Frrrr z gniazda!

Pojechał Nasreddin do nowego domu, do nowego kota i do nowych ludzi. Ku mojemu zdziwieniu zestresował się mocno tą przeprowadzką. Wiedziałam, że jest uczuciowy, ale nie myślałam, że aż tak się do mnie przywiązał. Albo do ChiNy. (Do mnie, do mnie, no przecież, że do mnie!) Chował się, warczał na kotkę-rezydentkę i miał focha na świat. Na szczęście trzeciego dnia mu zaczęło przechodzić i teraz są wszyscy w najlepszej komitywie.

Bardzo lubię oddawać koty do domów, gdzie już jest (albo zaraz się pojawi) drugi kot. Asymilacja w nowym otoczeniu jest trudniejsza, bo koty muszą się poznać, zaakceptować i ustalić hierarchię, ale za to wiem, że moje maleństwo będzie o wiele szczęśliwsze, gdy będzie miało kocie towarzystwo. Kocie rytuały społeczne są dość skomplikowane i człowiek niestety jest bardzo słabą namiastką towarzysza. Nawet można powiedzieć, że w ogóle się nie nadaje. Zwłaszcza, jeśli słabo zna koci behawior i po prostu nie rozumie.

Paradoksalnie zresztą dwa koty są dla właściciela o wiele mniejszym obciążeniem. Jasne, trzeba kupić więcej żarcia i żwirku. Ale za to można im poświęcić o wiele mniej uwagi, robią też mniejszy sajgon w domu kiedy się nudzą – bo nudzą się o wiele mniej. Przecież mają siebie i swoje kocie sprawy i sekrety.

Facebooktwittergoogle_plus

Apel do właściciela Nasreddina

Nasreddin czeka na czułego i wesołego człowieka. Bo Nasreddin sam jest wesoły i czuły – nie tylko śliczny.

Kocha wszystkich bez wyjątku, uwielbia się przytulać i siedzieć na rękach albo kolanach, głośno mruczy. Nie boi się niczego, jest śmiały i ciekawski. Wszystko musi obejrzeć, pomacać, poturlać. Uwielbia pasjami ganianie za myszkami czy piórkami. W ogóle dużo biega, zaczepia inne koty, gania się z ChiNą po całym domu. Żywe srebro, nie tylko kolorystycznie – choć futerko faktycznie ma jasne, srebrzyste. I prawie zielone już oczy. Cudny jest.

Pechowo się złożyło, że są wakacje, ale jeśli gdzieś tam jesteś, przyszły właścicielu Nasreddina – wracaj, kot czeka! :)

Facebooktwittergoogle_plus

Kotki, które mówią NI, mówią pa-pa!

Pustka. Było dużo kotów – jest mało kotów. Organizm nieprzyzwyczajony do takiej ciszy i tak małej ilości skakania po głowie, nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji.

Zebrałam do kupy wszystkie papiery, rodowody, książeczki zdrowia. Popakowałam zabawki, nowe i stare, przesycone zapachem domu. Pracowicie przygotowałam kocyki dla maluchów i dałam do testów. Przeszły pozytywnie, więc zapakowałam je także.

Wielki exodus rozpoczął się w piątek wczesnym popołudniem. Najpierw pojechała Nasira. Szybko zadomowiła się w nowym miejscu. Jest tam jedynym kotem, więc mam nadzieję, że będzie rozpieszczaną księżniczką :)

Wieczorem odjechała Nukke z Nadirem, który został u nas tydzień dłużej. Pojechały razem w jednym transporterku, więc było im fajnie. Nukke mieszka z wielkim i pięknym rudym kocurem, który chwilowo ma focha w związku z nowym domownikiem. Mam nadzieję, że będzie to krótki foch :)

Nadir mieszka z dwoma kotami. Jeden z nich będzie wspaniałym towarzyszem zabaw, a drugi… Drugi musi się jeszcze przekonać do maluszka. Mam nadzieję, że Nadir stanie się pomostem łączącym dwóch rezydentów.

Nousha opuściła nas w niedzielę, aby udać się w długą drogę – przez pół Polski niemal. Pogoda nie sprzyja – te upały wykończą każdego, a co dopiero takiego małego kotka w podróży. Na szczęście wszystko poszło dobrze i kicia jest już w nowym domu.

Został jeszcze Nasreddin. Dlaczego tak piękny kot nie znalazł jeszcze swojego człowieka, pozostaje dla mnie tajemnicą niezgłębioną. Mam nadzieję, że to tylko przejściowe, że zaraz człowiek ów się zgłosi :)

Facebooktwittergoogle_plus

Rekonwalescentki

Jak zwykle dzień po kastracji jest już dniem jak co dzień. Kociaki świrują ile sił, ściany opierają im się z lepszym efektem, ale przedmioty nie przyspawane na stałe do podłoża tylko śmigają po mieszkaniu.

Tym razem obyło się bez kaftanów bezpieczeństwa. Jedynie Nasira zaraz pierwszego dnia wydłubała sobie jeden szew, ale bez większej szkody dla procesu gojenia. W tej chwili już śladu po własnozębnym zabiegu nie ma, a goi się na nich jak… nie wiem na czym, na kociętach? ;)

Chłopaki już w ogóle mają gojenie za sobą, toteż zwykle wychodzą do nowych domów szybciej, niż dziewczęta. Tym razem jako pierwszy wyjechał Hodżysław. Hodża zamieszkał z nową rodziną około 60 km od Warszawy. Miał trochę trudności z przystosowaniem się do nowego otoczenia, nie chciał jeść dopóki reszta stada nie przyszła, ale już jest wszystko w porządku. Jest kotkiem bardzo nakolannym i chyba wybrał sobie panią domu na swojego ukochanego człowieka :)

Facebooktwittergoogle_plus

Z niezbędnika „kociej mamy” – piórka na patyku

Koty nie potrzebują drogich zabawek, bo cieszy je byle szeleszczący drobiazg, ale piórka na patyku to wyposażenie absolutnie niezbędne każdemu kotu. I jego obsłudze.

Dlaczego? Dlatego:
(A jak zrobisz trochę głośniej we fragmencie, gdy muzyka się wycisza, usłyszysz dowód na to, że w każdym miocie musi być kot, który warczy z piórkami w pysku. W tym miocie to Kofeina)

***

***

KoKotki w zeszłym tygodniu zostały poddane kastracji, którą zniosły całkiem nieźle. Zdecydowanie gorzej zniosły kaftaniki – szczególnie Kofeina. Kitara i Kassia po wylizaniu rany przestały się nią interesować, więc kaftanika nie potrzebowały. Kofeina zaś uwzięła się najpierw na kaftanik, potem na szwy. Na szczęście zanim pracowicie wyrwała sobie wszystkie, udało się doprowadzić do stanu, w którym proces gojenia był na tyle zaawansowany, że nitki można było usunąć.

Kiciaste w zasadzie gotowe są już do przeprowadzki. Krzyś – który nie potrzebował tak długiej rekonwalescencji – zamieszkał już w nowym domu w ubiegły weekend. Mam informacje, ze jeszcze czasem nawołuje stado, ale mam nadzieję, że szybko nas zapomni i będzie szczęśliwy w nowym domu. Kolejne rozstania czekają nas w ten weekend.

Facebooktwittergoogle_plus

Ogłoszenie parafialne 2

W wyniku rozmaitych perturbacji życiowych Kofeina szuka nowego domu.

Jeśli marzysz o ślicznej zielonookiej (w przyszłości) psotce, zadzwoń do nas. Kicia ma niesamowicie jasne futerko – będzie aż srebrna. Oczy będzie miała jasnozielone, jak mamusia.

Jest szybka, zwinna, ciekawska jak… jak kot :). Uwielbia zabawy, penetrowanie zakamarków, uganianie się za piłeczkami i spychanie człowieka z fotela.

Może to jest właśnie kot dla Ciebie?

(jeśli nie widzisz zdjęcia, kliknij ponad tym napisem)

Edit: Nie minęło wiele czasu stałam się świadkiem miłości od pierwszego wejrzenia. Obustronnej. Kofeina zdecydowała, że chce zamieszkać z panią Iwoną. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Panny Laleczki

W ramach życia towarzyskiego w weekend udałam się z wizytą do LaLity i LaDonny. Laleczki przeprowadziły się do nowych domów ponad 2 miesiące temu i przez ten czas wyrosły i wypiękniały.

Nie pamiętały mnie już oczywiście, ale ten zapach tysiąca kotów, emanujący z mojej torebki i ubrań, działa zawsze. Kicie starannie obwąchiwały moje rzeczy, utrzymując początkowo dystans, ale szybko się oswoiły i przyszły na mizianki i smyranie piórkami na patyku.

Charakter im się nie zmienił. LaLita nadal jest tą śmielszą siostrą, poszukującą uwagi i rozrywek. LaDonna jest bardziej zdystansowana, woli najpierw poprzyglądać się z boku i ewentualnie podejść kiedy sama o tym zdecyduje. Natomiast obie są przesłodkie i kochane, kręciły się wokół mnie, dawały się głaskać i brać na ręce. Teraz nazywają się Psotka i Pchełka – nie muszę chyba tłumaczyć która jest która! Psocą i skaczą zgodnie, a potem równie zgodnie tulą się i myją nawzajem.

(jeśli nie widzisz zdjęcia, kliknij ponad tym napisem)

Wyglądają na szczęśliwe w swoim domu. Mają fantastyczny drapak, ukochane pudełka i przestrzeń do gonitw, zainstalowały sobie Kocią Czarną Dziurę za kanapą, służą swojej ukochanej pani za poduszkę (słowo! widziałam zdjęcia!), a LaDonna-Pchełka ma dodatkowo wielkie Centrum Rozrywki w postaci pięknego akwarium, w którym pływają zachęcająco nader atrakcyjne przekąski. Siedzi tam często, wpatrując się intensywnie i czekając cierpliwie na ten decydujący moment, kiedy będzie mogła się do nich dostać.

To niesamowite uczucie oglądać dwa piękne, duże, prawie już dorosłe koty i widzieć w nich – w układzie kości, sylwetce, oczach – te okruszki, którymi były jeszcze kilka miesięcy temu. A na sam koniec, przy pożegnaniu, wzięta na ręce LaLita przytuliła się do mnie całą sobą i moje serce kompletnie się rozpłynęło.

A jeśli ktoś nie wierzy, że rzeczywiście podstawową jednostką zakocenia są dwa koty, to niech popatrzy na Laleczki. Kot w stanie pojedynczym jest jak pół kota. Dopiero kiedy ma towarzystwo, pokazuje najfajniejsze, najzabawniejsze i najsłodsze strony swojej futrzastej natury.

Facebooktwittergoogle_plus

Końce i początki

Się pozmieniało. Laleczki poszły do nowych domów i zewsząd dochodzą mnie teraz kojące wieści na temat tego jak szybko zadomowiły się w nowych miejscach.

 (jeśli nie widzisz zdjęcia, kliknij ponad tym napisem)

Jako ostatnia wyszła Luna. Dopóki spędzała czas z siostrami, dużą frajdę sprawiało jej straszenie DaKotków. Wpadała do sypialni i robiła lekki kipisz, aż biedne DaKotki chowały się pod kojec. Odkąd została sama, układ sił musiał ulec zmianie. A zmienił się w taki sposób, że Luna i Dariusz stali się najlepszymi kumplami, duetem godnym miana tajfunu. Ale w końcu i Luny zabrakło, więc mała trójca zgodnie zaczęła broić na potęgę we własnym gronie.

Sytuacja w stadzie była bardzo dynamiczna, a tymczasem PaiLu powoli zbliżała się do dnia rozwiązania. Na krótko przed spodziewanym terminem dostałam pewnego ranka ataku paniki, że jestem kompletnie nieprzygotowana na przyjęcie kolejnych maluchów. Wyścielone pudełko czeka, już od kilku dni bawimy się z PaiLu: ona przychodzi i wszystko rozrzuca, potem ja układam kocyk i podkład higieniczny schludnie na miejscu. I tak w kółko. Ale pudełko to za mało: trzeba przearanżować przestrzeń, zgromadzić środki czystości, pieluszki i rozmaite inne niezbędne utensylia, koty umieścić tam, gdzie nie będą przeszkadzać, żeby się dziewczyna nie denerwowała, że stado stoi pod drzwiami i energicznie domaga się otwarcia.

Rzuciłam się w wir porządków. Wyszorowałam łazienkę, która robi zwykle za porodówkę. Uprzątnęłam pokoje. Porządnie wszędzie poodkurzałam. Umyłam kuwety. Zebrałam kocie zabawki do koszyka. Zaglądam kontrolnie do PaiLu, która właśnie ustabilizowała się w transporterku robiącym za kocią budkę z widokiem na pokój. Patrzę, a ona leży sobie na bielutkiej poduszce i cichutko prze!

No to za transporter i do łazienki!

I tak oto 21 sierpnia, trochę niespodziewanie, dołączyły do nas 3 niebieskie dziewczynki i jeden chłopczyk.

PaiLu wyraziła chęć pozostania w transporterku ze względu na przezroczyste drzwiczki, które pozwalają jej na bieżąco kontrolować otoczenie. W pudle nie miała tego komfortu – teraz widzę jak duża to dla niej różnica.
Maluchy są zdrowe, chowają się świetnie – osiągnęły cieszący oko stan, kiedy wyglądają jak tłusta parówka: mają wielkie głowy i równie wielkie brzuszki. Widać, że nie głodują :)

 

Facebooktwittergoogle_plus

Kotek dla dziewczynki

Już tydzień mija od czasu, kiedy dwa Sykotki pojechały do nowych domów. Pierwsze dni były ciężkie. Koty chodziły po domu i szukały maluchów, szczególnie VaiPerek, który zawsze troskliwie opiekuje się kociętami. Saladyn, który zostaje z nami jeszcze trochę, nie mógł znaleźć sobie miejsca. Trzy dni spędził praktycznie na moich kolanach albo na rękach, jakby bojąc się, że nagle zniknę, jak Serafina i Sharif. Dosyć utrudniało mi to życie, bo ciężko jedną ręką słoik otworzyć czy jajko rozbić.

Tak się złożyło, że oba Sykotki staną się towarzyszami dwóch przemiłych nastoletnich panienek.

Pierwszy pojechał Sharif. Chwilę się zeszło, zanim załatwiliśmy formalności i zapakowaliśmy całą wyprawkę. Do tego sesja pytań i odpowiedzi. Kociaki najpierw biegały i bawiły się, a potem Sharif ułożył się wygodnie na kolanach Sary, nowej właścicielki, i słodko zasnął. Dobra wróżba.

Serafina pojechała następnego dnia. Najpierw była nieufna, uciekała od nas. Potem dała się skusić na zabawki i ani się obejrzeliśmy, już szalała z Zuzią, swoją nową panią. PaiLu w tym czasie zaprzyjaźniała się z dorosłymi gośćmi – właziła na plecy i wylizywała włosy. Znowu dobra wróżba!

Teraz przygotowuję się psychicznie na odejście Saladyna. Łatwo nie będzie, niestety.

Facebooktwittergoogle_plus

Pożegnania są do luftu

Pożegnania są do luftu. Im więcej wspólnych chwil, zabaw i codziennych rytuałów, tym trudniej pozwolić odejść. I nieważne, czy to drugie jest jednostką ludzką czy kocią.

FaaTum była tą iskierką, która rozpalała i napędzała szaleństwo w stadzie. Tłukła się z FaJin i ChiNą – na zmianę i jednocześnie. Prowokowała dzikie stadne gonitwy po domu, z wywracaniem drapaka włącznie. Na dorosłych kotach wymuszała takie ilości pieszczot, że nawet VaiPerek nie wytrzymywał i uciekał przed nią.

Wieczory spędzała razem ze mną. Zwykle czytam jeszcze przed snem w łóżku. Podciągam wtedy kolana, tworząc z kołdry taki namiot. FaaTum natychmiast tam wpełzała i układała się wygodnie. Czasem drzemała, czasem wykonywała toaletę, czasem figlarnie podgryzała mnie w łydki.

W końcu zaczęła dorastać i zmieniać zapach – i okazało się, że AnaTema nie akceptuje jej na swoim terenie.

FaaTum mieszka teraz bardzo daleko, bo aż we Wrocławiu, gdzie da początek nowej hodowli niebieskich rusałek. Ma miłych właścicieli i piękny drapak – i mam nadzieję, że będzie tam szczęśliwa. Żal mi trochę, bo na razie jest kotem pojedynczym, ale wierzę, że szybko dostanie towarzystwo.

Smutno w domu bez niej. Koty szukały jej kilka dni, a gonitwy ustały na cały tydzień. Tak, jakby zabawa bez niej przestała być zabawna.

Facebooktwittergoogle_plus