Człowieku, krocz za mną

TaiChi zwiększyła stopień wyrafinowania w zwabianiu pani i skłanianiu do zaspokajania swoich potrzeb.

Teraz staje słupka, drapie mnie po plecach, po czym niedwuznacznie wskazuje, żeby iść za nią. Idziemy do kuchni – TaiChi przechodzi pod stołem, ja obok. Spotykamy się po drugiej stronie na jeden głask. TaiChi zawraca, mija mnie i lekko meandrując przechodzi przez cały pokój, mija biurko komputerowe (skąd wyruszyłyśmy) i udaje się… do sypialni. Tam czeka aż ją dogonię, kładzie się na łóżku i patrzy znacząco.

No to kładę się obok i miziam koteczka. :)

Related Images:

Facebooktwitter

Jak się myją kocięta

Nie mam czasu pisać, bo całymi dniami siedzę i obserwuję kocięta!

Maluchy już wstały na cztery łapki i przemieszczają się po całym pudle dzikimi niekontrolowanymi skokami. Kojarzą już, co widzą i reagują – jak tylko zajrzę do pudła, rozlega dziki się pisk. Nie będę interpretować, czy się boją, czy cieszą :)

Skończyły trzeci tydzień życia i nadszedł czas na cotygodniowe portrety. Tym razem wyniosłam je razem z pudłem i Antenką do pokoju i kolejno wyjmowałam i stawiałam na pufie. Oczywiście wszystkie koty się zleciały, żeby je obwąchać i polizać. Do łazienki boją się wchodzić, zresztą Antenka od razu na nie wrzeszczy, a tutaj jakoś strach im przeszedł i zwaliły się tłumnie. Do tego Antenka łaziła w kółko, miaucząc bez przerwy. A w środku tego pandemonium ja z aparatem. Myślałam, ze oszaleję.

Co mnie zdziwiło, to fakt, że Antenka ani razu nie próbowała zabrać żadnego z maluchów. Albo tak mocno mi ufa, albo… No właśnie – zaczynam podejrzewać, że ona nie zakumała idei noszenia kociąt w zębach. Nawet nie próbuje. Może to dlatego nie zamierza zmieniać legowiska?

A na razie krótki film o myciu. Kręcony jak zwykle komórką, więc cudem jakości nie jest.

Czy ktoś jest zdziwiony, że całymi dniami siedzę nad pudłem i obserwuję?

Related Images:

Facebooktwitter

Tydzień – niby niedługo…

Kocięta zaraz po urodzeniu miały wygląd smętnych szczurków i ważyły po około 80g +/- kilka gramów. W ciągu pierwszej doby zmieniły się nie do poznania. Przyssane do mamusi, tankowały niemal cały czas, przez co nabrały krągłości praktycznie wszędzie, a szczególnie w okolicach brzuszka.

Po tygodniu ważyły średnio 200g. Tak, to nie pomyłka, prawie potroiły swoja wagę. Są wielkie i tłuste. Leżąc obok siebie nie mieszczą się już na długości brzucha Antenki. Przy posiłkach kłębią się i zderzają głowami. Najwyraźniej jedzą dużo, choć Antenka nie karmi ich cały czas. W odróżnieniu od PaiLu, Antenka preferuje bezstresowe wychowanie. Zaraz po urodzeniu i nakarmieniu małych do syta, wyszła z pudła i nie stresując się poszła odpocząć na pokoje. Wraca na karmienia, poleży z nimi chwilę, a potem idzie odpoczywać w swoich ulubionych miejscach.

Zwykle po tygodniu kocice przenoszą kocięta w inne miejsce. To atawizm każący oddalić się od miejsca pachnącego porodem i kociętami, co może przyciągać wrogów. Przygotowałam legowisko w szafie, gdzie urzędowały kocice z poprzednimi miotami i czujnie obserwowałam wydarzenia, chcąc skłonić Antenkę do przenosin właśnie tam.

Antenka natomiast do tej pory nie zdradza najmniejszej chęci przeprowadzania się gdziekolwiek. Trochę to niefortunne, bo pudło z maluchami stoi w łazience pod pralką, w związku z czym od półtora tygodnia nie mogę zrobić prania i sytuacja robi się coraz bardziej napięta.

Zapomniałam napisać wcześniej, że jest już galeria miotu nr 4, gdzie należy często zaglądać. Na stronie miotu zaś będą jak poprzednio pojawiać się co tydzień nowe zdjęcia i można na bieżąco śledzić jak kocięta rosną i zmieniają się.

Ps. A z innej beczki – klikajcie czasem w reklamy, niech Szanowni Reklamodawcy też mają coś z życia. Może za rok albo dwa uda mi się w końcu zarobić na worek karmy :)

Related Images:

Facebooktwitter

BanSai szykuje się do wyjazdu

Dzień przed wyjazdem do nowego domu BanSai postanowił załatwić wszystkie swoje niedokończone sprawy. Zabawki przeznaczone do wrzucenia na meble – wrzucił, koty do sprania – sprał, papiery do pogryzienia – pogryzł.

Pozostało już tylko jedno do zrobienia. Rozprawić się z cichym wrogiem. Wrogiem, który mu jakoś wyjątkowo zalazł za skórę, a którego, nie wiedzieć czemu, pani po każdym ataku doprowadzała z powrotem do stanu wyjściowego.

Pozostało wykonać wyrok na drzewkach jodynowych.

Mission accomplished.

*

Nauka nie idzie w las. Dwa dni później po powrocie do domu zastałam taki widok:

To był ostatni żywy kwiatek w tym domu.

*

Ps. Bardzo dziękuję Czytelnikom za 6 do 50 głosów :)

Related Images:

Facebooktwitter

Fotostory – Koty zimowe

Zgodnie z zapowiedzią – czas na koty zimowe!

Muszę powiedzieć, że o ile rusałki średnio bawiło odmrażanie sobie tyłka, o tyle obie maine coonki są nieodrodnymi córeczkami swojej mamusi. Tylko otwórz drzwi balkonowe, to do domu już nie wejdą!

Z kolei mamusia tak się wycwaniła, że czynnie domaga się otwarcia drzwi balkonowych, posiedzi tam chwile, po czym wraca i siedzi w domu w cieple. Ale wystarczy, że wstanę i skieruję się do balkonu – natychmiast śmiga na zewnątrz, usadawia się na drapaku albo parapecie i patrzy niewinnie: no, o co Ci chodzi? siedzę tu przecież!

Przeczytaj tez:

Related Images:

Facebooktwitter

Migawki: A mówiła mama…

…nie siadaj tak blisko ekranu!

Odchodząc od biurka kładę klawiaturę na stopce monitora, żeby koty po niej nie łaziły. Akurat się mieści i nie wystaje.

Poszłam na chwilę do kuchni, ale słyszę charakterystyczny dźwięk, jaki mój komputer wydaje, kiedy ma wciśnięty jakiś przycisk. Wracam – a tu BakSzyszek wyciągnął klawiaturę na biurko i się na niej położył!

A kiedy oglądamy film, zajmuje zawsze miejsce w pierwszym rzędzie, bezpośrednio przede mną. I nie pomaga tłumaczenie mu, że nie jest przezroczysty :)

Related Images:

Facebooktwitter

Fotostory – Jesienne koty balkonowe

Zanim kocięta urosły na tyle, żeby można im było poszerzyć im lebensraum o balkon, zrobiło się zimno i paskudnie. Wypuszczałam więc tylko dorosłe, starannie utrzymując maluchy na dystans. Jak trzeba – to odgarniając je nogą. Oczywiście było to rozwiązanie kłopotliwe i nie rokujące na przyszłość. Małe szybko znalazły słabe punkty w obronie i trochę podstępem, trochę siłą, wyrwały się na balkon.

Tam oczywiście dostały szału, biegały wręcz po ścianach w amoku, starannie unikając moich rąk, kiedy uznałam, że już wystarczy tego marznięcia. Próby łapania ich i wynoszenia po kolei do domu przypominały nabieranie wody sitem – jednego wrzucałam do środka, dwa przemykały się między nogami na balkon.

Niestety raz wykonały ten manewr wcześnie rano, kiedy pani jeszcze paradowała w piżamce. Ponieważ ja wstaję o 8, ale budzę się koło 12, toteż totalnie nieprzytomna poszłam z krótkim rękawkiem na mróz łapać te potwory. Teraz kicham i prycham, a że zima spadła znienacka, to w związku z moim słabym samopoczuciem kocięta się z nią jeszcze nie zapoznały.

Należy więc oczekiwać w dającej się przewidzieć przyszłości kolejnej odsłony kotów balkonowych, tym razem zimowych.

Related Images:

Facebooktwitter

Biegi przełajowe

Przypuszczam, że wkrótce oszaleję. Koteczki rozwijają już takie prędkości, że oko za nimi nie nadąża. Do tego jeszcze trenują cały czas, którego nie spędzają śpiąc. Kto by pomyślał, że te małe łapeczki tak tupią!
Maine coony biegają już w tempie umożliwiającym ganianie się z Antenką. Latają teraz całą watahą po mieszkaniu, tyle że maine coony kończą biegi na podłodze, a Antenka gdzieś zawsze wskakuje. Mam tylko nadzieję, że nie będzie ich uczyć wskakiwać na górę kabiny prysznicowej, bo tego bym już chyba nie przeżyła.

Rusałki są już wyraźnie mniejsze, choć też rosną jak na drożdżach. Nie biegają bardzo szybko, ale za to prześmiesznie kicają na wszystkich czterech łapkach. Za każdym razem widok ten rozbawia mnie do łez.
Co jakiś czas nadchodzi chwila, kiedy wszystkie dają czadu i wtedy jest naprawdę nie do wytrzymania. Strach nogę postawić, bo nawet jeśli nie ma tam kota, to nie ma też gwarancji, że nie pojawi się w kolejnej nanosekundzie. Wstyd się przyznać, ale już trzy razy nadepnęłam nie tam, gdzie trzeba.

Related Images:

Facebooktwitter

Ach śpij, kochanie…

Kocięta wyemancypowały się już zupełnie i maja własne rytmy dobowe i własne miejsca do spania. Nie sypiają już na kupce, a przynajmniej nie zawsze. I niestety nie w tym samym czasie. Zawsze jest co najmniej jeden, który snuje się po mieszkaniu i rozrabia, podczas gdy reszta śpi. Potem jest zmiana i wstaje inny. W ten sposób one się wysypiają, a ja nie mam chwili odpoczynku.

Jakoś nie mogę ich przekonać, żeby spały w nocy. Koło drugiej wstają rusałki i przychodzą do łóżka pobawić się. Niby nie ważą dużo, ale uporczywe kicanie po człowieku jakoś mnie rozprasza i nie mogę się skupić na spaniu. Kiedy już sobie szczęśliwie pójdą, mam dosłownie chwilę na ekspresowe wyspanie się, bo o świcie wpadną maine coonki i będą się ganiać na mnie.

A najgorsze jest, że wiem, że jeśli podniosę głowę, zobaczę inne koty porozkładane po sypialni i smacznie śpiące! Tylko te dwie potwory harcują – jakby nie mogły biegać w drugim pokoju!

Ps. Liczba naszych fanów na Facebooku przekroczyła 100! Hurra! Bardzo się cieszymy :)

A tych, którzy nas jeszcze nie „zalajkowali” zapraszamy do zrobienia tego. I komentowania! Będzie nam miło pogadać z Wami – mówię za siebie i za koty, one zawsze z ciekawością oglądają co tam się dzieje :)

Related Images:

Facebooktwitter