Odliczamy dni

Już dni, a nie tygodnie, dzielą nas od przybycia malutkich rusałek. Mamusią będzie nasza śliczna wielkooka FaJing. To jej pierwsze maluszki, toteż bardzo się wszyscy przejmujemy.

Najmniej przejmuje się sama FaJing. Jej brzuszek jest mały i zupełnie nie przeszkadza jej w poruszaniu się. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie – nigdy tak intensywnie nie ganiała się z Czarną Tyldą po domu. Potem sobie odpoczywa, świat wraca do normy i wtedy wreszcie ogarnia mnie spokój.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Facebooktwittergoogle_plus

Już za chwileczkę się zaniebieszczy

m_20140123_017

Już za chwileczkę, już za momencik na świat przyjdą malutkie szare kuleczki. Prawdopodobnie trzy.

PaiLu zawsze oszukuje w badaniach. Pokazuje więcej albo mniej, a przeważnie i tak potem rodzą się trzy maluszki. Tym razem usg pokazało trzy ruchliwe istotki, więc wyjątkowo jestem skłonna uwierzyć.

m_20140124_015

Nasza Pani Wet Aneta uraczyła mnie opowieścią, jak ostatnio na usg oglądała maluszka myjącego sobie łapeczką paszczkę. Widzicie to? Maluteńka łapeczka smyrajaca nieporadnie maluteńki pyszczek. Zbudyniłam się oczywiście i nakręciłam strasznie. Niestety dzieci PaiLu nie miały w planach toalety, przynajmniej nie w tym momencie. Ba, PaiLu nie miała w planach badania, bo robiła wszystko, żeby się wywinąć i schować z powrotem do transporterka.

Udało się jedynie ustalić, że są trzy dorodne istotki i wyglądają zdrowo. Matko Naturo, nie bądź rozrzutna, mnie wystarczą kocięta średniej wielkości, bo przy dużych mam większy stres przy porodzie.

m_20140124_003

PaiLu jak zwykle ma nieduży brzuszek, choć teraz, pod koniec ciąży, już całkiem wydatny. Jest sprawna i gibka, tylko bardziej leniwa. Większość czasu spędza na odpoczynku albo pobierając kalorie. Dużo kalorii. Resztę czasu spędza siedząc między mną a monitorem i domagając się pieszczot. Mruczenie praktycznie już się jej nie wyłącza. Dobrze, kociętom jest miło, i ja się przy okazji załapuję na mizianki.

m_20140124_020

Facebooktwittergoogle_plus

Końce i początki

Się pozmieniało. Laleczki poszły do nowych domów i zewsząd dochodzą mnie teraz kojące wieści na temat tego jak szybko zadomowiły się w nowych miejscach.

 (jeśli nie widzisz zdjęcia, kliknij ponad tym napisem)

Jako ostatnia wyszła Luna. Dopóki spędzała czas z siostrami, dużą frajdę sprawiało jej straszenie DaKotków. Wpadała do sypialni i robiła lekki kipisz, aż biedne DaKotki chowały się pod kojec. Odkąd została sama, układ sił musiał ulec zmianie. A zmienił się w taki sposób, że Luna i Dariusz stali się najlepszymi kumplami, duetem godnym miana tajfunu. Ale w końcu i Luny zabrakło, więc mała trójca zgodnie zaczęła broić na potęgę we własnym gronie.

Sytuacja w stadzie była bardzo dynamiczna, a tymczasem PaiLu powoli zbliżała się do dnia rozwiązania. Na krótko przed spodziewanym terminem dostałam pewnego ranka ataku paniki, że jestem kompletnie nieprzygotowana na przyjęcie kolejnych maluchów. Wyścielone pudełko czeka, już od kilku dni bawimy się z PaiLu: ona przychodzi i wszystko rozrzuca, potem ja układam kocyk i podkład higieniczny schludnie na miejscu. I tak w kółko. Ale pudełko to za mało: trzeba przearanżować przestrzeń, zgromadzić środki czystości, pieluszki i rozmaite inne niezbędne utensylia, koty umieścić tam, gdzie nie będą przeszkadzać, żeby się dziewczyna nie denerwowała, że stado stoi pod drzwiami i energicznie domaga się otwarcia.

Rzuciłam się w wir porządków. Wyszorowałam łazienkę, która robi zwykle za porodówkę. Uprzątnęłam pokoje. Porządnie wszędzie poodkurzałam. Umyłam kuwety. Zebrałam kocie zabawki do koszyka. Zaglądam kontrolnie do PaiLu, która właśnie ustabilizowała się w transporterku robiącym za kocią budkę z widokiem na pokój. Patrzę, a ona leży sobie na bielutkiej poduszce i cichutko prze!

No to za transporter i do łazienki!

I tak oto 21 sierpnia, trochę niespodziewanie, dołączyły do nas 3 niebieskie dziewczynki i jeden chłopczyk.

PaiLu wyraziła chęć pozostania w transporterku ze względu na przezroczyste drzwiczki, które pozwalają jej na bieżąco kontrolować otoczenie. W pudle nie miała tego komfortu – teraz widzę jak duża to dla niej różnica.
Maluchy są zdrowe, chowają się świetnie – osiągnęły cieszący oko stan, kiedy wyglądają jak tłusta parówka: mają wielkie głowy i równie wielkie brzuszki. Widać, że nie głodują :)

 

Facebooktwittergoogle_plus

Samochód i 40 kilo, czyli rude szczęście

– Jeśli chodzi o rasy kotów, to… – pierwszy informatyk przybrał minę eksperta – majnekiny są największe.
– Kuny, Piotrusiu, kuny – odrzekłam.

– Moja znajoma – odparł drugi – ma 2 takie kuny. Wiecie ile kosztuje kot tej rasy? Tyle, co dobry samochód!
– TADAAM! – krzyknęłam.

– A wiecie ile waży taki kun? – zapytał z błyskiem w oku trzeci (absolwent informatyki i ekonomii) i nie czekając na odpowiedź wrzasnął – czterdzieści kilo!
– Słyszałam, że więcej… – mruknęłam.

Opowieść nadesłała Pani Natasza, która dzielnie kibicowała narodzinom kunów :)

17 maja 2012 roku przyszedł na świat rudy mainecoonek, taki minikunek.

Minikunek wygląda tak:

(Pochwaliłam Antenkę, że taka była wyrozumiała dla swojego człowieka i urodziła o normalnej porze i karma natychmiast przywołała mnie do porządku. TaiChi urodziła minikunka o 4 nad ranem (!). Dodam, że tego dnia położyłam się o 2, poprzednie 5 nocy też nieprzespane, bo czekałam aż wreszcie urodzi.  Po tym wszystkim jakoś wyjątkowo rześka w ten piątek nie byłam. Doprawdy, świecie, wyluzuj trochę.)

Facebooktwittergoogle_plus

Cztery szóstki czyli rusałki on board

Wczoraj wieczorem AnaTema postanowiła obdarować ten świat czwórką swoim ślicznych maluchów.

Maluchy są niemal tej samej wielkości – ich waga urodzeniowa zawierała się w przedziale od 87 do 91 gramów. Dziś już oczywiście są napompowane mlekiem tak, że wyglądają jak okrągły brzuszek z doczepioną głową i kończynami.

Wstępne oględziny wykazały dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Co do jednej dziewczyny nie mam 100% pewności, więc może się jeszcze coś zmienić. O ile Anatenka pozwoli mi je w końcu obejrzeć. Na razie małe tak się drą przy podnoszeniu, że Antenka świruje, a za drzwiami kocice wyją, też gotowe bronić. Uznałam, że nie będę się narażać.

Miot nr 6: dziewczyny na górze, chłopaki na dole (No, chyba że po kolejnych oględzinach wyjdzie co innego. Okaże się wkrótce)

Uzupełnienie: 4 dziewczynki!

Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że Antenka urodziła je co prawda późnym wieczorem, ale jeszcze wciąż o takiej porze, że ja  normalnie funkcjonuję. W odróżnieniu od innych miotów, które rodziły się w środku nocy.

Najbardziej hardcorowa była raz PaiLu, która rodziła kocięta między północą a 4 nad ranem w dniu, w którym miałam wstać o 6, żeby stawić się o 8 rano na szkolenie w miejscowości oddalonej o jakieś 20 km od Warszawy. Jako prowadząca owe szkolenie, więc żadnych szans na zdrzemnięcie się w kącie.

Matka i kocięta rezydują na razie w łazience, skąd rozgłośnymi wrzaskami donoszą o niezłej kondycji, zwłaszcza w obszarze płuc.

Facebooktwittergoogle_plus

Więcej słodyczy

Wielbiciele maine coonów niech pamiętają i mają na uwadze, że za niecały miesiąc, w połowie lutego, w naszym domu pojawią się kolejne malutkie, bardzo puchate kulki – i dopiero będzie kompletny cute overload oraz sweetness attack!

Rodzicami będą: nasza dziewczynka TaiChi Ewjatar*PL oraz SC Iks Ewjatar*PL

Jeśli zawsze marzyłeś o przymilnym, puchatym przyjacielu o dobrym charakterze – przygotuj się na podjęcie poważnej decyzji. Dzieci TaiChi do tej pory kolory brały po ojcu, ale charakter po mamusi, więc gratka to nie lada!

Swoją drogą strasznie jestem ciekawa, jakie kolory wyjdą tym razem. Oby coś z białymi łapkami (fetysz białych łapek mi się rozwija)!

Facebooktwittergoogle_plus

Miot rusałek wylądował

Weekend minął w stanie podwyższonej gotowości. PaiLu na zmianę przejawiała niepokój, objawiający się nerwowym bieganiem po kątach w poszukiwaniu najlepszego miejsca, albo kompletny luz i zen. Mnie udzielał się tylko ten pierwszy stan.

W sobotę wieczorem opiłam się kawy z zamiarem czuwania przy kici, a ona krótko po północy… poszła spać! I przespała całą noc! Mnie niestety kawa trzymała aż do rana. Wobec tego w niedzielę w ciągu dnia próbowałam nadrabiać straty, położyłam się więc na godzinkę, żeby móc jakoś funkcjonować. PaiLu położyła się ze mną. Ledwie zasnęłam, kicia zerwała się, dała hasło do rozpoczęcia akcji i pognała… do łazienki!

(To ja pytam: po co było to stresowanie mnie tym włamywaniem się do garderoby i szukaniem innych, równie atrakcyjnych, miejsc na poród? Żebym się nie nudziła?)

Popołudnie spędziłyśmy więc zamknięte w łazience, a efektem tego posiedzenia są trzy śliczne, wielkie, silne i grube kociaki: jedna dziewczynka i dwóch chłopaków. I znów się sprawdziło, ze moje kotki oszukują: PaiLu oszukuje, że ma więcej kociaków, Antenka – że ma mniej. Nie ogarniam.

 

Facebooktwittergoogle_plus

À propos trzymania kciuków

Trzymajcie też za mnie, bo – sądząc po moich snach – najwyraźniej przejęłam się nadmiernie.

Śniło mi się mianowicie, że 3 kotki urodziły mi naraz kocięta, a maine coonica urodziła 14(!) maluchów, w tym 4 niebieskie i one się od razu wymieszały z rusałkami i nie mogłam odróżnić. Kocięta od razu miały otwarte oczka, były samobieżne i rozłaziły mi się, a ja próbowałam je zagarniać do kojca. Zagarniałam jedne, to inne wyłaziły drugą stroną. Obudziłam się taka zmęczona, że musiałam się zdrzemnąć od razu, żeby odpocząć.

Jeśli PaiLu nie urodzi zaraz, to najprawdopodobniej oszaleję. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Ostatnie dni oczekiwania

TEN DZIEŃ zbliża się nieubłaganie. PaiLu jest gruba jak foka i tak samo nieruchawa przez większość czasu. Porusza się dostojnym krokiem, wskakuje na powierzchnie nie wyższe niż wysokość krzesła, ostrożnie zeskakuje. Jedna rzecz mnie zastanawia – tym razem dużo czasu spędza leżąc na plecach, z przednimi łapkami podkulonymi jak króliczek (awwww!) a poprzednio leżała przeważnie na boku. To może oznaczać, że tym razem będzie miała rzeczywiście więcej niż trójkę maluchów i na boku jest jej po prostu niewygodnie.


Nie zmieniło się natomiast nic w kwestii garderoby – nadal z uporem godnym lepszej sprawy próbuje dostać się na najwyższą półkę do pudła z ubraniami i akcesoriami do trekkingu. Niestety od czasu poprzedniego miotu zrobiłam w garderobie przemeblowanie i wejście na najwyższą półkę jest teraz utrudnione – zwykle udaje jej się wspiąć po wiszących ubraniach (żegnajcie niepozaciągane sukienki i żakiety!) na półkę drugą od góry i dalej ani rusz. Wtedy trzeba przyjść, wziąć drabinę i ostrożnie przetransportować kotka z fochem na podłogę.
Choć raz jej się udało – poznałam po wyrzuconych z pudła stuptutach, których metalowe klamry gryzły ją najwyraźniej w brzuszek.


Zrobiła się tez niesamowicie towarzyska, gadatliwa i miziasta. Kiedy nie śpi, łazi wokół mnie, opowiada niestworzone historie i każe się nieustająco głaskać. Pozwala też dotykać brzuszka i poczuć maluszki kotłujące się w środku, taka jest wspaniałomyślna!
Trzymajcie kciuki – to już w ten weekend!

 

Facebooktwittergoogle_plus