Miłe lokum na parterze

Kotki zaczynają się poruszać w sposób bardziej skoordynowany. Objawia się to m.in. tym, że intencjonalnie wspinają się po ścianach kojca. Na razie bez efektu, ale jest to kwestia dni. Wobec tego przeprowadzka w niższe rejony stała się sprawą palącą.

W czwartek jednym ruchem przeniosłam na łóżko pudło z PaiLu i kociętami w środku. PaiLu oczywiście dostała szału ze zdenerwowania, na zmianę chwytała dzieci albo wrzeszczała pod zamkniętymi drzwiami garderoby. Cały dzień spędziłam leżąc razem z nimi i uspokajając kocicę. Dobrze, że tego dnia pracowałam w domu i mogłam sobie pozwolić na taką ekstrawagancję jak praca w łóżku :)

Przykryłam pudło swoją bluzą, żeby trochę zacienić kociętom otoczenie i dać PaiLu odrobinę prywatności. Najpierw odganiałam inne koty, bo matka karmiąca porzucała dzieci za każdym razem, kiedy ktoś zajrzał do pudła, ale do wieczora atmosfera nieco zelżała i skończyły się dramatyczne akcje.

Pewną niedogodność stanowiło to, że pudło i dwie osoby na łóżku o szerokości 140cm nie za bardzo chcą się zmieścić. A przynajmniej niezbyt komfortowo.

Po dwóch dniach (i nocach) śmiałym ruchem przeflancowałam kocie towarzystwo na dolną półkę w szafie, gdzie kocice wychowywały poprzednie mioty. I tym razem – o cudzie! – PaiLu nie zaprotestowała. Siedzą tam sobie grzecznie we czwórkę, kociaki kicają w kółko, mamusia karmi bez stresu i wreszcie przestała chodzić po domu i wrzeszczeć. Wreszcie odrobina ciszy! Uff.

Kocięta są fajne, ale to co się dzieje wokół nich, to jakiś dramat i groza. Teraz trzeba szybko odpocząć, bo jak kocięta zaczną samodzielnie poruszać się po domu – a to już niedługo – drama zacznie się na nowo.

Facebooktwittergoogle_plus

Małe kotki z wielkimi oczami

Kociaki cały czas mieszkają na pięterku. Jeszcze nie rodzi to większych problemów, ale maluchy rosną jak na drożdżach i za chwilę będą w stanie wyjść z pudła samodzielnie – do tego czasu muszą, po prostu muszą, przeprowadzić się w niższe rejony.

Na razie kocięta wychodzą na kilkuminutowe spacery. Oswajają się z innym podłożem, niż kocyk w pudle. Oswajają się z przestrzenią i innymi kotami (i vice versa). Uczą się patrzeć i widzieć – bo mają już otwarte oczka! Na początku oczywiście nie kumają kompletnie tego, co widzą, mózg musi się nauczyć dopiero rozumieć i interpretować co do niego dociera. Teraz już zaczynają odwracać główki za dużymi obiektami i tak się czasem zastanawiam – co one sobie myślą o tym, co do nich dociera? :)

Już samodzielnie podnoszą i utrzymują główki, pełzają też troszkę sprawniej. Wystawione na spacer na łóżko rozpełzają się w różnych kierunkach, a nie tylko tulą się do siebie. Najsprawniej idzie dziewczynce – najprawdopodobniej dlatego, że jest najmniejsza i najlżejsza, więc jest jej najłatwiej. Chłopaków interesuje głównie jedzenie, zwłaszcza większego, wobec tego upasły się do 290 i 260 gramów, zostawiając siostrę na poziomie skromnych 230g. I dlatego malutka śmiga po okolicy, a oni ledwie kilka kroków przejdą i odpoczywają.

Już nie mogę się doczekać, kiedy zaczną biegać samodzielnie po domu!

Facebooktwittergoogle_plus

Więcej słodyczy

Wielbiciele maine coonów niech pamiętają i mają na uwadze, że za niecały miesiąc, w połowie lutego, w naszym domu pojawią się kolejne malutkie, bardzo puchate kulki – i dopiero będzie kompletny cute overload oraz sweetness attack!

Rodzicami będą: nasza dziewczynka TaiChi Ewjatar*PL oraz SC Iks Ewjatar*PL

Jeśli zawsze marzyłeś o przymilnym, puchatym przyjacielu o dobrym charakterze – przygotuj się na podjęcie poważnej decyzji. Dzieci TaiChi do tej pory kolory brały po ojcu, ale charakter po mamusi, więc gratka to nie lada!

Swoją drogą strasznie jestem ciekawa, jakie kolory wyjdą tym razem. Oby coś z białymi łapkami (fetysz białych łapek mi się rozwija)!

Facebooktwittergoogle_plus

Pokój na pięterku

Twarde realia życiowe pognały mnie do pracy do Gdańska na kilka dni. Zamiast siedzieć nad kocim kojcem i emitować zachwyt nad cudami natury, musiałam udać się na wygnanie, aby zarobić na chrupki kocie powszednie.

Piątek, koło 20.00. Wjeżdżam właśnie na autostradę, kiedy dzwoni telefon. Kocia niania głosem rozedrganym z przerażenia:

– Słuchaj, właśnie wszedłem. Kociaków nie ma w pudle w łazience! I drzwi do garderoby są odsunięte, koty znowu zrobiły włam.

Mroczne „mwahahaha” wyrwało mi się z gardła.

– Idż do garderoby, weź drabinę i sprawdź czarne pudło po lewej stronie na najwyższej półce.

Są. Uff. Kociej niani powoli odpuszcza stan przedzawałowy.

– Upewnij się, że są bezpieczne, że same nie wypełzną i zostaw je tak. Jak wrócę to zobaczymy co dalej.

„Dalej” było pracowite, ale bezproduktywne. Zaproponowałam PaiLu specjalnie zakupione na ten cel dziecięce łóżeczko składane – nie. Oddzieliłam połowę łóżeczka kocem, żeby miała zamkniętą przestrzeń – nie. Dół szafy w sypialni, gdzie wychowywała oba poprzednie mioty – nie. Nic, tylko walić głową w mur. Dodatkowo w czasie, kiedy odsypiałam pracę, PaiLu kilkakrotnie okrążała mnie z maluchem w zębach w poszukiwaniu miejsca (wiem z relacji, bo spałam kamiennym snem).

Nie było wyjścia, trzeba było pozwolić na przeprowadzkę na pięterko, bo kota praktycznie dostała szału. Trochę jej się nie dziwię, gdyż FaJin bardzo źle zniosła kociaki i była najnormalniej w świecie agresywna. Kto by chciał karmić dzieciaki, kiedy stoi nad głową takie syczące monstrum z zębami. Uznałam głęboką słuszność poszukiwania spokojnego miejsca.

Coś jest w twierdzeniu, że każde następne dziecko wychowuje się bardziej bezstresowo. Dla matki bezstresowo, nie w znaczeniu „bezstresowego wychowania”.

Kto pamięta czasy pierwszego miotu PaiLu, czyli wrzesień-październik 2009, przypomina sobie zapewne, że pomysł wnoszenia kociaków na wysokość 2,4m przerażał mnie dosyć mocno. Do tego stopnia, że za pierwszym razem na zmianę pełniliśmy wartę na drabinie przez dwie doby, żeby mieć pewność, że nic się nie stanie. Potem kota łaskawie pozwoliła znieść się z pudłem na dół i zamieszkała przy łóżku.

Teraz, za trzecim razem, nakryłam wiszące ciuchy szmatą, żeby ich nie niszczyła pazurami podczas wspinaczki i… poszłam na imprezę.

Przygotowałam też kocie wygodne schody z półek i otwartych szuflad, żeby mogła swobodnie poruszać się z góry na dół. Wymagało to przearanżowania zawartości półek, aby w newralgicznych miejscach nie znajdowały się rzeczy, które można zniszczyć pazurami, żadnych delikatnych tkanin czy szczególnie ulubionych ciuchów. Efekt bardzo mi się spodobał.

Kota schody zignorowała.

Pokój na pięterku wygląda tak (to ciemne prostokątne po lewej na górze):

Schody są słabo widoczne, bo szuflady są wysunięte w kierunku obiektywu. Nie widać też, że pudło jest przyczepione do półki.

U góry jest tylko tyle miejsca, żeby zajrzeć jednym okiem, nawet łba wcisnąć się nie da, nie mówiąc o aparacie – więc zdjęć kociej rodziny z tego tygodnia nie ma. Tyle, że kota pozwoliła mi  zrobić po jednym portrecie, żeby jakoś wystartować z galerią miotu 5.

Facebooktwittergoogle_plus

Miot rusałek wylądował

Weekend minął w stanie podwyższonej gotowości. PaiLu na zmianę przejawiała niepokój, objawiający się nerwowym bieganiem po kątach w poszukiwaniu najlepszego miejsca, albo kompletny luz i zen. Mnie udzielał się tylko ten pierwszy stan.

W sobotę wieczorem opiłam się kawy z zamiarem czuwania przy kici, a ona krótko po północy… poszła spać! I przespała całą noc! Mnie niestety kawa trzymała aż do rana. Wobec tego w niedzielę w ciągu dnia próbowałam nadrabiać straty, położyłam się więc na godzinkę, żeby móc jakoś funkcjonować. PaiLu położyła się ze mną. Ledwie zasnęłam, kicia zerwała się, dała hasło do rozpoczęcia akcji i pognała… do łazienki!

(To ja pytam: po co było to stresowanie mnie tym włamywaniem się do garderoby i szukaniem innych, równie atrakcyjnych, miejsc na poród? Żebym się nie nudziła?)

Popołudnie spędziłyśmy więc zamknięte w łazience, a efektem tego posiedzenia są trzy śliczne, wielkie, silne i grube kociaki: jedna dziewczynka i dwóch chłopaków. I znów się sprawdziło, ze moje kotki oszukują: PaiLu oszukuje, że ma więcej kociaków, Antenka – że ma mniej. Nie ogarniam.

 

Facebooktwittergoogle_plus

À propos trzymania kciuków

Trzymajcie też za mnie, bo – sądząc po moich snach – najwyraźniej przejęłam się nadmiernie.

Śniło mi się mianowicie, że 3 kotki urodziły mi naraz kocięta, a maine coonica urodziła 14(!) maluchów, w tym 4 niebieskie i one się od razu wymieszały z rusałkami i nie mogłam odróżnić. Kocięta od razu miały otwarte oczka, były samobieżne i rozłaziły mi się, a ja próbowałam je zagarniać do kojca. Zagarniałam jedne, to inne wyłaziły drugą stroną. Obudziłam się taka zmęczona, że musiałam się zdrzemnąć od razu, żeby odpocząć.

Jeśli PaiLu nie urodzi zaraz, to najprawdopodobniej oszaleję. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Ostatnie dni oczekiwania

TEN DZIEŃ zbliża się nieubłaganie. PaiLu jest gruba jak foka i tak samo nieruchawa przez większość czasu. Porusza się dostojnym krokiem, wskakuje na powierzchnie nie wyższe niż wysokość krzesła, ostrożnie zeskakuje. Jedna rzecz mnie zastanawia – tym razem dużo czasu spędza leżąc na plecach, z przednimi łapkami podkulonymi jak króliczek (awwww!) a poprzednio leżała przeważnie na boku. To może oznaczać, że tym razem będzie miała rzeczywiście więcej niż trójkę maluchów i na boku jest jej po prostu niewygodnie.


Nie zmieniło się natomiast nic w kwestii garderoby – nadal z uporem godnym lepszej sprawy próbuje dostać się na najwyższą półkę do pudła z ubraniami i akcesoriami do trekkingu. Niestety od czasu poprzedniego miotu zrobiłam w garderobie przemeblowanie i wejście na najwyższą półkę jest teraz utrudnione – zwykle udaje jej się wspiąć po wiszących ubraniach (żegnajcie niepozaciągane sukienki i żakiety!) na półkę drugą od góry i dalej ani rusz. Wtedy trzeba przyjść, wziąć drabinę i ostrożnie przetransportować kotka z fochem na podłogę.
Choć raz jej się udało – poznałam po wyrzuconych z pudła stuptutach, których metalowe klamry gryzły ją najwyraźniej w brzuszek.


Zrobiła się tez niesamowicie towarzyska, gadatliwa i miziasta. Kiedy nie śpi, łazi wokół mnie, opowiada niestworzone historie i każe się nieustająco głaskać. Pozwala też dotykać brzuszka i poczuć maluszki kotłujące się w środku, taka jest wspaniałomyślna!
Trzymajcie kciuki – to już w ten weekend!

 

Facebooktwittergoogle_plus