Wpisy oznaczone ‘karmienie kotów’

Na północ!

Wyjeżdżamy na tydzień. Koty muszą zostać w domu we własnym towarzystwie, odwiedzane tylko co jakiś czas przez naszą sąsiadkę, Hanię.

Zostawiliśmy Hani karteczkę z dokładnymi instrukcjami oraz stos puszek opisanych kolejnymi dniami tygodnia. Ponieważ wychodziliśmy z domu o 8 rano, koty dostały śniadanie jeszcze od nas. Potem przyszła Hania i dała im śniadanie jeszcze raz. Podejrzewam, że koty nie posiadały się z radości.

Karmieniem przejmuję się trochę mniej niż sprzątaniem kuwet. Hania nie ma zwierząt i może to być dla niej trudne doświadczenie ;). Trzymajcie kciuki za Hanię.

A uprzedzając trochę fakty – w następnym odcinku pojawi się piękność z chłodnej północy – kotka Agnieszki i Pawła, Clio. Stay tuned!

M_20100610_010

Ekonomiczny model

Chyba się pomyliłam zamawiając ostatnio mokrą karmę dla kotów i zamiast wziąć pakiet różnych odmian kurczaka, wzięłam taki, w którym część jest z tuńczyka. A moje sierście nie lubią nawet zapachu ryby. Widział ktoś takie koty? Mutanty.

Kupione, zapłacone – trzeba to zjeść. Nałożyłam im rano tuńczyka do misek i – alleluja! – mainecoony zjadły wszyściutko! PaiLu tylko powąchała z obrzydzeniem, AnaTema nawet tego nie – odwróciła się na sam widok. Tego dnia ruski pogardziły śniadaniem zupełnie, następnego też… Chyba rzeczywiście nie lubią do tego stopnia, że wolą paść z głodu.

Niektórzy właściciele uważają, że kot sam wie, co powinien jeść i jak coś ma mu zaszkodzić, to nie weźmie do pyska. Bazując na doświadczeniach z moimi zwierzakami mocno powątpiewam w stuprocentową słuszność tego przekonania. Jakoś nie chce mi się wierzyć w wartość odżywczą kurzowych kotów, wstążek i gałązek fikusa.

Natomiast co do upodobań – to zupełnie inna sprawa. Pomidory, majonez, oliwki – różne rzeczy znajdują się na kociej liście ulubionego żarcia. W naszym stadzie w zasadzie tylko TaiChi ma zdecydowane preferencje – gdyby mogła, żywiłaby się wyłącznie kanapkami z żółtym serem. Smacznie i niedrogo. Chleb i żółty ser – oto co tygrysy lubią najbardziej.

Ekonomiczny model :)

20090810_019

Savoir-vivre przy stole

Mówią, że jeden obraz wart jest tysiąca słów. A jeden filmik?

A kto to później musi sprzątać? Taaa, koty… mhm…

I tak codziennie… :)

Jeść! Jeść!

… bo jak nie, to będę płakać!

Nowa dostawa żarcia

Jak zwykle całkiem znienacka skończyła się mokra karma. Wszystko przez to, że kupuję od razu ilości hurtowe – nie muszę się potem martwić przez dłuższy czas i zapominam, że wszystko kiedyś ma swój kres.

W ostatnim czasie testowaliśmy kilka rodzajów karm i zamówiłam te, które kiciaki ulubiły sobie szczególnie. Jak składałam zamówienie, to wydawało mi się, że tego towaru będzie multum, ale po wstawieniu do szafki jakoś tak wygląda ubogo…

20090908_003.jpg

W sumie to chciałabym, żeby nasza lodówka tak kiedyś wyglądała…

Dziś zwierzaki wciągnęły pierwszą puszkę Cosmy, nawet nie zdążyłam się zorientować kiedy. Nie dziwię się, puszka była niemal cała wypełniona czystym pysznym kurczakiem, były też trzy całe krewetki i kawałki co najmniej czwartej. Bardzo apetyczne. Nie spodziewałam się takiego dobrobytu, bo na etykiecie stało: krewetka 1,7%.

Co mnie cieszy najbardziej, to to, że Taichi nie odeszła od miski dopóki było jeszcze cokolwiek do zjedzenia. Może wreszcie uda się ją trochę podkarmić, bo już wygląda jak szkieletor, a do jedzenia trzeba ją bardzo długo przekonywać.

.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:

Od ust sobie odejmę a kotu dam

Karma dla maine coonów

Poszukiwana karma light

Fontanny dla kotów

Z ciekawości pooglądałam sobie fontanny dla kotów. To takie cudo dla kotów, które nie chcą pić wody z miski i w związku z tym narażone są na różne nieprzyjemnie konsekwencje.

W sumie nie potrzebuję tego, bo moje koty piją wodę bez problemu, ale pooglądać zawsze miło. I natknęłam się na bardzo fajny test fontann na animalii

Bardzo przydatne.

Poszukiwana karma light

Mam fazę na rozmyślania o kastratach i biedny VaiPer musi ponieść tego konsekwencje. Zaczęło się od tego jak złapać mocz do badań, potem rozważania na temat SUK u kotów, a teraz idę dalej.

Pomyślałam sobie mianowicie, że może warto by go przestawić na karmę typu light. Albowiem VaiPerek żyje, żeby jeść i upilnowanie go przy misce graniczy z cudem. Gania dziewczyny i wyżera im z misek. Po trzech porcjach żarcia kot ma prawo być gruby.

20090418_018.jpg

Kupiłam wobec tego dwie małe paczuszki karmy różnych producentów, albowiem koty mam rozwydrzone i fanaberyjne i nie wiadomo, co im podpasuje. Jedną wzięłam Biomilla (którego już jadły w wersji Selective), a drugą Brit.

I cóż? Z ręki kotek nawet wziął i zjadł. W misce – pogardził. Wydłubał wyłącznie te chrupki, które jada normalnie, nowe pozostawiając nieruszone. Za to dopadła do nich TaiChi, ale niestety pożarła bez gryzienia i następnie zwymiotowała. Pełnia szczęścia.

No właśnie, problem w tym, że te karmy są w małych chrupkach, a te moje  mainecoonie sieroty nie potrafią takiej drobnicy gryźć, tylko łykają w całości. A potem odchorowują.

Królestwo za karmę light w dużych chrupkach!

.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:

Nowa dostawa żarcia

Od ust sobie odejmę a kotu dam

Karma dla maine coonów

Kastracja a SUK

Idąc dalej tropem badania kotów zauważyłam, że na forach i kocich stronach często można się natknąć na informację, że po kastracji większość kotów zapada na schorzenia układu moczowego, tzw. SUK (syndrom urologiczny kotów). Na SUK składać się mogą: zapalenie pęcherza, kryształy i kamienie, krwiomocz, utrudnione oddawanie moczu – w dowolnych konfiguracjach.

Taka jest też powszechna wiedza: po kastracji prędzej czy później kot zapadnie na SUK i trzeba mu dawać odpowiednią karmę.

Rozmawiałam z wetem na ten temat, jako że mamy kastrata w domu i chciałabym mu zapewnić optymalne warunki do zachowania zdrowia jak najdłużej. Pani Wet powiedziała, że odchodzi się już od autorytatywnego łączenia kastracji i SUK.

Albowiem po pierwsze primo: badania niekoniecznie to potwierdzają.

Ludzie trzymają w domu z reguły zwierzęta kastrowane, nietkniętych jednostek jest relatywnie niewiele, toteż siłą rzeczy badania w tym kierunku prowadzone były właśnie na dużej liczbie kastratów i nieporównywalnie mniejszej liczbie kotów niekastrowanych.  Tych ostatnich było zbyt mało, by móc różnicować koty pod tym względem.

A po drugie primo: koty rzeczywiście mają wrażliwy układ moczowy, ale na to, czy choroba się rozwinie czy nie, ma wpływ wiele czynników i to na ogół działających razem.

Na pewno wpływ mają uwarunkowania genetyczne, ale też kiepskiej jakości karma, otyłość, brak ruchu, stres czy infekcje. Nie fakt kastracji, ale zła dieta, wylegiwanie się całymi dniami i zbyt mało wypijanej wody to główni wrogowie kociego zdrowia.

(Tu podziękowałam Matce Naturze, że VaiPerka uczyniła kotem dużo pijącym, a dziewczyny w-miarę-pijącymi).

20090302_057.jpg

Pani Wet też podkreśliła, że mokre żarcie jest w diecie ważne, bo jest – no właśnie – mokre i dostarcza siłą rzeczy więcej wody niż suche. Zwłaszcza, że nie wszystkie koty chcą pić.

I tak sobie zaczęłam rozmyślać na ten temat i doszłam do dwóch konkluzji.

1. Fontanny dla kotów to nie jest wymysł zgniłego kapitalizmu dla ludzi, którzy nie mają co z kasą zrobić (no dobra, trochę przesadziłam, aż tyle nie kosztuje), ale rozsądny produkt kupowany w rozsądnym celu. Jeśli kot ma dzięki temu więcej pić, to wydatek jest usprawiedliwiony.

2. Może jednak nie przesadzam z ilością mokrej karmy? Moje koty dostają mniej więcej połowę dziennej porcji w mokrym, bo tak je przyzwyczaiłam i teraz mi szkoda im odmawiać. Wielekroć dostawałam uwagi, że to za dużo, że inni dają malutką puszeczkę na dwa koty, dla smaku tylko itp. I wiecie co – chrzanić to. Niech żrą mokre, jak lubią – wyjdzie im to tylko na zdrowie.

Od ust sobie odejmę a kotu dam

Czy to nie jest świństwo, że cała karma kocia oraz żwirek kończy się w tym samym czasie? I to jeszcze jakoś tak strasznie znienacka. Oto stanęłam oko w oko z pustą szafką kocią i perspektywą baaardzo dużych zakupów.

Mając trzy zwierzaki nie bawimy się w detal. Mokre wybieramy w miarę możliwości w dużych opakowaniach, nawet po 400g. Idzie to wówczas na dwa razy – na tyle koty łaskawie się zgadzają, dłuższe przetrzymywanie w lodówce dyskwalifikuje karmę w kocich oczach. Taka porcja jest dosyć duża, nawet jak na trzy koty, ale jakoś nie mam serca im obcinać racji. Zresztą maine coony rosną i wkrótce będą całość połykać na raz. W sumie mogłyby żyć na samym suchym, dobre karmy są absolutnie wystarczające do utrzymania kota w dobrym zdrowiu i kondycji, ale pozbawienie ich tradycyjnego śniadanka byłoby już okrucieństwem.

Suche też kupujemy w wielkich worach, po 5 – 7 kg. Mieszam kotom zwykle różne karmy, bo towarzystwo wybredne jest i smaki im się zmieniają. Co jakiś czas któraś karma przestaje im pasować i co wtedy? Wyrzucać? A po zmieszaniu powoli, po trochu, wyżrą wszystko. Oprócz Orijena – tę wydłubują z misek i odrzucają ze wstrętem. Nie wiem czemu, przecież to dobra karma. (Dobrze, ze wzięłam tylko 2 kg. Chce ktoś? Bo mi miejsce zajmuje).

Summa summarum kupowanie dużych ilości wychodzi taniej i na dłużej wystarcza. Zawsze jakoś tak wychodziło, że  tylko raz na jakiś czas trzeba było uzupełniać jeden produkt. A tu nagle zonk! znienacka wyszło wszystko. Kupienie całego zapasu na raz najprawdopodobniej zabije mnie finansowo.

Na pierwszy ogień poszło mokre. 64 kartoniki Bozity (prawie 24 kg żarcia!) w różnych smakach przyszły w wielkiej pace, zostały rozładowane i wrzucone do kociej szafki. Zajęły jej połowę, ale za to na 4 miesiące jest spokój.

Poprzednia dostawa wyglądała tak:

20081204_020.jpg

MaineCoonie chrupki jeszcze są, dokupiłam do niego kolejny woreczek Biomilla Selective. Mix tych dwóch to najnowszy przebój sezonu. Koty ostatnio nie chciały już zwykłego Hillsa, widać się znudził, wzięłam więc na spróbowanie malutką paczkę Nature’s Best.  Okazało się, że ma bardzo fajne kształty i dosyć duże chrupki, powinno im pasować. Zrobiłam im trzy różne miksy w trzech miskach i patrzę, co jedzą. Na razie jestem dobrej myśli. I złej jednocześnie, bo chyba będzie trzeba kupić kolejny duży wór.

Obejrzałam sobie moje ulubione żwirki w różnych sklepach internetowych i nieco się się zdziwiłam. W Animalii 14kg Golden Grey Master kosztuje więcej niż dwa worki po 7 kg. Gdzie sens, gdzie logika? Z kolei w Zooplusie cena jest wyjątkowo dobra, ale minimalne zakupy to dwa worki po 14 kg. Ech… decyzje, decyzje, decyzje… Najwięcej czasu pochłania szperanie po różnych sklepach internetowych i porównywanie cen. Ale muszę powiedzieć, że zwraca się to z naddatkiem. A jeszcze przy większych zamówieniach zawsze jakiś bonus dojdzie, a to w postaci dodatkowego rabatu, a to dostawy gratis – i utrzymanie rasowych kotów staje się nieco tańsze, niż się pierwotnie wydawało.

Aż do chwili takiej, jak ta :)

.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:

Nowa dostawa żarcia

Karma dla maine coonów

Poszukiwana karma light

Kot to też pies. Pies Pawłowa.

Po kastracji VaiPerka postanowiliśmy bardzo uważać na jego dietę, żeby się nie zamienił w grubego nieruchawego zwierza. Nie pasowałby nam do reszty stada, które przecież składa się z kotek z piekła rodem.
Metodą na zachowanie linii miało być podawanie suchej karmy w małych porcjach, w odmierzonych ilościach, ale za to często. Zadziałało. Na dziewczyny.

Otóż nasz słodki VaiPerek, tyran i despota, wpadał między miski na dźwięk otwierania puszki z karmą, niecierpliwie przestępował z łapy na łapę dopóki nie wsypałam chrupek, po czym… wyżerał najlepsze kąski ze wszystkich trzech misek. Jeśli trzeba, to wyciągał wręcz innym kotkom miskę spod pyska. Dopiero po tym łaskawie oddalał się, pozwalając TaiChi zająć się resztą. PaiLu zostawały tylko jakieś nędzne resztki, bo Hrabina nie brata się z plebsem i jeść z nimi nie będzie. (A tak naprawdę, to się bała – ale to długa i zawiła historia, opiszę ją innym razem – i pewnie w wielu odcinkach – dla pokrzepienia serc właścicieli kotów z problemami behawioralnymi oraz ku przestrodze).

Dzięki temu PaiLu się pięknie odchudziła i ma nienaganną figurę, TaiChi wygląda zdrowo, a VaiPerek…. VaiPerek nie tylko wyhodował sobie piękną kuleczkę, ale wyrobił w sobie przekonanie, że należy jeść za każdym razem, kiedy dają.

Akcja – reakcja. Dzwonek – jeść. W naszym przypadku: grzechot puszki – jeść.

20090306_006.jpg

I tak się jakoś stało, że zanim się obejrzeliśmy – zamiast dbać o jego linię, doprowadziliśmy go do obżarstwa. Ale już zrozumieliśmy nasz błąd, pokajaliśmy się i zmieniliśmy obyczaje. Suche dosypujemy teraz raz dziennie, do pełna do wszystkich misek. Wystarcza im to na dobę, a VaiPerka skłania do jedzenia tylko raz. Przez resztę dnia je tyle,  ile chce, i wtedy, kiedy sam chce. Na razie ostrożnie można powiedzieć, że rzadziej odwiedza miskę.

O postępach akcji “odchudzanie” będę informować na bieżąco.

Swoją drogą podoba mi się idea odchudzania metodą zostawiania większej ilości karmy, niż wcześniej. Szkoda, że na mnie to nie działa.