Dzień przed wyjazdem do nowego domu BanSai postanowił załatwić wszystkie swoje niedokończone sprawy. Zabawki przeznaczone do wrzucenia na meble – wrzucił, koty do sprania – sprał, papiery do pogryzienia – pogryzł.
Pozostało już tylko jedno do zrobienia. Rozprawić się z cichym wrogiem. Wrogiem, który mu jakoś wyjątkowo zalazł za skórę, a którego, nie wiedzieć czemu, pani po każdym ataku doprowadzała z powrotem do stanu wyjściowego.
Pozostało wykonać wyrok na drzewkach jodynowych.
Mission accomplished.
*
Nauka nie idzie w las. Dwa dni później po powrocie do domu zastałam taki widok:
To był ostatni żywy kwiatek w tym domu.
*
Ps. Bardzo dziękuję Czytelnikom za 6 do 50 głosów :)
Podobne opowieści:
- Jak oczarować niespodziewanych gości
- Fotostory – Jesienne koty balkonowe
- Z niezbędnika „kociej mamy” – piórka na patyku
- Szpital na peryferiach
- Troje nastolatków
No cóż, ja posiadam tylko fiołki, ale moja Kociczka konsekwentnie ” przypadkowo” obrywa im liście. A nie lubi ich, bo ani tam pyszczka nie może wcisnąć i pokopać w ziemi ani pupy w wiadomym celu. Najpiękniejsze juki potraktowała na te dwa sposoby i już ich nie mam…