Primaaprilisowo, słodko i deserowo, czyli maine coony na J

No ja nie wiem o co chodzi, dlaczego ten czas tak leci! Przed chwilą urodziły się maleńkie maine coony, a już są wielkie (i bardzo słodkie) zwierzaki. I mieszkają już w swoich nowych domach. Kiedy to się stało?

W ogóle z tymi maine coonami to jakaś jedna wielka komedia omyłek.

Podobnie jak poprzednia parka, znowu urodziły się pręgusy. Tymczasem Joanna, która czekała od dawna na czarnego kocurka, nie mogła się oprzeć kociakowi urodzonemu 1 kwietnia, nawet pręgowanemu. Ona też zdecydowała, że jej maluch będzie nosił imię Truskawka. I tak cieszyliśmy się wszyscy razem, aż kocięta trochę podrosły i w ogólną szczęśliwość wdarła się lekka nuta niepokoju. Może nie niepokoju, ale niepewności. Bo im dłużej im zaglądałam pod ogony, tym bardziej wyglądały na dziewczynki. W końcu trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy. Podstępne primaaprilisowe zwierzątka zrobiły nam jeszcze jeden psikus, a my daliśmy się nabrać jak dzieci.

Truskawka okazał się się być kobietą. Na szczęście Joanna uznała to za znak, że ten kot faktycznie jest jej pisany. Poznajcie Truskawkę, czyli w języku naszych braci Czechów – Jahodę.

Plik 18.07.2016, 16 36 53

Jahoda Kot Doskonały*PL to kot budzący respekt samym wyglądem. Przebojowa podróżniczka, nieustraszony zdobywca oraz wielokrotny uciekinier z kojca. Uwielbia łapać myszki i szczury na patyku, po czym sprawnie je unieszkodliwia. Mieliśmy takiego szczura na patyku, który był z nami jakieś 8 lat. Niezniszczalny. Uszy i ogon już dawno stracił, po puszystości futerka nie zostało nawet wspomnienie, sznurek, na którym wisiał, sztukowany był kilkakrotnie. No to już go nie mamy, Jahoda załatwia takie sprawy jednym kopnięciem zadnich łap. A przy tym jest Jahoda najsłodszym stworzeniem, wystarczy na nią spojrzeć, a już włącza motorek i przewraca się na plecki, eksponując brzuszek. 300% cukru w cukrze.

Jahoda mieszka teraz w Warszawie z Joanną, Arturem, kotem Kardamonem i kotką Fruktozą. W domu wołaliśmy na nią Kawusia, ale zdaje się, że teraz ma ksywę Gremlin.

*

Imię dla drugiej dziewczynki powstało w wyniku wytężonej pracy i długotrwałych poszukiwań lingwistycznych. Skoro siostra ma na imię Truskawka, to nie można drugiej tak po prostu dać przypadkowego imienia na J. A we wszystkich dostępnych językach cukier jest albo na A, albo na S/Z. Truskawka z cukrem – mnie bawi. Ale wyszło nawet lepiej! Otóż jest w tadżyckim słowo na j: яхмос i oznacza lody! Lody z truskawką – idealnie. Oto Jachmos, czyli Jasia.

Plik 03.08.2016, 16 46 28

Jasia długo była cichym i mało ruchliwym stworzonkiem, stanowiąc kontrast do swojej aktywnej siostry. Potem się okazało, że po prostu potrzebuje większej przestrzeni, której kojec jej nie zapewniał. Kiedy koty zyskały wolność i dostęp do mieszkania, Jasia zaczęła nadrabiać zaległości w bieganiu i skakaniu. Z drogi, śledzie, bo kot… leci! Jeśli Kawusia uwielbia łapać, to Jasia zdecydowanie woli gonić. Bieganie, skakanie z saltem w powietrzu i inne dzikie harce to jej znak szczególny. Towarzyska jest bardzo, zarówno wobec kotów, jak i ludzi. Trochę nieśmiała i chowa się w pierwszym momencie przed nowościami. Ale wystarczy zawołać jej imię i już ciekawość zwycięża – i Jasia pędzi zobaczyć co się dzieje.

Jasia znalazła dom, o jakim można tylko pomarzyć! Zamieszkała pod Łodzią z Dominiką, Kirkiem Kotem Doskonałym, zwanym w domu Cosmokotem (gdyż bez kozery powiem: jest kosmiczny) oraz Noushką Kotem Doskonałym, zwaną w domu Stefą. Jakby tego było mało, będzie miała jeszcze do towarzystwa jeszcze psy, ludzi, królika (o ile dobrze pamiętam) oraz… jeszcze więcej kotów!

To były cudowne 4 miesiące kompletnej słodyczy :)

Facebooktwittergoogle_plus

Primaaprilisowe dzieci

1 kwietnia 2016 roku Czarna Tylda urodziła dwójkę maluchów. Dzieci-Niespodzianki, bo z różnych przyczyn nie spodziewałam się ich narodzin.

Tymczasem całkiem niespodziewanie są, bardzo realni i bardzo rozkoszni. Dwaj chłopcy, co jest ewenementem na skalę światową, bo mi się rodzą głównie dziewczyny.

Zupełnie do siebie niepodobni – jeden ma na pyszczku miłość do świata, drugi głeboką niechęć. Pierwszy dużo gada, drugi odwraca się tyłem i śpi.

Jestem w nich absolutnie zakochana.

Ps. Jak już pewnie wiecie, po jakimś czasie wyszło na jaw, że primaaprilisowe dzieci zrobiły jeszcze jeden psikus. Mianowicie ujawniły, że są dziewczynkami. I tak to. ;)

Facebooktwittergoogle_plus

„Co jest, kocie?” Książka dla zakoconych

TL;DR: Przeczytałam, spodobała mi się i polecam.

Zwróciło się do mnie wydawnictwo Samo Sedno z prośbą o recenzję książki Małgorzaty Biegańskiej-Hendryk pt. “Co jest, kocie? Wszystko, co musisz wiedzieć, aby zrozumieć swojego kota”. Z racji obłożenia zadaniami zawodowymi zajęło mi to dużo czasu, ostatnie  wydarzenia też trochę wpłynęły na temin tego wpisu, ale w końcu wypełniam to zobowiązanie.

1345_cojestkociefront3d555pxszer

Sprawdźmy więc, czy książka dotrzymuje obietnicy.

Autorka kupiła mnie już w samym wstępie, pisząc coś, w co głęboko wierzę – że nie ma jednej ogólnej recepty na życie z kotem. Każdy kot, każda relacja i każde środowisko powinno być rozpatrywane osobno. Jedne porady będą się sprawdzać, inne nie. W mojej ocenie świadczy to zarówno o faktycznej znajomości zagadnienia, jak też pokazuje otwartość i pokorę wobec tematu, które to cechy wysoko sobie cenię u ludzi w ogóle, a u autorów dzieł rozmaitych w szczególności.

Książka rozpoczyna się krótkim opisem gatunku. Nie ma tu zawiłej terminologii biologicznej ani naukowej analizy skamielin – jeśli ktoś jest tym zainteresowany, może sobie zajrzeć do innych źródeł. Tu informacje podane są w kontekście życia z kotem i tego, co w pierwszej kolejności właściciel kota powinien wiedzieć i rozumieć, by lepiej sobie układać relacje ze zwierzęciem. To opowieść praktyka skierowana do przyszłych praktyków.

Już w pierwszej części książki pada, jakby mimochodem, wiele informacji, które mają daleko idące konsekwencje dla życia z kotem. Część z nich zostanie rozwinięta, np. kwestie wrażliwości kociego nosa, częstotliwości przyjmowania posiłków, kwestie terytorialne. Inne, jak wymiana zębów mlecznych (właściciele półrocznych kotów mogą się zdziwić widząc podwójne kły!) czy konsekwencje braku obojczyków w kontekście podnoszenia go, nie zostały rozwinięte.

Zaczynamy od informacji na temat rozwoju kotów od chwili narodzin. Ta część nie jest zbyt obszerna (nie ma wiele na przykład o rozwoju płodowym), ale za to informacje zostały dobrane w taki sposób, że dotykają najistotniejszych obszarów związanych z opieką, obserwowaniem i monitorowaniem rozwoju małego kociaka. Autorka trochę pada ofiarą własnej kompetencji w momentach, kiedy pisze o tym, że bycie rodzicem zastępczym dla opuszczonego kocięcia jest proste. Rzeczywiście technicznie jest proste i książka podaje najważniejsze wskazówki, jakimi należy się kierować, jednak dla potencjalnego ludzkiego rodzica zastępczego jest to proces obciążający emocjonalnie i fizycznie (karmienie co 2-3 godziny przez całą dobę może znakomicie utrudnić pracę zawodową oraz normalne funkcjonowanie organizmu – matki malutkich dzieci pewnie mogą co nieco na ten temat powiedzieć). Osoba, która będzie postawiona w takiej roli po raz pierwszy prawdopodobnie będzie potrzebować większej ilości wskazówek z innych źródeł.

Bardzo mi się podoba konsekwentne porównywanie kotów do ich dzikich pobratymców. Nie jest to jedynie figura stylistyczna – koty tak naprawdę nie są zwierzętami udomowionymi do końca. Mieszkają z nami albo obok nas, ale ich mózgi są wyposażone wciąż w komplet instynktów dzikiego zwierzęcia. Mam wrażenie, że do wielu osób ta drobna informacja nie dociera i oczekują od kotów dostosowywania się do stawianych im warunków. Tymczasem prawda jest taka, że instynktów się nie wypleni, to człowiek powinien być tą stroną mądrzejszą, która zbuduje środowisko odpowiadające potrzebom kociego drapieżcy.

Tworzeniu takiego środowiska poświęcony jest rozdział 3. Wychodząc od potrzeb i zachowań kocich, autorka daje szereg wskazówek dotyczących niezbędnego wyposażenia oraz organizacji przestrzeni i czasu zwierzęcia.

Bardzo podoba mi się lista przedmiotów, w jakie należy się wyposażyć przed przyjęciem kota – to praktyczny i sensowny zestaw, bez ekstrawagancji i rzeczy zbędnych. Kolejne części rozdziału poświęcone są po kolei różnym kocim zasobom: pożywieniu, wodzie, kuwecie, drapakom, schronieniom. Szereg praktycznych wskazówek co do tego jak te zasoby należy zorganizować (szczególnie miski z wodą i drapaki) dla wielu osób może być prawdziwym objawieniem. Do tego wskazówki dotyczące karmienia, aktywności fizycznej oraz pielęgnacji – i mamy podstawową instrukcję obsługi kociego środowiska podaną w przystępny i przemyślany sposób. Bardzo mi tu zabrakło ilustracji. Wyedukowany czytelnik będzie wiedział o czym mowa, niedoświadczony może nie zrozumieć do końca jak to ma wyglądać.

Niewiele miejsca poświęciła autorka kocim schronieniom, zwracając głównie uwagę na konieczność montowania półek i przejść na wysokości, nie poświęcając jednak uwagi kotom, które komfortowo czują się na poziomie podłogi i tam również potrzebują bezpiecznych kryjówek. Nie pojawił się też w kontekście zasobów jeden z istotniejszych zasobów kotów domowych – człowiek, a więc i jego rola w kociej grupie oraz wpływ na dynamikę zachowań.

Oczywiście temat wpływu człowieka na kota omawiany jest szeroko w dalszej części książki, ale warto to podkreślić by przedstawić właściwą perspektywę dla kolejnych rozdziałów – człowiek, podobnie jak pokarm, drapaki, kuwety, zabawki, jest kocim zasobem. Oczekiwania, żądania, obecność lub jej brak, czyny i zaniechania ludzkie tworzą kocie środowisko tak samo jak przedmioty. Wszelkie zmiany, nierealistyczne oczekiwania, wymuszanie zachowań niezgodnych z kocią naturą musi się odbić na kocie, czego właściciele często nie zauważają, nie identyfikując siebie jako elementu systemu, a raczej widząc siebie jako kogoś, kto zarządza wszystkim z góry jako władza absolutna. Bez właściwej perspektywy trudno brać odpowiedzialność za swój wkład w dynamikę relacji, natomiast dość łatwo zrzucić winę na kota za to, że jest kotem.

Kolejny istotny obszar wiedzy na temat życia z kotem, to język koci i komunikowanie się z kotem oraz pomiędzy kotami. Bardzo podoba mi się, że kolejność opisywania jest zgodna z kocią naturą, a nie oczekiwaniami ludzkiego czytelnika. Zaczynamy od zrozumienia sygnałów zapachowych, które dla kota są kluczowe, a ludziom przysparzają trudności w ogarnięciu wagi i znaczenia tego obszaru. Zaraz na samym początku bum! mamy sikanie poza kuwetą, które jest jednym z najistotniejszych wołań o pomoc w kocim repertuarze, a jednocześnie najsłabiej przez człowieka rozumiane. Podane przez autorkę w tym miejscu książki i w takim kontekście pomoże wielu osobom pojąć czym jest to zjawisko i jak na nie reagować. Dalej następuje opis różnego rodzaju sygnałów z praktycznymi wskazówkami w jakich okolicznościach można je zaobserwować i zachętą by przyglądać się swemu kociemu przyjacielowi. Do pełniejszego zrozumienia tematu przez początkujących kociarzy brakuje mi ilustracji, które pomogłyby im wyróżniać opisywane sygnały w praktyce. Bezcenne informacje zawarte są w króciutkim podrozdziale o kocim savoir-vivre – to absolutne podstawy, które powinien poznać każdy człowiek zbliżający się do kota z zamiarem pogłaskania. Rozważam wydrukowanie i powieszenie na drzwiach celem zapoznawania gości przed kontaktem z kotami. Drugi fragment lektury obowiązkowej to część dotycząca karcenia kotów.

Ze szczególnym zaciekawieniem czytałam rozdział piąty, traktujący o nowych sytuacjach w kocim świecie i dlaczego warto być na nie uczulonym. Jedna z większych zmian w kocim świecie to wprowadzenie nowego kociego towarzysza na teren. Dla mnie jest to jeden z najbardziej istotnych obszarów, bo moje koty często stają się “nowymi” w domu z kocim rezydentem, toteż staram się jak mogę pomagać wskazówkami właścicielom moich kotów. Temat opisany jest przez autorkę rzetelnie, z praktycznymi wskazówkami co do właściwych praktyk (m. in. izolacji, wymiany zapachów, zapewniania kryjówek, a potem podziału terytorium i kocich zasobów). Drugi przypadek – kocie dwupaki też chwycił mnie za serce. Nie bez przyczyny cytat ze mnie “Kot w stanie pojedynczym jest jak pół kota” znalazł się na magnesikach wykonywanych przez Szuruburu Design :)

SzuruBuru Design

Kolejny istotny temat to nowe dziecko w domu i jak przygotować kota na nowego małego domownika. Ta część powinna uspokoić i pomóc przygotować się przyszłym rodzicom na stworzenie najlepszych warunków dla tandemu kot-dziecko.

Wśród innych przykładów nowych sytuacji znalazło się również wymiana żwirku (częsta, a nierozumiana przez ludzi przyczyna problemów kocich), wizyty u weta, przeprowadzki, wyjazdy wakacyjne oraz – co też niedawno pojawiło się tu na blogu – śmierć towarzysza.

Autorka mocno podkreśla nie tylko fakt przywiązania kotów do rutyny, ale podpowiada też jak uczynić z tego czynnik zwiększający poczucie bezpieczeństwa u kota w sytuacjach zmiany, co jest jedną z najlepszych technik pomocy kotom i unikania problemów w rozmaitych życiowych okolicznościach.

Rozdział 6 skupia się na zdrowiu jako czynniku wpływającym na kocie zachowanie. Koty są doskonałymi aktorami i mistrzowsko ukrywają chorobę. Właściciele, którzy nie poświęcają dość czasu na uważną obserwację i poznanie swoich kotów, często orientują się w sytuacji, kiedy stan chorobowy jest tak zaostrzony, że kot jest skrajnie wyczerpany chorobą. Pierwsze symptomy są tak subtelne, że trzeba naprawdę wyczulonego oka i uważności, by je zarejestrować. Warto z każdym drobiazgiem jechać do weta, o czym się sama ostatnio przekonałam.

Uwaga, będzie anegdota. Nie podobał mi się VaiPerek. Po zmianie karmy zaczął wymieniać futro na ładniejsze, miał więcej energii, zaczął częściej biegać za piłeczką. Ideał. Ale mi się nie podobał jakoś, nie wiedzieć czemu. Badanie przez weta wykazało, że cierpi na ból stawów biodrowych. Kot, który zaczął więcej biegać, przypominam. Konia z rzędem temu, kto by się zorientował bez dochowania uważności.

Dobra, wracamy do książki, bo docieramy to miejsca, które budzi we mnie najwięcej emocji. Kastracja. Nie zaskoczę pewnie nikogo, jeśli napiszę, że podoba mi się i popieram pogląd autorki, że koty warto i trzeba kastrować. Że to właśnie brak kastracji, wbrew obiegowym opiniom, jest okrucieństwem i skazywaniem kota na niepotrzebne dyskomforty. Dużo ważnych informacji, które trzeba koniecznie przeczytać o samym zabiegu oraz o opiece okołozabiegowej. Dla niedoświadczonego właściciela kota (w końcu jest to zabieg, który najczęściej jest wykonywany u jednego kota tylko raz, więc można nie mieć wielu doświadczeń) jest to przeżycie traumatyczne na każdym etapie – przed, w trakcie i po. Zapoznanie się z dostępnymi informacjami pomoże utrzymać trochę spokoju ducha i nie wpadać niepotrzebnie w panikę.

Tu początkowo był długi wywód na temat, który podniósł mi adrenalinę, ale uznałam, że będzie nieuczciwe wobec autorki rozwodzić się nad tym w tym miejscu, bo moja gwałtowna reakcja mogłaby zaburzyć odbiór całego wpisu-recenzji. Poprzestanę na stwierdzeniu, że w omawianym rozdziale znalazły się dwie tabelki przedstawiające wady i zalety kastracji wczesnych i “późnych” i osobiście bardzo rekomenduję ominięcie ich wzrokiem i nie czytanie. Jeśli kogoś interesuje dlaczego, może sobie poczytać Dodatek do recenzji ksiazki „Co jest, kocie?”. Po namyśle dodałam tam kilka słów o kaftanikach, nie jako głos w opozycji do książki, tylko jako poszerzenie tego, o czym pisze autorka.

Chcę tylko jeszcze zwrócić Waszą uwagę na fragmenty dotyczące opieki nad kotami niepełnosprawnymi i jak się żyje z niepełnosprawnością kocią. Uogólniając – dobrze się żyje. Jeśli napotkacie na swojej drodze kota, który w ludzkim rozumieniu jest niepełnosprawny, nie wahajcie się zabierając go do domu. Kotom przeszkadza to o wiele mniej, niż nam.

Rozdział 7 to katalog najczęstszych problemów behawioralnych i już sama nazwa sugeruje, że będzie gęsto od praktycznej wiedzy. I jest. Zaczynamy od behawioralno-komunikacyjnych aspektów brudzenia w domu. Nigdy za wiele o tym temacie! Jeśli kot, zwierzę z natury czyste, zostawia za sobą intensywnie pachnące ślady, to wiadomo, że źle się dzieje. Przede wszystkim źle się dzieje kotu, więc zadaniem człowieka jest to naprawić, a nie karać kota czy czekać “aż mu przejdzie”. Kilka bardzo ważnych wskazówek tam pada, m.in. nie używać odstraszaczy, nie karcić wraz z wyjaśnieniem dlaczego nie oraz jak to się dzieje, że tym zachowaniem właściciel pogłębia jeszcze problem. Dalej omawiane są kolejne problemy – z zabawami, karmieniem, agresją i konfliktami, zaburzeniami psychologicznymi, zniszczeniami w domu. W każdym przypadku jest opis tego, co się dzieje oraz możliwych przyczyn, zwieńczony podanymi w punktach wskazówkami co do sposobów radzenia sobie z daną sytuacją. Bardzo konkretnie i praktycznie.

Najbardziej sobie ostrzyłam zęby na ostatni rozdział: “Kocie problemy wywołane przez ludzi”. Do tej pory autorka jasno punktowała zachowania właścicieli wywołujące lub pogarszające problemy w relacjach z kotami, choć nie nazywała ich w ten sposób. Nastawiłam się więc na wybuchy. Skończywszy lekturę zostałam Czytelnikiem Schroedingera – byłam jednocześnie usatysfakcjonowana i zawiedziona.

Nie było mrożących krew w żyłach historii o właścicielach z piekła rodem. Był za to spokojny i rzeczowy wykład o tym, że kot jest czującą istotą i oczekiwanie od niego, że będzie pluszową zabawką jest, delikatnie mówiąc, nierozsądne. Brzmi to może banalnie, ale spora grupa właścicieli zdaje się kompletnie tego nie rozumieć (też mam z takimi do czynienia, solidaryzuję się z autorką). W tym rozdziale podana została znowu spora dawka wiedzy o tym, jaki jest kot i czego się po nim spodziewać – ważne informacje o tym jak koty myślą, jak realizują potrzebę bliskości, a jak niezależności, jakie zachowania są naturalne i nie podlegają “wyplenieniu” żadnymi sposobami. Wszystko w imię promowania postawy pełnej szacunku i akceptacji dla kota jako pełnoprawnego członka rodziny. Być może ten rozdział stanowi najważniejszą część całej książki, z niego wynika wszystko inne – opisy, wyjaśnienia, wskazówki. Żałowałam, że był tak krótki!

Na kolejnych stronach znalazłam niespodziankę (tak, czytam po kolei, nie zaglądam na koniec książki przed jej lekturą). Na ładnym kredowym papierze zamieszczono zbiór fotografii ilustrujących wybrane kwestie z książki. Pisałam wcześniej o braku ilustracji, ale zdecydowałam się nie edytować wpisu w imię zachowania atmosfery faktycznego odbioru przez czytelnika (tak, pisałam na bieżąco z lekturą).

Rozumiem, że były względy dla których podjęto decyzję, by umieścić je tak, a nie inaczej, jednak z punktu widzenia sumiennego czytelnika jest to utrudnienie. Zamieszczenie rysunków czy zdjęć, nawet w obniżonej jakości, byłoby doskonałą ilustracją opisywanych rzeczy i ułatwiałoby zrozumienie jak faktycznie wygląda to, co jest opisywane – jak wygląda fizjologiczna pozycja do karmienia, jak rozmieszczać kocie półki, co z tą klatką czy transporterem, itd. Już choćby odnośnik do zdjęcia na końcu książki byłby wielkim ułatwieniem.

Podsumowując ten obszerny wywód:

Książka “Co jest, kocie?” Małgorzaty Biegańskiej-Hendryk to doskonały start w świat relacji ludzko-kocich. Dla początkujących będzie kopalnią wiedzy i zrozumienia dla ich pierwszego kociego towarzysza, ale i doświadczeni znajdą tu pewnie wiele interesujących informacji. Nie jest to kompendium, bo też nie taki jest cel tej książki, warto pogłębiać wiedzę dalej – ale i tak powinna się znaleźć w biblioteczce kocioluba.

Największe zalety książki to: głęboko humanistyczna perspektywa autorki, promująca szacunek i szukanie porozumienia z kotem zamiast rozwiązań siłowych, prezentowanie perspektywy kota jako równouprawnionej w relacjach człowiek-kot, konkretne wskazówki dotyczące zachowania, reagowania i radzenia sobie z konkretnymi wyzwaniami. Uważny czytelnik skończy lekturę jako potencjalnie o wiele lepszy koci opiekun, zostanie tylko wdrożyć wskazówki w praktyce – a o to przecież chodzi.

Książka nie jest pozbawiona wad, jak choćby ta feralna strona dotycząca kastracji. Pewne kwestie można by rozwinąć szerzej. Dodać ilustracje tam, gdzie by faktycznie coś ilustrowały. Można też dyskutować, czy taki podział treści na rozdziały jest optymalny.

Książkę dobrze się czyta. Napisana jest językiem prostym, konkretnym. Tu i ówdzie pojawiają się historie z doświadczeń autorki, pokazujące jak wyglądają opisywane zagadnienia w praktyce. Każda porcja wiedzy zakończona jest wypunktowanymi wskazówkami co do działań, a każdy rozdział kończy się podsumowaniem najważniejszych informacji. Ważniejsze stwierdzenia są wyraźnie wyróżnione w tekście i łatwe do zauważenia.

Słowem dobrze ją opisującym jest “praktyczna”. Praktyczna w korzystaniu, ze względu na przejrzysty układ i łatwość odszukania wzrokiem szczególnie istotnych informacji. Oparta na praktyce i opisująca praktykę.

Polecam.

Facebooktwittergoogle_plus

To moje miejsce!

Kot jest zwierzęciem terytorialnym. Posiadanie i ochrona własnego terytorium to tak samo silna potrzeba, jak potrzeby fizjologiczne. Koty żyjące wspólnie w mieszkaniu z konieczności dzielą terytorium, jednak błędem byłoby myśleć, że terytorium każdego kota-domownika obejmuje tę samą powierzchnię – powierzchnię mieszkania.

W stadzie psim dominujący osobnik miałby prawo przegonić innego z dowolnego miejsca, jeśli miałby ochotę się tam akurat położyć, a pozostałe psy będą mu ustępować. I tak w dół hierarchii. W stadzie kocim każdy osobnik ma własne miejsca, które otacza ochroną i w których dominuje.

Istotne jest, że te miejsca się zmieniają. Gdzieś w relacjach pomiędzy kotami zachodzi jakaś zmiana i od razu zaczynają korzystać z innych zasobów. Jakiś kot poczuł się pewniej i wywalczył prawo do miejsca. Inny się poddał i poszedł szukać spokojniejszego. Po zmianie zbyt blisko leży kot, z którym akurat inny nie chce przebywać. Człowiek zaczyna częściej przebywać w innym miejscu. Człowiek zmienił położenie istotnego dla kota mebla. Różne rzeczy wpływają na podział terytorium, przy czym jedna zmiana wpływa jednocześnie na wiele elementów. Za każdym razem koty negocjują na nowo podział, toteż kocie przepychanki są normalną częścią życia w stadzie.

W ostatnim czasie VaiPer śpi na bujanym fotelu oraz na parapecie w kuchni. Inne koty tam też się kładą, ale jak przychodzi VaiPer, ustępują mu miejsca. PaiLu też lubi bujany fotel, ale to nie jest jej wyłączne terytorium, toteż leży tam udając chleb, podczas gdy VaiPer na fotelu uwala się kołami do góry. Widać na pierwszy rzut oka, kto się tam czuje pewniej.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

TaiChi okupuje wszystkie budki. Czasem pozwala ChiNie wchodzić do jednej z nich, a VaiPerowi do innej, ale ogólnie to ona sobie zaklepała ten teren. Podobnie jak miejsce po mojej lewej stronie w łóżku.

FaJing ma swoją miejscówkę na hamaku w kocim gaju, Antenka najwyższą półkę na drapaku w pokoju, ChiNa na drapaku w sypialni.

Podobnie jest z innymi elementami terytorium: każdy kot ma swoją ulubioną kuwetę na siusiu i drugą na kupę. Każdy ma ulubioną miskę z wodą i z chrupkami – przy czym niekoniecznie są to miski stojące w tym samym pomieszczeniu.

Co więcej, widzę, że koty poruszają się po domu innymi ścieżkami. Ganiają po całym domu, oczywiście, ale widzę, że są ścieżki, którymi chodzą częściej kiedy idą sobie po prostu spokojnie do jakiegoś swojego kociego celu. Jest osobna ścieżka prowadząca przez środek pokoju. Jest inna, naokoło, pod moim krzesłem i koło drapaka. Kolejna prowadzi przez fotel i szafkę.

To, co mnie martwi, to fakt, że Antenka nie ma dobrej drogi do swojej miski z wodą. Fotel, który był jej i stanowił część ścieżki, zabrała jej PaiLu i teraz Antenka chodzi środkiem pokoju. Ewidentnie nie jest to bezpieczna ścieżka, bo zwykle przebiega ją truchtem, zamiast iść bez pośpiechu.

Idę pomyśleć nad przemeblowaniem. I nad tym, jak wzmocnić pozycję Antenki i jej pewność siebie.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Facebooktwittergoogle_plus

Gdy jeden z kotów umiera

Gdy jeden z kotów umiera, pozostałe przechodzą żałobę, tak jak ludzie. Widzą, że kogoś brakuje, więc czekają lub szukają. Brakuje stałego elementu środowiska, więc są zestresowane. Oprócz braku znajomego towarzysza, zmienia się też hierarchia, dokładając pozostałym kotom powodu do stresu.

Tak jak ludzie, niektóre koty przeżywają żałobę krócej, inne dłużej. Mówi się, że zwykle trwa to od 2 tygodni do 6 miesięcy – więc spory rozrzut. Niektóre koty wyraźnie cierpią, inne zdają przechodzić ten okres lekko. Jedne stają się bardziej wycofane, inne przeciwnie – o wiele bardziej tulaśne i kontaktowne.

Wśród częstych reakcji są:

  • Zakłócenia snu
  • Zmiana nawyków żywieniowych
  • Brak zainteresowania zabawą
  • Płacz, miauczenie, nawoływanie
  • Utrata apetytu, a nawet odmowa jedzenia
  • Natrętne powracanie do miejsc, gdzie utracony towarzysz miał zwyczaj przebywać
  • Siedzenie w ciszy i samotności, wpatrywanie się w ścianę lub za okno
  • Uciekanie, chowanie się

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Niektórzy badacze uważają, że koty pojmują śmierć podobnie jak małe dzieci – nie rozumieją, że jest to już stan stały, niezmienny. Jednocześnie pojmują sam koncept bycia martwym i to, że co jest martwe, już nie ożyje. Biorąc to pod uwagę, wiele osób zaleca, by pozwolić kotom na kontakt z martwym ciałem towarzysza (lub właściciela – bo przecież dokładnie to samo dzieje się, gdy kotu umiera człowiek). Koty często wówczas starają się obudzić zmarłego, liżą go i obwąchują. Kiedy przekonują się, że to nic nie daje, uspokajają się trochę – strata i brak są trochę bardziej oswojone i zrozumiałe. Właściciele często mówią wówczas, że ich koty po tym nie szukają zmarłego towarzysza, najwyraźniej rozumieją, że nie wróci. Oczywiście jest to niemożliwe, kiedy śmierć nadejdzie poza domem, choćby u weterynarza czy w szpitalu.

Śmierć członka stada zaburza całą strukturę życia. Koty zauważają brak jednego zapachu w woni domu. Legowiska i inne miejsca, wcześniej zajęte, teraz są do wzięcia. Stado ustala nowe zasady funkcjonowania. Czasem ludzie zauważają, że inny kot przejmuje niektóre zachowania zmarłego, tak jakby go zastępował. To nie do końca jest prawda – w układzie sił zwolniły się pewne obszary, miejsca, zachowania więc inny kot je przejmuje. Zmarły kot najpewniej wywalczył sobie te przywileje i skutecznie bronił ich przed innymi. Nie ma znaczenia, kto “pełnił obowiązki” wcześniej, nie jest to wspominanie zmarłego towarzysza, tylko normalna dynamika stada.

Zdarza się też, że pozostałe koty ożywiają się po śmierci towarzysza – stają się bardziej towarzyskie, chętniej się bawią, częściej proszą o pieszczoty. Dzieje się tak zwykle w przypadku nieśmiałych kotów, których zmarły towarzysz był bardziej dynamiczny i zdecydowany. A w niektórych przypadkach można się mocno zdziwić, bo dopiero kiedy zabraknie sprawcy, widać, że wcześniej zastraszył i zdominował pozostałe koty, które teraz dopiero zaczynają się czuć bezpiecznie.

Kotu w żałobie warto pomóc przejść ten trudny okres. Przede wszystkim trzeba otrzymywać rutynę dnia. Rutyna daje kotom poczucie bezpieczeństwa, a już i tak zmiany rutyny w wyniku braku towarzysza są nieuniknione. Niech więc wszystko inne pozostanie takie samo przez następne dni – godziny karmienia, zabawy, itd.

Druga rzecz: trzeba kotu dać pełne zrozumienie. Jeśli chce się chować – pozwolić mu na to, czujnie monitorując tylko czy aby na pewno je i pije. Nie wyciągać na siłę, nie głaskać. I odwrotnie – jeśli będzie potrzebował kontaktu, zająć się nim, głaskać, przytulać, nie złoszcząc się, że taki jest uciążliwy. W każdym wypadku warto oferować kotu rozrywki, nowe zabawki, smakołyki, zajmować go czymś i rozpraszać jego smutek. Jeśli kot przechodzi żałobę bardzo ciężko, warto rozważyć i skonsultować z weterynarzem włączenie leków uspokajających.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Trzecia rzecz, o której ludzie zwykle nie myślą – trzeba zwrócić uwagę na to, jak właściciele przeżywają żałobę. Koty są wrażliwe na ludzkie emocje i doskonale je wyczuwają. Im bardziej ludzie są zmartwieni, tym bardziej kot jest zdenerwowany. A jeśli towarzyszą temu zachowania mające na celu pocieszanie kota (i siebie przy okazji), jak natrętne tulenie, płacz w futro, przemawianie głosem pełnym smutku i tym podobne, jest wielce prawdopodobne, że takim zachowaniem utrwalimy w kocie smutek, depresję, a w dalszej kolejności wywołane trudnymi emocjami niechciane zachowania, od załatwiania się poza kuwetą do agresji włącznie.

Bardzo ważnym pytaniem, które zadają sobie właściciele kotów jest: czy sprowadzić do domu kolejnego kota, by rozproszyć samotność ulubieńca. Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Warto wziąć pod uwagę, że jedna wielka zmiana po drugiej może być dla kota zbyt ciężka do zniesienia. Jeżeli kot ciężko przeżywa żałobę, warto dać mu ją przeżyć do końca i dopiero wtedy myśleć o towarzystwie. Jeżeli widać, że kot szybko się otrząsnął, odżywia się normalnie, a jego zachowanie nie odbiega od poprzedniego (wziąwszy pod uwagę zmiany wynikające z dostępności zasobów, które wcześniej zajmował zmarły kot), można pomyśleć o drugim kocie szybciej. Znam przypadki, kiedy opiekuńczy kot natychmiast zaakceptował i objął opieką kociaka przyniesionego w kilka dni po śmierci towarzysza. Znam tez takie, kiedy kot długo nie potrafił zaakceptować sytuacji i ustalić z nowo przybyłym sensownej hierarchii, a tylko wycofywał się i smutniał coraz bardziej.

Duża w tym rola człowieka, by pomagał kotu radzić sobie z nową sytuacją i smutkiem, nie przenosił na kota swojego przygnębienia, nie zaniedbywał go, ale obserwował uważnie i zawsze starał się zrozumieć. Szanujmy koci smutek.

Facebooktwittergoogle_plus

PiKotki czyli Ogień i Podróżnik

Tak mnie życie pochłonęło, że nie napisałam ani słowa o Pikotkach! Jak mogłam?!

Są zdecydowanie godne tego, by o nich pisać. PiKotków było dwoje: chłopak i dziewczyna. Po wcześniejszym okresie, kiedy dom opanowały cztery Małe Mi i omal nie rozniosły wszystkiego na strzępy, wydawało się, że nadszedł okres wypoczynku i względnego spokoju. Nic bardziej mylnego.

PiKotki wyrosły wyjątkowo dorodne. Trudno się temu dziwić – mama miała dość mleka by wyżywić drugie tyle, a całe to dobro przypadło do podziału dwójce. Ponieważ były duże i ciężkie, trudno im było zacząć pełzać. Szybko jednak objawiła się dominująca cecha charakteru obojga: duża nieustępliwość i upór, można by rzec – ośli. Pełzały wolno, ale nieustannie. Nie dawały się zawrócić z raz obranej drogi. A jak dotarły do siatki ograniczającej wybieg i okazało się, że nie są w stanie dźwignąć tłustej pupy – to wisiały smętnie na drutach i wyły wniebogłosy. Dawno już nie było w tym domu tyle wycia naraz.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

A potem NAGLE! patrzę, a dziewczynki nie ma w kojcu. Odnalazłam ją, włożyłam do kojca, odwracam się na chwilę, MYK! znowu jej nie ma. Tak się przekomarzałyśmy chwilę, aż w końcu wymiękłam, pokonana kocim uporem. Zlikwidowałam siatkę i kocięta dostały wiatru w żagle. Dziewczynka uporczywie wspinała się na półki z książkami, chłopak zaś ruszył zwiedzać dostępne przestrzenie. Długo nie minęło, jak nauczyły się wspinać na łóżko i od tej pory każdą noc spędzały tam.

Niestety, nie tylko śpiąc.

Imiona przyniosły sobie same. Dziewczynka, z racji ogólnej nieuchwytności, nieustępliwości i zapału, z jakim masakrowała wszystko, co jej wpadło między ząbki, dostała imię Pyrro, od greckiego słowa „pyr” – ogień.
Oto Pyrro Kot Doskonały*PL

©Magdalena Koziol, +48 606757001, magdalena.koziol@gmail.com

Chłopak wyrósł na przemiłego, naręcznego kocurka. W zasadzie bardziej naramiennego (patrz: kot czarownicy) i nagłownego. Kocha człowieki i z tej miłości wylizuje im włosy. Ale najbardziej rzucającą się w oczy cechą była jego wszędobylskość, i to ona zainspirowała mnie do nadania mu imienia po osmańskim geografie, podróżniku i kartografie z XV wieku, Piri Reisie.
Oto Piri Reis Kot Doskonały*PL

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

PiKotki mozna obejrzeć w Galerii miotu 17.

Zapraszam! :)

Facebooktwittergoogle_plus

Małe Mi

Kreatywny proces wymyślania imion za nami. Pierwotnym założeniem było tym razem wykorzystać literę J, ale na J wymyślały mi się tylko imiona męskie, co przy miocie czterech dziewczynek stanowiło pewną niedogodność. Będąc zaś nieustająco wielką fanką Muminków, pierwszą kicię pokonującą niestrudzenie ogrodzenie kojca określałam pieszczotliwie Małą Mi. Szybko się okazało, że one wszystkie są jak Mała Mi i litera się wybrała sama.
Miot na Mi.

Rozmaite skośne skojarzenia powiodły mnie w kierunku Japonii, a kiedy od znajomej japonistki, Ani Klary, dowiedziałam się, że „mi” oznacza „piękny” – sami rozumiecie, nie mogłam odpuścić.

Wobec tego mamy:

Mi Hoshi Kot Doskonały*PL. Jej imię oznacza piękną gwiazdę i jest to bez wątpienia gwiazda, diva i primabalerina tego miotu. MiHoshi była pierwszą Małą Mi, tą która jest w stanie wydostać się z każdego zamknięcia. Porusza się z prędkościami nadświetlnymi, wszędzie włazi, głośno miauczy i prowokuje siostry do robienia tego samego. Ona nikogo nie naśladuje – sama wyznacza standardy.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Mi Chiko Kot Doskonały*PL. Michiko to imię obecnie panującej cesarzowej Japonii. Można je przetłumaczyć jako piekna i mądra. Na razie nie jest za bardzo dystyngowana, ale też trudno wyglądać elegancko, jak się pędzi jak wiatr przez mieszkanie, by wpaść z impetem pod szafki kuchenne. MiChiko lubi sobie pospać w ciszy i spokoju, ale też jest nieugięta kiedy przyjdzie się bić z siostrami. Wiadomo, muszą wiedzieć, że bezkarnie nie przerywa się snu cesarzowej. Sami widzicie: piękna i mądra.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Mi Chiru Kot Doskonały*PL. Michiru znaczy spełniać, wypełniać. Jest to kicia pięknie wypełniająca wszystkie obietnice związane z posiadaniem rusałki. Będzie pięknie, będzie zabawnie, będzie aktywnie, będzie uroczo! Na razie jako jedyna potrafi się zatrzymać na dość czasu, by pospać u mnie na kolanach i pomruczeć.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Mi Yoshi Kot Doskonały*PL. MiYoshi można przetłumaczyć jako piękna i dobra. Jako pierwsza zaczęła mruczeć do mnie. Wystarczyło pogładzić po grzbiecie, żeby motorek się włączył. Pierwsza odkryła jak się wchodzi do zamkniętej kuwety. I jak wychodzi. Z jakichś przyczyn Isztar ją najbardziej poniewiera (Isztar i Irfan traktują Małe Mi jak samobieżne zabawki), ale Mi Yoshi się nie gniewa i już za chwilę pędzą razem przez mieszkanie.

Tak, małe rusałki dorównują prędkością 4-miesięcznemu maine coonowi.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Ps. Zapytano mnie, czemu „rusałki”. Międzynarodowy kod rasy to RUS. Stąd RUS-ałki. Ta rusałka, ten rusałek. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Bierz dwa

Często mailowo czy telefonicznie opowiadam Wam o korzyściach posiadania przynajmniej dwóch kotów oraz o tym, że – paradoksalnie – dwa koty są o wiele łatwiejsze w utrzymaniu w domu niż pojedynczy kot.

Kot jest stworzeniem stadnym i ma dosyć złożone życie społeczne. Nie wierzcie w teorie, ze kot jest samotnikiem – koty tylko polują samotnie. Popatrzcie na to wprowadzenie drugiego kota. To nie jest instruktaż, ale dobrze na nim widać niektóre zachowania  społeczne kotów.

Nie da się, no nie da się zastąpić kotu drugiego kota.

Człowiek za wolno biega, jest za mało zwrotny, za nisko skacze, denerwuje się nie wiadomo czego, jak przyjdzie do bójki, a do tego nie odwzajemnia skomplikowanego rytuału wylizywania. Nędzna podróbka.

Trzeba brać dwa koty.

Jedna ważna rzecz – drugiego kota trzeba wprowadzać z głową i bez pośpiechu, żeby dać szanse kotu-rezydentowi na łagodniejsze przejście tej zmiany. Krótka instrukcja jak to robić jest we wpisie Jak wprowadzić drugiego kota do domu

Facebooktwittergoogle_plus

Dziecko-niespodzianka

Nie zdążyły się dni odliczyć, nie zdążyłam się podenerwować w oczekiwaniu, nie przespać kilku nocy – bo szybko i bez zbędnego hałasu FaJing wydała na świat cztery puchate kuleczki.

Trochę byłam zaskoczona, bo moje dziewczyny preferują godziny nocno-wczesnoporanne, w związku z czym w okolicach terminu po prostu nie sypiam. A tym razem nie dość że niespodziewanie, to jeszcze w środku dnia.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, magdalena.koziol@gmail.com

Ale nie koniec niespodzianek na tym. Oczekiwaliśmy trzech kluseczek, bo tyle FaJing pokazała nam na usg. Po trzecim odprężyłam się więc i spokojnie sobie notowałam godziny narodzin, wagę i inne informacje na temat kociąt. Ponieważ malutkie są bardzo nieporadne, przystawiałam je pracowicie do mlekopoju, żeby od razu sobie podjadły. Nagle patrzę – a FaJing przybiera się do kolejnej akcji porodowej! Nie minęło kilka minut – jest czwarta kuleczka. No to dawaj cały ambaras od nowa – mycie, suszenie, kontrola, karmienie.

Zgodnie z tradycją naszej hodowli – przeważają dziewczynki. Nawet mocno przeważają: 4/4. Tak, cztery zdrowe, silne dziewczyny. Pierwiastek żeński mocno się nas trzyma :)

©Magdalena Koziol, +48 606757001, magdalena.koziol@gmail.com

Facebooktwittergoogle_plus