Upał

Znowu jest gorąco. W upały koty robią się długie.

Całymi dniami śpią i w domu panuje taki spokój, że aż nie mogę się w tym odnaleźć. Rano tylko zjedzą śniadanie, napiją się wody i – zamiast ganiać się po mieszkaniu, jak to mają w zwyczaju – zapadają natychmiast w drzemkę wyciągnięte w różnych strategicznych punktach. W przejściu, w drzwiach łazienki, pod biurkiem.

Co jakiś czas następuje zmiana miejsc, wtedy wszystkie przesuwają się zgodnie z jakimś własnym tajemniczym planem.

Ps. Mam prośbę – klikajcie czasem w te obrazki od sponsorów, co? ;)

.

Related Images:

Facebooktwitter

Kocimiętka

Kot też człowiek i ma czasami ochotę na chwileczkę zapomnienia. Pić – nie pije, sportem ekstremalnym sam jest, co więc mu zostaje? Nawdychać się troszeczkę. Do tego kot używa kocimiętki, krewnej mięty. Wącha ją, tarza się i przeżywa kilkuminutowy odlot. Podobnie działa waleriana, ale nie próbujcie tego w domu!

Zgodnie z tym, co pisze Desmond Morris w swojej książce „Dlaczego kot mruczy”, entuzjazm związany ze środkami odurzającymi kot ma zapisaną w genach. Albo jest narkomanem, albo nie. Albo nie interesuje się kocimiętką bardziej niż innymi roślinami, albo przy każdym kontakcie wpada w trans. Podział przebiega mniej więcej pół na pół, z niewielką przewagą narkomanów. Nie zależy od płci ani też tego, czy kot był kastrowany. Trochę zależy od wieku: kocięta do 2 miesiąca życia ponoć unikają kocimiętki, dopiero starsze zaczynają przejawiać zainteresowanie.

Kot w kontakcie z kocimiętką zachowuje się jak głupek. Wącha ja, liże, gryzie, ociera się, tarza. Mruczy przy tym i warczy. Czasem wyskakuje w górę albo drapie ziemię.

Nasze koty należą do tych mniej zainteresowanych. Przy czym dziwna sprawa – czasami reagują jedne, czasami inne. Mam w domu preparat z kocimiętką w sprayu i czasami psikam na kocie zabawki, ale rzadko, bo efekt jest mizerny. Raz zainteresowała się Antenka. Innym razem TaiChi – ale jakoś tak niemrawo, żadnego tarzania czy warczenia, tylko trochę ocierania pyszczkiem. A i tak zabawki zabiera im VaiPer – nie dlatego, że lubi kocimiętkę, tylko jest wrednym tyranem i despotą.

Natomiast w przypadku kotów narkomanów można użyć kocimiętki do skłonienia zwierzaka, żeby się zainteresował drapakiem. Meble popsikać odstraszaczem, cytryną albo octem, drapak – kocimiętką i mieć nadzieję, że zadziała. Jak to z kotami bywa – gwarancji nie ma. :)

Kocimiętką interesują się nie tylko koty domowe, ale też przedstawiciele całkiem dużych kotowatych.

Related Images:

Facebooktwitter

Tak się bawi kociarnia

Kiedy koty są w nastroju do zabawy, nic, ale to nic kompletnie, nie jest w stanie im w tym przeszkodzić. Jeden z takich nastrojów ogarnia je codziennie około godziny 23.

Kiedy przez mieszkanie lecą maine coony, wygląda to jak kłębiący się futrzasty cyklon, ogarniający swoim impetem wszystko, czego się dotkną.

Kiedy lecą rusałki, wygląda to mniej więcej jak przelot z prędkością naddźwiękową. Nic nie widać, nic nie słychać, a nagle przez mieszkanie przesuwa się jakby seria wybuchów. Drobne przedmioty nagle lądują pod przeciwległą ścianą. Większe, a słabo umocowane, podnoszą się, jakby lewitowały a potem lądują z hukiem.

Przyznam się, że nie popisałam się darem przewidywania. Zrobiłam niewielkie przemeblowanie, nie biorąc pod uwagę stałych tras przelotów rusałek. Już drugiego dnia zemściło się to na mnie strasznie. Dziewczyny przeleciały po biurku komputerowym a podmuch wyrwał z posad mojego laptopa wraz z podpiętym dyskiem zewnętrznym. Sprzęt ów na moich oczach poderwał się do lotu, po czym łagodnym łukiem ruszył na spotkanie z podłogą. Huk, grzmot, ogólna rozpacz.

Zebrałam cały złom z podłogi i pełna jak najgorszych przeczuć podłączyłam na nowo. Otóż chcę powiedzieć, że co jak co, ale – uwaga! kryptoreklama! – dysk Pqi to porządny produkt. Po tym, jak dwa razy odbił się od podłogi myślałam, że nie ma czego zbierać. A tu jedynie wtyczka się lekko zdefasonowała, a sam dysk i dane – nienaruszone.

Postawiony na biurku komputer samodzielnie się restartował, co napełniło mnie jak najgorszymi przeczuciami. Ale po ponownym starcie nie wyglądał na bardzo cierpiącego. Sprawdziłam kilka programów i dokumentów – działa. Uff, co za ulga. Bliższa inspekcja wykazała jednak, że gniazda USB, do których był podpięty dysk oraz zewnętrzny bluetooth, wyglądają jakby w nich granat wybuchł. Na szczęście mam jeszcze dwa z tyłu, o trochę niewygodnym dostępie, ale przecież działające.

Tym razem przeszło w miarę ulgowo.

Related Images:

Facebooktwitter

Włatcy móch

Latem we wszystkich kotach budzi się łowca i myśliwy.

Najmniejsza muszka, komar czy ćma są powodem dzikich galopad. Oczywiście koty nie zwracają uwagi na to, po czym biegną: ściana, mebel czy człowiek – nie robi im większej różnicy. Szczególnie wieczorem, kiedy światło w pomieszczeniach zwabia owady do mieszkania, koty zamieniają się w mordercze bestie. Owady też nie są głupie, siadają na suficie, a koty siedzą na dole, gapią się w górę i charakterystycznie szczekają.

Wczoraj nawiedził nas zwierz, który wyglądał jak wielki komar. Olbrzymi komar, można by rzec (nie mam pojęcia co to było). Wleciał do sypialni i nie chciał wylecieć. Koty – w szale. Szafy, parapety, rolety, łóżko i – niestety – my w tym łóżku – nieważne, po  czym się skacze, byle przybliżyło do upragnionego celu. W końcu uznaliśmy, że dość tej zabawy i Paweł wstał, żeby ją zakończyć. Śmignął owada szmatą, podniósł go i wyszedł z sypialni.

Po chwili słyszę soczyste przekleństwo. Co się stało? – pytam.

– Chciałem wrzucić go do kibla, ale mi uciekł. Żywy był jeszcze, łobuz.
– To łap go, bo koty idą już ci pomóc.

Niektóre ćmy są dla kotów toksyczne, a że nie wiemy które, na wszelki wypadek staramy się złapać wszystkie, zanim zrobią to koty. Czasem na balkonie któreś pożre coś bez naszej wiedzy, ale prawda potem zawsze wyjdzie na jaw, najpóźniej następnego ranka. Jeżeli Twój kot latem częściej wymiotuje, prawdopodobnie też dożywia się latającymi przekąskami.

Related Images:

Facebooktwitter

Kocie potrzeby

Siedzę od kilku dni przy komputerze i próbuję pracować, ale nie jest to proste. W naszym domu rządzą koty, wobec tego czują się w prawie przyłazić do mnie i się domagać. Paweł zakłada słuchawki na uszy i póki mu któreś (czytaj: PaiLu) nie wlezie na plecy, ma spokój. Ja zaś jestem zawsze dostępna, co te bydlątka boże skwapliwie wykorzystują.

Nie muszę nawet się zastanawiać, czego chcą. Każde ma zdecydowanie sprecyzowane potrzeby i zależnie od tego, które akurat mi subtelnie dało do zrozumienia, że czas odpocząć od komputera, robimy różne rzeczy.

VaiPerek zawsze chce żeby mu dosypać chrupek i karmić nimi z ręki. Czasami daje się zaspokoić samym dosypaniem. Stan wyjściowy w miskach nie jest istotny, najwyraźniej chodzi o ten luby dźwięk spadających chrupek.

PaiLu zawsze prowadzi do drzwi wyjściowych. Ma silne ciągoty niezależnościowo-wędrowcze. Jako jedyna nie dostaje na ogół czego chce, ale wcale jej to nie zniechęca.

AnaTema zawsze chce się bawić piórkami na patyku. Prowadzi na dywan w pokoju (bo na panelach nasze koty sobie nie życzą, albowiem pazury się ślizgają i komfort nie ten) i patrzy wyczekująco. To ma swoje dobre strony, bo jak się wyszaleje, to potem nie skacze po ścianach.

TaiChi zaś prowadzi do łóżka, żeby sobie poleżeć i się poprzytulać. Wskakuje i od razu kołami do góry: miziaj mnie! Słodziak :).

Related Images:

Facebooktwitter

Bilans poranka

VaiPerek jak zwykle przyszedł rano i uwalił mi się na głowę. Głowa rozpłaszczyła mi się na naleśnik. Zwykle zsuwam się powoli z poduszki, w miarę, jak VaiPer bierze w posiadanie kolejne jej partie pod swoje jestestwo, ale tym razem przydepnął mi włosy i nie dałam rady się ruszyć. W sumie, jak człowiek jest zdeterminowany, to i z ciężarem na głowie będzie spać.

Moje stopy dostały się w strefę wolnego ognia i TaiChi je upolowała pazurami. Miotnęłam się i kwiknęłam jak zarzynane zwierzę, no bo kto to  widział, żeby tak znienacka, prawda…

PaiLu, która była właśnie pod kołdrą, przestraszyła się i próbowała uciec, ale zaplątała się w kabelki od Pawłowej mp3. Pawłowi mało nie urwała głowy, a mnie podrapała rękę, od której odbijała się w panice.

Wstałam, bo przecież w takich warunkach się nie da…

Related Images:

Facebooktwitter

Koty łóżkowe

Nasze koty spędzają większą część dnia z nami w pokoju dziennym. Tylko kiedy któryś ma potrzebę samotności, idzie do sypialni na szafę, gdzie mają swoje koszyki do spania. W związku z tym jakoś nie przyjął się zwyczaj spania na łóżku.

Ale wystarczył jeden impuls, żeby nagle łóżko okazało się najbardziej komfortowym i najbardziej pożądanym miejscem odpoczynku. Otóż Paweł dostał zadanie sfotografowania kilku kompletów pościeli.

Słowo nie opowie, pióro nie opisze ile się namęczyłam, żeby zgonić to całe towarzystwo na czas wystarczający do pstryknięcia kilku fotek…

Related Images:

Facebooktwitter

Ekonomiczny model

Chyba się pomyliłam zamawiając ostatnio mokrą karmę dla kotów i zamiast wziąć pakiet różnych odmian kurczaka, wzięłam taki, w którym część jest z tuńczyka. A moje sierście nie lubią nawet zapachu ryby. Widział ktoś takie koty? Mutanty.

Kupione, zapłacone – trzeba to zjeść. Nałożyłam im rano tuńczyka do misek i – alleluja! – mainecoony zjadły wszyściutko! PaiLu tylko powąchała z obrzydzeniem, AnaTema nawet tego nie – odwróciła się na sam widok. Tego dnia ruski pogardziły śniadaniem zupełnie, następnego też… Chyba rzeczywiście nie lubią do tego stopnia, że wolą paść z głodu.

Niektórzy właściciele uważają, że kot sam wie, co powinien jeść i jak coś ma mu zaszkodzić, to nie weźmie do pyska. Bazując na doświadczeniach z moimi zwierzakami mocno powątpiewam w stuprocentową słuszność tego przekonania. Jakoś nie chce mi się wierzyć w wartość odżywczą kurzowych kotów, wstążek i gałązek fikusa.

Natomiast co do upodobań – to zupełnie inna sprawa. Pomidory, majonez, oliwki – różne rzeczy znajdują się na kociej liście ulubionego żarcia. W naszym stadzie w zasadzie tylko TaiChi ma zdecydowane preferencje – gdyby mogła, żywiłaby się wyłącznie kanapkami z żółtym serem. Smacznie i niedrogo. Chleb i żółty ser – oto co tygrysy lubią najbardziej.

Ekonomiczny model :)

Related Images:

Facebooktwitter