Motto na weekend: I’m easy like a sunday morning…
:)
Motto na weekend: I’m easy like a sunday morning…
:)
W pakowaniu się przed wyjazdem najważniejsze są trzy umiejętności:
Zastanawiałam się, co by tu napisać, ale jedyne, co mi przychodzi do głowy, to że mamy stuknięte koty…
.
Przeczytaj też:
Fotostory – Balkon bezpieczny dla kotów cz.1
Fotostory – Balkon bezpieczny dla kotów cz.2
Nasza cudowna dziewczynka mieszka z panią, panem i psem. Pies jest pięknym, wspaniale ułożonym golden retrieverem o imieniu Viva i lubi cały świat. Nie wyłączajac kota. A może: szczególnie kota.
AnaFora początkowo siedziała w budce na drapaku i tylko warczała na Vivę, ale już trzeciego dnia w ferworze zabawy przebiegła po psie, a potem już poszło. Viva bardzo lubi kocie zabawki. Łapie kocią wędkę z myszką w zęby i biegnie po mieszkaniu, a za nią leci kot i próbuje złapać tę myszkę. Prawie padliśmy ze śmiechu na ten widok.
Poza tym koteczka urosła, ma piękne błyszczące futro i mnóstwo energii, biega, myszkuje po kątach, zagląda wszędzie – tylko nie w obiektyw aparatu. Widać wstydliwa jest. Dlatego mamy tylko cztery zdjecia :)
.
Przeczytaj też:
.
Chyba się pomyliłam zamawiając ostatnio mokrą karmę dla kotów i zamiast wziąć pakiet różnych odmian kurczaka, wzięłam taki, w którym część jest z tuńczyka. A moje sierście nie lubią nawet zapachu ryby. Widział ktoś takie koty? Mutanty.
Kupione, zapłacone – trzeba to zjeść. Nałożyłam im rano tuńczyka do misek i – alleluja! – mainecoony zjadły wszyściutko! PaiLu tylko powąchała z obrzydzeniem, AnaTema nawet tego nie – odwróciła się na sam widok. Tego dnia ruski pogardziły śniadaniem zupełnie, następnego też… Chyba rzeczywiście nie lubią do tego stopnia, że wolą paść z głodu.
Niektórzy właściciele uważają, że kot sam wie, co powinien jeść i jak coś ma mu zaszkodzić, to nie weźmie do pyska. Bazując na doświadczeniach z moimi zwierzakami mocno powątpiewam w stuprocentową słuszność tego przekonania. Jakoś nie chce mi się wierzyć w wartość odżywczą kurzowych kotów, wstążek i gałązek fikusa.
Natomiast co do upodobań – to zupełnie inna sprawa. Pomidory, majonez, oliwki – różne rzeczy znajdują się na kociej liście ulubionego żarcia. W naszym stadzie w zasadzie tylko TaiChi ma zdecydowane preferencje – gdyby mogła, żywiłaby się wyłącznie kanapkami z żółtym serem. Smacznie i niedrogo. Chleb i żółty ser – oto co tygrysy lubią najbardziej.
Ekonomiczny model :)
Dzięki uprzejmości Karoliny, nowej właścicielki AlErgenka, mogliśmy odwiedzić naszego kocurka w nowym domu. AlErgen jest towarzyski, miziasty i kontaktowy, zależało nam więc na tym, żeby poszedł do domu, gdzie będzie inny kot. Nie mógł lepiej trafić – Emol, kot-rezydent w nowym domu, bardzo chciał mieć towarzystwo, jest nadzwyczaj opiekuńczy i kocha młode kociaki.
Od razu zaakceptował nowego kompana, otoczył go opieką, przytula, mizia i nie odstępuje na krok. W sensie dosłownym – kiedy AlErgen znika mu z oczu, natychmiast wstaje i idzie go szukać. W ogóle strasznie to było wzruszające, bo oba koty najwyraźniej znajdowały przyjemność w swoim towarzystwie i zaprzyjaźniły się praktycznie od pierwszego wejrzenia.
Nakręciliśmy też film o tym, jak AlErgen oszalał na punkcie podarowanej przez nas zabawki, ale trzeba go jeszcze skrócić, a chwilowo brak na to czasu. Postaram się wrzucić go w ciągu kilku dni.
.
Przeczytaj też:
All your base are belong to us
Odnalazłam w czeluściach dysku jeszcze jeden film z kociakami, o którym myślałam, że przepadł na wieki. Jest to filmik o pladze, z którą zetknęliśmy się po raz pierwszy, mimo, że odchowaliśmy już kilka kotów. Otóż – koteczki uwielbiają papier. Toaletowy. Rozwijać, drapać, szarpać. Żaden z dużych kotów za młodu nie wpadł na ten pomysł, a małe – bardzo proszę, od razu połapały się, że to świetna rozrywka. Poszarpały rolki stojące w stojaku, a wiszący kraniec potrafiły wyciągnąć i owinąć papierem mieszkanie dwa razy dookoła.
Do tej pory boję się zajrzeć pod tę szafkę, pod którą kociaki znosiły wszystkie swoje zdobycze.
Papier toaletowy jest cały czas pieczołowicie chowany przed AnaTemą, a stojaka kicia używa jako drabinki skrzyżowanej z małpim gajem. Zamiast szarpania rolek uprawia teraz kopanie w worku ze żwirkiem. Zabezpieczenia w postaci przyciśnięcia czymś worka, włożenia go w drugi worek i tym podobne nie stanowią dla niej większej przeszkody. Jak się uprze, to się dokopie i tak.
Wiadomość z ostatniej chwili – AnaTema, jako pierwsza w tym domu, zdobyła najwyższy punkt mieszkania, czyli żyrandol! Brawo ta pani! Na szczęście lampa utrzymała się sufitu, kicia spadła z hukiem ale bez obrażeń i nie zdradza chęci powtórki. Na razie.
I tylko czasami się zastanawiam: czy to duże koty były takie nieprawdopodobnie grzeczne i spokojne, czy AnaTema jest szatanem w kociej skórze.
.
Przeczytaj też:
Ostatnio z uwagą obserwowałam przejścia, jakie Shenn miała ze sklepem internetowym Krakvet, gdzie kupowała żarcie dla futrzaków. Temat był bliski mojej duszy, ponieważ sama zamierzałam wejść na wąską i wyboistą ścieżkę reklamacji.
Ja korzystam z usług m.in. zooplusa. Mają świetne karmy mokre, jakich na naszym rynku nie uświadczysz (przesyłki idą z Niemiec), a na które moje koty rzucają się bez grymaszenia. Niedogodnością jest tylko około tygodniowe oczekiwanie na przesyłkę, ale my mieszkamy w Warszawie, więc taka animalia na przykład dowozi nam zamówienia nawet tego samego dnia – to sprawia, że jesteśmy rozkapryszonym klientem. Jedynym prawdziwym minusem jest słabe pakowanie przesyłek, zawartość w trakcie transportu potrafi się przemieszać kilkakrotnie i to z impetem. Tak się też stało z moją przesyłką. W środku były same puszki, więc się trochę pogniotły (no dobra, nawet bardzo pogniotły), a jedna oberwała tak nieszczęśliwie, że wieczko nie wytrzymało i puszka się otworzyła.
Cyknęłam fotki i dawaj pisać do zooplusa. Na stronie nie podają żadnego emaila, a te, które do mnie przychodzą, obsługiwane są automatycznie. Skorzystałam więc z formularza. Zostałam wypytana o szczegóły i poproszona o przesłanie zdjęć. Szkoda tylko, że adres, z którego ze mną korespondowano, nie przyjmował załączników. Nagabnięci podali mi inny adres, na który już bez problemów przesłałam zdjęcia. Odesłania otwartej puszki na szczęście nie zażądali. Po kilku dniach przyszła odpowiedź – przepraszają i oferują kupon rabatowy do wykorzystania na dowolne zakupy. Teraz wszystkie sklepy się tak schytrzyły, że jak dają jakiegoś bonusa albo upust, to zawsze na następne zakupy – byle przytrzymać klienta, niech zostawi jeszcze parę złotych. A że kolejne zakupy miałam w planach, więc łyknęłam to jak indor kluskę.
Skoro już dali mi ten rabat, to postanowiłam zaszaleć i kupić wielką pakę mainecoonich chrupek dla VaiPerka. Zamówienie złożyłam w niedzielę w nocy i jakież było moje zdziwienie, jak pan kurier przydreptał wczesnym popołudniem w środę! Musiałam wyleźć w tempie ekspresowym spod prysznica, ale tu już trudno mieć pretensje do sklepu, widać taka karma.
Tak więc zooplus jest sprawdzony w boju i mimo zamieszania z adresami emailowymi, za którymi nie ma żywego człowieka, mogę go polecić. Grzebiąc zaś w ich stronie w poszukiwaniu emaila, znalazłam jakiś program lojalnościowy oraz program pozyskiwania nowych „ofiar” – jak się poleci nowego klienta to obaj (polecający i polecany) dostają kupon rabatowy o wartości 20 zł. Tak więc jakby ktoś chciał skorzystać – śmiało do mnie (że pozwolę sobie tak się zareklamować).
Bardzo dziękuję wszystkim głosującym na nasz blog w konkursie na Blog Roku. Jestem szczęśliwa, że aż tylu osobom podoba się to, co tu wypisuję. To bardzo miłe. Dziękuję.
Biedny VaiPerek całkowicie dał się zdominować małej AnaTemie. Jego opiekuńczość i dobre serce stały się jego zgubą i wpędziły biedaka w depresję. Mały Alien nie tylko wygnał go z jego budki i ulubionego hamaka, nie tylko wyżera mu z misek, ale też zajął ukochaną półeczkę kuchenną, gdzie VaiPerek lubi spać przytulony do dzbanka.
Na tej półeczce nie ma dość miejsca na dwa koty. AnaTema najpierw próbowała się przymilać i przytulać od góry, stojąc na VaiPerku i mrucząc rozgłośnie, a kiedy ten próbował się spod niej wywinąć – wylądowała na dole. Nadal mrucząc na cały regulator i domagając się pieszczot. Niestety VaiPerek nie jest już w stanie znieść aż tylu czułości i po prostu daje nogę.
Jednak najbardziej mnie zdumiewa, że AnaTema zabiera mu miskę. Normalnie VaiPer nie daje nikomu podejść, starszym kocicom potrafi wyciągnąć łapą miskę spod pyska. AnaTema zaś podłazi mu pod pysk kiedy ten je (tylko wtedy miska VaiPerka jest interesująca), wpycha głowę, a VaiPerek oddaje pola i idzie sobie.
Również w kuwecie dostrzegam objawy tego, że ktoś nie wie, gdzie jest jego miejsce. Wszystko przez to, że Mały Alien wciąż pachnie kociakiem i jako kociakowi wszystko jej wolno. Ale za trzy-cztery miesiące jej zapach się zmieni i wtedy będą bęcki, oj, będą.
W dziale Galerie z życia naszych kotów pojawiła się nowa galeria na nowy rok – zapraszam do oglądania.
.
Przeczytaj też:
Hierarchia w stadzie się chwieje
.
Im bardziej pada śnieg, tym bardziej AnaTema upiera się, żeby wychodzić na balkon. Na początku nie chciałam jej wypuszczać, bałam się, że się natychmiast pochoruje albo co najmniej zamarznie na śmierć. Wzięłam ją więc na ręce, przytuliłam mocno, żeby jej było cieplutko i razem wyszłyśmy na chwilę, żeby mogła podziwiać świat.
Weszłam do mieszkania, wypuściłam malutką i ani się obejrzałam, jak śmignęła mi między nogami z powrotem na balkon.
Próbowałam ją złapać, ale nasz balkon ma tyle rozkosznych zakamarków – za rowerem, wokół drapaka, za doniczką z iglakiem – że praktycznie byłam bez szans. Zrezygnowałam, kiedy w klapkach wylądowałam w śniegu do kostek.
Od tej pory AnaTema wykorzystuje każdą okazję, żeby wyjść. Zwiedza każdy zakątek, zagląda w szpary, a jak już zmarznie, to siedzi taka skulona, nastroszona, z jedną łapką w górze, ale zabrać się do domu nie da. Jako jedyna łazi po głębokim sniegu – reszta towarzystwa chowa się pod ścianą, gdzie śniegu nie ma, albo siedzi na parapetach. A po pierwszym zachłyśnięciu się nowością, PaiLu i VaiPer zrezygnowały ze świeżego powietrza prawie w ogóle i tylko TaiChi z malutką potrafią tam siedzieć godzinami.
Wygląda na to, że AnaTema z urodzenia jest kotem rosyjskim, ale z przekonań – syberyjskim :)
.
Przeczytaj również: