To moje miejsce!

Kot jest zwierzęciem terytorialnym. Posiadanie i ochrona własnego terytorium to tak samo silna potrzeba, jak potrzeby fizjologiczne. Koty żyjące wspólnie w mieszkaniu z konieczności dzielą terytorium, jednak błędem byłoby myśleć, że terytorium każdego kota-domownika obejmuje tę samą powierzchnię – powierzchnię mieszkania.

W stadzie psim dominujący osobnik miałby prawo przegonić innego z dowolnego miejsca, jeśli miałby ochotę się tam akurat położyć, a pozostałe psy będą mu ustępować. I tak w dół hierarchii. W stadzie kocim każdy osobnik ma własne miejsca, które otacza ochroną i w których dominuje.

Istotne jest, że te miejsca się zmieniają. Gdzieś w relacjach pomiędzy kotami zachodzi jakaś zmiana i od razu zaczynają korzystać z innych zasobów. Jakiś kot poczuł się pewniej i wywalczył prawo do miejsca. Inny się poddał i poszedł szukać spokojniejszego. Po zmianie zbyt blisko leży kot, z którym akurat inny nie chce przebywać. Człowiek zaczyna częściej przebywać w innym miejscu. Człowiek zmienił położenie istotnego dla kota mebla. Różne rzeczy wpływają na podział terytorium, przy czym jedna zmiana wpływa jednocześnie na wiele elementów. Za każdym razem koty negocjują na nowo podział, toteż kocie przepychanki są normalną częścią życia w stadzie.

W ostatnim czasie VaiPer śpi na bujanym fotelu oraz na parapecie w kuchni. Inne koty tam też się kładą, ale jak przychodzi VaiPer, ustępują mu miejsca. PaiLu też lubi bujany fotel, ale to nie jest jej wyłączne terytorium, toteż leży tam udając chleb, podczas gdy VaiPer na fotelu uwala się kołami do góry. Widać na pierwszy rzut oka, kto się tam czuje pewniej.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

TaiChi okupuje wszystkie budki. Czasem pozwala ChiNie wchodzić do jednej z nich, a VaiPerowi do innej, ale ogólnie to ona sobie zaklepała ten teren. Podobnie jak miejsce po mojej lewej stronie w łóżku.

FaJing ma swoją miejscówkę na hamaku w kocim gaju, Antenka najwyższą półkę na drapaku w pokoju, ChiNa na drapaku w sypialni.

Podobnie jest z innymi elementami terytorium: każdy kot ma swoją ulubioną kuwetę na siusiu i drugą na kupę. Każdy ma ulubioną miskę z wodą i z chrupkami – przy czym niekoniecznie są to miski stojące w tym samym pomieszczeniu.

Co więcej, widzę, że koty poruszają się po domu innymi ścieżkami. Ganiają po całym domu, oczywiście, ale widzę, że są ścieżki, którymi chodzą częściej kiedy idą sobie po prostu spokojnie do jakiegoś swojego kociego celu. Jest osobna ścieżka prowadząca przez środek pokoju. Jest inna, naokoło, pod moim krzesłem i koło drapaka. Kolejna prowadzi przez fotel i szafkę.

To, co mnie martwi, to fakt, że Antenka nie ma dobrej drogi do swojej miski z wodą. Fotel, który był jej i stanowił część ścieżki, zabrała jej PaiLu i teraz Antenka chodzi środkiem pokoju. Ewidentnie nie jest to bezpieczna ścieżka, bo zwykle przebiega ją truchtem, zamiast iść bez pośpiechu.

Idę pomyśleć nad przemeblowaniem. I nad tym, jak wzmocnić pozycję Antenki i jej pewność siebie.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Facebooktwittergoogle_plus

Skarpetkowy skrytożerca

W torebce zwykle mam skarpetki. Używam ich na pilatesie, bo jestem zmarźluch, a w zimnie to – wiadomo – żadne ćwiczenia. Skarpetki są fioletowe, z Hello Kitty i mają gumowe placki na spodzie, przez co księżniczka na ziarnku grochu nie może ich nosić normalnie po domu, bo urażają w delikatne stópki ;) Za to dobrze trzymają się maty i pomagaja w ćwiczeniach.

Oprócz tych rozlicznych zalet mają jeszcze jedną, która mi nie przyszła do głowy. Dobrze pasują do kocich zebów i świetnie się nimi kąty omiata. Nie jest więc specjalnie zaskakujące, że co i rusz E-mirek włazi do mojej torebki i wyłazi ze skarpetką w zębach.

Skarpetkowy skrytożerca.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl
©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl
©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl
©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Facebooktwittergoogle_plus

Kocie uzdrawiania

Ze świąt wróciłam strasznie chora. Ale naprawdę strasznie. Ledwie doczołgałam się do domu, przyjęłam niezawodne środki lecznicze i w zasadzie bardziej przewróciłam się niż położyłam do łóżka. Częściowo w opakowaniu, bo nie miałam siły się rozebrać.

Natychmiast przybiegł VaiPerek. Kontrolnie obwąchał mi twarz i ułożył się wygodnie przy moim brzuchu, przytulając się całym sobą. Do VaiPerka zaraz się przytulił E-terek i leżeliśmy na boku jak otwarta matrioszka – ja, przy moim brzuchu VaiPer, przy jego brzuchu E-ter. Zaraz dołączył też E-mirek i zepsuł symetrię.

Zgromadzenie zwabiło Czarną Tyldę. Czarna też preferuje miejscówkę przy moim brzuchu. Tym razem jednak VaiPer był zdecydowany nie odpuścić i oba maine coony zaczęły się bić o centymetry od mojej twarzy. Niezapomniane wrażenie, zwłaszcza jak sie nie ma siły nawet palcem kiwnąć. Czarna odpuściła i położyła się obok, ale na pocieszenie zgarnęła E-molla i zaczęła go miętosić. E-moll był przeszczęśliwy, co można było poznać po mruczeniu aż szyby drżały.

Wszystkie mruczały, przy czym leżąca ma mojej poduszce TaiChi nadawała mi wprost do ucha. Zniesmaczona tym tłumem ChiNa opuściła swoją miejscówkę na kocyku leżącym w nogach łóżka i poszła mruczeć na drapak.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Obudziłam się w środku nocy, kiedy gorączka spadła. Próbowałam zdjąć z siebie resztki garderoby, a moje szamotanie się skłoniło koty do przetasowań. Co prawda VaiPer stwierdził, że dobrze mu tu, gdzie jest i dalej leżał u mojego boku obejmując któregoś kociaka, ale pozostałe dwa budrysy przeniosły się na moje nogi, unieruchamiajac mnie – no bo nie można przeciez niepokoić śpiących koteczków. Jeszcze się obudzą i zaczną rozrabiać.

TaiChi zapragnęła bliższego kontaktu i wlazła mi na brzuch. Uniknęłam smyrania wąsami po twarzy, ponieważ ChiNa poczuła potrzebę czułości i bycia polizaną po czółku, toteż uwaliła mi się na mostku, wyciągając głowę do TaiChi. Dostałam więc smyranie po twarzy całym kotem.

Poczułam dokładnie jak to jest być przygniecionym wielką szafą albo czymś w tym stylu. Nie no, przecież tak się nie da – pomyślałam. W takich warunkach w życiu nie zasssn…

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Rano wstałam w o wiele lepszej formie. Kocia magia zadziałała, kocie obowiązki wypełnione.

Kolejnej nocy żaden do mnie nie przyszedł.

Facebooktwittergoogle_plus

Co mi zrobisz jak mnie znajdziesz

Koty schowały swoją szczotkę. Przeryłam wszystkie kąty, ale nie znalazłam – więc nie schowały jej w MKK – Małej Kociej Kolekcji. Najprawdopodobniej wrzuciły do KCD – Kociej Czarnej Dziury.

Kupiłam drugą.

Wieczorem zostawiłam ją na pufie, rano wstaję – nie ma. Na stole nie ma, na szafkach nie ma, na podłodze nie ma, w kocich legowiskach nie ma. Znalazłam ją dopiero następnego dnia.

Pod dywanem.

Przykuję ją łańcuchem do ściany, słowo daję.

Facebooktwittergoogle_plus

Niepokorne cielę

Czarna Tylda jest kotem niepokornym.

Nawet czasem podda tyły i odsłoni brzuszek, ale i tak zaraz machnie łapą i spróbuje kocich zapasów. Bardzo szybko odstraszyła wszystkie koty, bo nie ma sposobu, żeby się do niej przytulić czy choćby przejść obok, bo zaraz rzuca się z łapami. Do tego skacze wszystkim na plecy.

Co gorsza – skacze na plecy wychodzącym z kuwety. Rusałki trzy razy się rozglądają wokół, zanim wejdą do środka, a potem długo się zastanawiają czy w ogóle wychodzić. Sama Tylda wybiega z kuwety na pełnym gazie. W końcu ona WIE, że w tym domu skaczą wychodzącym na plecy.

Póki była malutka wszystko było jej wolno. Ale teraz ma już pół roku i powoli zmienia jej się zapach na dorosły. VaiPer i TaiChi już jej nie pozwalają na bezczelność, kiedy za mocno szaleje, dostaje łapą po łbie i nie pozostaje jej nic innego, niż pokazać brzuszek na przeprosiny. Co prawda macha jeszcze łapą, ale tylko dla zasady.

Rusałki z kolei się jej boją. Zaczepia je strasznie i dręczy, a one uciekają sycząc. Do zabawy zostaje Czarnej tylko Bielutka. ChiNa też czuje się przy niej nieswojo, ale z drugiej strony trochę się rozhasała i daje się małej od czasu do czasu zaprosić do zabawy.

Co prawda te zabawy do złudzenia przypominają poważne bójki, z podchodami, zaczajkami i groźnymi pozami, ale w końcu krew się nie leje, ale na koniec wyglądają na całkiem pogodzone – więc chyba wszystko w porządku.

Nie mogę się doczekać, aż Czarna Tylda nauczy się przytulać. Na razie nie ma cierpliwości do przytulania się i od razu przechodzi do łapoczynów, a reszta kotów nie potrafi się odnaleźć w tej sytuacji i nie wie jak zareagować.

Przytulanie, szybko przytulanie!

Facebooktwittergoogle_plus

Jak oczarować niespodziewanych gości

Przyszła pani sąsiadka z dalszych rejonów osiedla z osobistą petycją. Podpisałam, bo co jej będę żałować.

Koty wyległy obejrzeć gościa, obwąchać, dać się pogłaskać. Chwila – i pani nie chciała opuścić mieszkania :)

Najpierw rozpoznał sytuację VaiPer. Przyszedł, obwąchał i najwyraźniej dał fokę aprobaty, bo zaraz zleciała się reszta. ChiNa zeskoczyła z drapaka, przeciągnęła się i pani sąsiadce mało oczy nie wypadły. Potem ośmieliła się Tylda, owinęła nam się swoim zwyczajem wokół nóg i pobiegła dalej masakrować zabawki. Rusałki świeciły swoimi zielonymi latarenkami.  Kocie panoptikum.

Pani sąsiadka wykazała się czujnym okiem, ponieważ zauważyła Ryżą w kocim małpim gaju pod samym sufitem. Widząc siatkę zapytała, czemu tamten kot jest zamknięty. Wytłumaczyłam jej grzecznie, że nie tylko nie jest, ale wręcz jest to VIPowska miejscówka, o którą koty regularnie się biją i TaiChi nie może zejść się z nią przywidać, bo zaraz ją ktoś podsiądzie.

Pani sąsiadka jeszcze raz oszacowała okiem towarzystwo i z dużą dozą pewności ni to stwierdziła, ni to zapytała czy to wszystko kastrowane, bo nic w domu nie czuć kotem. Chyba mi nie uwierzyła, że wykastrowany jest tylko VaiPer. Więc już nawet jej nie mówiłam, że przecież stoi niecały metr od dwóch kuwet… I dlatego na żwirek wydaję małą fortunę. W ogólnym rozrachunku – wychodzę na plus. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Balsam dla duszy?

Koty mi oszalały.

Zawsze dziękowałam karmie i losowi, że udało się je przekonać, iż noc niekoniecznie jest optymalną porą do zabawy z człowiekiem. Tylko na początku, kiedy jeszcze była sama PaiLu, uprawialiśmy typowe życie domu z kotem jedynakiem, czyli uporczywe pobudki o 4 nad ranem. Potem pojawiły się maine coony i wszystkie trzy zajęły się życiem kocio-kocim, zostawiając człowieki ich snom.

Ale do czasu…

Skończyło się jakiś miesiąc temu. Między 4 a 5 nad ranem łóżko przeżywa jakiś najazd Hunów.

Najpierw przychodzi TaiChi. Włazi na mnie, spaceruje od głowy do nóg i z powrotem i zaczyna ugniatać mnie po co wrażliwszych miejscach. I mruczy mi prosto w twarz. Potem się kładzie na mojej klatce piersiowej i wylizuje mi twarz. (Moja odporność na kocie alergeny nie obejmuje bezpośredniej aplikacji na twarz, wobec tego chodzę parchata jak nastolatka. Cóż…)

Oczywiście już dawno nie śpię, bo niby jak…

Potem ChiNa, która śpi na kocyku leżącym w nogach łóżka, wstaje i przychodzi do TaiChi z prośbą o wylizanie po czółku. Czynią to tuż nad moja twarzą, obficie smyrając mnie wąsami. Do tego ChiNa mruczy. Jeśli mruczenie TaiChi przypomina traktor, to ChiNa nadaje jak czołg. Leży obok poduszki, z łbem na moim obojczyku i mruczy.

Wtedy dzikim skokiem ląduje na nas Czarna Tylda. Antenka, śpiąca do tej pory spokojnie przy moim kolanie, nie wytrzymuje napięcia i ucieka z sypialni. Tylda wykonuje jeszcze kilka dzikich susów i lokuje się pod moją pachą, obejmując czule pazurami moje ramię. I mruczy, ale cichutko.

Wreszcie przybywa VaiPer. Uwala się częściowo na mnie, a częściowo na Tyldzie. Chwyta Czarną obiema łapami i wylizuje ją po całym kocie. Mała wyrywa się dziko (niepokorne stworzenie!), po czym ucieka. Zadowolony VaiPer opiera się o mnie i zaczyna się myć. Ciamkając rozgłośnie. I do tego cały czas się rusza i mnie szturcha.

Ciamk, szturch. Ciamk, szturch.

Dochodzi 6 rano.

Facebooktwittergoogle_plus

Kota Hodżysława przypadki

Kot Hodża odkrył jak się dostać do umywalki. Otwór odpływu chyba popatrzył na niego jakoś obelżywie, bo Hodżysław zaatakował go bez pardonu. Kic, kic, kic w kółko na wszystkich czterech łapach. Aż w końcu sierściuch wypadł z umywalki na podłogę. Szkoda, że Państwo tego nie widzą. Słowo daję, zacznę nosić kamerę do kibelka.

W pogoni za matką, Hodżysław wpadł do hamaka ChiNy. Nikt bezkarnie nie wpada do ChiNy. Bielutka chwyciła Hodżę w obie łapy i wylizała całego na mokro, warcząc przy tym okazjonalnie i łapiąc małego zębami za głowę. Żebyście nie mieli złudzeń – ChiNa potem poszła wtrząchnąć trochę chrupek, a Hodżysław został na hamaczku i czekał.

Hodży jako pierwszemu zaczął się zmieniać kolor oczu – mają teraz kolor błota albo wzburzonego morza. Śmieszny jest, bo będąc brunetem, wokół oczu ma jasne, prawie białe obwódki, przez co same oczy wydają się niezwykle wyraziste i sugestywne.

Ale za to jako ostatniemu zmienia się sierść. Pozostałe kocięta chodzą już prawie całe gładkie, tylko Hodża wygląda jakby piorun walnął w grządkę koperku. Nawet kiedy już się wygładzi, to wciąż nie będzie docelowa sierść – kiedy rusałki dojrzewają, sierść zmienia im się jeszcze raz, na dorosłą. Ta zmiana nie jest już tak spektakularna i zachodzi stopniowo – patrzysz któregoś dnia, a tu cały aksamitny kot chodzi po mieszkaniu. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Ding-dong

Ding-dong

Uprasza się kota Hodżysława o niewłażenie do kuwety w czasie jej sprzątania.
Ani do mokrej, świeżo umytej kuwety.
Ani do kosza z kocim urobkiem.

*

Ding-dong

Kot Nadir proszony jest do obsługi po odbiór swojej opaski.

*

Ding-dong

Uprasza się kota VaiPera o niestraszenie kociąt i obsługi nagłym a niespodziewanym galopem przez pomieszczenie z rozwianym ogonem i szaleństwem w oczach.

*

Ding-dong

Uprasza się kota Nasreddina o nie pacanie łapą znienacka kota ChiNy. Bo ChiNa może oddać, a łapę ma wielkości twojej głowy.

*

Ding-dong

IDŹCIE SIĘ BIĆ GDZIE INDZIEJ, CO?

Facebooktwittergoogle_plus