Czarne na białym

Zima przyszła i zaskoczyła koty.

Koty wyszły na balkon, a tam ziąb, aż uszy odpadają. Brr. Tylko TaiChi zadekowała się na dachu kociej budki i chętnie by nawet została na zewnątrz, gdyby niedobra pani nie zamknęła drzwi balkonowych. Bo zamknięte drzwi to obraza dla kota, wiadomo. Trzeba natychmiast przy nich stanąć i promieniować presją psychiczną, a jak to nie wystarczy – wyć jak potępieniec.

Czarna Tylda, dziecko lata, nie za bardzo zakumała dlaczego świat wygląda, jak wygląda. Wylazła, wdepnęła w to białe. Białe było zimne, bez zapachu, i w dodatku CHRZĘŚCIŁO. I łapy się w tym zapadły.

Nie, Czarna Tylda nie była zachwycona.

Facebooktwittergoogle_plus

Fotostory – Koty zimowe

Zgodnie z zapowiedzią – czas na koty zimowe!

Muszę powiedzieć, że o ile rusałki średnio bawiło odmrażanie sobie tyłka, o tyle obie maine coonki są nieodrodnymi córeczkami swojej mamusi. Tylko otwórz drzwi balkonowe, to do domu już nie wejdą!

Z kolei mamusia tak się wycwaniła, że czynnie domaga się otwarcia drzwi balkonowych, posiedzi tam chwile, po czym wraca i siedzi w domu w cieple. Ale wystarczy, że wstanę i skieruję się do balkonu – natychmiast śmiga na zewnątrz, usadawia się na drapaku albo parapecie i patrzy niewinnie: no, o co Ci chodzi? siedzę tu przecież!

Przeczytaj tez:

Facebooktwittergoogle_plus

Im bardziej pada śnieg…

Im bardziej pada śnieg, tym bardziej AnaTema upiera się, żeby wychodzić na balkon. Na początku nie chciałam jej wypuszczać, bałam się, że się natychmiast pochoruje albo co najmniej zamarznie na śmierć. Wzięłam ją więc na ręce, przytuliłam mocno, żeby jej było cieplutko i razem wyszłyśmy na chwilę, żeby mogła podziwiać świat.

Weszłam do mieszkania, wypuściłam malutką i ani się obejrzałam, jak śmignęła mi między nogami z powrotem na balkon.

Próbowałam ją złapać, ale nasz balkon ma tyle rozkosznych zakamarków – za rowerem, wokół drapaka, za doniczką z iglakiem – że praktycznie byłam bez szans. Zrezygnowałam, kiedy w klapkach wylądowałam w śniegu do kostek.

Od tej pory AnaTema wykorzystuje każdą okazję, żeby wyjść. Zwiedza każdy zakątek, zagląda w szpary, a jak już zmarznie, to siedzi taka skulona, nastroszona, z jedną łapką w górze, ale zabrać się do domu nie da. Jako jedyna łazi po głębokim sniegu – reszta towarzystwa chowa się pod ścianą, gdzie śniegu nie ma, albo siedzi na parapetach. A po pierwszym zachłyśnięciu się nowością, PaiLu i VaiPer zrezygnowały ze świeżego powietrza prawie w ogóle i tylko TaiChi z malutką potrafią tam siedzieć godzinami.

Wygląda na to, że AnaTema z urodzenia jest kotem rosyjskim, ale z przekonań – syberyjskim :)

.

Przeczytaj również:

Śnieg a sprawa kocia

Facebooktwittergoogle_plus

Śnieg a sprawa kocia

Ponieważ zima postanowiła nas nie opuszczać, była okazja pokazać kotom, co to jest to białe, które oglądają z okien. Za pierwszym razem jakoś nie zaobserwowaliśmy wielkiego entuzjazmu, w zasadzie skusiła się tylko PaiLu, a i to na chwilę, bo w łapki gryzło.

W nocy napadało jeszcze więcej białego paskudztwa i daliśmy kotom jeszcze jedną szansę. Tym razem nawet nasz największy Ryży tchórz się skusił! A jak już się odważyły, to poszły na całość i zadeptały cały śnieg na balkonie, nawet tam, gdzie sięgał im do brzuszków.

Po powrocie do domu jeszcze jakiś czas roznosił je entuzjazm. Zwłaszcza VaiPerek musiał się kilka razy przelecieć w dół i w górę drapaka, żeby dać upust emocjom. Coś czuję, że latem nie będą chciały w ogóle z tego balkonu wychodzić. Ale do tego czasu już zamontujemy siatkę i nie będzie trzeba ich pilnować.

Facebooktwittergoogle_plus