Dom pełen kociąt

Zrobiło mi się trochę zaległości, więc szybciutko nadrabiam.

AnaTema praktycznie całą ciążę chodziła bez brzuszka. Kilka razy wrzucałam jej zdjęcia na blipa tagując „pokafokę”, czyli „patrzcie jaki grubasek”, ale za każdym razem byłam gaszona zdjęciami prawdziwie grubych ciężarnych kotek, które potem rodziły po 5 czy 6 kociąt. Gdzie mojej chudziutkiej Antence do nich!

Czasami miała wybrzuszenie tylko z jednego boku, czasami z obu – normalnie nie trafisz. Zaczęłam się poważnie obawiać, że kociątko będzie jedno, choć jednocześnie zaklinałam los, żeby były dwa. Wymyśliłam nawet imiona dla jednego i dla dwóch maluchów.

Tymczasem Antenka jakoś nie zamierzała rodzić. Siedziałam z nią 3 doby – od soboty do poniedziałku, ostatniego dnia nawet zamknięte w łazience, prosząc i zaklinając, żeby łaskawie urodziła, bo ja muszę we wtorek jechać o świcie na szkolenie poza Warszawę. Umówiłam kocią nianię, która z nią posiedzi, ale jak nie urodzi teraz, to będzie musiała poczekać do wieczora, aż wrócę.

Antenka się przejęła i o pierwszej w nocy z poniedziałku na wtorek zaczęła się akcja. Pierwsze kociątko wydostało się bezpiecznie a świeżo upieczona mamusia natychmiast się nim zajęła. Ku mojej radości po półgodzinie wyskoczyło drugie maleństwo, więc byłam już cała szczęśliwa.

Dalej już było mniej zabawnie. Antenka miała już płaski brzuszek, ale cały czas parła i widać było, że dobrze nie jest. Zaczęło się robić nerwowo i już chwytałam za telefon, żeby ściągnąć weterynarza. Na szczęście zanim wpadłam w totalne szaleństwo, Antenka urodziła trzecie kociątko. Była już bardzo słaba, ale powolutku zaczęła czyścić maleństwo. Nie chciałam nic zostawiać przypadkowi, więc sama zadbałam o udrożnienie dróg oddechowych, pozostawiając mamie tylko oczyszczenie futerka.

Zanim doszła do połowy zadania, nagle znowu chwyciły ją skurcze i wyskoczyło czwarte maleństwo! Jak słowo daję, nie wiem, gdzie ona je zmieściła w tym malutkim brzuszku! Antenka nie miała już siły nawet pochylić się do malucha, więc sama musiałam wszystko zrobić – przeciąć pępowinę, udrożnić drogi oddechowe i oczyścić kotka.

Cała akcja trwała do 4:30, ale siedziałam z nią jeszcze godzinę, żeby się upewnić, że wszystko jest w porządku. Kocięta przyssały się do mleczarni i wyglądały na całkiem zadowolone, Antenka zaś leżała jak kłoda i odpoczywała. A że o 6:30 i tak miałam wstawać, to w sumie nie opłacało się już kłaść spać.

Grunt, że kocięta zdrowe.

Aha – trzech chłopaków i jedna dziewczyna :)

Edit: Ja nie wiem, co się ze mną dzieje, że cały czas mówię 3 chłopaków i 1 dziewczyna, jakąś aberrację mam w mózgu, czy co? Odwrotnie! 3 dziewczyny i 1 chłopak. Na stronie miotu napisałam dobrze, a tutaj jak zwykle… Wiem dobrze co mam, ale jak przyjdzie się komuś pochwalić, to znowu powiem że trzy kocury… Niech mnie ktoś stuknie w głowę, może mi przejdzie… ;)

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

8 thoughts on “Dom pełen kociąt

  1. gratulacje dla akuszerki i jeszcze wieksze dla mamusi piegnych kociaczkow. niech sie wszyscy zdrowo trzymaja :)

  2. gratulujemy, gratulujemy i czekamy na zdjęcia maluszków jak już otworzą swe tymczasowo niebieskie oczęta :)

  3. Dzielna dziewczynka :)

  4. Ależ was „zamiociło” ostatnimi czasy! Ruski, miałkuny, znowu ruski! Nie nadążam! Gratuluje sprawnie odebranego porodu, śliczne kluski!

  5. rocktechnikaNo Gravatar

    Gratulacje! I dla Ciebie za wytrwałość i dla Antenki za siły i… niespodziankowe czworaczki! :)
    Niech rosną zdrowo :)

  6. kociaciociaNo Gravatar

    Antenka za ruchliwa jest, żeby z brzuchem dużym się afiszować :)
    Pogłaskania.

  7. Gratulację!!!!!!!!!!!!!!!!

  8. TygryziołekNo Gravatar

    Dziękujemy wszystkim :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *