Kot Ci poda pomocną łapę

Kot jak zawsze pomaga we wszystkich pracach, jak tylko może.

Przy majsterkowaniu popilnuje ci narzędzi albo wkrętów…

… w kuchni sprawdzi czy aby na pewno dolałaś wystarczającą ilość wody do parowara…

… i równo ułożyłaś pieczarki

Kot to bardzo chętne do pomocy zwierzątko. Nie odganiaj kota.

Related Images:

Facebooktwitter

Śnieg a sprawa kocia

Ponieważ zima postanowiła nas nie opuszczać, była okazja pokazać kotom, co to jest to białe, które oglądają z okien. Za pierwszym razem jakoś nie zaobserwowaliśmy wielkiego entuzjazmu, w zasadzie skusiła się tylko PaiLu, a i to na chwilę, bo w łapki gryzło.

W nocy napadało jeszcze więcej białego paskudztwa i daliśmy kotom jeszcze jedną szansę. Tym razem nawet nasz największy Ryży tchórz się skusił! A jak już się odważyły, to poszły na całość i zadeptały cały śnieg na balkonie, nawet tam, gdzie sięgał im do brzuszków.

Po powrocie do domu jeszcze jakiś czas roznosił je entuzjazm. Zwłaszcza VaiPerek musiał się kilka razy przelecieć w dół i w górę drapaka, żeby dać upust emocjom. Coś czuję, że latem nie będą chciały w ogóle z tego balkonu wychodzić. Ale do tego czasu już zamontujemy siatkę i nie będzie trzeba ich pilnować.

Related Images:

Facebooktwitter

Historie kuwetowe

Dzisiejszy wpis będzie długi, nieinteresujący i bardzo życiowy. Pisany jest ku przestrodze lub ku pokrzepieniu serc – zależnie od punktu siedzenia.

Otóż kuweta, urządzenie nieskomplikowane w obsłudze, może być źródłem wielu nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Koty mają swoje zdecydowane preferencje kuwetowe. Są takie, które kuwetkowanie uważają za czynność intymną i tym należy znaleźć ciche, ustronne i bezpieczne miejsce na kuwetę. Inne z kolei nie mają najmniejszego z tym problemu i są w stanie kucnąć w każdych warunkach. Jedne koty lubią kuwety zamknięte, inne za skarby świata do takich nie wejdą.  Z kolei koty uwielbiające kopanie mają zwyczaj wyrzucać żwirek z kuwety, wtedy zamknięta toaleta sprawdza się doskonale, a jeśli nie ma takiej możliwości – warto zaopatrzyć się w kuwetę z wysokimi ścianami oraz ramką. Często też zdarza się, że kot siusia do jednej kuwety, a kupkę robi do innej. Problemy z kuwetą na ogół są pierwszym symptomem, że dzieje się coś złego – ale o tym innym razem.

Spotkałam się z poglądem, że  w domu powinno być tyle kuwet, ile kotów, plus jeszcze jedna. Rzeczywiście, koty, które nie załatwią się do już użytej kuwety, mogą tego wymagać. Nasze na szczęście od najmłodszego były przyzwyczajane do tego, że kuweta jest dobrem wspólnym i nie mają aż takich wymagań, co dla nas jest błogosławieństwem, bo nie mamy aż tyle miejsca w domu.

Każdy z naszych kotów ma inne potrzeby i inne zachowania kuwetowe. VaiPer uwielbia grzebać i kopać, często mrucząc, piszcząc i śpiewając przy tym. Grzebie przed, robi dołki, po czym i tak załatwia się obok. TaiChi z kolei lubi mieć przed sobą przestrzeń. Kuca więc przy samej krawędzi kuwety, mając cały piasek przed sobą. Ponieważ jest już kotem dużym, to w otwartej kuwecie zdarzało się, że co prawda kot był wewnątrz, ale tyłek na zewnątrz… Zrezygnowaliśmy z otwartej kuwety. PaiLu zaś lubi mieć w kuwecie czysto, choć bez fanatyzmu. Oczywiście korzysta w miarę potrzeb, ale po sprzątaniu (a często jeszcze w trakcie) wchodzi pierwsza, żeby się nacieszyć czystym piaskiem. Ona też najdokładniej sprząta po sobie.

Na marginesie: podobno im niżej kot w hierarchii stada, tym dokładniej zakopuje swoje odchody. Chodzi o to, by jak najskuteczniej zamaskować zapach i nie drażnić stojących wyżej. Osobnik dominujący nie ma takiej potrzeby, wręcz przeciwnie – chętnie zostawia swój zapach. Znam kilka przypadków potwierdzających tę regułę (na ogół kocur kastrat chodzi sprzątać po mieszkającej z nim dominującej kotce), choć u nas akurat sprawdza się połowicznie. Owszem, ostatnia w stadzie PaiLu zakopuje starannie, ale największą niefrasobliwość wykazuje TaiChi, która jest w środku skali. Dominujący VaiPer również ładnie po sobie sprząta, ale może jest to kwestia tego, że jest kotem kopiącym.

Od początku używaliśmy żwirku drewnianego, który jest niezwykle wygodny, ponieważ można go wrzucać do sedesu. Odpada więc cały kontredans z torebkami i wędrowaniem z nieciekawym pakunkiem po mieszkaniu do kosza na śmieci. Koty żwirek polubiły, niestety strasznie nosił się po mieszkaniu. Dywanik przed kuwetą pomagał, ale też w ograniczonym stopniu, codziennie trzeba było zamiatać. Zmieniliśmy więc żwirek na inny typ, zbity w większe i twardsze pałeczki, który koty też zaakceptowały, choć bez większego zachwytu, bo trudniej się w nim grzebie.

Jednocześnie używaliśmy drugiej kuwety, otwartej, ze żwirkiem silikonowym. PaiLu i VaiPer do niej siusiały, na kupkę chodziły do zamkniętej toalety z drewnianym, zaś TaiChi, nieczuła na takie subtelności, nie robiła różnicy między kuwetami. Niestety maine coony rosły i w zamkniętej przestały się mieścić (TaiChi przestała sie tez mieścić w otwartej, o czym wspomniałam). Kupiliśmy więc im piękną wielką (największą chyba na rynku) kuwetę, z której nie mają szans wyrosnąć. Wejście do niej jest bardzo wysoko, toteż uznaliśmy, że PaiLu nie będzie chciała z niej korzystać i w ten sposób będzie miała starą kuwetę tylko dla siebie. A ponieważ jednocześnie obraziła się na wszystkie żwirki, musieliśmy zastosować wariant awaryjny z jakimś żwirkiem bentonitowym, którego próbkę dostaliśmy na wystawie. Kicia łaskawie zgodziła się skorzystać z niego, wobec tego w te pędy polecieliśmy kupić cały worek. Nawiasem mówiąc, w pośpiechu kupiliśmy inny, z drobinkami silikonu oraz pudrowym zapachem, ale też został zaakceptowany. I co się okazało? Wszystkie koty rzuciły się na ten żwirek, porzucając drewniany oraz dużą kuwetę. Nie poddawaliśmy się tak łatwo – zmieniłam im drewniany na inny, drobniutki, z drzewa pinii. Nie raczyły w nim nawet łapy postawić, mimo, że do małej kuwety ledwie włażą. Nie zostało nam nic innego, jak kupić więcej bentonitowego. Prawa Murphy’ego jednak są bezlitosne i „naszego” chwilowo nie było, kupiliśmy więc jakiś popularny żwirek bez zapachu i bez wyświrów. Okazało się, że jest beznadziejny, pyli się, jest wyjątkowo okropny z wyglądu i nie znoszę go. Koty natomiast pokochały go wielką miłością. Wszystkie trzy.

VaiPer grzebie tak, że mimo wysoko umieszczonej krawędzi wejścia oraz klapki, żwirek wylatuje na zewnątrz całymi garściami. PaiLu dokonuje wyczynów ekwilibrystycznych, żeby wskoczyć do środka i nie zabić się klapką. Mała kuweta stoi nieużywana od tygodnia.

My zaś zostaliśmy z połową worka grubego żwirku drewnianego, całym workiem drobnego, prawie całym workiem silikonu oraz kolejnym: bentonitu z silikonem, które piętrzą się w jedynym wolnym kącie łazienki, za sedesem. A podobno kotom nie powinno się zmieniać rodzaju żwirku zbyt często! Mhm, spróbowałabym nie zmienić, to szybko by mi chyba wytłumaczyły, że to głupi pomysł.

Na pocieszenie kupiliśmy fajny koszt na śmieci, taki mały, szczelny, o pojemności 3l z przeznaczeniem na koci urobek. Dzięki temu można całość wyrzucać raz na dwa dni, a nie osiem razy dziennie. Skoro nie da się tego wrzucać do sedesu, to chociaż tyle niech będzie tych ułatwień.

Nie wiem, czy z tej historii wynika jakiś morał. Pewnie kilka, w tym chyba żadnego normalnego. Że koty są wredne, złośliwe,  wymagające i nie wiedzą, czego chcą. Albo że człowieka zadręczą. Albo że nie należy się poddawać, problemy z kotami dają się rozwiązywać. O, to jest dobre, przy tym pozostańmy.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:  Kot załatwia się poza kuwetą; Jak złapać mocz kota do badania?

Related Images:

Facebooktwitter

Pierwsze pranie kotów

Ponieważ poniedziałek to parszywy dzień, każdy musi jakoś odreagować. Dzisiaj konsekwencje tego poniosły maine coony. Zostały mianowicie uprane. Za pomocą suchego szamponu.

Szampon ów ma postać pachnącej pianki, której należy nabrać w dłonie, rozprowadzić na kocie a następnie rozczesać. Ponieważ – w odróżnieniu od ruskiej – oba maine coony to dusza nie kot, bez protestów pozwoliły sobą pomiatać. Trochę się obawiałam o zapach, ale jakoś ich nie odrzuciło. Nawet nie czuły palącej potrzeby się wylizać po zabiegu, oba najpierw się zdrzemnęły, a i późniejsza toaleta była umiarkowanie intensywna. Wygląda na to, że szampon w piance daje się przeżyć.

Ryża kota po upraniu ma kitę jak lis. Oto dowód:

Poronionym pomysłem okazała się za to odżywka-nabłyszczacz, którą nabyłam z myślą o odpicowaniu kocinków na wystawę. Po użyciu koty mają w kilku miejscach takie punkowe pióropusze ze zlepionych kosmyków. Nie wykluczam, że jest to efekt mojej nieudolności. Szanse na nauczenie się prawidłowego używania preparatu są znikome, bo oba koty były zdegustowane psikaniem na nie i stanowczo nie chciały współpracować.

Wcale im się nie dziwię, też bym nie chciała chodzić taka rozczochrana.

Related Images:

Facebooktwitter

Kot jaki jest – wspinanie się

Koty uwielbiają się wspinać. W naszym domu nie ma firanek, ale za to jest wypaśny drapak po sam sufit, doskonały nie tylko do wspinania się, ale również do gonitw i wyścigów. Mamy też osobną garderobę, do której koty mają wstęp. PaiLu, jako skoczek zawołany, włazi na najwyższe półki i z góry obserwuje wszystko z wyrazem lekkiego lekceważenia dla świata na pysku. TaiChi porusza się w dolnych rejonach – jest coraz większa i coraz dłuższa, więc skakanie przychodzi jej z coraz większym trudem. Z kolei VaiPer jest zwierzakiem ambitnym i walczy.

Mamy otóż w garderobie taki wolnostojący słupek z szufladami. Całość jest wykonana z siatki metalowej i jest ażurowa, ma ponad 2 m wysokości. Otóż VaiPerek, który zapewne byl wiewiórką w poprzednim wcieleniu, wspina się po szufladach – wygląda to jakby normalnie szedł w pionie do góry – i włazi do ostatniej szuflady. Na wierzch już nie da razy wleżć, bo nie ma się czego pazurami zaczepić. Tam na ogół siada PaiLu i się z niego naigrawa.

To bardzo ukochane miejsce VaiPerka na odpoczynek – cisza, spokój, półmrok. Jest tylko jeden problem – nie ma jak zejść. W związku z tym kiedy już mu się znudzi i chce wyjść, krzyczy do nas, żeby go zdjąć. I człowiek, chcąc nie chcąc, musi udać się do garderoby, rozłożyć drabinę, wejść na nią – kotek już wyciąga przednie łapki, żeby łatwiej go uchwycić – i zdjąć koteczka.

Wspominałam, że koty nas sobie nieźle wytresowały?

Tak sobie pomyśleliśmy, że będziemy zamykać garderobę wychodząc na dłużej. Już raz po powrocie trzeba było naprędce organizować misję ratunkową dla VaiPerka, który spędził na górze nie wiadomo jak długi czas.

Related Images:

Facebooktwitter

Nowa kuweta

Kiedy kupowaliśmy kocią wyprawkę, wydawało nam się, że transporterki i toaleta są takie duże, gdzie my to postawimy i w ogóle! Po kilku miesiącach okazało się, że może i są duze, ale koty są większe. Przestały się mieścić w toalecie i trzeba było zdjęć budkę i zostawić goła kuwetę. Na szczęście nie potrzebowały jakiejś specjalnej intymności i zaakceptowały otwarty kibelek, ale to tak czy inaczej był półśrodek.

Zaczęliśmy szukać nowej kuwety, ale jak na złość okazało się, ze największy hurtownik na przełomie roku urządza wielką inwentaryzację i w ciągu pierwszej połowy stycznia nie ma co nawet marzyć o jakichkolwiek zakupach. Potem oczywiście kuweta była dostępna, ale w mocno nie pasujących do mnie kolorach. Ale mamy to za sobą, nowy nocnik właśnie przyjechał.

Wielkością zbliżony jest do szafki i nie mieści się w łazience. Musi niestety stać w eksponowanym miejscu, ale za to nie ma obawy, ze maine coony z niego wyrosną.

W dodatku dostarcza niesamowitych wrażeń akustycznych, bo kiedy koty grzebią w żwirku, normalnie pogłos idzie jak ze studni.

Related Images:

Facebooktwitter

Karma dla maine coonów

Maine coony mają to do siebie, że łykają karmę w całości, co oczywiście nie jest obojętne dla skuteczności trawienia. Karma sucha ma tę zaletę, że jej gryzienie wspomaga oczyszczanie zębów – niestety MCO starannie unikają tego dobroczynnego działania i łykają wszystko jak indor kluski. Stąd producenci oferują specjalną karmę suchą dla maine coonów. Oprócz specjalnych dodatków (np. na serce, które jest piętą achillesową tej rasy), ma ona postać dużych granulek, których po prostu nie da się łykać.

Ostatnio nabyliśmy drogą kupna paczkę takiej karmy na spróbowanie. Dosypaliśmy ją do starej, żeby uniknąć sensacji żołądkowych. I co? Koteczki wyżarły wszystkie duże granulki – wszystkie, ruska też! – a resztę pozostawiły w miskach.

Ale zauważyłam, że MCO rozgryzają granulki na pół i te połowy łykają. No cóż, dobre i to.

.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:

Od ust sobie odejmę a kotu dam

Nowa dostawa żarcia

Poszukiwana karma light

Related Images:

Facebooktwitter

Mamy przydomek!

Nie mam jeszcze w ręce kwitu, ale wiem już, że nasz przydomek hodowlany został zarejestrowany. Domena już wykupiona, prace nad przeniesieniem starego bloga trwają (przesiadamy się na wordpressa, nie wiem czy to dobrze, czy nie – jestem lamą komputerową i mam szczerą nadzieję, że wp zrobi sam wszystko sam), nowy zostanie wzbogacony o porady i ciekawostki o naturze kotów – zaglądajcie do kategorii pt. Porady oraz Kot jaki jest… Mam nadzieję, że stanie się dzięki temu bardziej interesujący.

Witamy więc w hodowli Kot Doskonały*PL!

Dlaczego Kot Doskonały? O tym napiszę na stronie „o nas”. Nie będzie to jakaś wielka działalność, nie mamy na to warunków. Dwie koteczki hodowlane to na razie maksimum tego, na co możemy sobie pozwolić. Tak więc mamy oto nowe, bardzo kosztowne hobby.

Na razie sobie wchodzę co jakiś czas na stronę FIFE, żeby ponapawać się widokiem naszego przydomka w bazie danych. :)

Related Images:

Facebooktwitter

PaiLu pójdzie na kisiel i ciastka

…ponieważ właśnie zaczyna drugą ruję. Jak nie oszalejemy to będzie cud.

Nie ociera sie o nogi ani w inny sposób nie molestuje człowieka, tylko wyje rozgłośnie i – niestety – znaczy teren. Na szczęście znaczenie kotek nie umywa się nawet do tego, jak znaczą kocury, więc jakoś to przetrwamy.

Trzymajcie kciuki.

Related Images:

Facebooktwitter