uznałam, że Fajf Oklok będzie idealne.

Największa koteczka to oaza spokoju. Porusza się spokojnie, lubi poleżeć, śpi ile może i jeszcze trochę. Świat zwiedza niespiesznie, ze spokojem i systematycznie. Jak ma w planach dojść do konkretnego miejsca, to dojdzie, choćby po drodze było nie wiadomo ile przeszkód. Na przykład w postaci mamy próbującej ją zagonić do kojca. Jakoś tak ten spokój skojarzył mi się z nieuchronnością i nadałam jej imię Faa Tum.

Trzecia koteczka to stworzonko o niesamowicie słodkiej mordce. Cała w sumie jest słodka, urocza i wdzięczna. Kica radośnie po całym domu, skacze na dostępne powierzchnie a potem z nich zeskakuje. Zabawki chwyta w zęby i biegnie do kojca. Radość dla oczu. Do tego jest sprytna i mądra. Fenk Ju w sumie by do niej pasowało. Dzień czy dwa próbowałam ją tak nazywać, ale kompletnie nie układało mi się to imię na języku. Przyjrzałam się jej uważniej – to nie jest hoże angielskie dziewczę tylko sprytna Francuzeczka! Z mordki widać, że to Frou Frou!

Facebooktwittergoogle_plus

Lutowa wystawa

W połowie lutego na końcu świata – a dokładniej w obiektach przy ulicy Marsa w Warszawie – odbyła się wystawa kotów. Ta wystawa była wyjątkowa, albowiem brał w niej udział reprezentant Kota Doskonałego*PL w postaci… ChiNy!

Wykąpana (trauma!), wyczesana i bardzo zdenerwowana pokazała się dwóm paniom sędziom i dwukrotnie uzyskała Ex 1. W nominacjach przegrałyśmy z ragdollem, trudno. Pierwsze koty za płoty.

Na wystawie można było obejrzeć przedstawicieli kilku rzadkich ciekawych ras, m.in. mau, selkirk rex, archangielskich (obie rasy nie są uznawane przez FIFE, więc koty były bardziej „towarzysko”), snowshoe czy kartuzy. Jak zawsze poruszenie wzbudzały bengale, rexy i bezwłose sfinksy. Do tego śmietanka maine coonów, rusałek, norwegów, brytolków i innych zachwycających ras.

Kilka zdjęć można zobaczyć w galerii z wystawy. Niestety z ogólnego przejęcia i zdenerwowania… nie zrobiłam zdjęcia własnemu kotu… Karma.

Selkirk Rex czyli kot-owieczka

Snowshoe

Egipski Mau

Koty archangielskie

Chartreux (kot kartuski)

Facebooktwittergoogle_plus

Jak się myją kocięta

Nie mam czasu pisać, bo całymi dniami siedzę i obserwuję kocięta!

Maluchy już wstały na cztery łapki i przemieszczają się po całym pudle dzikimi niekontrolowanymi skokami. Kojarzą już, co widzą i reagują – jak tylko zajrzę do pudła, rozlega dziki się pisk. Nie będę interpretować, czy się boją, czy cieszą :)

Skończyły trzeci tydzień życia i nadszedł czas na cotygodniowe portrety. Tym razem wyniosłam je razem z pudłem i Antenką do pokoju i kolejno wyjmowałam i stawiałam na pufie. Oczywiście wszystkie koty się zleciały, żeby je obwąchać i polizać. Do łazienki boją się wchodzić, zresztą Antenka od razu na nie wrzeszczy, a tutaj jakoś strach im przeszedł i zwaliły się tłumnie. Do tego Antenka łaziła w kółko, miaucząc bez przerwy. A w środku tego pandemonium ja z aparatem. Myślałam, ze oszaleję.

Co mnie zdziwiło, to fakt, że Antenka ani razu nie próbowała zabrać żadnego z maluchów. Albo tak mocno mi ufa, albo… No właśnie – zaczynam podejrzewać, że ona nie zakumała idei noszenia kociąt w zębach. Nawet nie próbuje. Może to dlatego nie zamierza zmieniać legowiska?

A na razie krótki film o myciu. Kręcony jak zwykle komórką, więc cudem jakości nie jest.

Czy ktoś jest zdziwiony, że całymi dniami siedzę nad pudłem i obserwuję?

Facebooktwittergoogle_plus