Po zabiegu

W sobotę nasze dwa maleństwa – AlErgen i AnaFora – zostały wykastrowane. Przywieźliśmy je do domu koło 15.00, wybudzone ale ledwie kumate i zaczęła się powtórka z rozrywki z pielęgnowania VaiPerka po operacji, tylko do kwadratu. Obu kotkom włączył się szwendaczek (a słaniały się i chwiały na łapkach), oba też uparły się spać na drapaku – na tym samych hamaku, gdzie chciał spać  w podobnym stanie VaiPerek. Cały wieczór chodziliśmy za nimi, podtrzymywaliśmy, zniechęcaliśmy do skakania i wspinania się, a kiedy to zawiodło – podnosiliśmy koteczki na krzesła i drapak.

Na szczęście żadne nie wymiotowało, oba troszeczkę skubnęły karmy i napiły się wody. Poza tym głównie spały, budziły się tylko po to, by się przemieścić.

Wiadomo było, że nocka z głowy, więc  wieczorem ja się nimi zajmowałam a Paweł się przespał, potem on czuwał całą noc, a raniutko znowu ja przejęłam pałeczkę. Dobrze jest opiekować się zwierzakami we dwójkę – łatwiej idzie. Następnego dnia AlErgenek był już w dobrej formie i ganiał się po domu z AnaTemą.  AnaFora zaczęła się interesować szwem i wyciągać nitki, wobec tego zapakowaliśmy ją w kaftan bezpieczeństwa. Kaftan został wykonany domowym sposobem, ruchów nie krępował, choć może cudem urody nie był.

20091219_119

20091219_117

Koty słabo znoszą takie ograniczanie wolności, kicia po zapakowaniu weń wpadła w najczarniejszą depresję, nie chciała się w ogóle ruszać, co akurat dobrze jej robiło na gojenie, ale też patrzyła na mnie takim wzrokiem, że mi się serce krajało. Większą część niedzieli spędziła leżąc na kaloryferze i wyglądając bardzo żałośnie.

Już w niedzielę dawała radę wskakiwać na krzesła i wspinać się na drapak, widać było, że fizycznie czuje się nieźle. Tylko ten kaftan wredny…

W poniedziałek litość wezbrała w mym sercu i rano zdjęłam jej ten kaftan, żeby sobie pobiegała z rodzeństwem. Rekonwalescenci uwiecznieni zostali na filmie – głównie AnaFora, a tam gdzie widać dwójkę, towarzyszy jej AlErgen. Biedne kotki, prawda, cierpiące… ;)

Bardzo dziękujemy Pani Doktor Anecie Wieczorek za fachowość, lekką rękę i serce do kotów :)

.

Przeczytaj też:

Przygody weterynaryjne

Rekonwalescencja VaiPera

Hierarchia w stadzie się chwieje

Podobne opowieści:

Interesujące? Podaj dalej:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Śledzik
  • Wykop
  • RSS
  • Dodaj do ulubionych

2 komentarze do wpisu “Po zabiegu”

  • gatitaNo Gravatar:

    Ojej AnaFora błyskawicznie doszła do siebie. My 3 tygodnie temu sterylizowaliśmy naszą Gajkę. Biedactwo – ona to miała prawdziwą depresję kaftanową. Najpierw chodziła raczkiem – jakby chciała wyjść z tego kaftana tyłem, a jak się jej to nie udało, to przez cały czas chodziła na prostych łapkach, nawet jadła nie przykucając. Wyglądała jak w gipsie. Serce sę krajało, pomimo, że ranka ślicznie się goiła. A jak ją tylko wypuściliśmy z kubraczka – poszła… aż się kurzyło. Rakieta taka ;-) Jakby w ogóle żadnego zabiegu nie było. A my przez 10 dni sobie wyrzucaliśmy na jakie to cierpienia ją skazaliśmy :-) Koty… nie sposób ich nie kochać!!!

  • jędrekNo Gravatar:

    sprawdzone i rewelacja serdeczne dzięki

Skomentuj