Wiosno, napieraj!

No ja już nie mogę z tą zimą.

Koty też świrują, nie wiedzą co ze sobą zrobić. Co ranek gromko domagają się wyjścia na balkon, a kiedy im otworzę, okazuje się, że nie tego oczekiwały. Wybiegają na zewnątrz radośnie, potem jest kilka coraz wolniejszych kroków, zwrot na zadniej łapie i powrót z niesmakiem do domu.

Nie dziwię się, też co ranek oczekuję czegoś innego.

Co jakiś czas nabierają nadziei, rozglądają się, szperają po kątach – wiosno, gdzie jesteś? A tu albo śnieg, albo woda. A czasami i jedno, i drugie naraz. Lipa, panie.

Facebooktwittergoogle_plus

Fotostory – Koty zimowe

Zgodnie z zapowiedzią – czas na koty zimowe!

Muszę powiedzieć, że o ile rusałki średnio bawiło odmrażanie sobie tyłka, o tyle obie maine coonki są nieodrodnymi córeczkami swojej mamusi. Tylko otwórz drzwi balkonowe, to do domu już nie wejdą!

Z kolei mamusia tak się wycwaniła, że czynnie domaga się otwarcia drzwi balkonowych, posiedzi tam chwile, po czym wraca i siedzi w domu w cieple. Ale wystarczy, że wstanę i skieruję się do balkonu – natychmiast śmiga na zewnątrz, usadawia się na drapaku albo parapecie i patrzy niewinnie: no, o co Ci chodzi? siedzę tu przecież!

Przeczytaj tez:

Facebooktwittergoogle_plus

Fotostory – Jesienne koty balkonowe

Zanim kocięta urosły na tyle, żeby można im było poszerzyć im lebensraum o balkon, zrobiło się zimno i paskudnie. Wypuszczałam więc tylko dorosłe, starannie utrzymując maluchy na dystans. Jak trzeba – to odgarniając je nogą. Oczywiście było to rozwiązanie kłopotliwe i nie rokujące na przyszłość. Małe szybko znalazły słabe punkty w obronie i trochę podstępem, trochę siłą, wyrwały się na balkon.

Tam oczywiście dostały szału, biegały wręcz po ścianach w amoku, starannie unikając moich rąk, kiedy uznałam, że już wystarczy tego marznięcia. Próby łapania ich i wynoszenia po kolei do domu przypominały nabieranie wody sitem – jednego wrzucałam do środka, dwa przemykały się między nogami na balkon.

Niestety raz wykonały ten manewr wcześnie rano, kiedy pani jeszcze paradowała w piżamce. Ponieważ ja wstaję o 8, ale budzę się koło 12, toteż totalnie nieprzytomna poszłam z krótkim rękawkiem na mróz łapać te potwory. Teraz kicham i prycham, a że zima spadła znienacka, to w związku z moim słabym samopoczuciem kocięta się z nią jeszcze nie zapoznały.

Należy więc oczekiwać w dającej się przewidzieć przyszłości kolejnej odsłony kotów balkonowych, tym razem zimowych.

Facebooktwittergoogle_plus

Im bardziej pada śnieg…

Im bardziej pada śnieg, tym bardziej AnaTema upiera się, żeby wychodzić na balkon. Na początku nie chciałam jej wypuszczać, bałam się, że się natychmiast pochoruje albo co najmniej zamarznie na śmierć. Wzięłam ją więc na ręce, przytuliłam mocno, żeby jej było cieplutko i razem wyszłyśmy na chwilę, żeby mogła podziwiać świat.

Weszłam do mieszkania, wypuściłam malutką i ani się obejrzałam, jak śmignęła mi między nogami z powrotem na balkon.

Próbowałam ją złapać, ale nasz balkon ma tyle rozkosznych zakamarków – za rowerem, wokół drapaka, za doniczką z iglakiem – że praktycznie byłam bez szans. Zrezygnowałam, kiedy w klapkach wylądowałam w śniegu do kostek.

Od tej pory AnaTema wykorzystuje każdą okazję, żeby wyjść. Zwiedza każdy zakątek, zagląda w szpary, a jak już zmarznie, to siedzi taka skulona, nastroszona, z jedną łapką w górze, ale zabrać się do domu nie da. Jako jedyna łazi po głębokim sniegu – reszta towarzystwa chowa się pod ścianą, gdzie śniegu nie ma, albo siedzi na parapetach. A po pierwszym zachłyśnięciu się nowością, PaiLu i VaiPer zrezygnowały ze świeżego powietrza prawie w ogóle i tylko TaiChi z malutką potrafią tam siedzieć godzinami.

Wygląda na to, że AnaTema z urodzenia jest kotem rosyjskim, ale z przekonań – syberyjskim :)

.

Przeczytaj również:

Śnieg a sprawa kocia

Facebooktwittergoogle_plus