Fotostory – Jesienne koty balkonowe

Zanim kocięta urosły na tyle, żeby można im było poszerzyć im lebensraum o balkon, zrobiło się zimno i paskudnie. Wypuszczałam więc tylko dorosłe, starannie utrzymując maluchy na dystans. Jak trzeba – to odgarniając je nogą. Oczywiście było to rozwiązanie kłopotliwe i nie rokujące na przyszłość. Małe szybko znalazły słabe punkty w obronie i trochę podstępem, trochę siłą, wyrwały się na balkon.

Tam oczywiście dostały szału, biegały wręcz po ścianach w amoku, starannie unikając moich rąk, kiedy uznałam, że już wystarczy tego marznięcia. Próby łapania ich i wynoszenia po kolei do domu przypominały nabieranie wody sitem – jednego wrzucałam do środka, dwa przemykały się między nogami na balkon.

Niestety raz wykonały ten manewr wcześnie rano, kiedy pani jeszcze paradowała w piżamce. Ponieważ ja wstaję o 8, ale budzę się koło 12, toteż totalnie nieprzytomna poszłam z krótkim rękawkiem na mróz łapać te potwory. Teraz kicham i prycham, a że zima spadła znienacka, to w związku z moim słabym samopoczuciem kocięta się z nią jeszcze nie zapoznały.

Należy więc oczekiwać w dającej się przewidzieć przyszłości kolejnej odsłony kotów balkonowych, tym razem zimowych.

Facebooktwittergoogle_plus

Kosz Litter Locker po 5 miesiącach

Swoim komentarzem Igrażka przypomniała mi, że nie napisałam jeszcze o dalszym użytkowaniu kosza Litter Locker. Dziś więc ciąg dalszy…

Kosz sprawdza się niezmiennie dobrze. Kołnierz okalający worek brudzi się zaś niezmiennie niezmiernie, ale to w końcu nie jest nic strasznego. Oryginalny worek, z którym produkt został mi dostarczony, skończył się po około 3 tygodniach, o ile dobrze pamiętam. Całkiem przyzwoicie, jak na ilości odpadów produkowane przez moje 4 intensywnie pijące wodę koty.

Pomimo, że worki z oryginalnego wkładu są bardzo wygodne w użytkowaniu, postanowiłam przerzucić się na tańsze substytuty w postaci normalnych worków na śmieci. Najpierw byłam tak pracowita, że skraj worka wpychałam do środka tego plastykowego pierścienia, w którym był produkt oryginalny. Czy ta pracowitość mi pozostała? Ależ! Pozostało jedynie to zdjęcie.

Teraz tylko owijam pierścień workiem dookoła i tak zakładam. Szybko i sprawnie. Worki śmieciowe ogólnie sprawują się bardzo dobrze i będę kontynuować niecny proceder nie zasilania producenta kosza kolejnymi kwotami.

Doświadczenie pokazuje, że worki 35-litrowe, na oko pasujące do objętości kosza, są za małe. Wynika to głównie z dwóch rzeczy:

  • część worka musi być owinięta wokół pierścienia i przyciśnięta kołnierzem na wierzchu kosza,
  • worek musi mieć wystarczającą długość, by nawet zapełniony (a więc rozdęty w dolnej części kosza) umożliwiał zamknięcie się tej przegrody z rączką – musi dawać więc wystarczającą ilość luzu.

Teraz używam worków, które na opakowaniu mają informację, że mają długość 80 cm (takie kupuję po prostu do kosza kuchennego). Co prawda większa część objętości pozostaje nie zapełniona, ale ciężar nawet tej ilości mokrego żwirku i tak sięga granic tego, co jestem skłonna wynosić do śmietnika, dosyć w końcu oddalonego od mojej klatki schodowej.

Podsumowując – zakup ze wszech miar udany. Polecam.

.

Czytaj też:

Testujemy kosz Litter Locker

Facebooktwittergoogle_plus

Migawki: Budka

Kocięta zaczęły włazić we wszystkie miejsca należące do tej pory bezsprzecznie i wyłącznie do VaiPerka. Ponieważ VaiPerek dzieciom pozwala na wszystko, nie wygania ich, ale staje się przez to coraz bardziej nieszczęśliwy.

Uprałam więc jego ukochaną budkę i przeniosłam z podłogi na szafę, gdzie kocięta nie sięgają. Po kwadransie oko moje rejestruje taki oto widok:

Facebooktwittergoogle_plus

Pierwsze szczepienie

Kocięta skończyły już 8 tygodni i nadszedł czas na niezbyt przyjemne wydarzenie w postaci pierwszego szczepienia.

Nasz ukochany wet, Pan Mikołaj, przyjechał w czwartek z wszystkimi niezbędnymi utensyliami aby podziabać moje kochane maluszki. Oczywiście najbardziej traumatycznym przeżyciem było mierzenie temperatury – kocięta jak jeden wiły się i pokładały, próbując za wszelką cenę utrudnić zadanie. Zaglądanie w paszczę też nie było fajne, ale obeszło się bez większych kontrowersji.

Szczepiliśmy maluchy Tricatem. Mam do tej szczepionki większe zaufanie – nigdy nie miałam nieciekawych efektów po jej podaniu. Co prawda Pan Wet ostrzegał, że w ciągu kolejnych 24 godzin kocięta mogą być osowiałe i dopiero jeśli zdarzy się to później, niż po tym czasie, należy zgłosić się do niego.

Kiedy Pan Wet zebrał swoje zabawki i udał się w dalszą drogę, kocięta jeszcze przez chwilę niepewnie myszkowały po mieszkaniu. Kiedy się upewniły, że to już koniec, zamiast pójść odespać stres – jak nie dadzą czadu! Tylko ChiNa wdrapała się na drapak i poszła spać, ale podejrzewam raczej, że to była po prostu jej kolej na spanie. Reszta towarzystwa zaś rzuciła się mordować wszystkie myszki, papierki i piórka powyrywane z zabawek. Oraz papier toaletowy. Cóż…

Facebooktwittergoogle_plus

Pączek i Bronka

Oderwijmy się na chwilę od tych kociąt, no ile można oglądać w kółko te same futrzaste kulki!

Kot Doskonały był na występach gościnnych. W niedzielę udaliśmy się do schroniska w Milanówku, aby odebrać psinę o imieniu Rudzia, którą postanowiła zaadoptować Zakuurzona. Rudzia jakiś czas nie mogła uwierzyć we własne szczęście, myślała, że idzie tylko na spacer i nie za bardzo chciała wsiąść do samochodu. Potem w samochodzie zachowywała się spokojnie i dopiero w domu, kiedy okazało się, że ma liczne towarzystwo w postaci dwóch kotów, psa (niezwykle do niej podobnego, tylko bardziej rudego), dwojga dzieci i dwojga dorosłych, poczuła się trochę przytłoczona. Ale w sumie po pierwszych trudnych godzinach zaaklimatyzowała się szybko, ukradła Chojrakowi jego legowisko i zaczęła wyglądać na bardziej wyluzowaną. Relację można przeczytać na blogu Rzeczpospolita Futrzasta.

A ja tymczasem zapoznałam się z kocią częścią tego urozmaiconego stada.

Oto hrabia Pączkowski aka Pączek.

Bronisława aka Bronka aka Brontowąs.

I Rudzia (na posłaniu) z Chojrakiem.

Więcej zdjęć w galerii.

Facebooktwittergoogle_plus