Migawki: A mówiła mama…

…nie siadaj tak blisko ekranu!

Odchodząc od biurka kładę klawiaturę na stopce monitora, żeby koty po niej nie łaziły. Akurat się mieści i nie wystaje.

Poszłam na chwilę do kuchni, ale słyszę charakterystyczny dźwięk, jaki mój komputer wydaje, kiedy ma wciśnięty jakiś przycisk. Wracam – a tu BakSzyszek wyciągnął klawiaturę na biurko i się na niej położył!

A kiedy oglądamy film, zajmuje zawsze miejsce w pierwszym rzędzie, bezpośrednio przede mną. I nie pomaga tłumaczenie mu, że nie jest przezroczysty :)

Facebooktwittergoogle_plus

Prawie srebrno-metaliczna kuweta

Kiedy ważyłam kocięta przed pierwszym odrobaczaniem, rusałki ważyły około 500g, maine coonki – około 650g. Miesiąc później było już 1600g i 1900g. Nawet ja – widząc je przecież non-stop – nie mogłam się nadziwić jak szybko rosną. A co dopiero Pan Wet, który widział je co jakiś czas!

Oczywiście to szybkie nabieranie wagi bezpośrednio wiąże się z tym, ile jedzą i hmmm… zostawiają w kuwetach. No i w pewnym momencie zaczął się robić problem kuwetowy. Problem polegał na tym, że nie nadążałam sprzątać. Kolejna kuweta zdawała się być nieunikniona. I w dodatku musiałaby stać na widoku w salonie, bo nie mam już gdzie jej postawić – toteż szukałam zamkniętej i o estetycznym wyglądzie. W końcu wybrałam Gimpet de Luxe w kolorze srebrno-metalicznym.

Po tygodniu przyszła dostawa. Wyciągam kuwetę i trochę nie wiem, co mam o tym myśleć. Kolor ma specyficzny, owszem, ale koło srebrnego to on nawet nie leżał. Trochę szary, trochę kawa z mlekiem.

W te pędy wysmażyłam maila do zooplusa, że chyba im się kolor pomerdał i w dodatku produkt na bokach ma brzydkie przebarwienia – i co teraz? mam odesłać? Na prośbę wysłałam zdjęcie. W odpowiedzi napisano mi, że pewnie nie uwierzę, ale u nich ten kolor nazywa się srebrno-metaliczny. Uwierzyłam, czemu nie? Mogą sobie nazywać go jak chcą, ale samego koloru zasadniczo to nie zmieni. W mailu znalazł się też taki passus: „Zwrot artykułu w tej sytuacji jest zbędny. W zależności od Pani życzenia zlecimy ponowną wysyłkę artykułu (…) lub zlecimy przelew zwrotny należności wydanej na zakup kuwety.”. To „zbędny” w pierwszym zdaniu zinterpretowałam jako „nie rób scen”, toteż gul mi skoczył i napisałam im co o tym myślę. Bez inwektyw, ale dosadnie. I że poproszę zwrot kasy.

W odpowiedzi napisano mi, że zlecili już zwrot należności, i ponownie, że odsyłanie artykułu jest zbędne. Dopiero wtedy zrozumiałam, że autorowi chodziło o to, żebym sobie nie robiła kłopotu i zrobiła z tą kuwetą co mi się żywnie podoba. Uch. Niech żyją nadinterpretacje! Podziękowałam grzecznie i poszłam poprzymierzać, gdzie się zmieści. No i kurde, znowu muszę uczciwie napisać, że w trudnej sytuacji Zooplus się odnalazł. Jak by nie patrzyć – paczki pakują fatalnie, ale jak przyjdzie co do czego, to wychodzą klientowi naprzeciw. Z tego poczucia satysfakcji od razu zamówiłam dostawę żwirku, bowiem okazało się, że nie mam czym nowego artykułu zapełnić.

Kuweta jest wielka. Jak mierzyłam sobie centymetrem w powietrzu, to jakoś nie miałam wrażenia, że będzie aż tak duża. Spodnia część wykonana jest z dosyć miękkiego plastyku i kiedy nasypałam tam żwirku, wyraźnie czułam w ręku jak pracuje podczas przechylania pod wpływem ciężaru. Jest też dużo płytsza od starej kuwety, toteż przesypywanie piasku na jedną stronę podczas sprzątania nie wchodzi w grę. Za to ma dosyć gładką powierzchnię w środku, dzięki czemu grudki łatwo odpadają i sprzątanie jest ułatwione.

Wieko przypinane jest do spodu jakimiś dziwnymi klamerkami. Jedna mi wypadła, druga nie chciała się ruszyć, więc wywaliłam obie. I tak nie zamykam kuwet, tylko nakładam wieko, więc te klamerki nie były mi do niczego potrzebne.

Koty za to kuwetę pokochały, zwłaszcza maluchy. Przestały prawie chodzić do kuwety łazienkowej i teraz urzędują w obu salonowych. Mnie jej kolor do niczego nie pasuje, ale kociakom najwyraźniej odpowiada. W sumie – nie kupowałam jej dla siebie, prawda?

Facebooktwittergoogle_plus