I po wakacjach…

Wróciliśmy z czystej i spokojnej Szwecji bez jednego nawet zdjęcia.

Nie, wróć. Zdjęć zrobiliśmy mnóstwo, część można obejrzeć w galeriach Pawła, niestety ze zwierząt występują na nich pszczoły i mrówki. Przez cały okres pobytu tam zobaczyliśmy jednego bezpańskiego (chyba) kota, a i to w warunkach uniemożliwiających zrobienie zdjęcia. Bezpańskich psów też zresztą nie było.

Są tam za to bezpańskie króliki, lisy, łosie, jelenie, szczupaki i inne.

Nasze koty podczas naszej nieobecności schudły bardzo. Nie bez znaczenia był fakt, ze obie koteczki miały ruję (biedna moja mama, która się nimi opiekowała!). Poza tym nie wydaje się, żeby jakoś bardzo odczuły nasz brak. Chyba, że jeszcze nie wierzą we własne szczęście, a konsekwencje wyjazdu będziemy musieli ponieść później ;)

Related Images:

Facebooktwitter

Po nitce do kłębka

VaiPerek ostatnio upodobał sobie kłębek włóczki do zabawy. Biega z nim po całym mieszkaniu, aż rozwinie go do tego stopnia, że przestaje się toczyć. Wówczas przychodzi i miauczy rozpaczliwie, aż pani nawinie go na nowo i da kotu.

W nocy jednak dopadła do kłębuszka TaiChi. Skąd wiem? To proste:

Jeśli w misce są obce ciała, to musiała być TaiChi. Tylko ona namiętnie topi zabawki.

Co jakiś czas przestaje i wtedy mamy nadzieję, że wreszcie jej przeszło i pozostałe koty będą mogły wreszcie normalnie pić z miski, zamiast się ratować wodą ze zlewozmywaka czy brodzika. Usypia naszą czujność, a potem łubudu! znowu w misce ląduje myszka albo piłeczka. Oraz przednie łapy TaiChi.

Kicia zaś w ogóle nie moze pojąć o co jest to całe zamieszanie. :)

Related Images:

Facebooktwitter

Lato położyło nas na łopatki

Co pierwszego robi człowiek w lecie? Przeziębia się. Wygląda na to, że z kotami bywa podobnie…

Najpierw przeziębił się ^syrjus. Potem ja dostałam jakiegoś koszmarnego kataru. Katar to w ogóle zjawisko bardzo dramatyczne, a katar w lecie to już w ogóle tragedia. Do tego dziś rano obudziłam się ze strasznym bólem głowy i zapchanymi zatokami.

Z kolei PaiLu zaczęła nam wymiotować. Krótka inspekcja samego kota oraz przegląd ostatnich posiłków nie wyjaśniły nam wiele, wobec tego udaliśmy się do Pana Weta. Pan Wet kota obejrzał dokładnie z każdej strony i potwierdził, że ogólnie jest w świetnym stanie, a problemy spowodowane są najprawdopodobniej tym, że boli ją gardło. Dostała więc środki przeciwbólowe i przeciwzapalne w postaci trzech zastrzyków w tyłek (oj, jak my tego nie lubimy!), przy których oczywiście próbowała mnie ugryźć (ale „nie ze mną te numery, Bruner!”).

Niektórzy weci wolą sami trzymać kota przy zastrzyku i to jest fajne, bo się wtedy właściciel nie kojarzy kotu ze sprawcą bólu. Tym razem jednak wylosował się wet, który wolał, żeby mu zwierzaka przytrzymać. Na szczęście kicia chyba nie uznała mnie za swego wroga numer 1, bo się potem przytulała mocno.

Jak to jest, ze Maine Coony znoszą zastrzyki i pomiar temperatury z godnością, a Niebieska zawsze musi zrobić awanturę na dwanaście fajerek? Chociaż z drugiej strony, jak sobie przypomnę znajomego kota, Żuka, który ślady rysich pazurów zostawiał nawet na ścianach gabinetu, o weterynarzu nie wspomnę, to w sumie wychodzi, że nie powinnam na PaiLu w ogóle narzekać.

Trauma zwiazana z Panem Wetem już jej najwyraźniej przeszła, bo widzę, że tłuką się z VaiPerkiem bez opamiętania. Niestety robią to pod moim biurkiem, wobec tego chyba udam się w spokojniejsze rejony mieszkania, gdzie będę mogła cierpieć na ten mój katar z godnością.

Related Images:

Facebooktwitter

Tunel-leżanka dla kotów

Jakiś czas temu pisałam o projekcie nowej zabawki dla kotów w postaci tunelu, jaki planowaliśmy zrobić. Z prawdziwą dumą mogę powiedzieć, ze para nie poszła w gwizdek i mamy wreszcie się czym pochwalić.

Zadanie nie było proste i wymagało poświęcenia trochę czasu, ale efekt, jak myślę, jest super. Kotom tez się podoba.

Zielony pasuje PaiLu do oczu, a TaiChi do futra. A VaiPerkowi w zasadzie we wszystkim ładnie. Z zewnątrz daliśmy porządną wykładzinę, która świetnie nadaje się do wbijania pazurów.

Najchętniej włazi do niego PaiLu, ale niestety nie udało mi się zrobić jej zdjęcia. Ona ma chyba jakiś detektor w sobie, bo co się zamierzę aparatem w jej stronę, natychmiast wpada w galop na oślep. Czasami – jak mam szczęście – udaje mi się uchwycić koniec ogona. Maine coony natomiast pozują chętnie i cierpliwie.

Tunel służy kotom głównie do ganiania się i przebiegania przez oraz robienia zasadzek na siebie nawzajem. Nawet kiedy któryś próbuje się w nim położyć, zawsze znajdzie się kot we frywolnym nastroju, który go napadnie z któregoś końca.

Koty w zasadzce wyglądają tak:

Chcieliśmy ten tunel powiesić na ścianie, bo mieszkanko mamy malutkie i nie za bardzo mamy gdzie podziać te wszystkie budki, pudełka i leżanki, które koty tak kochają. Na razie leży na środku pokoju, a zwierzaki turlają go w tę i we w tę.  Zwłaszcza, kiedy ostrzą na nim pazury, to potrafią przewędrować przez całą szerokość pokoju. Wygląda na to, że potrzebujemy jeszcze co najmniej jeden (dwa??), może wtedy przestaną się nawzajem z niego przeganiać.

I muszę znaleźć więcej miejsca na ścianie. Na razie kombinujemy jak to powiesić, żeby było solidnie i ładnie.

Related Images:

Facebooktwitter