All your base are belong to us

Odkąd kocięta są samobieżne i samodzielne, przypominają trochę stonkę na polu – są wszędzie i są ich tysiące! Czasami mamy wrażenie, że są jednocześnie we wszystkich zakamarkach. Miejsca normalnie odwiedzane przez koty zaliczyły już dawno – na półkach, na szafkach, pod szafkami, w szafkach, na drapaku (aż pod sam sufit), na drukarce, pod drukarką, na kaloryferach, za książkami, pod krzesłami na kółkach.

Wlazły też w kilka takich, gdzie duże koty chyba się nie mieszczą: pod kaloryfery, za szafki w pokoju (już organizowałam przemeblowanie, żeby je wyciągnąć, ale dały radę jakoś się obrócić i wyjść tą samą drogą), za kuwetą. Ana Tema dotarła też na najciaśniejszą półkę z książkami, gdzie jest jakieś 3 cm prześwitu – schowała się tam, kiedy jechaliśmy na szczepienie. Szukaliśmy blisko godzinę, zanim udało się ją odnaleźć.

Oprócz tego, że są wszędobylskie, są też wyjątkowo bezczelne i za nic mają uświęconą tradycją własność. Cierpi na tym najbardziej VaiPerek, bo to jego włości zostały zagarnięte.

Jego ulubiona półeczka na drapaku, na którą kocice przychodziły wyłącznie na specjalne zaproszenie na przytulanki, została zagarnięta bez pardonu.

Święta budka VaiPerka, której nie śmiał tknąć zwierz ni człek, została zbezczeszczona.

Trochę spokoju ma biedak tylko wtedy, gdy małe idą spać do kociego tunelu.

.

Przeczytaj też:

Gdzie lubią spać

Gdzie lubią spać – the next generation

Gdzie lubią spać – znajdź 10 szczegółów…

Facebooktwittergoogle_plus

Mały i duży

VaiPer lubi małe kotki, choć bywa na nie zły, kiedy zajmują jego ukochane miejsca. A jego ulubieńcem – to nie ulega wątpliwości – jest mały AlErgen.

Objawia sie to oczywiście tym, że VaiPerek męczy go, miętosi i ugniata na potęgę, mały zaś poddaje się temu z masochistyczną przyjemnością.  Ilekroć AlErgen przechodzi obok, VaiPer sięga łapą, zgarnia go jak wielką łyżką i następnie dręczy. Potem zasypiają razem zwinięci w kulkę.

Tak, VaiPerek sypia z otwartymi oczami.

Gdziekolwiek by duży nie leżał, AlErgen zawsze akurat właśnie tamtędy (całkiem przypadkiem) przechodzi i – też przypadkiem – daje się kolejny raz złapać i wylizać od góry do dołu.

Facebooktwittergoogle_plus

Szczepienie

Małe koty – tak jak małe dzieci – dostają przeciwciała w mleku matki i dzięki temu nabywają pierwszą odporność. Około 6-8 tygodnia ta odporność zaczyna powoli zanikać. Wówczas też (na ogół pomiędzy 8 a 10 tygodniem) pierwszy raz szczepi się maluchy. Podstawa to szczepienie na koci katar i koci tyfus, zwykle w jednej szczepionce.

Na rynku są dostępne szczepionki bardziej złożone, na inne choroby, np na chlamydię, białaczkę czy wściekliznę, jednak w tym przypadku nie działa zasada, że od przybytku głowa nie boli oraz im więcej, tym lepiej. Niektóre szczepionki – jak te na chlamydię – są kwestionowane przez weterynarzy ze względu na znikomą skuteczność (podczas gdy samo leczenie w przypadku zachorowania jest proste i skuteczne); inne z kolei są takim szokiem dla organizmu, że jeśli kot nie jest w „grupie ryzyka”, to szczepienia się nie zaleca. Taka „zjadliwa” jest szczepionka na białaczkę – w niektórych przypadkach skutkiem ubocznym może być nowotwór (mięsak), dlatego daje się ją w łapkę, wówczas można uratować zwierzaka poprzez amputację. Tfu, tfu, tfu, trzy razy przez lewe ramię. Nasze kociaki nie będą w grupie ryzyka, tj. nie będą kotami wychodzącymi ani nie będą mieć z takimi kontaktu, wobec tego ominie je ta wątpliwa przyjemność.

Zastanawiałam się jakiś czas nad wyborem konkretnej szczepionki, a kiedy zadzwoniłam do weterynarza, żeby umówić się na wizytę okazało się, że ze szczepionek podstawowych właśnie skończył im się Fel-o-Vax i mają tylko Tricata. Wybór dokonał się niejako sam i w sumie okazał się być dobrym wyborem.

Kotki samego szczepienia w zasadzie nie zauważyły, tak chyba były jeszcze przejęte całym tym miętoszeniem przed zastrzykiem (mierzenie temperatury nie spodobało im się w ogóle, ale inne zabiegi zniosły z godnością, zwłaszcza  stetoskop je interesował). Po zastrzyku trochę pobawiły się, trochę podjadły i poszły spać. Wyspane prezentowały normalną żywotność i aktywność. Czyli ADHD. Żadnej markotności, żadnego smutku czy innych objawów złego samopoczucia. Tricat jest ok.

Facebooktwittergoogle_plus

Wielkie ważenie małych kotów

Tempo, w jakim kocięta przybierają na wadze jest z jednej strony satysfakcjonujące, a z drugiej – nieco przerażające. Zwłaszcza w kontekście tego, ile jedzą.

Na początku wszystkie wyglądały jak kluski, teraz zaczynają się nieco różnić.

Chłopak jest po jednej stronie bieguna: raczej szczupły i gibki. Wygląda na najmniejszego. Po drugiej stronie jest Ana Tema – gruba klucha, choć bynajmniej nie niezdarna. Nieustająco jest największa z całej trójki. Ana Fora jest pomiędzy, taka w sam raz.

Jakieś dwa tygodnie temu wszystkie ważyły około 500 gramów –  mniej więcej tyle samo każdy. Wsadzam je dziś na wagę i co widzę? Dziewczyny ważą podobnie: niecałe 850 gramów. Chłopak waży prawie 900. Ki czort?

.

Przeczytaj też:

Wielkie ważenie kotów

Facebooktwittergoogle_plus

Ekspansja

Kocia ekspansja trwa. Najpierw rozczulaliśmy się, kiedy udało im się samodzielnie wyjść z legowiska. Potem kiedy weszły same do koszyka. Następnie na łóżko. Cieszyliśmy się jak głupi, nie myśląc o tym, że z każdym wyczynem zbliża się TEN DZIEŃ. Dzień, w którym pokonają przeszkody w drzwiach sypialni i pójdą w plener.

Najpierw w drzwiach umieściliśmy płytę o wysokości około 30 cm. Przez jakiś czas wystarczało – kociaki rzucały się na krawędź, ale nawet jeśli udało im się zahaczyć pazurami, to nie miały dośc siły żeby się podciagnąć w górę. Do czasu, kiedy AlErgenek się zawziął i któregoś wieczoru znienacka wtoczył nam się do pokoju pod nogi.

Zamieniliśmy płytę na około dwukrotnie szerszą. Upierdliwe to było, bo sami do sypialni musieliśmy wchodzić bocianim krokiem, ale bezpieczeństwo maluchów było ważniejsze. Nowa przeszkoda nie wystarczyła nawet na tydzień. Znowu AlErgen udowodnił, ze dla chcącego nic trudnego. Co robić – zlikwidowaliśmy przeszkodę i koteczki radośnie przeprowadziły się do pokoju dziennego.

Musieliśmy też przenieść do pokoju pudło z legowiskiem, kuwetę i zabawki, ponieważ koteczki nie miały zamiaru wracać do sypialni w innym celu, niż zabawy na łóżku w środku nocy.

Aha, i szybko nauczyliśmy się chodzić krokiem szurająco-posuwistym. Odkąd zyskały nowe obszary, kociaki poruszają się z prędkością światła we wszystkich kierunkach naraz i nie sposób przewidzieć, gdzie są w danej chwili i czy aby nie pod stopą.

Na własnej piersi wyhodowaliśmy sobie koty Heisenberga.

Facebooktwittergoogle_plus

Gdzie lubią spać – the next generation

Niezależność kociąt objawia się między innymi tym, że zaczynają spać w różnych miejscach. Już od około tygodnia żadne nie poszło spać w legowisku. Mają swoją ukochaną czerwoną poduchę w kształcie serca i tam chodzą się poprzytulać. W domu jest też wielki koszt wiklinowy, który nie zainteresował dużych kotów i tak sobie stał, czekając lepszych czasów. Wystarczyło jednak, ze AlErgenek poszedł tam spać i zaraz się okazało, że kosz ma swojego właściciela, który się zaniepokoił obecnością na swym terenie i musiał natychmiast zaznaczyć swoje prawa. Czy ktoś będzie zdziwiony, jeśli powiem, że chodzi o VaiPerka?

PaiLu też się do kosza przekonała i chodzi tam karmić kocięta. O łóżku nawet nie wspominam, bo jasnym jest, że śpią tam we dnie i w nocy. Małe buszują pod kołdrą, drapiąc nas w łydki, a TaiChi poluje na nie od góry. Zwłaszcza w okolicach świtu dostarcza to niezapomnianych wrażeń.

Oczywiście najlepsze ze wszystkiego są klasyczne zagrania. Biegnie, biegnie kotek – bęc! wywrócił się i śpi.

Zdrzemnie się kwadransik, po czym wstaje i biegnie dalej jak gdyby nigdy nic. Uwielbiam to.

Zaczynają też bawić się myszkami. Już jednej oderwały ogonek. Dobry początek!

.

Przeczytaj też:

Gdzie lubią spać

Facebooktwittergoogle_plus