Historie kuwetowe

Dzisiejszy wpis będzie długi, nieinteresujący i bardzo życiowy. Pisany jest ku przestrodze lub ku pokrzepieniu serc – zależnie od punktu siedzenia.

Otóż kuweta, urządzenie nieskomplikowane w obsłudze, może być źródłem wielu nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Koty mają swoje zdecydowane preferencje kuwetowe. Są takie, które kuwetkowanie uważają za czynność intymną i tym należy znaleźć ciche, ustronne i bezpieczne miejsce na kuwetę. Inne z kolei nie mają najmniejszego z tym problemu i są w stanie kucnąć w każdych warunkach. Jedne koty lubią kuwety zamknięte, inne za skarby świata do takich nie wejdą.  Z kolei koty uwielbiające kopanie mają zwyczaj wyrzucać żwirek z kuwety, wtedy zamknięta toaleta sprawdza się doskonale, a jeśli nie ma takiej możliwości – warto zaopatrzyć się w kuwetę z wysokimi ścianami oraz ramką. Często też zdarza się, że kot siusia do jednej kuwety, a kupkę robi do innej. Problemy z kuwetą na ogół są pierwszym symptomem, że dzieje się coś złego – ale o tym innym razem.

Spotkałam się z poglądem, że  w domu powinno być tyle kuwet, ile kotów, plus jeszcze jedna. Rzeczywiście, koty, które nie załatwią się do już użytej kuwety, mogą tego wymagać. Nasze na szczęście od najmłodszego były przyzwyczajane do tego, że kuweta jest dobrem wspólnym i nie mają aż takich wymagań, co dla nas jest błogosławieństwem, bo nie mamy aż tyle miejsca w domu.

Każdy z naszych kotów ma inne potrzeby i inne zachowania kuwetowe. VaiPer uwielbia grzebać i kopać, często mrucząc, piszcząc i śpiewając przy tym. Grzebie przed, robi dołki, po czym i tak załatwia się obok. TaiChi z kolei lubi mieć przed sobą przestrzeń. Kuca więc przy samej krawędzi kuwety, mając cały piasek przed sobą. Ponieważ jest już kotem dużym, to w otwartej kuwecie zdarzało się, że co prawda kot był wewnątrz, ale tyłek na zewnątrz… Zrezygnowaliśmy z otwartej kuwety. PaiLu zaś lubi mieć w kuwecie czysto, choć bez fanatyzmu. Oczywiście korzysta w miarę potrzeb, ale po sprzątaniu (a często jeszcze w trakcie) wchodzi pierwsza, żeby się nacieszyć czystym piaskiem. Ona też najdokładniej sprząta po sobie.

Na marginesie: podobno im niżej kot w hierarchii stada, tym dokładniej zakopuje swoje odchody. Chodzi o to, by jak najskuteczniej zamaskować zapach i nie drażnić stojących wyżej. Osobnik dominujący nie ma takiej potrzeby, wręcz przeciwnie – chętnie zostawia swój zapach. Znam kilka przypadków potwierdzających tę regułę (na ogół kocur kastrat chodzi sprzątać po mieszkającej z nim dominującej kotce), choć u nas akurat sprawdza się połowicznie. Owszem, ostatnia w stadzie PaiLu zakopuje starannie, ale największą niefrasobliwość wykazuje TaiChi, która jest w środku skali. Dominujący VaiPer również ładnie po sobie sprząta, ale może jest to kwestia tego, że jest kotem kopiącym.

Od początku używaliśmy żwirku drewnianego, który jest niezwykle wygodny, ponieważ można go wrzucać do sedesu. Odpada więc cały kontredans z torebkami i wędrowaniem z nieciekawym pakunkiem po mieszkaniu do kosza na śmieci. Koty żwirek polubiły, niestety strasznie nosił się po mieszkaniu. Dywanik przed kuwetą pomagał, ale też w ograniczonym stopniu, codziennie trzeba było zamiatać. Zmieniliśmy więc żwirek na inny typ, zbity w większe i twardsze pałeczki, który koty też zaakceptowały, choć bez większego zachwytu, bo trudniej się w nim grzebie.

Jednocześnie używaliśmy drugiej kuwety, otwartej, ze żwirkiem silikonowym. PaiLu i VaiPer do niej siusiały, na kupkę chodziły do zamkniętej toalety z drewnianym, zaś TaiChi, nieczuła na takie subtelności, nie robiła różnicy między kuwetami. Niestety maine coony rosły i w zamkniętej przestały się mieścić (TaiChi przestała sie tez mieścić w otwartej, o czym wspomniałam). Kupiliśmy więc im piękną wielką (największą chyba na rynku) kuwetę, z której nie mają szans wyrosnąć. Wejście do niej jest bardzo wysoko, toteż uznaliśmy, że PaiLu nie będzie chciała z niej korzystać i w ten sposób będzie miała starą kuwetę tylko dla siebie. A ponieważ jednocześnie obraziła się na wszystkie żwirki, musieliśmy zastosować wariant awaryjny z jakimś żwirkiem bentonitowym, którego próbkę dostaliśmy na wystawie. Kicia łaskawie zgodziła się skorzystać z niego, wobec tego w te pędy polecieliśmy kupić cały worek. Nawiasem mówiąc, w pośpiechu kupiliśmy inny, z drobinkami silikonu oraz pudrowym zapachem, ale też został zaakceptowany. I co się okazało? Wszystkie koty rzuciły się na ten żwirek, porzucając drewniany oraz dużą kuwetę. Nie poddawaliśmy się tak łatwo – zmieniłam im drewniany na inny, drobniutki, z drzewa pinii. Nie raczyły w nim nawet łapy postawić, mimo, że do małej kuwety ledwie włażą. Nie zostało nam nic innego, jak kupić więcej bentonitowego. Prawa Murphy’ego jednak są bezlitosne i „naszego” chwilowo nie było, kupiliśmy więc jakiś popularny żwirek bez zapachu i bez wyświrów. Okazało się, że jest beznadziejny, pyli się, jest wyjątkowo okropny z wyglądu i nie znoszę go. Koty natomiast pokochały go wielką miłością. Wszystkie trzy.

VaiPer grzebie tak, że mimo wysoko umieszczonej krawędzi wejścia oraz klapki, żwirek wylatuje na zewnątrz całymi garściami. PaiLu dokonuje wyczynów ekwilibrystycznych, żeby wskoczyć do środka i nie zabić się klapką. Mała kuweta stoi nieużywana od tygodnia.

My zaś zostaliśmy z połową worka grubego żwirku drewnianego, całym workiem drobnego, prawie całym workiem silikonu oraz kolejnym: bentonitu z silikonem, które piętrzą się w jedynym wolnym kącie łazienki, za sedesem. A podobno kotom nie powinno się zmieniać rodzaju żwirku zbyt często! Mhm, spróbowałabym nie zmienić, to szybko by mi chyba wytłumaczyły, że to głupi pomysł.

Na pocieszenie kupiliśmy fajny koszt na śmieci, taki mały, szczelny, o pojemności 3l z przeznaczeniem na koci urobek. Dzięki temu można całość wyrzucać raz na dwa dni, a nie osiem razy dziennie. Skoro nie da się tego wrzucać do sedesu, to chociaż tyle niech będzie tych ułatwień.

Nie wiem, czy z tej historii wynika jakiś morał. Pewnie kilka, w tym chyba żadnego normalnego. Że koty są wredne, złośliwe,  wymagające i nie wiedzą, czego chcą. Albo że człowieka zadręczą. Albo że nie należy się poddawać, problemy z kotami dają się rozwiązywać. O, to jest dobre, przy tym pozostańmy.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:  Kot załatwia się poza kuwetą; Jak złapać mocz kota do badania?

Related Images:

Facebooktwitter

Kot jaki jest… czas koncentracji poniżej 2 sekund

Uwielbiam kiedy kot usiądzie w jakiejś nieprawdopodobnej pozycji, wyciągnie do góry łapę i… zapomni, co chciał zrobić. I albo tak siedzi i intensywnie myśli, albo próbuje zrobić coś zupełnie innego, nadal siedząc w tej pozycji.

Właśnie oglądamy, jak VaiPerek wylizuje TaiChi. Nad ich głowami rytmicznie porusza się wyciągnięta w górę zadnia łapa VaiPerka.

Tę cenną właściwosć należy wykorzystywać nie tylko jako źródło niewinnej rozrywki, ale też do odciągania uwagi kota, kiedy broi. Zamiast krzyczeć i wściekać się (czego w ogóle nie należy robić, bo kot i tak ma w d…, najwyżej moze strzelić focha, a pozytywnego efektu się nie osiągnie i tak), należy sprytnie rzucić myszkę, wydać z siebie dziwny odgłos lub zatańczyć krakowiaka z przytupem. Gwarantowane, ze kot zapomni, co chciał zrobić i zainteresuje się czym innym.

A teraz zapraszam do galerii – na jej końcu znalazło się kilka nowych zdjęć.

Related Images:

Facebooktwitter

Kot jaki jest – wspinanie się

Koty uwielbiają się wspinać. W naszym domu nie ma firanek, ale za to jest wypaśny drapak po sam sufit, doskonały nie tylko do wspinania się, ale również do gonitw i wyścigów. Mamy też osobną garderobę, do której koty mają wstęp. PaiLu, jako skoczek zawołany, włazi na najwyższe półki i z góry obserwuje wszystko z wyrazem lekkiego lekceważenia dla świata na pysku. TaiChi porusza się w dolnych rejonach – jest coraz większa i coraz dłuższa, więc skakanie przychodzi jej z coraz większym trudem. Z kolei VaiPer jest zwierzakiem ambitnym i walczy.

Mamy otóż w garderobie taki wolnostojący słupek z szufladami. Całość jest wykonana z siatki metalowej i jest ażurowa, ma ponad 2 m wysokości. Otóż VaiPerek, który zapewne byl wiewiórką w poprzednim wcieleniu, wspina się po szufladach – wygląda to jakby normalnie szedł w pionie do góry – i włazi do ostatniej szuflady. Na wierzch już nie da razy wleżć, bo nie ma się czego pazurami zaczepić. Tam na ogół siada PaiLu i się z niego naigrawa.

To bardzo ukochane miejsce VaiPerka na odpoczynek – cisza, spokój, półmrok. Jest tylko jeden problem – nie ma jak zejść. W związku z tym kiedy już mu się znudzi i chce wyjść, krzyczy do nas, żeby go zdjąć. I człowiek, chcąc nie chcąc, musi udać się do garderoby, rozłożyć drabinę, wejść na nią – kotek już wyciąga przednie łapki, żeby łatwiej go uchwycić – i zdjąć koteczka.

Wspominałam, że koty nas sobie nieźle wytresowały?

Tak sobie pomyśleliśmy, że będziemy zamykać garderobę wychodząc na dłużej. Już raz po powrocie trzeba było naprędce organizować misję ratunkową dla VaiPerka, który spędził na górze nie wiadomo jak długi czas.

Related Images:

Facebooktwitter

Kot jaki jest – po śniadaniu

Kot po śniadaniu wpada w szał. Dzikie harce, biegi przełajowe, wskakiwanie na wszystko i zeskakiwanie od razu, podskoki przedziwne, zwijanie dywanów przy starcie, zrzucanie przedmiotów, które stoją na drodze, bieganie na oślep, wpadanie całym ciałem na meble i inne wyczyny, których słowo nie opowie, pióro nie opisze – to wszystko jest normalne.

.

A jak kotów jest trzy, to wszystkie szaleją naraz.

Related Images:

Facebooktwitter

Karma dla maine coonów

Maine coony mają to do siebie, że łykają karmę w całości, co oczywiście nie jest obojętne dla skuteczności trawienia. Karma sucha ma tę zaletę, że jej gryzienie wspomaga oczyszczanie zębów – niestety MCO starannie unikają tego dobroczynnego działania i łykają wszystko jak indor kluski. Stąd producenci oferują specjalną karmę suchą dla maine coonów. Oprócz specjalnych dodatków (np. na serce, które jest piętą achillesową tej rasy), ma ona postać dużych granulek, których po prostu nie da się łykać.

Ostatnio nabyliśmy drogą kupna paczkę takiej karmy na spróbowanie. Dosypaliśmy ją do starej, żeby uniknąć sensacji żołądkowych. I co? Koteczki wyżarły wszystkie duże granulki – wszystkie, ruska też! – a resztę pozostawiły w miskach.

Ale zauważyłam, że MCO rozgryzają granulki na pół i te połowy łykają. No cóż, dobre i to.

.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:

Od ust sobie odejmę a kotu dam

Nowa dostawa żarcia

Poszukiwana karma light

Related Images:

Facebooktwitter

Kot jaki jest – kocie rozrywki

Koty mają swoje ukochane rozrywki, które uprawiają często, głośno i do bólu. Właściciela.

PaiLu włazi na szafę i miałczy. VaiPer łapie w zęby swojego ukochanego szczura na patyku i leci pod stół, gdzie sznurek od wędki potrafi tak okręcić wokół nóg stołu i krzeseł, że nawet ja mam trudności z odplątaniem tego.

Natomiast TaiChi regularnie topi myszki w misce. Najpierw myślałam, że wpadła jej przypadkiem, wyjęłam, odcisnęłam wodę i położyłam na kaloryferze, żeby wyschła. Potem patrzę, a ona myk! na kaloryfer, pazur w myszkę i do miski. I tak ją tapla łapami. Biedna myszka z tego wszystkiego zaczęła już puszczać farbę i barwić wszystko na niebiesko. Bo po totalnym utaplaniu myszkę należy przenieść gdzie indziej i się nią bawić. I tak cały dywan, budkę kocią i pościel mam w błękitne plamy…

20081124_006.jpg

Related Images:

Facebooktwitter

Kot jaki jest – mruczenie

Szczęśliwy kot mruczy – to chyba powszechnie znany fakt.

Zadowolony, miziany i głaskany kot natychmiast uruchamia swój rozkoszny motorek. Właściciel na ogół również wpada w lekką ekstazę, chyba, że jego kot należy do tej grupy, która nie potrafi mrucząc przełykać śliny. Wtedy właściciel jest zadowolony _i_ obśliniony.

Nie wszyscy natomiast wiedzą, że kot nieszczęśliwy również mruczy. To taka kocia technika samouspokajania.

Kiedy nasz VaiPerek dochodził do siebie po operacji, z powodu bólu i dyskomfortu związanego z kołnierzem leżał i cichutko mruczał do siebie.

20081219_044

Related Images:

Facebooktwitter