Czasem dobrze jest zatęsknić

Przez ostatnie dwa tygodnie pracowałam głównie w odległych rejonach Polski, toteż zostałam zmuszona do porzucenia moich koteczków i odjechania precz. Krótki powrót na weekend nie wystarczył, żeby się nimi nacieszyć. W dodatku w swoich wojażach spotykałam inne koty.

Ok, wizyty w zaprzyjaźnionych zakoconych domach to była ta miła część wyjazdu :)

Krushynkowa Samba, prześliczna kociczka o smukłej sylwetce godnej kotów egipskich, jakoś nieszczególnie mnie polubiła, syczała na mnie, choć kontrolowała każdy mój ruch i wszystko, co ze sobą przywiozłam. Z kolei Perdowa wataha uznała mnie za sympatyczne urozmaicenie. O ile pierwszej nocy dały mi spokój, o tyle drugiej pielgrzymki po moim łóżku odbywały się regularnie. Zwłaszcza król Greebo obdarzył mnie swoją łaską i uwalił się na mnie całym ciężarem swego majestatu. Było głaskanie całej rezydującej u Perdo siódemki, było karmienie przysmakami i przemawianie czule. No i całe to przebywanie u obcych kotów tylko wzmogło moją tęsknotę za własnymi, toteż po pracy wsiadłam w samochód i nie oglądając się popędziłam do domu.

W domu towarzystwo generalnie ucieszone, ale foch im nie pozwalał na ekspresję radości. Nie rzuciły się więc z powitaniami, ale pilnowały mnie jak wataha wilków, żebym przypadkiem nie wyszła znowu z domu. Nawet pełniły warty w plecaku, żebym nie uciekła niepostrzeżenie. O, proszę:

Facebooktwittergoogle_plus

Jak oczarować niespodziewanych gości

Przyszła pani sąsiadka z dalszych rejonów osiedla z osobistą petycją. Podpisałam, bo co jej będę żałować.

Koty wyległy obejrzeć gościa, obwąchać, dać się pogłaskać. Chwila – i pani nie chciała opuścić mieszkania :)

Najpierw rozpoznał sytuację VaiPer. Przyszedł, obwąchał i najwyraźniej dał fokę aprobaty, bo zaraz zleciała się reszta. ChiNa zeskoczyła z drapaka, przeciągnęła się i pani sąsiadce mało oczy nie wypadły. Potem ośmieliła się Tylda, owinęła nam się swoim zwyczajem wokół nóg i pobiegła dalej masakrować zabawki. Rusałki świeciły swoimi zielonymi latarenkami.  Kocie panoptikum.

Pani sąsiadka wykazała się czujnym okiem, ponieważ zauważyła Ryżą w kocim małpim gaju pod samym sufitem. Widząc siatkę zapytała, czemu tamten kot jest zamknięty. Wytłumaczyłam jej grzecznie, że nie tylko nie jest, ale wręcz jest to VIPowska miejscówka, o którą koty regularnie się biją i TaiChi nie może zejść się z nią przywidać, bo zaraz ją ktoś podsiądzie.

Pani sąsiadka jeszcze raz oszacowała okiem towarzystwo i z dużą dozą pewności ni to stwierdziła, ni to zapytała czy to wszystko kastrowane, bo nic w domu nie czuć kotem. Chyba mi nie uwierzyła, że wykastrowany jest tylko VaiPer. Więc już nawet jej nie mówiłam, że przecież stoi niecały metr od dwóch kuwet… I dlatego na żwirek wydaję małą fortunę. W ogólnym rozrachunku – wychodzę na plus. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Się ma koty, się ma obowiązki

PaiLu już drugą godzinę domaga się pieszczot.

Siedzi przede mną i nie pozwala nic robić – jak tylko się wychylę, żeby zerknąć w ekran, barankuje mnie w nos i znowu się miziamy. Miziu miziu po łebku, za uszami, pod brodą, po całym kocie i na koniec cmok w czółko. Cały rytuał. A niech no tylko odwrócę wzrok, zaraz z pretensją w głosie mówi: Miau!, lokuje się naprzeciwko mojej twarzy i wpatruje się we mnie intensywnie. No to jeszcze raz cały rytuał… I tak dwie godziny.

Kocie, ja muszę pracować. Mam wrażenie, że twarz mam już równomiernie pokrytą jej sierścią. Hrrr, zaraz sobie chyba skóre zedrę. Na zmianę z głaskaniem czeszemy kota. Jako kot krótkowłosy, nie wymagający czesania – uwielbia. Nadstawia się całą sobą. Najlepiej wyczesany kot w galaktyce :)

A na kolana nie przyjdzie, wredna małpa.

Dlaczego mi nikt nie powiedział, że nie podpięłam galerii kociej z tego roku? Wrzucam tam co jakiś czas zdjęcia, tylko nikt ich nie ogląda, bo w żaden sposób nie da się do nich trafić. Super.

No to PODPIĘŁAM.

Można klikać na górze w „Galerie”, a potem po lewej w „Nasze koty – 2013”, albo po prostu kliknąć TUTAJ. Miłego oglądania!

Facebooktwittergoogle_plus