Po zabiegu

W sobotę nasze dwa maleństwa – AlErgen i AnaFora – zostały wykastrowane. Przywieźliśmy je do domu koło 15.00, wybudzone ale ledwie kumate i zaczęła się powtórka z rozrywki z pielęgnowania VaiPerka po operacji, tylko do kwadratu. Obu kotkom włączył się szwendaczek (a słaniały się i chwiały na łapkach), oba też uparły się spać na drapaku – na tym samych hamaku, gdzie chciał spać  w podobnym stanie VaiPerek. Cały wieczór chodziliśmy za nimi, podtrzymywaliśmy, zniechęcaliśmy do skakania i wspinania się, a kiedy to zawiodło – podnosiliśmy koteczki na krzesła i drapak.

Na szczęście żadne nie wymiotowało, oba troszeczkę skubnęły karmy i napiły się wody. Poza tym głównie spały, budziły się tylko po to, by się przemieścić.

Wiadomo było, że nocka z głowy, więc  wieczorem ja się nimi zajmowałam a Paweł się przespał, potem on czuwał całą noc, a raniutko znowu ja przejęłam pałeczkę. Dobrze jest opiekować się zwierzakami we dwójkę – łatwiej idzie. Następnego dnia AlErgenek był już w dobrej formie i ganiał się po domu z AnaTemą.  AnaFora zaczęła się interesować szwem i wyciągać nitki, wobec tego zapakowaliśmy ją w kaftan bezpieczeństwa. Kaftan został wykonany domowym sposobem, ruchów nie krępował, choć może cudem urody nie był.

Koty słabo znoszą takie ograniczanie wolności, kicia po zapakowaniu weń wpadła w najczarniejszą depresję, nie chciała się w ogóle ruszać, co akurat dobrze jej robiło na gojenie, ale też patrzyła na mnie takim wzrokiem, że mi się serce krajało. Większą część niedzieli spędziła leżąc na kaloryferze i wyglądając bardzo żałośnie.

Już w niedzielę dawała radę wskakiwać na krzesła i wspinać się na drapak, widać było, że fizycznie czuje się nieźle. Tylko ten kaftan wredny…

W poniedziałek litość wezbrała w mym sercu i rano zdjęłam jej ten kaftan, żeby sobie pobiegała z rodzeństwem. Rekonwalescenci uwiecznieni zostali na filmie – głównie AnaFora, a tam gdzie widać dwójkę, towarzyszy jej AlErgen. Biedne kotki, prawda, cierpiące… ;)

Bardzo dziękujemy Pani Doktor Anecie Wieczorek za fachowość, lekką rękę i serce do kotów :)

.

Przeczytaj też:

Przygody weterynaryjne

Rekonwalescencja VaiPera

Hierarchia w stadzie się chwieje

Facebooktwittergoogle_plus

Drugie szczepienie

Kociki przeżyły kolejne miętoszenie przez weta. Zniosły to bardzo dzielnie, ukąszeń przez szczepionkę nawet nie zauważyły.
Ponownie dostały Tricata, a wet znowu uraczył nas opowieścią o wszelkich objawach, jakie mogą się pojawić, a którymi przejmować się nie należy. Skojarzyło mi się to z formułą informowania aresztowanego przez policję o jego prawach – ile razy by się nie łapało tego samego gostka, wygłosić trzeba.

Jakoś nie nastawiałam się na spektakularne skutki uboczne.

I słusznie. Kociki po powrocie do domu rzuciły się do misek, jakby przez tydzień żarcia na oczy nie widziały. Potem padły w różnych dziwnych miejscach, przespały się dwie godzinki, wstały, przeciągnęły i – ognia!

Szał, jaki je ogarnął wieczorem, przerósł wszystko, co widzieliśmy do tej pory. Chwilami miałam wrażenie, że ściany nie wytrzymają naporu. Ana Fora, nasz słodziaczek, pokazała jak się wbiega pionowo na drapak pod sam sufit, używając do tego wyłącznie przednich łapek oraz krawędzi półek. Mówię Wam, szczęki nam opadły na buty – w takim stylu to zrobiła!

Poza tym jakoś pochłonęły mi buteleczkę kropli do oczu. Stała na stole i nie ma. Od wczoraj przeszukaliśmy dwa razy mieszkanie, w najdziwniejszych i najgłupszych miejscach – i nie ma. Normalnie pochłonęły albo zapadła się pod ziemię. Małe, pochłaniające wszystko, co nie jest przybite gwoździami, szkodniki. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Najmilsza chwila poranka

Ranek, ledwo co świt ozłocił ziemię… Człowiek podnosi się z łóżka. To będzie dobry dzień – najpierw podłogi dotknęła prawa noga, kapcie znalazły się na właściwych stopach już za trzecią próbą. Człowiek podnosi się nieco i trochę chwiejnie a trochę czołgając się zmierza w kierunku drzwi  – już wstał, ale jeszcze się nie obudził. Wchodzi do pokoju i wzrok jego napotyka takie oto widoki:

I te kilka sekund, zanim zrozumie co widzi – to najmilsza chwila dnia.

:)

Facebooktwittergoogle_plus

Nowe obyczaje kuwetowe

Odkąd bariera wejścia została pokonana, kociaki uznały, że są za duże na korzystanie z małej niskiej kuwety i wszystkie trzy radośnie „przeprowadziły się” do dużej. Najczęściej chodzą tam parami. Albo całą trójką. Kopią wtedy zajadle, zasypując się nawzajem żwirkiem. Ostatnio nawet zaczęły się wpraszać do dużych kotów!

Duże mają z tym krzyż pański, bo rozbrykane maluchy uwielbiają rozrywki w stylu polowania na ogon czy wskakiwania na głowę. W – że tak powiem – trakcie. Tu się kot próbuje skupić, nad sensem życia zastanowić, a jakieś bydlątko mu na grzbiet znienacka wskakuje. Można się zdenerwować.

Najwięcej zabawy jest ze sprzątaniem w kuwetach. Wystarczy zdjąć pokrywę i małe już lecą do środka. Wyrzucone w jedną stronę, natychmiast włażą z drugiej. Przestałam się przejmować i po prostu przesuwam je tylko z jednego kąta w drugi. Tyle, że co wydobędę łopatką na światło dzienne koci urobek, Ana Tema natychmiast zaczyna zakopywać. I tak się ścigamy – czy ja pierwsza nabiorę na łopatkę, czy Kluska na nowo zakopie.

Kiedy już wszystko uprzątnę i wyrównam żwirek, małe grzecznie kucają w kątkach i… Tak, dokładnie wtedy. Wszystkie trzy. Ech…

Facebooktwittergoogle_plus