Włatcy móch

Latem we wszystkich kotach budzi się łowca i myśliwy.

Najmniejsza muszka, komar czy ćma są powodem dzikich galopad. Oczywiście koty nie zwracają uwagi na to, po czym biegną: ściana, mebel czy człowiek – nie robi im większej różnicy. Szczególnie wieczorem, kiedy światło w pomieszczeniach zwabia owady do mieszkania, koty zamieniają się w mordercze bestie. Owady też nie są głupie, siadają na suficie, a koty siedzą na dole, gapią się w górę i charakterystycznie szczekają.

Wczoraj nawiedził nas zwierz, który wyglądał jak wielki komar. Olbrzymi komar, można by rzec (nie mam pojęcia co to było). Wleciał do sypialni i nie chciał wylecieć. Koty – w szale. Szafy, parapety, rolety, łóżko i – niestety – my w tym łóżku – nieważne, po  czym się skacze, byle przybliżyło do upragnionego celu. W końcu uznaliśmy, że dość tej zabawy i Paweł wstał, żeby ją zakończyć. Śmignął owada szmatą, podniósł go i wyszedł z sypialni.

Po chwili słyszę soczyste przekleństwo. Co się stało? – pytam.

– Chciałem wrzucić go do kibla, ale mi uciekł. Żywy był jeszcze, łobuz.
– To łap go, bo koty idą już ci pomóc.

Niektóre ćmy są dla kotów toksyczne, a że nie wiemy które, na wszelki wypadek staramy się złapać wszystkie, zanim zrobią to koty. Czasem na balkonie któreś pożre coś bez naszej wiedzy, ale prawda potem zawsze wyjdzie na jaw, najpóźniej następnego ranka. Jeżeli Twój kot latem częściej wymiotuje, prawdopodobnie też dożywia się latającymi przekąskami.

Related Images:

Facebooktwitter

Szczepienie

Małe koty – tak jak małe dzieci – dostają przeciwciała w mleku matki i dzięki temu nabywają pierwszą odporność. Około 6-8 tygodnia ta odporność zaczyna powoli zanikać. Wówczas też (na ogół pomiędzy 8 a 10 tygodniem) pierwszy raz szczepi się maluchy. Podstawa to szczepienie na koci katar i koci tyfus, zwykle w jednej szczepionce.

Na rynku są dostępne szczepionki bardziej złożone, na inne choroby, np na chlamydię, białaczkę czy wściekliznę, jednak w tym przypadku nie działa zasada, że od przybytku głowa nie boli oraz im więcej, tym lepiej. Niektóre szczepionki – jak te na chlamydię – są kwestionowane przez weterynarzy ze względu na znikomą skuteczność (podczas gdy samo leczenie w przypadku zachorowania jest proste i skuteczne); inne z kolei są takim szokiem dla organizmu, że jeśli kot nie jest w „grupie ryzyka”, to szczepienia się nie zaleca. Taka „zjadliwa” jest szczepionka na białaczkę – w niektórych przypadkach skutkiem ubocznym może być nowotwór (mięsak), dlatego daje się ją w łapkę, wówczas można uratować zwierzaka poprzez amputację. Tfu, tfu, tfu, trzy razy przez lewe ramię. Nasze kociaki nie będą w grupie ryzyka, tj. nie będą kotami wychodzącymi ani nie będą mieć z takimi kontaktu, wobec tego ominie je ta wątpliwa przyjemność.

Zastanawiałam się jakiś czas nad wyborem konkretnej szczepionki, a kiedy zadzwoniłam do weterynarza, żeby umówić się na wizytę okazało się, że ze szczepionek podstawowych właśnie skończył im się Fel-o-Vax i mają tylko Tricata. Wybór dokonał się niejako sam i w sumie okazał się być dobrym wyborem.

Kotki samego szczepienia w zasadzie nie zauważyły, tak chyba były jeszcze przejęte całym tym miętoszeniem przed zastrzykiem (mierzenie temperatury nie spodobało im się w ogóle, ale inne zabiegi zniosły z godnością, zwłaszcza  stetoskop je interesował). Po zastrzyku trochę pobawiły się, trochę podjadły i poszły spać. Wyspane prezentowały normalną żywotność i aktywność. Czyli ADHD. Żadnej markotności, żadnego smutku czy innych objawów złego samopoczucia. Tricat jest ok.

Related Images:

Facebooktwitter

Gdzie lubią spać – the next generation

Niezależność kociąt objawia się między innymi tym, że zaczynają spać w różnych miejscach. Już od około tygodnia żadne nie poszło spać w legowisku. Mają swoją ukochaną czerwoną poduchę w kształcie serca i tam chodzą się poprzytulać. W domu jest też wielki koszt wiklinowy, który nie zainteresował dużych kotów i tak sobie stał, czekając lepszych czasów. Wystarczyło jednak, ze AlErgenek poszedł tam spać i zaraz się okazało, że kosz ma swojego właściciela, który się zaniepokoił obecnością na swym terenie i musiał natychmiast zaznaczyć swoje prawa. Czy ktoś będzie zdziwiony, jeśli powiem, że chodzi o VaiPerka?

PaiLu też się do kosza przekonała i chodzi tam karmić kocięta. O łóżku nawet nie wspominam, bo jasnym jest, że śpią tam we dnie i w nocy. Małe buszują pod kołdrą, drapiąc nas w łydki, a TaiChi poluje na nie od góry. Zwłaszcza w okolicach świtu dostarcza to niezapomnianych wrażeń.

Oczywiście najlepsze ze wszystkiego są klasyczne zagrania. Biegnie, biegnie kotek – bęc! wywrócił się i śpi.

Zdrzemnie się kwadransik, po czym wstaje i biegnie dalej jak gdyby nigdy nic. Uwielbiam to.

Zaczynają też bawić się myszkami. Już jednej oderwały ogonek. Dobry początek!

.

Przeczytaj też:

Gdzie lubią spać

Related Images:

Facebooktwitter

Poranki

Pochmurny poranek. Idę zrobić sobie herbatę. Wlewam wodę do dzbanka z filtrem. Muszę to robić kubeczkiem, bo wieczorem nikomu nie chciało się pozmywać i duży dzbanek nie mieści się pod kranem.

Pod prawą pachą mam VaiPera, którego fascynuje woda z kranu. Sięgam kubkiem nad jego grzbietem, bo łobuz przesunąć się nie chce. Pod lewą pachą mam TaiChi, którą z kolei fascynuje ciurkanie wody przez filtr. Stoi z mordką wciśniętą w otwór, przez który nalewam. No, moja panno, ciebie muszę odsunąć – chyba, że chcesz mieć kubek wody na głowie.

Miziam się o puchate futerka i jest mi dobrze.
Czasami się zastanawiam, co sobie o nas myślą sąsiedzi, jeśli zaglądają nam w okna. Z tymi kotami łażącymi wokół i wpychającymi się pod ręce… no, co tu kryć – 80% gospodyń domowych tego nie poleca. ;)

Related Images:

Facebooktwitter

Dlaczego kot rosyjski niebieski jest niebieski?

Dlaczego kot rosyjski niebieski jest niebieski, skoro jest szary?

Nawet gdzieś czytałam o kimś, kto nie mógł zapamiętać nazwy rasy i uporczywie mu wychodziło „ruski szary” (sweet!)

No więc gdzie jest to niebieskie, skoro sierść ma szarą a oczy zielone? Otóż jest pod tą sierścią. Rosyjskie niebieskie mają po prostu niebieską skórę. Jak się rozgarnie futro (co też jest dużym wyczynem, bo zdrowy kot ma je tak gęste, że ciężko się dogrzebać) to widać całkiem niebieskie, bez żadnej przenośni, jak w zestawie farbek.

A jak się to niebieskie skomponuje z naczyniami krwionośnymi, to wychodzi fioletowe. Ale że rasa jest z wyglądu arystokratyczna, to powiedzieć, że fioletowe, jest faux pas – mówi się: lawendowe. (Lawendowy wygląda tak). I to lawendowe najlepiej widać we wnętrzach uszu oraz na poduszeczkach łapek.

Related Images:

Facebooktwitter

Koty balkonowe

Pogoda się zrobiła iście letnia i koty całe dnie spędzają na balkonie. To był jednak świetny pomysł, żeby go im udostępnić. Całe ranki siedzą na drapaku, a kiedy słońce zaczyna mocno przygrzewać i robi im się za gorąco, schodzą w niższe zacienione rejony i tam sobie odpoczywają.

Zawsze myślałam, że kot ma opcję wylegiwania się na słońcu „w standardzie”, ale wygląda na to, ze nasze koty tej rozrywki zażywają w ilościach umiarkowanych. Może nie mają aż takiego zapotrzebowania na witaminę D? Koty – podobnie jak ludzie produkują ją sobie pod wpływem słońca. U nas odbywa się to po prostu przez ekspozycję, podczas, gdy koty muszą do tego wykonać pewną pracę. Kot najpierw dokładnie wylizuje futro, zostawiając na nim swoją ślinę. Pod wpływem słońca na sierści powstaje magicznie witamina D, którą należy następnie z futra zlizać i wprowadzić do organizmu.

Faktycznie, myją się dzielnie przycupnięte na drapaku, ale widać co za dużo to niezdrowo – co jakiś czas idą się schłodzić.

Drapak stał się też poręcznym schodkiem prowadzącym na górę kratki na rośliny pnące (których już nie ma). Na szczęście zadowalają się balansowaniem na krawędzi i po chwili złażą na dół. Widać im tam za ciasno, a siatka przeszkadza się odwrócić.

Z kolei VaiPer został kotem doniczkowym. Po wyeksmitowaniu z największej donicy pierisów japońskich, które – jak wyczytałam – są dla kotów toksyczne, miałam zamiar posadzić w niej trawkę i oddać kotom we władanie. Los chciał jednak inaczej – kocurek tak ja pokochał, że leży w niej do późnego wieczora i trzeba na siłę go wyciągać, żeby zabrać go na noc do domu. Podścieliłam mu kawałek kocyka, żeby miał miękko – i niech sobie leży!

Szkoda mi było wyrzucać pozostałe doniczki, więc to w nich zasiałam trawę. Zrobiłam też prowizoryczną szklarnię, żeby ładnie zakiełkowała. Koty uznały to za jeszcze jedną płaszczyznę do uwalania się. Trawce to nie szkodzi, wykiełkowała ładnie. Może taką doniczkową będą chciały skubać, bo wysianą w pudełeczku omijają szerokim łukiem.

Więcej zdjęć w galerii

Related Images:

Facebooktwitter

Zaklinaczka kotów

Obśmiewałam trochę ostatnio psopawłowość kotów we wpisie Kot to też pies. Pies Pawłowa, a tu pojawił się kolejny fakt, potwierdzający teorię.

PaiLu od jakiegoś czasu przyjmuje kropelki kilka razy dziennie. Ponieważ wmuszenie w nią czegokolwiek choćby z daleka przypominającego lekarstwo to droga przez mękę, podawałam je razem z pastą witaminową. Nakładałam porcyjkę pasty na palec, tworzyłam paznokciem zagłębienie i wkraplałam tam co trzeba. W takiej kombinacji zgadzała się przyjąć specyfik. Wadą tego rozwiązania było to, że pozostałe koty natychmiast zwęszały manipulacje i leciały po swoje porcje. Trochę to wszystko było upierdliwe, więc szukałam lepszego rozwiązania. Próbowałam podawać jej po prostu na palcu i czasami dawała się nawet skusić. Aż zaczęłam się zastanawiać, czy nie rośnie mi mały alkoholik, bo kropelki są na brandy. Dobre jednak wkrótce się skończyło i PaiLu zaczęła odmawiać lizania palców.

Postanowiłam więc przyjąć rozwiązanie siłowe. Kot został ulokowany przede mną, tyłem do mnie – to po to, żeby nie uciekła, bo przy wszelkich manipulacjach włącza wsteczny i wypełza tyłem z opresji. Wzięłam ją od dołu za boki pyszczka i skłoniłam do jego otwarcia. Wkroplenie lekarstwa to już był moment. Kicia najpierw się nieco obraziła, ale szybko jej przeszło.

Po kilkunastu razach na hasło „czas na kropelki” sama wskakuje na blat w kuchni. Obejmuję ją, bo wyłazi na wstecznym cały czas, ale już nie muszę forsować otwarcia paszczy. Miziam ją po bródce i mówię „am”, a kicia natychmiast otwiera pyszczek i zaczyna się energicznie oblizywać. Nawet zanim jeszcze podam kropelki. Jedyna trudność w tej chwili to trafić na moment, kiedy ten pyszczek otwiera między jednym liźnięciem a drugim.

Co Wy na to? Niezła sztuczka, prawda?

Related Images:

Facebooktwitter

Kot jaki jest – nawet najmniejszy jest arcydziełem

Nawet najmniejszy kotek to żywe arcydzieło pisał Leonardo da Vinci i nie sposób się z tym nie zgodzić.

Kot, co nie jest zaskoczeniem, ma w sobie szkielet (brrrr! jak byłam mała, nie lubiłam myśli, że też mam w sobie szkielet). A w tym szkielecie ma więcej kości niż człowiek!

Dorosły człowiek ma około 206 kości (około, bo można np. mieć „trzynaste żebro”, a u osób starszych kości czaszki się zrastają i liczba spada). Tymczasem taki mały kotek ma ich aż 240!

Jednak w tym zestawie nie odnajdziemy ani kości krzyżowej, ani obojczyka (jest tylko bardzo zredukowany fragment tkanki obojczykowej, tkwiący głęboko w mięśniu piersiowym). Dzięki temu kot jest tak nieprawdopodobnie giętki i tak sprytnie prześlizguje się przez wszelkie, nawet najmniejsze, otwory.

Jednak fakt, że ta mała kosteczka obojczyka nie wzmacnia szkieletu ma też niekorzystny aspekt. Jeżeli podniesiemy kota za przednie łapy, wisi on całym swoim ciałem na mięśniach i ścięgnach. Jeśli jest bardzo ciężki albo się broni, może się to zakończyć kontuzją, której efektem będzie długo utrzymująca się kulawizna.

Ps. Paweł przygotował kilka tapet na komórkę z kotami i nie tylko (baner po prawej) – zapraszamy!

Related Images:

Facebooktwitter