Skarpetkowy skrytożerca

W torebce zwykle mam skarpetki. Używam ich na pilatesie, bo jestem zmarźluch, a w zimnie to – wiadomo – żadne ćwiczenia. Skarpetki są fioletowe, z Hello Kitty i mają gumowe placki na spodzie, przez co księżniczka na ziarnku grochu nie może ich nosić normalnie po domu, bo urażają w delikatne stópki ;) Za to dobrze trzymają się maty i pomagaja w ćwiczeniach.

Oprócz tych rozlicznych zalet mają jeszcze jedną, która mi nie przyszła do głowy. Dobrze pasują do kocich zebów i świetnie się nimi kąty omiata. Nie jest więc specjalnie zaskakujące, że co i rusz E-mirek włazi do mojej torebki i wyłazi ze skarpetką w zębach.

Skarpetkowy skrytożerca.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl
©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl
©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl
©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Facebooktwittergoogle_plus

Kocie uzdrawiania

Ze świąt wróciłam strasznie chora. Ale naprawdę strasznie. Ledwie doczołgałam się do domu, przyjęłam niezawodne środki lecznicze i w zasadzie bardziej przewróciłam się niż położyłam do łóżka. Częściowo w opakowaniu, bo nie miałam siły się rozebrać.

Natychmiast przybiegł VaiPerek. Kontrolnie obwąchał mi twarz i ułożył się wygodnie przy moim brzuchu, przytulając się całym sobą. Do VaiPerka zaraz się przytulił E-terek i leżeliśmy na boku jak otwarta matrioszka – ja, przy moim brzuchu VaiPer, przy jego brzuchu E-ter. Zaraz dołączył też E-mirek i zepsuł symetrię.

Zgromadzenie zwabiło Czarną Tyldę. Czarna też preferuje miejscówkę przy moim brzuchu. Tym razem jednak VaiPer był zdecydowany nie odpuścić i oba maine coony zaczęły się bić o centymetry od mojej twarzy. Niezapomniane wrażenie, zwłaszcza jak sie nie ma siły nawet palcem kiwnąć. Czarna odpuściła i położyła się obok, ale na pocieszenie zgarnęła E-molla i zaczęła go miętosić. E-moll był przeszczęśliwy, co można było poznać po mruczeniu aż szyby drżały.

Wszystkie mruczały, przy czym leżąca ma mojej poduszce TaiChi nadawała mi wprost do ucha. Zniesmaczona tym tłumem ChiNa opuściła swoją miejscówkę na kocyku leżącym w nogach łóżka i poszła mruczeć na drapak.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Obudziłam się w środku nocy, kiedy gorączka spadła. Próbowałam zdjąć z siebie resztki garderoby, a moje szamotanie się skłoniło koty do przetasowań. Co prawda VaiPer stwierdził, że dobrze mu tu, gdzie jest i dalej leżał u mojego boku obejmując któregoś kociaka, ale pozostałe dwa budrysy przeniosły się na moje nogi, unieruchamiajac mnie – no bo nie można przeciez niepokoić śpiących koteczków. Jeszcze się obudzą i zaczną rozrabiać.

TaiChi zapragnęła bliższego kontaktu i wlazła mi na brzuch. Uniknęłam smyrania wąsami po twarzy, ponieważ ChiNa poczuła potrzebę czułości i bycia polizaną po czółku, toteż uwaliła mi się na mostku, wyciągając głowę do TaiChi. Dostałam więc smyranie po twarzy całym kotem.

Poczułam dokładnie jak to jest być przygniecionym wielką szafą albo czymś w tym stylu. Nie no, przecież tak się nie da – pomyślałam. W takich warunkach w życiu nie zasssn…

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Rano wstałam w o wiele lepszej formie. Kocia magia zadziałała, kocie obowiązki wypełnione.

Kolejnej nocy żaden do mnie nie przyszedł.

Facebooktwittergoogle_plus

Szczęśliwa trzynastka

Jestem szcześliwa mogąc podać najnowszą radosną wiadomość – 8 kwietnia Antenka urodziła czwórkę prześlicznych kociąt – dwie dziewczynki i dwóch chłopców.

Mamusia ma się dobrze i troskliwie opiekuje się dziećmi. Dzieci przybierają na wadze wręcz w oczach, piszczą głośno – widać płucka mocne mają – i ogólnie roztaczają wokół słodycz i budyń. Mieszkają jeszcze cały czas w łazience, ale tym razem zdążyłam zrobić pranie wcześniej.

Niestety chwilę przed pojawieniem się maluszków kotom udało się rozbić mój najjaśniejszy obiektyw, toteż zdjęcia z ciemnej łazienki stanowią chwilowo pewne wyzwanie. Może kiedy kocięta wraz z mamusią się przeprowadzą w jakieś jaśniejsze rejony, będzie mi łatwiej je sfotografować.

A więc wiecie – będzie się działo! Kocięta będą się pokazywać pod kodową nazwą Miot nr 13.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Facebooktwittergoogle_plus

Czarny balonik

Patrzę na te kociaki i nie wierzę, że to te same. A takie były pocieszne, kiedy były malutkie!

Kiedy zaczęły się rozłazić po pokoju pierwszy raz, okazało się, że mam na stanie kota pasterskiego. Kocięta wychodziły pojedynczo – jeden się zbierał na odwagę i wyruszał w nieznane, reszta tuliła się do mamusi. Za tym jednym odważnym krok w krok szła Czarna Tylda.

Szła krokiem oszczędnościowym, jak rosyjskie wojska na paradzie – prawie trzymając małego pomiędzy przednimi łapami. Trochę przypominało to pasanie żółwia w ogródku. Żeby się żółw nie zgubił, taśmą klejącą przykleja mu się do skorupy nadmuchany kolorowy balonik. Nad wędrującym kociakiem unosił się czarny balonik, jednoznacznie pokazując, gdzie maluch zawędrował.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

W trakcie wycieczek co i rusz natykali się na rozmaite brzęczące zabawki. Ciocia Tylda bardzo starannie instruowała kocięta jak się ich używa. To miłe kiedy się widzi, że Tylda wreszcie spotkała kogoś na swoim poziomie rozwoju, a nie tylko te stare nudne koty, które nie znają się na żartach i nie umieją się bawić. Toteż Czarna Tylda spędzała z maluchami tyle czasu, ile tylko mogła.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Kocięta odwzajemniały się równie ciepłymi uczuciami. Razem ganiały się po pokoju, razem jadły, razem robiły chaos gdzie tylko mogły. Trochę im się nawet myliło, bo nie raz i nie dwa próbowały się podpiąć do mleczarni. Tylda nie bardzo wiedziała o co chodzi, uznawała to za zaproszenie do zabawy i zaczynała kocie zapasy: jeden, dwóch a nawet trzech na jednego. Kocięta były zachwycone.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, magdalena.koziol@gmail.com

Początkowo Tylda wiodła prym, bo sięgała najwyżej i biegała najszybciej. Szybko jednak siły się wyrównały, bo kocięta stały się prawie tak samo szybkie, ale za to bardziej zwrotne.

Największą sztamę trzyma Czarna z E-mollem. Przewraca go i turla, dręczy i miętosi, a on jest przeszczęśliwy. Razem solidarnie wprowadzaja entropię w porządek misek, kuwet i zabawek, a potem – w poczuciu dobrze spełnionego kociego obowiązku – wspólnie regenerują siły.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, magdalena.koziol@gmail.com

Ps. Pasanie żółwia w wersji urodzinowej wygląda tak:

turtle-birthday

Facebooktwittergoogle_plus