Piękny blog:))
Dopiero debiutujemy jako „kociarze” Kocinę bidną i nieco schorowaną (m.in. przeszliśmy przez świerzb w uszach, tasiemce, obleńce oraz przeziębienie) przygarnęliśmy w sierpniu z działki:)
Nasz kot Stefan – dachowiec szary pręgowany – sam się do naszej rodziny adoptował.
Przylazł do nas na działkę potwornie wycieńczony, prychajacy i syczacy, kompletnie dziki malutki koci szkielecik na 4 łapkach. No to go oswoiliśmy ze stanu dzikiego i jest:)
Teraz Stefan mieszka u nas w domu.
W ubiegły piątek był kastrowany.
I tak szukając informacji w necie o opiece pokastracyjnej trafiłam na Wasz blog:)
Blog zacny – sporo mnie nauczyliście w temacie opieki nad kotem:)
Dziękuję i pozdrawiam:)
bubu
PS. Faktycznie jak Stefan nie przychodził do nas do łóżka (źle zniósł kastrację) byłam nieszczęśliwa. Teraz już jest z nim ok – no to jestem niewyspana:))
Mam to samo, tylko nie z kotami :) Do dwójki się przyzwyczaiłam, że mnie tam czasem te cztery kilo kota zgniecie (no tak, ja mam dachowce, nie wielkolu… wielkokoty), to detal po tylu latach. Natomiast mam to samo z córką. Bez niej nie usnę, z nią nie pośpię;)
Piękny blog:))
Dopiero debiutujemy jako „kociarze” Kocinę bidną i nieco schorowaną (m.in. przeszliśmy przez świerzb w uszach, tasiemce, obleńce oraz przeziębienie) przygarnęliśmy w sierpniu z działki:)
Nasz kot Stefan – dachowiec szary pręgowany – sam się do naszej rodziny adoptował.
Przylazł do nas na działkę potwornie wycieńczony, prychajacy i syczacy, kompletnie dziki malutki koci szkielecik na 4 łapkach. No to go oswoiliśmy ze stanu dzikiego i jest:)
Teraz Stefan mieszka u nas w domu.
W ubiegły piątek był kastrowany.
I tak szukając informacji w necie o opiece pokastracyjnej trafiłam na Wasz blog:)
Blog zacny – sporo mnie nauczyliście w temacie opieki nad kotem:)
Dziękuję i pozdrawiam:)
bubu
PS. Faktycznie jak Stefan nie przychodził do nas do łóżka (źle zniósł kastrację) byłam nieszczęśliwa. Teraz już jest z nim ok – no to jestem niewyspana:))
Cieszę się, że pomogliśmy :)
Proszę przekazać głaski i mizianie za uszkami dla Stefana, niech szybko dochodzi do siebie :)
Mam to samo, tylko nie z kotami :) Do dwójki się przyzwyczaiłam, że mnie tam czasem te cztery kilo kota zgniecie (no tak, ja mam dachowce, nie wielkolu… wielkokoty), to detal po tylu latach. Natomiast mam to samo z córką. Bez niej nie usnę, z nią nie pośpię;)