Kulką być

Chwilowo stan osobowy kotów jest taki, że nie bardzo wiem jak mam je karmić. Całego kartonika Bozity czy 400g puszki nie zjadają na raz, natomiast połowa tego to zdecydowanie za mało.

Nie chce mi się kombinować z podawaniem 3/4, ale chyba nie będę miała wyjścia – bo PaiLu zachwycona ilością jedzenia zaczęła mi niebezpiecznie tyć! Konia z rzędem temu, kto rzuci skuteczny pomysł na skłonienie jednego  jedynego kota z całego stada, żeby mniej jadł! Reszta trzyma linię, nawet Mały Biały Odkurzacz ChiNa (która je wszystko, co napotka na swej drodze), a tylko PaiLu zaczyna przybierać najdoskonalszą formę we wszechświecie. Kulistą.

W dodatku właśnie przyszła nowa dostawa żarcia. Jak zwykle zapakowana tak, że paczce nie zaszkodziłby nawet wybuch granatu.

Oczywiście Mały Biały Odkurzacz ChiNa musiała asystować przy rozpakowywaniu – czy smaki odpowiednie i czy aby nie chowam gdzieś w niedostępne miejsca. Jak to zwykle bywa w fizyce oddziaływań kocich – puste pudełko wygenerowało kota w pierwszej nanosekundzie po otwarciu.

A tu mamy dowód na dualistyczną, gazowo-płynną naturę kota: jak ciecz przyjmuje kształt naczynia, w którym przebywa, jednocześnie – jak gaz – zajmuje cała dostępną objętość. ;)

Facebooktwittergoogle_plus

Kto pierwszy do miski

Kiedy zauważyłam, że ChiLee zaczyna coraz bardziej interesować się miską z chrupkami, otworzyłam zakupioną specjalnie dla maluchów paczkę RC Babycat. Tak sobie pomyślałam, że będę je powoli przyzwyczajać do coraz większych chrupek, bo choć Hills Kitten, który jedzą teraz kocice, nie jest zbyt wielki, to jednak dla tych małych pyszczków stanowi wyzwanie.

Co prawda paszcza ChiLee nie jest aż tak mała i kotka radzi sobie z nim całkiem dobrze, ale BachSzisz przy pierwszym podejściu zakrztusił się poważnie i nie obeszło się bez klepania w plecki.

Dla porównania wielkości: RC Babycat, Hills Kitten i Hills Natures Best, które jedzą dorosłe. Oraz ChiLee, która nie czeka, tylko łapie byka za rogi (albo chrupka w zęby, śliniąc się przy tym obficie).

Wyciągnęłam więc tego Babycata, wsypałam do miseczki i zaniosłam do pokoju. Co się wtedy działo, słowo nie opowie, pióro nie opisze. Nagrałam kawałek, kiedy już emocje opadły na tyle, że jedną rękę miałam wolną i mogłam trzymać sprzęt. Nagrane komórką, więc cudem jakości nie jest – musicie mi wybaczyć.

Sceny dantejskie to były niemalże. Nie ma najmniejszych szans na to, żeby jakoś podstępnie dać to kociętom, bo VaiPer nie odpuści. Gdyby one zechciały jeść o jednej porze, to byłaby może szansa, ale nie ma tak dobrze – każde je wtedy, kiedy mu się przypomni.

Nawet na mokre śniadanie muszę wysyłać specjalne zaproszenie i każdego za kark taszczyć do misek. Oprócz ChiLee, oczywiście, bo ta od razu czuje co jest grane i leci bez wołania. Na razie tylko BanSai nie jest chętny do przestawienia się na stałe pożywienie. Pozostałe rusałki wciągają mokre aż miło, a i chrupkę od czasu do czasu, tylko ten cwaniaczek gania za kocicami i spija wszystko, czego nie potrzebują pozostałe kocięta.

Niedługo kocice zaczną go odstawiać od cycka, to nie będzie miał wyjścia. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Zapasy na czarną godzinę

Ech, ja to się dam namówić na wszystko. Zwłaszcza na promocje.

Zamówiłam wielki pakiet kartoników Bozity, a sklep w osobie pana o miłym głosie podstępnie zaproponował mi domówienie jeszcze pewnej ilości, mamiąc dodatkową gratisową ilością opakowań. Kupiłam dużo, dałam się namówić na więcej po to, by dostać jeszcze więcej.

Czujecie klimat?

W ten sposób wylądowałam ze 128 kartonikami Bozity.

Oprócz tego mamy 10 kg Hillsa Natures Best, który stanowi podstawową karmę kotów, 8 kg RC Maine Coon (bez którego VaiPerek nie podchodzi do miski w ogóle), 10 kg Hillsa Kitten, 2 kg RC Babycat i nie wiem już ile puszek Applawsa. Zapasy jak na wojnę.

Nie posiadam niestety aż tylu szafek, żeby to wszystko upchnąć, więc 3 paczki Bozity i 10kg worek suchego dumnie panoszą się na środku kuchni. W końcu kto rządzi w tym domu – bo przecież nie ja?

Facebooktwittergoogle_plus

Ekonomiczny model

Chyba się pomyliłam zamawiając ostatnio mokrą karmę dla kotów i zamiast wziąć pakiet różnych odmian kurczaka, wzięłam taki, w którym część jest z tuńczyka. A moje sierście nie lubią nawet zapachu ryby. Widział ktoś takie koty? Mutanty.

Kupione, zapłacone – trzeba to zjeść. Nałożyłam im rano tuńczyka do misek i – alleluja! – mainecoony zjadły wszyściutko! PaiLu tylko powąchała z obrzydzeniem, AnaTema nawet tego nie – odwróciła się na sam widok. Tego dnia ruski pogardziły śniadaniem zupełnie, następnego też… Chyba rzeczywiście nie lubią do tego stopnia, że wolą paść z głodu.

Niektórzy właściciele uważają, że kot sam wie, co powinien jeść i jak coś ma mu zaszkodzić, to nie weźmie do pyska. Bazując na doświadczeniach z moimi zwierzakami mocno powątpiewam w stuprocentową słuszność tego przekonania. Jakoś nie chce mi się wierzyć w wartość odżywczą kurzowych kotów, wstążek i gałązek fikusa.

Natomiast co do upodobań – to zupełnie inna sprawa. Pomidory, majonez, oliwki – różne rzeczy znajdują się na kociej liście ulubionego żarcia. W naszym stadzie w zasadzie tylko TaiChi ma zdecydowane preferencje – gdyby mogła, żywiłaby się wyłącznie kanapkami z żółtym serem. Smacznie i niedrogo. Chleb i żółty ser – oto co tygrysy lubią najbardziej.

Ekonomiczny model :)

Facebooktwittergoogle_plus

Nowa dostawa żarcia

Jak zwykle całkiem znienacka skończyła się mokra karma. Wszystko przez to, że kupuję od razu ilości hurtowe – nie muszę się potem martwić przez dłuższy czas i zapominam, że wszystko kiedyś ma swój kres.

W ostatnim czasie testowaliśmy kilka rodzajów karm i zamówiłam te, które kiciaki ulubiły sobie szczególnie. Jak składałam zamówienie, to wydawało mi się, że tego towaru będzie multum, ale po wstawieniu do szafki jakoś tak wygląda ubogo…

W sumie to chciałabym, żeby nasza lodówka tak kiedyś wyglądała…

Dziś zwierzaki wciągnęły pierwszą puszkę Cosmy, nawet nie zdążyłam się zorientować kiedy. Nie dziwię się, puszka była niemal cała wypełniona czystym pysznym kurczakiem, były też trzy całe krewetki i kawałki co najmniej czwartej. Bardzo apetyczne. Nie spodziewałam się takiego dobrobytu, bo na etykiecie stało: krewetka 1,7%.

Co mnie cieszy najbardziej, to to, że Taichi nie odeszła od miski dopóki było jeszcze cokolwiek do zjedzenia. Może wreszcie uda się ją trochę podkarmić, bo już wygląda jak szkieletor, a do jedzenia trzeba ją bardzo długo przekonywać.

.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:

Od ust sobie odejmę a kotu dam

Karma dla maine coonów

Poszukiwana karma light

Facebooktwittergoogle_plus

Od ust sobie odejmę a kotu dam

Czy to nie jest świństwo, że cała karma kocia oraz żwirek kończy się w tym samym czasie? I to jeszcze jakoś tak strasznie znienacka. Oto stanęłam oko w oko z pustą szafką kocią i perspektywą baaardzo dużych zakupów.

Mając trzy zwierzaki nie bawimy się w detal. Mokre wybieramy w miarę możliwości w dużych opakowaniach, nawet po 400g. Idzie to wówczas na dwa razy – na tyle koty łaskawie się zgadzają, dłuższe przetrzymywanie w lodówce dyskwalifikuje karmę w kocich oczach. Taka porcja jest dosyć duża, nawet jak na trzy koty, ale jakoś nie mam serca im obcinać racji. Zresztą maine coony rosną i wkrótce będą całość połykać na raz. W sumie mogłyby żyć na samym suchym, dobre karmy są absolutnie wystarczające do utrzymania kota w dobrym zdrowiu i kondycji, ale pozbawienie ich tradycyjnego śniadanka byłoby już okrucieństwem.

Suche też kupujemy w wielkich worach, po 5 – 7 kg. Mieszam kotom zwykle różne karmy, bo towarzystwo wybredne jest i smaki im się zmieniają. Co jakiś czas któraś karma przestaje im pasować i co wtedy? Wyrzucać? A po zmieszaniu powoli, po trochu, wyżrą wszystko. Oprócz Orijena – tę wydłubują z misek i odrzucają ze wstrętem. Nie wiem czemu, przecież to dobra karma. (Dobrze, ze wzięłam tylko 2 kg. Chce ktoś? Bo mi miejsce zajmuje).

Summa summarum kupowanie dużych ilości wychodzi taniej i na dłużej wystarcza. Zawsze jakoś tak wychodziło, że  tylko raz na jakiś czas trzeba było uzupełniać jeden produkt. A tu nagle zonk! znienacka wyszło wszystko. Kupienie całego zapasu na raz najprawdopodobniej zabije mnie finansowo.

Na pierwszy ogień poszło mokre. 64 kartoniki Bozity (prawie 24 kg żarcia!) w różnych smakach przyszły w wielkiej pace, zostały rozładowane i wrzucone do kociej szafki. Zajęły jej połowę, ale za to na 4 miesiące jest spokój.

Poprzednia dostawa wyglądała tak:

MaineCoonie chrupki jeszcze są, dokupiłam do niego kolejny woreczek Biomilla Selective. Mix tych dwóch to najnowszy przebój sezonu. Koty ostatnio nie chciały już zwykłego Hillsa, widać się znudził, wzięłam więc na spróbowanie malutką paczkę Nature’s Best.  Okazało się, że ma bardzo fajne kształty i dosyć duże chrupki, powinno im pasować. Zrobiłam im trzy różne miksy w trzech miskach i patrzę, co jedzą. Na razie jestem dobrej myśli. I złej jednocześnie, bo chyba będzie trzeba kupić kolejny duży wór.

Obejrzałam sobie moje ulubione żwirki w różnych sklepach internetowych i nieco się się zdziwiłam. W Animalii 14kg Golden Grey Master kosztuje więcej niż dwa worki po 7 kg. Gdzie sens, gdzie logika? Z kolei w Zooplusie cena jest wyjątkowo dobra, ale minimalne zakupy to dwa worki po 14 kg. Ech… decyzje, decyzje, decyzje… Najwięcej czasu pochłania szperanie po różnych sklepach internetowych i porównywanie cen. Ale muszę powiedzieć, że zwraca się to z naddatkiem. A jeszcze przy większych zamówieniach zawsze jakiś bonus dojdzie, a to w postaci dodatkowego rabatu, a to dostawy gratis – i utrzymanie rasowych kotów staje się nieco tańsze, niż się pierwotnie wydawało.

Aż do chwili takiej, jak ta :)

Facebooktwittergoogle_plus