Już za chwileczkę się zaniebieszczy

m_20140123_017

Już za chwileczkę, już za momencik na świat przyjdą malutkie szare kuleczki. Prawdopodobnie trzy.

PaiLu zawsze oszukuje w badaniach. Pokazuje więcej albo mniej, a przeważnie i tak potem rodzą się trzy maluszki. Tym razem usg pokazało trzy ruchliwe istotki, więc wyjątkowo jestem skłonna uwierzyć.

m_20140124_015

Nasza Pani Wet Aneta uraczyła mnie opowieścią, jak ostatnio na usg oglądała maluszka myjącego sobie łapeczką paszczkę. Widzicie to? Maluteńka łapeczka smyrajaca nieporadnie maluteńki pyszczek. Zbudyniłam się oczywiście i nakręciłam strasznie. Niestety dzieci PaiLu nie miały w planach toalety, przynajmniej nie w tym momencie. Ba, PaiLu nie miała w planach badania, bo robiła wszystko, żeby się wywinąć i schować z powrotem do transporterka.

Udało się jedynie ustalić, że są trzy dorodne istotki i wyglądają zdrowo. Matko Naturo, nie bądź rozrzutna, mnie wystarczą kocięta średniej wielkości, bo przy dużych mam większy stres przy porodzie.

m_20140124_003

PaiLu jak zwykle ma nieduży brzuszek, choć teraz, pod koniec ciąży, już całkiem wydatny. Jest sprawna i gibka, tylko bardziej leniwa. Większość czasu spędza na odpoczynku albo pobierając kalorie. Dużo kalorii. Resztę czasu spędza siedząc między mną a monitorem i domagając się pieszczot. Mruczenie praktycznie już się jej nie wyłącza. Dobrze, kociętom jest miło, i ja się przy okazji załapuję na mizianki.

m_20140124_020

Related Images:

Facebooktwitter

Czarne na białym

Zima przyszła i zaskoczyła koty.

Koty wyszły na balkon, a tam ziąb, aż uszy odpadają. Brr. Tylko TaiChi zadekowała się na dachu kociej budki i chętnie by nawet została na zewnątrz, gdyby niedobra pani nie zamknęła drzwi balkonowych. Bo zamknięte drzwi to obraza dla kota, wiadomo. Trzeba natychmiast przy nich stanąć i promieniować presją psychiczną, a jak to nie wystarczy – wyć jak potępieniec.

Czarna Tylda, dziecko lata, nie za bardzo zakumała dlaczego świat wygląda, jak wygląda. Wylazła, wdepnęła w to białe. Białe było zimne, bez zapachu, i w dodatku CHRZĘŚCIŁO. I łapy się w tym zapadły.

Nie, Czarna Tylda nie była zachwycona.

Related Images:

Facebooktwitter

Co mi zrobisz jak mnie znajdziesz

Koty schowały swoją szczotkę. Przeryłam wszystkie kąty, ale nie znalazłam – więc nie schowały jej w MKK – Małej Kociej Kolekcji. Najprawdopodobniej wrzuciły do KCD – Kociej Czarnej Dziury.

Kupiłam drugą.

Wieczorem zostawiłam ją na pufie, rano wstaję – nie ma. Na stole nie ma, na szafkach nie ma, na podłodze nie ma, w kocich legowiskach nie ma. Znalazłam ją dopiero następnego dnia.

Pod dywanem.

Przykuję ją łańcuchem do ściany, słowo daję.

Related Images:

Facebooktwitter

Niepokorne cielę

Czarna Tylda jest kotem niepokornym.

Nawet czasem podda tyły i odsłoni brzuszek, ale i tak zaraz machnie łapą i spróbuje kocich zapasów. Bardzo szybko odstraszyła wszystkie koty, bo nie ma sposobu, żeby się do niej przytulić czy choćby przejść obok, bo zaraz rzuca się z łapami. Do tego skacze wszystkim na plecy.

Co gorsza – skacze na plecy wychodzącym z kuwety. Rusałki trzy razy się rozglądają wokół, zanim wejdą do środka, a potem długo się zastanawiają czy w ogóle wychodzić. Sama Tylda wybiega z kuwety na pełnym gazie. W końcu ona WIE, że w tym domu skaczą wychodzącym na plecy.

Póki była malutka wszystko było jej wolno. Ale teraz ma już pół roku i powoli zmienia jej się zapach na dorosły. VaiPer i TaiChi już jej nie pozwalają na bezczelność, kiedy za mocno szaleje, dostaje łapą po łbie i nie pozostaje jej nic innego, niż pokazać brzuszek na przeprosiny. Co prawda macha jeszcze łapą, ale tylko dla zasady.

Rusałki z kolei się jej boją. Zaczepia je strasznie i dręczy, a one uciekają sycząc. Do zabawy zostaje Czarnej tylko Bielutka. ChiNa też czuje się przy niej nieswojo, ale z drugiej strony trochę się rozhasała i daje się małej od czasu do czasu zaprosić do zabawy.

Co prawda te zabawy do złudzenia przypominają poważne bójki, z podchodami, zaczajkami i groźnymi pozami, ale w końcu krew się nie leje, ale na koniec wyglądają na całkiem pogodzone – więc chyba wszystko w porządku.

Nie mogę się doczekać, aż Czarna Tylda nauczy się przytulać. Na razie nie ma cierpliwości do przytulania się i od razu przechodzi do łapoczynów, a reszta kotów nie potrafi się odnaleźć w tej sytuacji i nie wie jak zareagować.

Przytulanie, szybko przytulanie!

Related Images:

Facebooktwitter

Czasem dobrze jest zatęsknić

Przez ostatnie dwa tygodnie pracowałam głównie w odległych rejonach Polski, toteż zostałam zmuszona do porzucenia moich koteczków i odjechania precz. Krótki powrót na weekend nie wystarczył, żeby się nimi nacieszyć. W dodatku w swoich wojażach spotykałam inne koty.

Ok, wizyty w zaprzyjaźnionych zakoconych domach to była ta miła część wyjazdu :)

Krushynkowa Samba, prześliczna kociczka o smukłej sylwetce godnej kotów egipskich, jakoś nieszczególnie mnie polubiła, syczała na mnie, choć kontrolowała każdy mój ruch i wszystko, co ze sobą przywiozłam. Z kolei Perdowa wataha uznała mnie za sympatyczne urozmaicenie. O ile pierwszej nocy dały mi spokój, o tyle drugiej pielgrzymki po moim łóżku odbywały się regularnie. Zwłaszcza król Greebo obdarzył mnie swoją łaską i uwalił się na mnie całym ciężarem swego majestatu. Było głaskanie całej rezydującej u Perdo siódemki, było karmienie przysmakami i przemawianie czule. No i całe to przebywanie u obcych kotów tylko wzmogło moją tęsknotę za własnymi, toteż po pracy wsiadłam w samochód i nie oglądając się popędziłam do domu.

W domu towarzystwo generalnie ucieszone, ale foch im nie pozwalał na ekspresję radości. Nie rzuciły się więc z powitaniami, ale pilnowały mnie jak wataha wilków, żebym przypadkiem nie wyszła znowu z domu. Nawet pełniły warty w plecaku, żebym nie uciekła niepostrzeżenie. O, proszę:

Related Images:

Facebooktwitter

Jak oczarować niespodziewanych gości

Przyszła pani sąsiadka z dalszych rejonów osiedla z osobistą petycją. Podpisałam, bo co jej będę żałować.

Koty wyległy obejrzeć gościa, obwąchać, dać się pogłaskać. Chwila – i pani nie chciała opuścić mieszkania :)

Najpierw rozpoznał sytuację VaiPer. Przyszedł, obwąchał i najwyraźniej dał fokę aprobaty, bo zaraz zleciała się reszta. ChiNa zeskoczyła z drapaka, przeciągnęła się i pani sąsiadce mało oczy nie wypadły. Potem ośmieliła się Tylda, owinęła nam się swoim zwyczajem wokół nóg i pobiegła dalej masakrować zabawki. Rusałki świeciły swoimi zielonymi latarenkami.  Kocie panoptikum.

Pani sąsiadka wykazała się czujnym okiem, ponieważ zauważyła Ryżą w kocim małpim gaju pod samym sufitem. Widząc siatkę zapytała, czemu tamten kot jest zamknięty. Wytłumaczyłam jej grzecznie, że nie tylko nie jest, ale wręcz jest to VIPowska miejscówka, o którą koty regularnie się biją i TaiChi nie może zejść się z nią przywidać, bo zaraz ją ktoś podsiądzie.

Pani sąsiadka jeszcze raz oszacowała okiem towarzystwo i z dużą dozą pewności ni to stwierdziła, ni to zapytała czy to wszystko kastrowane, bo nic w domu nie czuć kotem. Chyba mi nie uwierzyła, że wykastrowany jest tylko VaiPer. Więc już nawet jej nie mówiłam, że przecież stoi niecały metr od dwóch kuwet… I dlatego na żwirek wydaję małą fortunę. W ogólnym rozrachunku – wychodzę na plus. :)

Related Images:

Facebooktwitter

Się ma koty, się ma obowiązki

PaiLu już drugą godzinę domaga się pieszczot.

Siedzi przede mną i nie pozwala nic robić – jak tylko się wychylę, żeby zerknąć w ekran, barankuje mnie w nos i znowu się miziamy. Miziu miziu po łebku, za uszami, pod brodą, po całym kocie i na koniec cmok w czółko. Cały rytuał. A niech no tylko odwrócę wzrok, zaraz z pretensją w głosie mówi: Miau!, lokuje się naprzeciwko mojej twarzy i wpatruje się we mnie intensywnie. No to jeszcze raz cały rytuał… I tak dwie godziny.

Kocie, ja muszę pracować. Mam wrażenie, że twarz mam już równomiernie pokrytą jej sierścią. Hrrr, zaraz sobie chyba skóre zedrę. Na zmianę z głaskaniem czeszemy kota. Jako kot krótkowłosy, nie wymagający czesania – uwielbia. Nadstawia się całą sobą. Najlepiej wyczesany kot w galaktyce :)

A na kolana nie przyjdzie, wredna małpa.

Dlaczego mi nikt nie powiedział, że nie podpięłam galerii kociej z tego roku? Wrzucam tam co jakiś czas zdjęcia, tylko nikt ich nie ogląda, bo w żaden sposób nie da się do nich trafić. Super.

No to PODPIĘŁAM.

Można klikać na górze w „Galerie”, a potem po lewej w „Nasze koty – 2013”, albo po prostu kliknąć TUTAJ. Miłego oglądania!

Related Images:

Facebooktwitter

Balsam dla duszy?

Koty mi oszalały.

Zawsze dziękowałam karmie i losowi, że udało się je przekonać, iż noc niekoniecznie jest optymalną porą do zabawy z człowiekiem. Tylko na początku, kiedy jeszcze była sama PaiLu, uprawialiśmy typowe życie domu z kotem jedynakiem, czyli uporczywe pobudki o 4 nad ranem. Potem pojawiły się maine coony i wszystkie trzy zajęły się życiem kocio-kocim, zostawiając człowieki ich snom.

Ale do czasu…

Skończyło się jakiś miesiąc temu. Między 4 a 5 nad ranem łóżko przeżywa jakiś najazd Hunów.

Najpierw przychodzi TaiChi. Włazi na mnie, spaceruje od głowy do nóg i z powrotem i zaczyna ugniatać mnie po co wrażliwszych miejscach. I mruczy mi prosto w twarz. Potem się kładzie na mojej klatce piersiowej i wylizuje mi twarz. (Moja odporność na kocie alergeny nie obejmuje bezpośredniej aplikacji na twarz, wobec tego chodzę parchata jak nastolatka. Cóż…)

Oczywiście już dawno nie śpię, bo niby jak…

Potem ChiNa, która śpi na kocyku leżącym w nogach łóżka, wstaje i przychodzi do TaiChi z prośbą o wylizanie po czółku. Czynią to tuż nad moja twarzą, obficie smyrając mnie wąsami. Do tego ChiNa mruczy. Jeśli mruczenie TaiChi przypomina traktor, to ChiNa nadaje jak czołg. Leży obok poduszki, z łbem na moim obojczyku i mruczy.

Wtedy dzikim skokiem ląduje na nas Czarna Tylda. Antenka, śpiąca do tej pory spokojnie przy moim kolanie, nie wytrzymuje napięcia i ucieka z sypialni. Tylda wykonuje jeszcze kilka dzikich susów i lokuje się pod moją pachą, obejmując czule pazurami moje ramię. I mruczy, ale cichutko.

Wreszcie przybywa VaiPer. Uwala się częściowo na mnie, a częściowo na Tyldzie. Chwyta Czarną obiema łapami i wylizuje ją po całym kocie. Mała wyrywa się dziko (niepokorne stworzenie!), po czym ucieka. Zadowolony VaiPer opiera się o mnie i zaczyna się myć. Ciamkając rozgłośnie. I do tego cały czas się rusza i mnie szturcha.

Ciamk, szturch. Ciamk, szturch.

Dochodzi 6 rano.

Related Images:

Facebooktwitter

Odczulanie według kota

Jak pomóc pani z alergią na sierść? Zapewnić stałą ekspozycję na alergeny – wtedy reakcja słabnie. Tak, w mordeczkę, to moja poduszka jest.

Na swoje koty część alergików, w tym ja, się 'odczula’. Nie znam mechanizmu fizjologicznego, ale widzę efekty. U znajomych zawsze siedzę na lekach antyhistaminowych, bo w ciągu pół godziny katar i łzawienie oczu uniemożliwiają mi normalne funkcjonowanie. W domu – daje radę. W rusałki mogę normalnie wtulić nos i  inhalować pudrowy zapach futerka (kto tego nie robił, niech pierwszy rzuci kamieniem!)

W przypadku maine coonów jest trochę gorzej i faktycznie chodzę cały czas z lekkim katarem, ale jestem już tak przyzwyczajona, że nie robi mi różnicy (alergia całoroczna na kurz, hell yeah! oraz większość pyłków i koszoną trawę – teh horror!).

Jakoś tak rusałki uczulają dużo słabiej albo wcale. Sprawdzone na znajomych z alergią, którzy hodują rusałki, ale do mnie nie mogą przyjść z wizytą ze względu na maine coony.

Ps. Nie próbujcie tego z alergią astmatyczną, raczej nie zadziała.

Pps. Po dwutygodniowym urlopie poza domem efekt zanika i trzeba się odczulać jeszcze raz. U mnie trwa to około 3 tygodni.

Ppps. Pamiętajcie o akcji na facebooku – jeszcze tylko do jutra można zgłosić chęć otrzymania kociego karmnika!

Related Images:

Facebooktwitter