Imiona dla kociąt

Mam zagwozdkę. Imiona, które wymyśliłam kociętom przed ich narodzeniem nie nadają się dla takiej gromadki i muszę wymyślić nowe.

Najprawdopodobniej stanie na literze F. Mam dwa zestawy: jeden przewrotny i jeden „normalny”.

Zestaw 1

  • Feng Shui
  • Feng Shan
  • Feng Yun
  • Feng Tian

Zestaw 2

  • Fajf Oklok
  • Frou Frou
  • Fee Ria
  • Feng Shui

Jeżeli któraś koteczka zostanie z nami, mam już dla niej od dawna imię i to nie podlegające negocjacjom :). No i teraz, drogie Bravo, co wybrać?

Ps. Wszystkie kocięta otworzyły już oczy! Cudowny widok, kiedy nachylam się nad pudłem, a ze środka patrzy na mnie osiem niebieściutkich guziczków.

Related Images:

Facebooktwitter

Tydzień – niby niedługo…

Kocięta zaraz po urodzeniu miały wygląd smętnych szczurków i ważyły po około 80g +/- kilka gramów. W ciągu pierwszej doby zmieniły się nie do poznania. Przyssane do mamusi, tankowały niemal cały czas, przez co nabrały krągłości praktycznie wszędzie, a szczególnie w okolicach brzuszka.

Po tygodniu ważyły średnio 200g. Tak, to nie pomyłka, prawie potroiły swoja wagę. Są wielkie i tłuste. Leżąc obok siebie nie mieszczą się już na długości brzucha Antenki. Przy posiłkach kłębią się i zderzają głowami. Najwyraźniej jedzą dużo, choć Antenka nie karmi ich cały czas. W odróżnieniu od PaiLu, Antenka preferuje bezstresowe wychowanie. Zaraz po urodzeniu i nakarmieniu małych do syta, wyszła z pudła i nie stresując się poszła odpocząć na pokoje. Wraca na karmienia, poleży z nimi chwilę, a potem idzie odpoczywać w swoich ulubionych miejscach.

Zwykle po tygodniu kocice przenoszą kocięta w inne miejsce. To atawizm każący oddalić się od miejsca pachnącego porodem i kociętami, co może przyciągać wrogów. Przygotowałam legowisko w szafie, gdzie urzędowały kocice z poprzednimi miotami i czujnie obserwowałam wydarzenia, chcąc skłonić Antenkę do przenosin właśnie tam.

Antenka natomiast do tej pory nie zdradza najmniejszej chęci przeprowadzania się gdziekolwiek. Trochę to niefortunne, bo pudło z maluchami stoi w łazience pod pralką, w związku z czym od półtora tygodnia nie mogę zrobić prania i sytuacja robi się coraz bardziej napięta.

Zapomniałam napisać wcześniej, że jest już galeria miotu nr 4, gdzie należy często zaglądać. Na stronie miotu zaś będą jak poprzednio pojawiać się co tydzień nowe zdjęcia i można na bieżąco śledzić jak kocięta rosną i zmieniają się.

Ps. A z innej beczki – klikajcie czasem w reklamy, niech Szanowni Reklamodawcy też mają coś z życia. Może za rok albo dwa uda mi się w końcu zarobić na worek karmy :)

Related Images:

Facebooktwitter

Dom pełen kociąt

Zrobiło mi się trochę zaległości, więc szybciutko nadrabiam.

AnaTema praktycznie całą ciążę chodziła bez brzuszka. Kilka razy wrzucałam jej zdjęcia na blipa tagując „pokafokę”, czyli „patrzcie jaki grubasek”, ale za każdym razem byłam gaszona zdjęciami prawdziwie grubych ciężarnych kotek, które potem rodziły po 5 czy 6 kociąt. Gdzie mojej chudziutkiej Antence do nich!

Czasami miała wybrzuszenie tylko z jednego boku, czasami z obu – normalnie nie trafisz. Zaczęłam się poważnie obawiać, że kociątko będzie jedno, choć jednocześnie zaklinałam los, żeby były dwa. Wymyśliłam nawet imiona dla jednego i dla dwóch maluchów.

Tymczasem Antenka jakoś nie zamierzała rodzić. Siedziałam z nią 3 doby – od soboty do poniedziałku, ostatniego dnia nawet zamknięte w łazience, prosząc i zaklinając, żeby łaskawie urodziła, bo ja muszę we wtorek jechać o świcie na szkolenie poza Warszawę. Umówiłam kocią nianię, która z nią posiedzi, ale jak nie urodzi teraz, to będzie musiała poczekać do wieczora, aż wrócę.

Antenka się przejęła i o pierwszej w nocy z poniedziałku na wtorek zaczęła się akcja. Pierwsze kociątko wydostało się bezpiecznie a świeżo upieczona mamusia natychmiast się nim zajęła. Ku mojej radości po półgodzinie wyskoczyło drugie maleństwo, więc byłam już cała szczęśliwa.

Dalej już było mniej zabawnie. Antenka miała już płaski brzuszek, ale cały czas parła i widać było, że dobrze nie jest. Zaczęło się robić nerwowo i już chwytałam za telefon, żeby ściągnąć weterynarza. Na szczęście zanim wpadłam w totalne szaleństwo, Antenka urodziła trzecie kociątko. Była już bardzo słaba, ale powolutku zaczęła czyścić maleństwo. Nie chciałam nic zostawiać przypadkowi, więc sama zadbałam o udrożnienie dróg oddechowych, pozostawiając mamie tylko oczyszczenie futerka.

Zanim doszła do połowy zadania, nagle znowu chwyciły ją skurcze i wyskoczyło czwarte maleństwo! Jak słowo daję, nie wiem, gdzie ona je zmieściła w tym malutkim brzuszku! Antenka nie miała już siły nawet pochylić się do malucha, więc sama musiałam wszystko zrobić – przeciąć pępowinę, udrożnić drogi oddechowe i oczyścić kotka.

Cała akcja trwała do 4:30, ale siedziałam z nią jeszcze godzinę, żeby się upewnić, że wszystko jest w porządku. Kocięta przyssały się do mleczarni i wyglądały na całkiem zadowolone, Antenka zaś leżała jak kłoda i odpoczywała. A że o 6:30 i tak miałam wstawać, to w sumie nie opłacało się już kłaść spać.

Grunt, że kocięta zdrowe.

Aha – trzech chłopaków i jedna dziewczyna :)

Edit: Ja nie wiem, co się ze mną dzieje, że cały czas mówię 3 chłopaków i 1 dziewczyna, jakąś aberrację mam w mózgu, czy co? Odwrotnie! 3 dziewczyny i 1 chłopak. Na stronie miotu napisałam dobrze, a tutaj jak zwykle… Wiem dobrze co mam, ale jak przyjdzie się komuś pochwalić, to znowu powiem że trzy kocury… Niech mnie ktoś stuknie w głowę, może mi przejdzie… ;)

Related Images:

Facebooktwitter

Będzie rusałkowo

Ja tu gadu, gadu o wszystkim i o niczym, a nie powiedziałam ani słowa o radosnej nowinie!

Otóż jakiś czas temu AnaTema dostała skierowanie na randkę i zamiast pojawić się na wystawie, pojechała poznać narzeczonego. Ponieważ jest to panna dumna i wyniosła (po mamusi), sprała kocura niemiłosiernie, sama też obrywając przy tym troszeczkę. Wydawało się, że efektów żadnych to nie przyniosło.

Dopiero niedawno pojawiły się niedwuznaczne sygnały, że jednak wkrótce przyjdą na świat małe rusałki. Albo mała rusałka, bo brzuszek Antenki jest niewielki i nie rokuje stada.

A oto szczęśliwi rodzice:

Cekin Ewjatar*PL i AnaTema Kot Doskonały*PL

Kociaki powinny się pojawić w pierwszej dekadzie lutego. Oczywiście dowiecie się jako pierwsi :)

Related Images:

Facebooktwitter

Pierwsze szczepienie

Kocięta skończyły już 8 tygodni i nadszedł czas na niezbyt przyjemne wydarzenie w postaci pierwszego szczepienia.

Nasz ukochany wet, Pan Mikołaj, przyjechał w czwartek z wszystkimi niezbędnymi utensyliami aby podziabać moje kochane maluszki. Oczywiście najbardziej traumatycznym przeżyciem było mierzenie temperatury – kocięta jak jeden wiły się i pokładały, próbując za wszelką cenę utrudnić zadanie. Zaglądanie w paszczę też nie było fajne, ale obeszło się bez większych kontrowersji.

Szczepiliśmy maluchy Tricatem. Mam do tej szczepionki większe zaufanie – nigdy nie miałam nieciekawych efektów po jej podaniu. Co prawda Pan Wet ostrzegał, że w ciągu kolejnych 24 godzin kocięta mogą być osowiałe i dopiero jeśli zdarzy się to później, niż po tym czasie, należy zgłosić się do niego.

Kiedy Pan Wet zebrał swoje zabawki i udał się w dalszą drogę, kocięta jeszcze przez chwilę niepewnie myszkowały po mieszkaniu. Kiedy się upewniły, że to już koniec, zamiast pójść odespać stres – jak nie dadzą czadu! Tylko ChiNa wdrapała się na drapak i poszła spać, ale podejrzewam raczej, że to była po prostu jej kolej na spanie. Reszta towarzystwa zaś rzuciła się mordować wszystkie myszki, papierki i piórka powyrywane z zabawek. Oraz papier toaletowy. Cóż…

Related Images:

Facebooktwitter

Biegi przełajowe

Przypuszczam, że wkrótce oszaleję. Koteczki rozwijają już takie prędkości, że oko za nimi nie nadąża. Do tego jeszcze trenują cały czas, którego nie spędzają śpiąc. Kto by pomyślał, że te małe łapeczki tak tupią!
Maine coony biegają już w tempie umożliwiającym ganianie się z Antenką. Latają teraz całą watahą po mieszkaniu, tyle że maine coony kończą biegi na podłodze, a Antenka gdzieś zawsze wskakuje. Mam tylko nadzieję, że nie będzie ich uczyć wskakiwać na górę kabiny prysznicowej, bo tego bym już chyba nie przeżyła.

Rusałki są już wyraźnie mniejsze, choć też rosną jak na drożdżach. Nie biegają bardzo szybko, ale za to prześmiesznie kicają na wszystkich czterech łapkach. Za każdym razem widok ten rozbawia mnie do łez.
Co jakiś czas nadchodzi chwila, kiedy wszystkie dają czadu i wtedy jest naprawdę nie do wytrzymania. Strach nogę postawić, bo nawet jeśli nie ma tam kota, to nie ma też gwarancji, że nie pojawi się w kolejnej nanosekundzie. Wstyd się przyznać, ale już trzy razy nadepnęłam nie tam, gdzie trzeba.

Related Images:

Facebooktwitter

Ach śpij, kochanie…

Kocięta wyemancypowały się już zupełnie i maja własne rytmy dobowe i własne miejsca do spania. Nie sypiają już na kupce, a przynajmniej nie zawsze. I niestety nie w tym samym czasie. Zawsze jest co najmniej jeden, który snuje się po mieszkaniu i rozrabia, podczas gdy reszta śpi. Potem jest zmiana i wstaje inny. W ten sposób one się wysypiają, a ja nie mam chwili odpoczynku.

Jakoś nie mogę ich przekonać, żeby spały w nocy. Koło drugiej wstają rusałki i przychodzą do łóżka pobawić się. Niby nie ważą dużo, ale uporczywe kicanie po człowieku jakoś mnie rozprasza i nie mogę się skupić na spaniu. Kiedy już sobie szczęśliwie pójdą, mam dosłownie chwilę na ekspresowe wyspanie się, bo o świcie wpadną maine coonki i będą się ganiać na mnie.

A najgorsze jest, że wiem, że jeśli podniosę głowę, zobaczę inne koty porozkładane po sypialni i smacznie śpiące! Tylko te dwie potwory harcują – jakby nie mogły biegać w drugim pokoju!

Ps. Liczba naszych fanów na Facebooku przekroczyła 100! Hurra! Bardzo się cieszymy :)

A tych, którzy nas jeszcze nie „zalajkowali” zapraszamy do zrobienia tego. I komentowania! Będzie nam miło pogadać z Wami – mówię za siebie i za koty, one zawsze z ciekawością oglądają co tam się dzieje :)

Related Images:

Facebooktwitter

Kto pierwszy do miski

Kiedy zauważyłam, że ChiLee zaczyna coraz bardziej interesować się miską z chrupkami, otworzyłam zakupioną specjalnie dla maluchów paczkę RC Babycat. Tak sobie pomyślałam, że będę je powoli przyzwyczajać do coraz większych chrupek, bo choć Hills Kitten, który jedzą teraz kocice, nie jest zbyt wielki, to jednak dla tych małych pyszczków stanowi wyzwanie.

Co prawda paszcza ChiLee nie jest aż tak mała i kotka radzi sobie z nim całkiem dobrze, ale BachSzisz przy pierwszym podejściu zakrztusił się poważnie i nie obeszło się bez klepania w plecki.

Dla porównania wielkości: RC Babycat, Hills Kitten i Hills Natures Best, które jedzą dorosłe. Oraz ChiLee, która nie czeka, tylko łapie byka za rogi (albo chrupka w zęby, śliniąc się przy tym obficie).

Wyciągnęłam więc tego Babycata, wsypałam do miseczki i zaniosłam do pokoju. Co się wtedy działo, słowo nie opowie, pióro nie opisze. Nagrałam kawałek, kiedy już emocje opadły na tyle, że jedną rękę miałam wolną i mogłam trzymać sprzęt. Nagrane komórką, więc cudem jakości nie jest – musicie mi wybaczyć.

Sceny dantejskie to były niemalże. Nie ma najmniejszych szans na to, żeby jakoś podstępnie dać to kociętom, bo VaiPer nie odpuści. Gdyby one zechciały jeść o jednej porze, to byłaby może szansa, ale nie ma tak dobrze – każde je wtedy, kiedy mu się przypomni.

Nawet na mokre śniadanie muszę wysyłać specjalne zaproszenie i każdego za kark taszczyć do misek. Oprócz ChiLee, oczywiście, bo ta od razu czuje co jest grane i leci bez wołania. Na razie tylko BanSai nie jest chętny do przestawienia się na stałe pożywienie. Pozostałe rusałki wciągają mokre aż miło, a i chrupkę od czasu do czasu, tylko ten cwaniaczek gania za kocicami i spija wszystko, czego nie potrzebują pozostałe kocięta.

Niedługo kocice zaczną go odstawiać od cycka, to nie będzie miał wyjścia. :)

Related Images:

Facebooktwitter

Kocięta kuwetowe

Małe maine coonki są już nieco mniej małe. Rosną w tempie, które mnie trochę fascynuje a trochę przeraża. Mleczko mamusi i ciotki przestało im już wystarczać i powoli zaczynają urozmaicać dietę. Na pierwszy ogień poszły paproszki zbierane z podłogi, ale małe szybko odkryły gdzie dają fajniejsze rzeczy i przerzuciły się na chrupki.

A skoro zaczęły jeść bardziej treściwie, to i należało oczekiwać, że bardzo szybko będzie potrzebna kuweta. I faktycznie była. Dostały dosyć niską kuwetę otwartą – żeby można było obserwować i ewentualnie pomóc w razie potrzeby. A że kociaki trzymają się salonu, kuweta musiała też tam stanąć. Dni Otwartej Kuwety Na Środku Salonu uważam za otwarte.

Nie będę robić konkursu pt. który kotek jako pierwszy skorzystał z kuwety zgodnie z jej przeznaczeniem, bo pewnie byłyby same wygrane. Warte natomiast zapisania jest to, że pierwszą próbę zagrzebania podjęła ChiNa. Co prawda grzebała w innym miejscu, niż siusiała – ale nie bądźmy drobiazgowi! Niestety zabawa jej się nie spodobała i przestała zakopywać. Chyba było to za trudne, ponieważ o ile grzebanie „przed” nie wymaga specjalnych umiejętności, bo kotek siada jak wiewiórka i grzebie przed sobą, o tyle grzebanie „po” to już wyższa szkoła jazdy – trzeba stać na trzech łapkach i czwartą grzebać z boku, co powoduje zabawne upadki i przewroty.

Co mnie zdumiewa za każdym razem to fakt, że maluchy zaczynają korzystać z kuwety bez obserwowania dorosłych kotów. Żaden z dorosłych nie załatwiał się do tej kuwety, żaden w niej nie grzebał, a kocięta i tak wykombinowały, co trzeba robić. Wygląda na to, że higiena kuwetowa jest instynktowna i jeśli nic się nie wydarzy po drodze, kotki same chętnie utrzymują czystość.

Rosyjskie jeszcze uważały kuwetę za fajny plac zabaw, grzebały sobie dla przyjemności albo się tłukły na piaseczku. Szybko jednak odkryły miskę z wodą, w związku z czym zaczęły więcej siusiać – ku mojej radości od razu w kuwecie.

Na początku sprzątaniem zajmowała się Antenka, którą nieporządek w kuwecie najwyraźniej napełniał wściekłością. Wyrzucała maluchy i grzebała z taką furią, że żwirek pryskał na całą okolicę. Teraz porządkami zajmuje się BanSai. Powoli, niespiesznie krąży po kuwecie, dokładnie zakopując wszystko, co napotka. Jestem przekonana, że zaczął sprzątać zanim sam po raz pierwszy jej użył. Taki to mądry koteczek.

Related Images:

Facebooktwitter