Z nowym rokiem…

Z nowym rokiem podjęliśmy również noworoczne postanowienie – trzeba wreszcie złapać tego byka za rogi: finalizujemy założenie hodowli. We wniosku należało podać kilka wersji przydomków hodowlanych (to tak jakby nazwisko kota) na wypadek, gdyby podobne do wybranego były już zarejestrowane w FIFE. Pomysły mieliśmy różne, jedne bardziej wykręcone, inne trochę mniej.  Tych pierwszych było więcej, bo obydwoje mamy odjechane poczucie humoru. Nie pomagała również późnonocna pora, kiedy to owo wymyślanie miało miejsce. Po propozycji Pomiot Szatana (PaiLu właśnie miała ruję i wyła na szafie) uznaliśmy, że lepiej pójdziemy spać.

20081210_024-1

Dziś rano pozostało jeszcze wybrać 6 propozycji i uszeregować od najbardziej pożądanej do najmniej. Wreszcie wniosek został wysłany i czekamy na wynik. Wszystko wskazuje na to, że nasz blog zmieni się diametralnie – w końcu teraz zostanie oficjalną stroną naszej hodowli.

20081219_050

Related Images:

Facebooktwitter

PaiLu dorasta

PaiLu ma pierwszą ruję. Ratunku!

Wyje straszliwie, najchętniej w łazience, bo ma tam fajne echo. Sąsiedzi pewnie się cieszą. Drugie miejsce to szafka przy oknie kuchennym, bo tam się głos odbija od szyby i też nieźle siebie słyszy.

Ja co rano uciekam do pracy, ale Paweł siedzi w domu i już chyba jest na krawędzi. W ciągu pierwszych trzech dni wypił butelkę whisky.

Ja w akcie desperacji kupiłam walerianę. Dla Pawła ;)

Related Images:

Facebooktwitter

Hierarchia w stadzie się chwieje

Teraz, kiedy VaiPer jest wciąż rekonwalescentem, PaiLu odbija sobie okres tyranizowania przez niego. Właśnie byliśmy świadkami, jak przebiegając obok niego, jakby od niechcenia, z lekkiego wyskoku uderzyła z góry łapą w kołnierz i pobiegła dalej. VaiPer aż się skulił, musiało mu to zadźwięczeć jak dzwon wokół łebka.

Hierarchia w stadzie to poważna sprawa, a taka długotrwała niedyspozycja lidera poważnie nią zachwiała i chyba rozbudziła pewne nadzieje.

Na szczęście mamy to już za sobą. Rana się zagoiła, zewnętrzne szwy zostały zdjęte a VaiPerek wyruszył odzyskać nadszarpniętą pozycję w stadzie.

20081218_024

Related Images:

Facebooktwitter

Rekonwalescencja VaiPera

Biedny VaiPer, zmuszony do noszenia kołnierza był bardzo nieszczęśliwy. Natychmiast po założeniu, kładł się w ulubionym leżaczku a całe jego jestestwo emanowało uczuciem czystego, absolutnego smutku. Aż niemal namacalnym. Kiedy próbował iść, ciężar i bezwładność kołnierza sprawiały, że musiał go podrzucać do góry żeby zrobić krok i w rezultacie chodził z głową poruszającą się bez przerwy góra-dół. Serce się normalnie krajało.

20081210_014

Kiedy tylko mogliśmy, zdejmowaliśmy mu go. Całe dnie spędzał wtedy na poduszce koło komputera Pawła, na noc zaś zamykaliśmy się z nim w sypialni. To po to, żeby kocice nie pomogły mu w rekonwalescencji dokładnym wylizaniem. Później spróbowaliśmy założyć mu zamiast kołnierza kaftanik, ale rezultat był podobnie rozdzierający serce.

20081203_030

Niestety nie zawsze da się koty upilnować i kiedy poszliśmy na kontrolę okazało się, że rana nie zagoiła się tak dobrze jak powinna i jeszcze trzy dni w kołnierzu są bardzo wskazane. Sama nie wiem, kto się bardziej zmęczył – VaiPer, czy my pilnując go non-stop.

Related Images:

Facebooktwitter

Przygody weterynaryjne

Ostatnio nasze kotki nie miały szczęścia. Zaczęło się od Vai Pera. Szykowaliśmy się do jego wykastrowania. Jednak niedługo przed tym, ni stąd ni zowąd dostał biegunki. Początkowo poza tym zachowywał się normalnie, ale gdy zrobił się wyraźnie apatyczny, trzeba było wybrać się do weterynarza. Skończyło się na pięciu dniach na antybiotyku, Okazało się, że ma jakieś zapalenie jelit i musieliśmy co 24 godziny jeździć z nim na zastrzyki. To zapalenie  okazało się wirusowe i gdy tylko skończyliśmy leczenie Vai Pera – rozchorowała się Tai Chi. No i znów codzienne jazdy na zastrzyki. Na szczęście poszło łatwiej i spokój był już po trzech dniach. Wirus na szczęście ominął Pai Lu.

20081121_024

Gdy kotki doszły już do siebie, w końcu zawieźliśmy Vai Pera do kastracji. Zapowiadało się bezproblemowo. W klinice byłem przed 10:00 i koło 14 miałem odbierać już kota. Jednak ledwo wróciłem do domu, kiedy odebrałem telefon z kliniki. Pani weterynarz zaczęła od słów “tylko proszę się nie denerwować”. Zgadnijcie jak to na mnie podziałało. Okazało się, że nasz Vai Perek poza złamanym ogonkiem ma jeszcze jedną wadę. Jest wnętrem. To znaczy, że jedno z jego jąder nie zeszło do moszny i kastracja nie będzie zabiegiem prawie kosmetycznym, tylko operacją. W dodatku musi to zrobić doświadczony chirurg, a ten zaczyna pracę dopiero o 16. Nie było sensu, żebym przywoził kociaka z powrotem, bo niestety nadal musiał być na czczo, a w domu przecież są jeszcze dwie kotki, które z pewnością nie zgodzą się na niekarmienie. Postanowiłem zostawić Vai Pera w klinice. W końcu jest tam pod dobrą opieką.

20081203_025

Dzień był wyjątkowo stresujący. Dopiero koło 18 miałem się dowiadywać o małego pacjenta. Ulżyło mi, kiedy usłyszałem pogodny głos w słuchawce, który oznajmił, że koło 19 mogę kociaka odebrać.

Operacja się udała i przebiegła bez problemów. Vai Per jest w domu od 5 godzin i odpoczywa. Pierwsze, co usiłował zrobić, to pobiegać po mieszkaniu, jednak łapki jeszcze niezbyt chciały go słuchać i maluch ciągle się przewracał. Teraz trochę śpi, trochę się kręci i szuka sobie miejsca. Czuwamy przy nim na zmianę, ponieważ nie może sobie wylizywać rany, a na dodatek do wylizywania chętne mogą być jeszcze Tai Chi i Pai Lu.

20081205_002

Mamy nadzieję, że nasz chłopak szybko dojdzie do siebie. Teraz wygląda bardzo smutno.

Related Images:

Facebooktwitter

Gdzie lubią spać

Dziś oglądaliśmy jakieś dziwne wynalazki dla kotów na jakiejś zachodniej stronie internetowej. Była tam naprawdę spora ilość wynalazków, ale w większości dość ekskluzywnych. A przecież kotom tak niewiele potrzeba.

20081109_051

Do niedawna cichym i spokojnym miejscem dla Pai Lu była wolna przestrzeń na półce za książkami. Niestety nauczyły się tam już wchodzić Maine Coony i zrobiło się za ciasno. Kolejnym nietypowym miejscem stał się chodnik koło kuwety. Mieliśmy go przyciąć, tak, żeby się mieścił w łazience i nie zachodził na ścianę, jednak po reakcji kotów zrezygnowaliśmy z tego. Vai Per z uwielbieniem kładzie się koło mojego macbooka, gdy na nim pracuję. Czasami usiłuje kłaść się na klawiaturze, jednak chyba się już nauczył, że w ten sposób szybko zostaje usunięty z biurka. Czasem jego miejsce zajmuje Tai Chi, jednak ona raczej woli leżeć na moich kolanach. Vai Per za to jest mistrzem siedzenia w kuchni. Uwielbia obserwować nas w czasie zmywania naczyń, a już całkiem wniebowzięty jest, gdy uda mu się zająć jakieś luksusowe miejsce w wolnym garnku.

20081108_014

W domu koty mają swoje ulubione miejsca, takie, jak wiklinowe koszyki na szafie. Gorzej mają, gdy gdzieś je zabieramy. Szukają wtedy rozwiązań zastępczych. Do tej pory najlepsza był przestrzeń za tapczanem, jednak Pai Lu ostatnio w gościach znalazła na regale koszyk po święconce. Wydawał się stanowczo za mały, jednak ona bez większego trudu zwinęła się w nim i spała przez pół dnia.

20081109_028

Related Images:

Facebooktwitter

Sesje zdjęciowe kotów

Rozpoczynam akcję fotografowania kotów. I to nie tylko swoich, bo to już robię od jakiegoś czasu:) Mam zamiar sfotografować możliwie najwięcej ras kotów, więc jeżeli masz wyjątkowego kota rasowego lub domowego, zwanego europejskim, napisz do mnie i przyślij mi zdjęcie twojego ulubieńca, a być może niedługo po tym twój kot będzie mógł zasmakować życia fotomodela. Propozycja jest kierowana zarówno do hodowców, jak i zwyczajnych właścicieli pięknych kotów.

20081029_455

Jako pierwsze w tej akcji wzięły udział koty z hodowli Ewjatar*PL, z której pochodzą Pai Lu, Tai Chi i Vai Per.

20081029_318

Related Images:

Facebooktwitter

Rzymski koci raj

Jednym z pierwszych miejsc, jakie zwiedziliśmy w Rzymie, była Area Sacra. Jest to odkryty przy okazji remontu ulic kawałek starożytnego miasta. Odgrodzony i niedostępny dla ludzi, stał się prawdziwym azylem dla kotów. Mieliśmy zostawić sobie tę atrakcję na koniec tego dnia, jednak koty powstrzymały nas skutecznie. To chyba z tęsknoty za naszymi kotami oglądaliśmy się za każdym napotkanym sierściuchem. W małych włoskich miasteczkach bezdomnym kotom nie powodzi się zbyt dobrze, za to w Rzymie mają jak w raju. We wspomnianym już zabytkowym kocim raju żyje spora grupa kotów.

20081013_039

Wszystkie wyglądają na zadowolone i bardzo dobrze odżywione. Nie mieszkają tam bez opieki. Obok znajduje się biuro, które zdaje się być swego rodzaju schroniskiem dla kotów. Można tam np. adoptować jakiegoś kotka. Kilku tamtejszym kotom mogliśmy przyjrzeć się z bliska i zastanawiały nas przycięte uszy. Później dowiedzieliśmy się, że to jest włoski sposób na znakowanie kastratów.

20081013_077

Wróciliśmy już do domu. Bardzo tęskniliśmy za Pai Lu, Tai Chi i Vai Perem. Na szczęście były pod bardzo dobrą opieką. Maine Coony przez te trzy tygodnie urosły. Ale rozłąka chyba dobrze im zrobiła. Pai Lu przestała już być na nas obrażona za przyniesienie do domu konkurencji i znów przychodzi do nas na głaskanie. Tai Chi za to stała się jeszcze większym pieszczochem. Najmniej rozłąką z nami przejął się Vai Per.

Dziś zdjęcia kotów z Włoch, a już niedługo nowe fotografie naszych pociech.

20081003_059

Więcej w galerii: koty w Rzymie

Related Images:

Facebooktwitter

Już za tydzień wystawa

Nie planowaliśmy tego na początku, ale z czasem koty wciągały nas coraz bardziej. No i skończyło się tym, że mamy piękne koty, z którymi będziemy brali udział w wystawach. Pierwsza odbędzie już w najbliższy weekend w PKiN. Wystawiamy tylko Pai Lu i Tai Chi. Vai Per, mimo, że jest przepiękny, nie nadaje się na wystawy ze względu na złamany ogon.

20080907_044

A co w domu? Pai Lu jest już nieco mniej zmieszana po przybyciu nowego towarzystwa. Sprawia wrażenie, jakby nagle spoważniała i wydoroślała. Ale chętnie bawi się z Maine Coonami. Vai Per nadal wydaje się nieustraszony i mimo, że nie je najwięcej, to najgłośniej zawsze o jedzenie się upomina. Największym żarłokiem okazała się Tai Chi. Jest chyba w stanie pochłonąć każdą ilość jedzenia. Przez to nieco obawiamy się tej wystawy. Nasze kotki chyba nie mają zbyt pięknej linii, za to wyglądają na takie, którym niczego nie brakuje:)

20080907_062

Pai Lu od czasu przybycia nowych kotów rozmawia z nami znacznie mniej. Za to maluchy gadają jak najęte. Gdy się bawią, to nie tylko się gryzą, ale i wydają przedziwne i nieraz dosyć komiczne odgłosy. Mistrzynią w tym wydaje się być Tai Chi. Niby zawsze wystraszona i zaczyna marudzić, jak tylko dotknie ją inny kociak, ale sama często wszczyna bójki. Z całej trójki to ona okazała się najsprawniejszym myśliwym. Najchętniej poluje na nogi, na szczęście tylko przez kołdrę. Gdy widzi nogi odkryte, raczej się nimi nie interesuje. Tai Chi okazała się także bardzo opiekuńcza. Z uwielbieniem przy każdej możliwej okazji myje młodszego od siebie Vai Pera. A ten przez to chodzi ciągle obśliniony.

20080907_004

Jak tylko opadną nam emocje po pierwszej wystawie (13-14 września w PKiN), z pewnością zdamy z niej relację. Wystawa będzie również okazją do poznania osobiście Pai Lu i Tai Chi, więc serdecznie zapraszamy.

Related Images:

Facebooktwitter