Kto pierwszy do miski

Kiedy zauważyłam, że ChiLee zaczyna coraz bardziej interesować się miską z chrupkami, otworzyłam zakupioną specjalnie dla maluchów paczkę RC Babycat. Tak sobie pomyślałam, że będę je powoli przyzwyczajać do coraz większych chrupek, bo choć Hills Kitten, który jedzą teraz kocice, nie jest zbyt wielki, to jednak dla tych małych pyszczków stanowi wyzwanie.

Co prawda paszcza ChiLee nie jest aż tak mała i kotka radzi sobie z nim całkiem dobrze, ale BachSzisz przy pierwszym podejściu zakrztusił się poważnie i nie obeszło się bez klepania w plecki.

Dla porównania wielkości: RC Babycat, Hills Kitten i Hills Natures Best, które jedzą dorosłe. Oraz ChiLee, która nie czeka, tylko łapie byka za rogi (albo chrupka w zęby, śliniąc się przy tym obficie).

Wyciągnęłam więc tego Babycata, wsypałam do miseczki i zaniosłam do pokoju. Co się wtedy działo, słowo nie opowie, pióro nie opisze. Nagrałam kawałek, kiedy już emocje opadły na tyle, że jedną rękę miałam wolną i mogłam trzymać sprzęt. Nagrane komórką, więc cudem jakości nie jest – musicie mi wybaczyć.

Sceny dantejskie to były niemalże. Nie ma najmniejszych szans na to, żeby jakoś podstępnie dać to kociętom, bo VaiPer nie odpuści. Gdyby one zechciały jeść o jednej porze, to byłaby może szansa, ale nie ma tak dobrze – każde je wtedy, kiedy mu się przypomni.

Nawet na mokre śniadanie muszę wysyłać specjalne zaproszenie i każdego za kark taszczyć do misek. Oprócz ChiLee, oczywiście, bo ta od razu czuje co jest grane i leci bez wołania. Na razie tylko BanSai nie jest chętny do przestawienia się na stałe pożywienie. Pozostałe rusałki wciągają mokre aż miło, a i chrupkę od czasu do czasu, tylko ten cwaniaczek gania za kocicami i spija wszystko, czego nie potrzebują pozostałe kocięta.

Niedługo kocice zaczną go odstawiać od cycka, to nie będzie miał wyjścia. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Zapasy na czarną godzinę

Ech, ja to się dam namówić na wszystko. Zwłaszcza na promocje.

Zamówiłam wielki pakiet kartoników Bozity, a sklep w osobie pana o miłym głosie podstępnie zaproponował mi domówienie jeszcze pewnej ilości, mamiąc dodatkową gratisową ilością opakowań. Kupiłam dużo, dałam się namówić na więcej po to, by dostać jeszcze więcej.

Czujecie klimat?

W ten sposób wylądowałam ze 128 kartonikami Bozity.

Oprócz tego mamy 10 kg Hillsa Natures Best, który stanowi podstawową karmę kotów, 8 kg RC Maine Coon (bez którego VaiPerek nie podchodzi do miski w ogóle), 10 kg Hillsa Kitten, 2 kg RC Babycat i nie wiem już ile puszek Applawsa. Zapasy jak na wojnę.

Nie posiadam niestety aż tylu szafek, żeby to wszystko upchnąć, więc 3 paczki Bozity i 10kg worek suchego dumnie panoszą się na środku kuchni. W końcu kto rządzi w tym domu – bo przecież nie ja?

Facebooktwittergoogle_plus

Poszukiwana karma light

Mam fazę na rozmyślania o kastratach i biedny VaiPer musi ponieść tego konsekwencje. Zaczęło się od tego jak złapać mocz do badań, potem rozważania na temat SUK u kotów, a teraz idę dalej.

Pomyślałam sobie mianowicie, że może warto by go przestawić na karmę typu light. Albowiem VaiPerek żyje, żeby jeść i upilnowanie go przy misce graniczy z cudem. Gania dziewczyny i wyżera im z misek. Po trzech porcjach żarcia kot ma prawo być gruby.

Kupiłam wobec tego dwie małe paczuszki karmy różnych producentów, albowiem koty mam rozwydrzone i fanaberyjne i nie wiadomo, co im podpasuje. Jedną wzięłam Biomilla (którego już jadły w wersji Selective), a drugą Brit.

I cóż? Z ręki kotek nawet wziął i zjadł. W misce – pogardził. Wydłubał wyłącznie te chrupki, które jada normalnie, nowe pozostawiając nieruszone. Za to dopadła do nich TaiChi, ale niestety pożarła bez gryzienia i następnie zwymiotowała. Pełnia szczęścia.

No właśnie, problem w tym, że te karmy są w małych chrupkach, a te moje  mainecoonie sieroty nie potrafią takiej drobnicy gryźć, tylko łykają w całości. A potem odchorowują.

Królestwo za karmę light w dużych chrupkach!

.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:

Nowa dostawa żarcia

Od ust sobie odejmę a kotu dam

Karma dla maine coonów

Facebooktwittergoogle_plus

Od ust sobie odejmę a kotu dam

Czy to nie jest świństwo, że cała karma kocia oraz żwirek kończy się w tym samym czasie? I to jeszcze jakoś tak strasznie znienacka. Oto stanęłam oko w oko z pustą szafką kocią i perspektywą baaardzo dużych zakupów.

Mając trzy zwierzaki nie bawimy się w detal. Mokre wybieramy w miarę możliwości w dużych opakowaniach, nawet po 400g. Idzie to wówczas na dwa razy – na tyle koty łaskawie się zgadzają, dłuższe przetrzymywanie w lodówce dyskwalifikuje karmę w kocich oczach. Taka porcja jest dosyć duża, nawet jak na trzy koty, ale jakoś nie mam serca im obcinać racji. Zresztą maine coony rosną i wkrótce będą całość połykać na raz. W sumie mogłyby żyć na samym suchym, dobre karmy są absolutnie wystarczające do utrzymania kota w dobrym zdrowiu i kondycji, ale pozbawienie ich tradycyjnego śniadanka byłoby już okrucieństwem.

Suche też kupujemy w wielkich worach, po 5 – 7 kg. Mieszam kotom zwykle różne karmy, bo towarzystwo wybredne jest i smaki im się zmieniają. Co jakiś czas któraś karma przestaje im pasować i co wtedy? Wyrzucać? A po zmieszaniu powoli, po trochu, wyżrą wszystko. Oprócz Orijena – tę wydłubują z misek i odrzucają ze wstrętem. Nie wiem czemu, przecież to dobra karma. (Dobrze, ze wzięłam tylko 2 kg. Chce ktoś? Bo mi miejsce zajmuje).

Summa summarum kupowanie dużych ilości wychodzi taniej i na dłużej wystarcza. Zawsze jakoś tak wychodziło, że  tylko raz na jakiś czas trzeba było uzupełniać jeden produkt. A tu nagle zonk! znienacka wyszło wszystko. Kupienie całego zapasu na raz najprawdopodobniej zabije mnie finansowo.

Na pierwszy ogień poszło mokre. 64 kartoniki Bozity (prawie 24 kg żarcia!) w różnych smakach przyszły w wielkiej pace, zostały rozładowane i wrzucone do kociej szafki. Zajęły jej połowę, ale za to na 4 miesiące jest spokój.

Poprzednia dostawa wyglądała tak:

MaineCoonie chrupki jeszcze są, dokupiłam do niego kolejny woreczek Biomilla Selective. Mix tych dwóch to najnowszy przebój sezonu. Koty ostatnio nie chciały już zwykłego Hillsa, widać się znudził, wzięłam więc na spróbowanie malutką paczkę Nature’s Best.  Okazało się, że ma bardzo fajne kształty i dosyć duże chrupki, powinno im pasować. Zrobiłam im trzy różne miksy w trzech miskach i patrzę, co jedzą. Na razie jestem dobrej myśli. I złej jednocześnie, bo chyba będzie trzeba kupić kolejny duży wór.

Obejrzałam sobie moje ulubione żwirki w różnych sklepach internetowych i nieco się się zdziwiłam. W Animalii 14kg Golden Grey Master kosztuje więcej niż dwa worki po 7 kg. Gdzie sens, gdzie logika? Z kolei w Zooplusie cena jest wyjątkowo dobra, ale minimalne zakupy to dwa worki po 14 kg. Ech… decyzje, decyzje, decyzje… Najwięcej czasu pochłania szperanie po różnych sklepach internetowych i porównywanie cen. Ale muszę powiedzieć, że zwraca się to z naddatkiem. A jeszcze przy większych zamówieniach zawsze jakiś bonus dojdzie, a to w postaci dodatkowego rabatu, a to dostawy gratis – i utrzymanie rasowych kotów staje się nieco tańsze, niż się pierwotnie wydawało.

Aż do chwili takiej, jak ta :)

Facebooktwittergoogle_plus