DIY – drapak przyfotelowy

Nie mamy za wiele mebli, które mogłyby być celem kociego pazurzenia, ale te, które są, przedstawiają opłakany widok. Najgorzej wygląda mój fotel komputerowy, ukochany przez Czarną Tyldę. Są miejsca, po których naprawdę trudno się domyśleć, że pokryty jest czarnym materiałem skóropodobnym. Bardziej wygląda na pokryty jakimś szarym meszkiem.

Toteż kiedy do domu przybył szary rozkładany fotel, wiedziałam, że czas jego urody jest ograniczony. I faktycznie, ale nie tak, jak sobie wyobrażałam. Jego pokrycie okazało się doskonałym magnesem na kocią sierść. Wystarczy, że kot przespaceruje się obok, a już jest równomiernie pokryty sierścią.

Oczywiście koty nie zawiodły – PaiLu bardzo sobie ulubiła jeden jego boków. Gładkie pokrycie zamieniło się w węzełkowate. Przesunięcie tam kociej wieży nic nie dało, bo wieża ma charakter wędrujący oraz łatwo przewrotny, jeden mainecooni skok i już się kiwa.

A ponieważ dysponuję znaczną kolekcją tekturowych pudeł, postanowiłam powtórzyć sukces małego tekturowego drapaczka. Tym razem konstrukcja musiałaby mieć kształt litery L, żeby osłaniać cały bok, na którym wiesza się PaiLu. Dużo wycinania i dużo klejenia.

Klejenia okazało się nawet więcej, niż przewidywałam i w połowie konstrukcji skończył mi się klej. Poprosiłam kolegę o zakupienie po drodze nowego, a kolega postanowił nie zostawiać nic przypadkowi. Pół litra kleju uniwersalnego wystarczy i na ten drapak, i na następny.

M_20150102_011.jpg
M_20150102_004.jpg

Wstępna inspekcja połowy drapaka wykazała, że skleił się lekko krzywo. Oj tam, oj tam, będzie drapak z Pizy.

Sklejając kolejne warstwy postarałam się go trochę wyprostować i w sumie nie wygląda to źle. Sam wierzchołek należało jeszcze wypoziomować, ponieważ warstwy kleju łączące kawałki w zagięciu litery L spowodowały pogrubienie tej części. Kilka pasków o zmniejszającej się długości, naklejonych na górze drapaka, załatwiło sprawę.

Na samym wierzchu umieściłam kilka warstw tektury o kształcie prostokąta, pokrywających cały drapak i podłokietnik fotela – w ten sposób powstało solidne, twarde podłoże, na którym można coś postawić. Gdyby zdarzył się gość lubiący tarzać się w kociej sierści i nie bojący się zajmowac miejscówki należnej kotom, mógłby tam  postawić na przykład kubek z herbatą.

Chociaż nie wiem czy to akurat dobry pomysł. Jest wielce prawdopodobne, że herbata wylądowałaby na podłodze mikrosekundę po tym jak kubek dotknąłby podłoża.

Tym niemniej, koci lubią teraz na tym siadać.

M_20150104_014.jpg
M_20150104_013.jpg
M_20150104_018.jpg
M_20150104_021.jpg

Drapak został umieszczony na miejscu, a ponieważ jest wąski a wysoki, nie miał prawa stać sam. A już na pewno nie pod ciężarem wieszających się kotów. Został więc ustabilizowany warstwą tektury po wewnętrznej stronie podłokietnika.

A ponieważ koty mają we krwi niszczenie systemu, PaiLu nagle straciła zainteresowanie drapaniem tego konkretnego miejsca. Widac tektura mniej pasuje do jej pazurów niż materiał pokrycia fotela. Za to Czarna Tylda i Biały Kot Szczęścia ChiNa uznały, że jest genialna i wieszają się tam pojedynczo i w parach. W sumie chyba sukces, nie?

Facebooktwittergoogle_plus

Jeszcze o drapaku Athena

Drapak kupiłam okazyjnie, nie oczekując po nim cudów.

Koty go jednak pokochały bardzo. Kocięta na nim uczyły się drapać i wspinać. TaiChi zamieszkała w budce, a Antenka na najwyższym hamaku. Całość stanowi ukochane miejsce do grania w berka.

We wpisie o drapaku wyrażałam wątpliwości co jakości wykonania i do stabilności konstrukcji. Nie da się ukryć, że po intensywnym użytkowaniu drapak wykazuje tendencje do pochylania się w różne strony i do wykrzywiania. Co jakiś czas okręcam nieco półeczki, żeby się śruby nie wyłamały przez ciągłe naprężenia w jednym kierunku. Szczególnie najwyższy hamaczek się niepokojąco wychyla, toteż wykonałam nim już kilka okrążeń wokół osi.

Drapak stał oparty z dwóch stron, ale i tak udało się koteczkom go wywrócić.

Albowiem zdolne są. Trzeba było je widzieć, jak wiały z sypialni, nie wyrabiając się na zakrętach!

Dlatego wykonałam przemeblowanie sypialni i drapak stoi teraz zaklinowany między szafą a regałem. Niech spróbują go teraz wywrócić!

Muszę przyznać, że pomimo intensywnego użytkowania, drapak cały czas wygląda przyzwoicie. Futerko nie jest bardzo poszarpane, sznurki się nie odczepiły, może trochę postrzępiły, gołą ręką już staram się go nie chwytać. Przy jednym czy dwóch kotach powinien przetrwać dosyć długo, choć słusznym wydaje mi się doczepienie mu większej płyty do podstawy, żeby nie wywracał się tak łatwo.

Facebooktwittergoogle_plus

Drapak Athena

Łowca okazji znowu ruszył na polowanie. Tym razem zdobyczą jest drapak Athena, który zooplus oddawał za mniej niż sto złotych. W obliczu zbliżającego się stada małych szkodników uznałam, że taki drapak będzie w sam raz dla nich na rozszarpanie.

Mam co prawda wizję zupełnie innego drapaka do sypialni, ale będzie realizowana dopiero gdy wylecą wszystkie meble i pudła, które są teraz na wylocie. Miałam nadzieję, że stanie się to przed kociakami, ale nie dało rady. Pomyślałam jednak, że nawet jeśli miałby postać tylko te kilka miesięcy, to nie jest to aż tak wielki wydatek, żeby było bardzo szkoda.

Drapak przybył porządnie zapakowany, nawet były na miejscu wszystkie elementy. Skręcenie banalnie proste, średnio rozgarnięta małpa dałaby sobie radę. Dla porządku tylko powiem, że dobrze byłoby w instrukcji skręcania napisać gdzie idą śruby z łebkami a gdzie śruby z gwintem po obu stronach.

Skręciłam wszystko zgodnie z instrukcją i postawiłam w kącie. Drapak jest bardzo wąski, co powoduje dwie rzeczy:

  • podstawa jest dosyć mała i to obniża stabilność całej konstrukcji. Jak koty lecą biegiem, całość się chybocze – dlatego oparłam go z dwóch stron: o ścianę i o pudła.
  • wspinanie się z półki na półkę jest dosyć kłopotliwe – kilka razy widziałam, że koty kombinowały jak tu się przemieścić, ale miały za mało miejsca, żeby się wygodnie odbić.

Budka też jakoś nie cieszyła się powodzeniem – chyba też koty nie za bardzo miały się z czego odbić, bo stawały na samym skraju półki poniżej i rezygnowały. Wyglądało na to, że zakup jest chybiony, kiedy wpadłam na pomysł.

Zamieniłam miejscami słupki pod górnymi półeczkami. Wyższy słupek powędrował na samą górę, niższy – pod półeczkę z liną. Tym samym półeczka ta znalazła się na wysokości dna budki, tworząc wygodne dojście.

To był strzał w dziesiątkę. Drapak natychmiast  zatętnił życiem. Rusałki wprowadziły się na górę, choć częściej bywa tam Antenka, bo PaiLu teraz nie da rady za bardzo skakać. Budkę objęła we władanie TaiChi. Trochę mnie to zaskoczyło, bo zawsze lubiła przestrzeń, a w tej budce musi się zwinąć w precelek. Ale widać jej pasuje, bo co chwila tam włazi.

Drapak więc wstępnie się sprawdził. Zobaczymy co się będzie działo, kiedy kocięta podrosną na tyle, żeby być w stanie go zmasakrować. Przeczuwam, że on jednak tego nie przetrwa. Nie przy takiej ilości kotów.

Cena wyjściowa Atheny wynosiła prawie 300 zł, jakość wykonania i użytych materiałów zaś nie odbiega od innych drapaków w tym przedziale cenowym.  Mam jednak porównanie z jakością drapaka Rufi, który jest reprezentacyjnym meblem w salonie i tak sobie myślę, że byłoby mi szkoda wydać na ten nowy drapak aż 300 zł. Fakt, że nasz Rufi kosztował ponad 2 razy tyle, ale różnica w jakości jest cztero- albo i pięciokrotnie większa. Summa summarum Rufi jest lepszym wydatkiem. Że już nie wspomnę o tym, że jest o niebo bardziej estetyczny.

Ale za 100 zł to niech on sobie będzie jaki jest, niech go koty rozszarpią na zdrowie :)

Facebooktwittergoogle_plus

Koty balkonowe

Pogoda się zrobiła iście letnia i koty całe dnie spędzają na balkonie. To był jednak świetny pomysł, żeby go im udostępnić. Całe ranki siedzą na drapaku, a kiedy słońce zaczyna mocno przygrzewać i robi im się za gorąco, schodzą w niższe zacienione rejony i tam sobie odpoczywają.

Zawsze myślałam, że kot ma opcję wylegiwania się na słońcu „w standardzie”, ale wygląda na to, ze nasze koty tej rozrywki zażywają w ilościach umiarkowanych. Może nie mają aż takiego zapotrzebowania na witaminę D? Koty – podobnie jak ludzie produkują ją sobie pod wpływem słońca. U nas odbywa się to po prostu przez ekspozycję, podczas, gdy koty muszą do tego wykonać pewną pracę. Kot najpierw dokładnie wylizuje futro, zostawiając na nim swoją ślinę. Pod wpływem słońca na sierści powstaje magicznie witamina D, którą należy następnie z futra zlizać i wprowadzić do organizmu.

Faktycznie, myją się dzielnie przycupnięte na drapaku, ale widać co za dużo to niezdrowo – co jakiś czas idą się schłodzić.

Drapak stał się też poręcznym schodkiem prowadzącym na górę kratki na rośliny pnące (których już nie ma). Na szczęście zadowalają się balansowaniem na krawędzi i po chwili złażą na dół. Widać im tam za ciasno, a siatka przeszkadza się odwrócić.

Z kolei VaiPer został kotem doniczkowym. Po wyeksmitowaniu z największej donicy pierisów japońskich, które – jak wyczytałam – są dla kotów toksyczne, miałam zamiar posadzić w niej trawkę i oddać kotom we władanie. Los chciał jednak inaczej – kocurek tak ja pokochał, że leży w niej do późnego wieczora i trzeba na siłę go wyciągać, żeby zabrać go na noc do domu. Podścieliłam mu kawałek kocyka, żeby miał miękko – i niech sobie leży!

Szkoda mi było wyrzucać pozostałe doniczki, więc to w nich zasiałam trawę. Zrobiłam też prowizoryczną szklarnię, żeby ładnie zakiełkowała. Koty uznały to za jeszcze jedną płaszczyznę do uwalania się. Trawce to nie szkodzi, wykiełkowała ładnie. Może taką doniczkową będą chciały skubać, bo wysianą w pudełeczku omijają szerokim łukiem.

Więcej zdjęć w galerii

Facebooktwittergoogle_plus

Fotostory – Drapak balkonowy

Nasze koty to takie sierotki kanapowe, znają tylko panele, płytki i dywany. Żeby trochę powiększyć ich umiejętności wspinania się i balansowania na krawędzi, zgodnie z planem w okolicy ich pierwszych urodzin sprawiliśmy im piękny balkonowy drapak z czystej żywej brzeziny.

Brat akurat musiał się pozbyć kilku brzózek na działce, więc z przyjemnością je przyjęliśmy. Brzózki zostały pocięte na odcinki, długie i krótkie, i załadowane do malutkiego samochodu osobowego, a jakże, większe – gdzie się dało, głównie w poprzek, poprzywiązywane do zagłówków i foteli, mniejsze po kątach. Trudno było do tego jeszcze upchnąć koty z całym wyposażeniem, ale „nic to, Baśka”, damy radę.

Następnego dnia po zamontowaniu siatki, wzięliśmy się do zbijania drapaka. Zakupiliśmy do tego duży młotek i prawie kilogram gwoździ o długościach różnych – od 12 do 15 cm. Po co nam był ich kilogram – nie wiem, ^Syrjus cały czas uważał, ze jest ich za mało i dorzucał więcej. A zużyliśmy w końcu ich ze 16.

Zbijanie zajęło nam może z godzinkę w sumie, tylko mieszkamy w takim miejscu, że wokół mamy ściany innych bloków i – jak się okazało – nieźle w tej studni hula echo. Mam nadzieję, ze sąsiedzi przeżyli.

Drapak – jak widać – jest wypaśny, ma jeden słup rosochaty, ukośną beleczkę i jakieś takie dziwne coś przybite z boku. Jak widać, owo coś okazało się udane, PaiLu od razu tam wskoczyła.

Całość przypięliśmy do barierki paskami zaciskowymi. Czarnymi, bo inne wyszły. Trochę to wygląda dziwnie, ale co tam, trudno.

Wstępnie prezent należy uznać za udany. Zastanawiam się, czy nie dodać tam kawałków desek, zeby koty mogły się uwalić, bo na razie jest miejsce tylko żeby przycupnąć – ale to może z okazji następnego napadu pracowitości. Na dzisiaj dość.

Facebooktwittergoogle_plus

Robimy nowe zabawki dla kotów

Wiosna natchnęła nas nowymi pomysłami na czasochłonne, wykonywane własnoręcznie oraz upierdliwe konstrukcje, mające docelowo polepszyć nam życie, a po drodze doprowadzić nas do szału. Jak każde majsterkowanie.

Celem na ogół jest ulepszenie i upiększenie naszego mieszkanka, choć w tym roku, zgodnie z naszym fiołem, beneficjentami mają być oczywiście koty. Tej wiosny padło na balkon. A konkretniej – przystosowanie balkonu do potrzeb kocich.

Tuż przed Wielkanocą kurier przytargał nam siatkę do zamontowania na balkonie, żeby kotom nie wpadło do głów udać się na dłuższy spacer. Z drugiego piętra. Na razie koty wypasane są pod nadzorem i natychmiast wycofywane z co bardziej niebezpiecznych miejsc. Kwiatki niemal wszystkie okazały się trujące dla nich, więc dostały nakaz eksmisji. Skraj balkonu jest zastawiony skrzynkami po kwiatach, bo na dole mamy fajne dziury, aż zapraszające do tego, żeby się wychylić – PaiLu na przykład nie potrafi się im oprzeć. Niektóre zakątki zaś zostały oklejone taśmą malarską, żeby zwierzaki się nie przecisnęły – jak można się domyśleć, całość wygląda nieco ohydnie.

A skoro już koty będą mogły bezpiecznie wychodzić na balkon, to trzeba im tam zapewnić odrobinę komfortu i rozrywki – zaplanowaliśmy więc wycieczkę do lasu w poszukiwaniu ściętych drzew, w celu pozyskania budulca na ekodrapak. Niech kociny poznają dotyk drewna, a nie tylko panele i dywany.

I tak jakoś idąc na tej fali kreatywności, postanowiliśmy jeszcze podarować kotom leżanko – tunele do spania w oraz biegania przez. Pomysł wydawał się prosty, tylko wykonanie chyba będzie wyzwaniem. Już na etapie pozyskiwania materiałów weszliśmy w fazę użytkowania przedmiotów niezgodnie z ich oryginalnym przeznaczeniem. Na razie na środku salonu walają się przycięte tuby, czekając na oklejenie czymś przyjaznym dla kocich pazurów. Co jest pocieszające – koty zabawiają się przeskakiwaniem przez nie, polowaniem na siebie po obu końcach, a wszystkie gonitwy obowiązkowo muszą przechodzić przez środek przynajmniej jednej.

Na pierwszy ogień idzie balkon. Jak się koty na nim zajmą, to my w mieszkaniu będziemy mogli spokojnie, bez natrętnej asysty, zająć się tworzeniem tuneli.

Facebooktwittergoogle_plus

Śnieg a sprawa kocia

Ponieważ zima postanowiła nas nie opuszczać, była okazja pokazać kotom, co to jest to białe, które oglądają z okien. Za pierwszym razem jakoś nie zaobserwowaliśmy wielkiego entuzjazmu, w zasadzie skusiła się tylko PaiLu, a i to na chwilę, bo w łapki gryzło.

W nocy napadało jeszcze więcej białego paskudztwa i daliśmy kotom jeszcze jedną szansę. Tym razem nawet nasz największy Ryży tchórz się skusił! A jak już się odważyły, to poszły na całość i zadeptały cały śnieg na balkonie, nawet tam, gdzie sięgał im do brzuszków.

Po powrocie do domu jeszcze jakiś czas roznosił je entuzjazm. Zwłaszcza VaiPerek musiał się kilka razy przelecieć w dół i w górę drapaka, żeby dać upust emocjom. Coś czuję, że latem nie będą chciały w ogóle z tego balkonu wychodzić. Ale do tego czasu już zamontujemy siatkę i nie będzie trzeba ich pilnować.

Facebooktwittergoogle_plus