Wytrzeszcz

Ogarnięta impulsem oraz lekko poszczuta na blipie przez usłużne koleżanki, które wyszperały ją na allegro, kupiłam sobie torbę. Z kotami. To zwykła płócienna torba, mieszcząca kilka notatników A4 albo niewielkie zakupy.

Z racji aparycji widniejących na nadruku futrzaków, szybko zyskała nazwę kodową „wytrzeszcz”. „Gdzie wytrzeszcz, bo muszę już wychodzić”. „Oddawajcie wytrzeszcza, złodziejki futrzate!” itp.

Gdybyście się na nią natknęli i zapałali – doradzam od razu przymocowanie na nowo rączek. Producent nie przewidział, że niezabezpieczony w żaden sposób koniec taśmy prędzej czy później się postrzępi i po prostu „wyjdzie” ze szwów. Raczej nawet prędzej, rzekłabym. Ja swoją po prostu rozprułam, stopiłam końcówki taśm nad zapalniczką, założyłam i dopiero przeszyłam – od tej pory trzyma bez problemów.

Torba musiała oczywiście przejść drobiazgową kontrolę i wielofazowe testy przydatności. Dopiero wtedy koty ją zaaprobowały i przekazały do użytkowania.

Facebooktwittergoogle_plus

Śledztwo

Pisałam już o tym na facebooku, ale historia jest przednia, więc tu opiszę trochę szerzej.

Kolejny cudny poranek. Budzi mnie intensywność wlepionych we mnie kocich spojrzeń, wstaję i udaję się „na pokoje”. Idę i szeleszczę. Ki czort? Otwieram więc w końcu oczy, spoglądam i – cholera! Worek na zwłoki!

(Ostatnio obejrzałam kilka odcinków CSI: Las Vegas, w którym to serialu trup się ściele gęsto i nieraz pakowany jest w worki rozmaite. No i wybór rozrywek się zemścił takim a nie innym skojarzeniem.)

Ogarnęłam się w sobie, odetchnęłam głębiej – jaki worek na zwłoki, to worki na śmieci przecież. Rozwinięte z rolki i rozciągnięte przez cały pokój. Wokół tego opleciona jeszcze seledynowa girlanda z czegoś, co po bliższej inspekcji zidentyfikowałam jako woreczki śniadaniowe, które zagubiły się jakiś czas temu. Takie w rolce, jak torebki jednorazowe w hipermarketach.

Całość elegancko sperforowana.

Zarekwirowałam, zwinęłam, schowałam na półkę. Na miejscu zbrodni znalazłam białego wibrysa. CSI: Warszawa natychmiast ustaliło, że w pobliżu przebywają trzy koty z białymi wibrysami. Podejrzani zostali przepytani na okoliczność, zbadano tez odciski zębów.

Wyniki nie były do końca rozstrzygające, ale nie łudźmy się – właściciel białego wibrysa nie jest trudny do wskazania.

Nie minęły trzy minuty, kiedy worki na śmieci zostały znowu wywleczone z półki. Tak, złoczyńca zawsze wraca na miejsce zbrodni. Worki ponownie zostały zarekwirowane, FaaTum udzielono nagany wzrokowej i w domu wreszcie zapanował porządek.

*

Tydzień później.

To nie jest ta sama rolka worków na śmieci. Tamta leży w zamkniętej szafce. Tę odruchowo położyliśmy tam gdzie zwykle.

Facebooktwittergoogle_plus