Się ma koty, się ma obowiązki

PaiLu już drugą godzinę domaga się pieszczot.

Siedzi przede mną i nie pozwala nic robić – jak tylko się wychylę, żeby zerknąć w ekran, barankuje mnie w nos i znowu się miziamy. Miziu miziu po łebku, za uszami, pod brodą, po całym kocie i na koniec cmok w czółko. Cały rytuał. A niech no tylko odwrócę wzrok, zaraz z pretensją w głosie mówi: Miau!, lokuje się naprzeciwko mojej twarzy i wpatruje się we mnie intensywnie. No to jeszcze raz cały rytuał… I tak dwie godziny.

Kocie, ja muszę pracować. Mam wrażenie, że twarz mam już równomiernie pokrytą jej sierścią. Hrrr, zaraz sobie chyba skóre zedrę. Na zmianę z głaskaniem czeszemy kota. Jako kot krótkowłosy, nie wymagający czesania – uwielbia. Nadstawia się całą sobą. Najlepiej wyczesany kot w galaktyce :)

A na kolana nie przyjdzie, wredna małpa.

Dlaczego mi nikt nie powiedział, że nie podpięłam galerii kociej z tego roku? Wrzucam tam co jakiś czas zdjęcia, tylko nikt ich nie ogląda, bo w żaden sposób nie da się do nich trafić. Super.

No to PODPIĘŁAM.

Można klikać na górze w „Galerie”, a potem po lewej w „Nasze koty – 2013”, albo po prostu kliknąć TUTAJ. Miłego oglądania!

Facebooktwittergoogle_plus

Czułe pieszczoty

Jak wiecie, najbardziej miziastym kotem w naszym stadzie jest TaiChi. Jest to zwierzątko nakolanne, głośnomruczące i zachłanne. Raz ułożona na kolanach nie daje się z nich zrzucić. Nawet jeśli ja praktycznie już wstałam, ona jeszcze trzyma się kolan nadprzyrodzonym sposobem.

A jak jest w wyjątkowo czułym nastroju, funduje mi swoją najbardziej intymną pieszczotę. Wkłada swój wilgotny nos do dziurki mojego nosa a wibrysami oplata mi twarz. Jakby samej sierści w nosie nie wystarczyło.

Przyjmuję to z godnością, choć tylko ja wiem ile wysiłku kosztuje powstrzymanie się od dzikich podskoków i drapania się po całej swędzącej twarzy.

Facebooktwittergoogle_plus