Zagarnięta

FajfOklok uznał ostatnio, że poświęcam mu za mało czasu. Dokładniej wykoncypował sobie, że należy mu się 100% mojej uwagi 24 godziny na dobę.

Trzeba przyznać, że podszedł do problemu pozytywnie – żadnych fochów, drapania czy innych form okazywania niezadowolenia. Wręcz przeciwnie – włączył mu się na stałe tryb miziania po brzuszku.

Wygląda to tak, że podchodzi do moich nóg i udaje, że się ociera. Podczas tego ocierania całym kotem spływa po mojej nodze do pozycji leżącej na boku na mojej stopie. Stąd już tylko jeden ruch i leży kołami do góry, patrząc zachęcająco. Chyba tylko bardzo zły człowiek nie padłby natychmiast na kolana i nie zajął kotkiem.

Wieczorem też nie ma opcji, że pani położy się spać i przestanie zajmować kotkiem. Fajfoklok przychodzi, wpasowuje się pod pachę – oczywiście kołami do góry – i rozpoczyna mruczando. Jak tylko przestanę miziać, trąca łapkami albo wylizuje swoim szorstkim językiem, dając do zrozumienia, że nie ma spania, są obowiązki. Przestaje chyba dopiero wtedy, kiedy nie jest w stanie mnie dobudzić.

I tak cały czas. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Kuchenne historie

Po rozszarpaniu rzeczy pierzastych przyszła kolej na nową fascynację. Gąbkowe kuchenne zmywaki.

Zorientowałam się, odkrywszy mokry ślad przez całe mieszkanie oraz strzępki niebieskiej gąbki rozsiane tu i ówdzie. Gąbka odnalazła się dwa dni później. Oczywiście skonfiskowałam ją i zaniosłam do kuchni, tylko po to, by po godzinie odnaleźć ją w moim łóżku.

Rzuciłam kotom czysty zmywak na pożarcie, a używany zaczęłam chować do szafki. Nowy nawyk jednak potrzebuje chwilę, żeby się zagnieździć i czasem o tym zapominałam. Dzięki temu udało mi się poznać sprytnego złodzieja. Jakoś mnie nawet nie dziwi, że entuzjastką tej wyrafinowanej zabawki jest FaJin.

Potem się okazało jednak, że kiedy zmywak utknie gdzieś między naczyniami i jest trudno dostępny, pomocną łapę podaje FaJin nie kto inny, tylko ChiNa!

Rozpoczęły się podchody. Ilekroć zapomniałam schować zmywak, na bank znikał w ciągu godziny. Niektóre odnajdowałam, niektórych nie. W tej chwili koty trzymają jako zakładnika co najmniej jeden zmywak zółty – znajduję często żółte strzępki na podłodze, więc czasem wyciągają go z kryjówki i się bawią – i najprawdopodobniej jeden niebieski.

A tak, bo koty mają gdzieś kryjówkę, której nie jestem w stanie odnaleźć. Poprzedni miot ukradł mi i schował kuchenną ścierkę. Oddały dopiero obecne kocięta. Najprawdopodobniej nie mieściły im się zmywaki, więc ścierkę wywlokły i porzuciły na środku kuchni.

Zaczynam mieć takie niepokojące wrażenie, że nie do końca jestem panią całego domu. Jakiś kawałek znajduje się  poza moją jurysdykcją. Hmmm.

Facebooktwittergoogle_plus

Cechy prawdziwego kota

Z cyklu: człowiek wstaje rano i…

Suszarka przewrócona – nie dziwi.

Że jest pod kątem 90 stopni w stosunku do tego jak stała – nie dziwi.

Część prania w łazience i kuchni – nie dziwi.

Ale jak im się udało wyciągnąć poszwę na kołdrę, która z racji wielkości była przepleciona przez kilka szczebelków – nie mam pojęcia.

Chyba rzeczywiście, jak mówi Shenn: „Ciężka praca i wytrwałość. Oto cechy prawdziwego kota” :)

Facebooktwittergoogle_plus