Blog Day 2009

“BlogDay został stworzony w wierze, że blogerzy powinni mieć jeden taki dzień kiedy będą mogli poznać innych blogerów z innych krajów i innych kręgów zainteresowań. Tego dnia blogerzy polecają swoim czytelnikom inne blogi. W założeniu każdy bloger ma polecić swoim gościom 5 nowych blogów. Tym sposobem każdy bloger będzie mógł, wędrując po linkach, odkryć nowe, nieznane dotychczas blogi.”

Blog Day 2009

No to po kolei:

1. on i ja, czyli małżeński dialog albo bajka dla niegrzecznych dzieci

Scenki z życia rodzinnego dwojga młodych, bezdzietnych ale za to z kotem. Kot odgrywa tam małą rolę, na pierwszym planie jest cudowna umiejętność opisywania zdarzeń z życia w formie anegdotycznej i pełnej humoru.

2. Ekskluziff

Blog poświęcony aranżacjom, wnętrzom, detalom i wykończeniom rodem z PRL-u, z piekła i nie wiadomo skąd jeszcze.  Zdjęcia pochodzą głównie ze stron serwisów aukcyjnych, na których prezentowane są mieszkania na sprzedaż i różności do urządzenia mieszkań, ze stron agencji nieruchomości z całej Polski. Czasami dech zapiera.

3.  Kycie kycie

Blog koci ze szczególnym naciskiem na Burszyka i Szarszyka, koty doskonałe w swej kotowatości.

4. Not Always Right

Blog o tych dziwacznych, zastanawiających, tajemniczych, niepodziewanych, zapierających dech, mącących umysł i pozostawiających w stanie kompletnego osłupienia zdarzeniach, jakie są udziałem każdego pracownika majacego kontakt z klientami, niezależnie od kraju, branży, koloru skóry, płci czy wyznania. Klienci potrafią zaskoczyć, oj, potrafią. Blog w języku trochę obcym.

5. User friendly

Jeden z pierwszych komiksów w sieci. Opowiada o niewielkiej firmie z branży internetowej, w której pracuje banda nieuleczalnych geeków jak  guru linuksa, planujący zostać Geniuszem Zła;  helpdesk odreagowujący wypruwaniem  flaków w grach; znienawidzony marketingowiec czy przerażający nieco Wiecznie Uśmiechnięty Facet z kontrollingu.  Poza tym zrodzony z kurzu i efektów kwantowych Kurzowa Kukiełka i Erwin, sztuczna inteligencja oraz Przedwieczni Ctulhu czy Hastur. W języku trochę obcym.

Hmm, 5 to trochę mało i ciężko było wybrać. Zabrakło miejsca na xkcd, Aaaby sprzedać, Wiedźmę czy W Szczebrzeszynie. 9 to szczęśliwa liczba, więc teraz będzie w sam raz. Zapraszam do czytania.

Facebooktwittergoogle_plus

Ciężarówka w niebezpieczeństwie

Nudności u kota w ciąży wcale nie są czymś normalnym. Oto mrożąca krew w żyłach historia z wczorajszego wieczora. W roli głównej: PaiLu. W pozostałych rolach: Yorkshire Terrier, Jego Głos.

PaiLu się czymś struła. Wczoraj po południu całkiem znienacka zaczęła strasznie wymiotować. Zaprawdę powiadam Wam, strasznie. A ponieważ wszystko wskazywało na to, że randka z kocurem została uwieńczona sukcesem, przeraziliśmy się nie na żarty. Natychmiast zapakowaliśmy zwierza do samochodu i pognaliśmy do weta.

W lecznicy – jakby nie niedziela. Dwóch lekarzy na dyżurze, pacjenci jeden za drugim. Ki czort?
Pan Wet został powiadomiony o możliwym stanie błogosławionym, obmacał więc kicię dokładnie i potwierdził – daje się już wyczuć worki płodowe. Kicia po badaniu zestresowała się niemożebnie, wlazła Pawłowi na ręce i przytuliła się. Niestety dla dobra kociaków nie można jej było podać ani antybiotyku, ani środków przeciw wymiotom czy biegunce, ani w ogóle nic. Rozpacz czarna. Pan Wet podłączył ją tylko pod kroplówkę, zeby przeciwdziałać odwodnieniu. Kicia nie wytrzymała nerwowo i obsikała Pawła od góry do dołu.

Nie dziwię się jej – sama się zestresowałam, albowiem wbijania igieł pod czyjąkolwiek skórę znieść nie jestem w stanie. W dodatku z sąsiedniego gabinetu dochodził ciągły rozpaczliwy skowyt. Na moje nietaktowne pytanie czy ktoś tam jest obdzierany ze skóry, Pan Wet oświadczył z humorem, że odbywa się tam badanie yorkshire terriera, a one znane są z tego, że są nieco przewrażliwione na swoim punkcie.

Widok kroplówki osłabił też Pawła. Trzymał się chłopak dzielnie ze względu na kicię w ramionach, ale w końcu siły do opuściły i właśnie zaczynał spływać po ścianie, kiedy Pan Wet zaordynował koniec kroplówkowania. Ja oczywiście byłam tak przejęta kotem, że nie zauważyłam, że Paweł mdleje (brawo ta pani!). Po wypięciu igły Paweł szybko doszedł do siebie, ostał mu się jeno ten pot na czole.

Nic więcej nie byliśmy w stanie zdziałać. Wróciliśmy do domu, a PaiLu zaszyła się w kąciku za książkami na półce. Dopiero w nocy wylazła i przeniosła się do swojego koszyka na szafie w sypialni. Teraz jeszcze głodówka przez następne 24 godziny.

Ps. Po wyjściu z lecznicy natknęliśmy się na panią z yorkiem na smyczy. Wyglądał na nieuszkodzonego ;)
Pps. Prawdziwego mężczyznę można poznać po tym, że: 1) boi się igieł, 2) nigdy się nie poddaje. Wniosek: Paweł to Prawdziwy Mężczyzna.

Facebooktwittergoogle_plus

Sztuki walki

Obserwuję często nasze koty jak się tłuką ze sobą. Czasem są to tylko przepychanki, ale czasami kłaki lecą i elektryczność pojawia się w powietrzu. Każdy z naszych kotów ma inny styl walki

VaiPer jest otwarty na każde zaproszenie. Nie czai się, nie miga, tylko wali otwarcie. Sam zaczepia chętnie, ale jeszcze chętniej odpowiada na zaczepki. Przy tym strachu za bardzo nie zna, postawę ma zawsze otwartą, tylko te łapeczki ma jak łopaty, więc się koteczki boją. Ulubiona postawa bojowa VaiPera to leżenie na brzuchu w pozycji zachęcającej i machanie tylko przednimi łapami. Zasięg ma taki, że nawet w tej pozycji jest w stanie złapać i stłamsić każdą koteczkę. Bardzo chętnie demonstruje swoją dominację łapiąc kotki po kolei i wylizując na siłę. Biedne ani pisną. Typ pana i władcy.

PaiLu jest zawzięta jak nie wiem co. Walki się nie boi i nie unika, ale nie lubi długich zwarć. Lubi styl szarpany: kąsnąć i odskoczyć. Po krótkim zwarciu krąży wokół przeciwnika szukając luki w obronie, po czym rzuca się znienacka jak kobra. Kontroluje starcie, nawet z VaiPerem. Po przegranej szuka okazji, żeby się odgryźć. Zajadła i pamiętliwa. Lepiej ją mieć po swojej stronie, bo inaczej uprzykrzy życie.

TaiChi to partyzant. Nie lubi walki i ucieka, kiedy do niej dojdzie. Raczej woli najpierw okazać uległość. Wróci po chwili, żeby szarpnąć znienacka. Ne jest za bardzo zajadła, jak zabawa przestanie być zabawna, rezygnuje. Daje się tłamsić, choć ma zrywy niezależności. Też tłamszone szybko przez pozostałe koty. Ostatnio jakby trochę odżyła i częściej walczy.

Facebooktwittergoogle_plus

Poranki

Pochmurny poranek. Idę zrobić sobie herbatę. Wlewam wodę do dzbanka z filtrem. Muszę to robić kubeczkiem, bo wieczorem nikomu nie chciało się pozmywać i duży dzbanek nie mieści się pod kranem.

Pod prawą pachą mam VaiPera, którego fascynuje woda z kranu. Sięgam kubkiem nad jego grzbietem, bo łobuz przesunąć się nie chce. Pod lewą pachą mam TaiChi, którą z kolei fascynuje ciurkanie wody przez filtr. Stoi z mordką wciśniętą w otwór, przez który nalewam. No, moja panno, ciebie muszę odsunąć – chyba, że chcesz mieć kubek wody na głowie.

Miziam się o puchate futerka i jest mi dobrze.
Czasami się zastanawiam, co sobie o nas myślą sąsiedzi, jeśli zaglądają nam w okna. Z tymi kotami łażącymi wokół i wpychającymi się pod ręce… no, co tu kryć – 80% gospodyń domowych tego nie poleca. ;)

Facebooktwittergoogle_plus

3 chrupki

Będzie to kolejna opowieść o tym, jak kot wytresował człowieka. W rolach głównych: VaiPerzak, Kot Niedotykalski, oraz trzy kocie chrupki. W pozostałych rolach: dwoje frajerów.

Od małego VaiPer nie lubił dotykania. Zawsze trzymał się blisko nas, spał z nami pod kołdrą, leżał przy komputerach albo pod krzesłem i mądrze patrzył w oczy, ale zawsze na dystans. Jak się chciało skłonić go, żeby sobie poszedł, wystarczyło pogłaskać. W końcu jednak coś mu się zaczęło odmieniać. A to pozwolił się pogłaskać po łapie, a to po głowie, a to podrapać po tyłeczku. Cud!

Ostatnio już regularnie przychodzi, przednimi łapami opiera się o krzesło lub kolana i rozgłośnym miauczeniem domaga się głaskania. Ale myliłby się ten, kto by sądził, że to tak z czystej przyjaźni. Raz miźnięty kot odchodzi poza zasięg rąk i patrzy na ciebie znacząco. Wystarczy podnieść się z krzesła, a VaiPerek truchcikiem biegnie obok stołu ocierając się o nogi krzeseł (zawsze!) po czym kieruje się… gdzie? oczywiście w kierunku miski! Należy się tam za nim udać, wydłubać z mieszanki jego ulubioną chrupkę RC MaineCoon i podać mu na dłoni. I tak trzy razy.

W końcu coś się kotu należy za pozwolenie na dotykanie.

Interesowny cwaniaczek.

Facebooktwittergoogle_plus

Po pierwszej randce

PaiLu, przestawiona kawalerowi, zachowała się skandalicznie. Najpierw mu wtłukła, potem skuliła się w kącie w kuwecie i stamtąd warczała i fukała za każdym razem, kiedy się zbliżał.

Punto był mocno zainteresowany i co chwila usiłował podejść i się zaprzyjaźnić, ale nie dała mu wielkiej szansy. Nie mogliśmy na to patrzeć, ale też nie mogliśmy za wiele poradzić. Wymiziawszy kawalera, który w odróżnieniu od naszej hrabianki bardzo był zainteresowany również głaskaniem i drapaniem za uszami, udaliśmy się do domu, zapewniając się wzajemnie, że będzie dobrze.

Dopiero po dwóch dniach panna oswoiła się z sytuacją na tyle, że pozwoliła kocurowi podejść i się obwąchać. A potem jakoś już poszło…

W sumie PaiLu spędziła u Punta pięć dni. Przez ten czas dokładnie nasiąkła zapachem obcego mieszkania i obcego kocura. Gdy w końcu przywieźliśmy ją do domu i wypuściliśmy z transporterka, w domu zapanowało pandemonium. Mainecoony uznały, że to jakiś obcy kot. TaiChi uciekła pod łóżko. VaiPer zaś najeżył się, położył uszy i jak nie zacznie syczeć!

Przestraszyliśmy się nie na żarty. Natychmiast odseparowaliśmy je od siebie.

Przez kilka minut, kiedy PaiLu biegała po swoich ulubionych kątach, pilnowaliśmy VaiPerka. Starałam się też potem jak najczęściej głaskać niebieską i brać ją na ręce (choć tego nie znosi), żeby zostawić na niej swój zapach.  Cały wieczór koty jeszcze boczyły się na siebie, ale w nocy już VaiPerek pomagał niebieskiej się myć, skutecznie odbudowując na niej „nutę zapachową” naszego stada.

Następnego dnia nie było śladu po scysji.

Facebooktwittergoogle_plus