Jeszcze o drapaku Athena

Drapak kupiłam okazyjnie, nie oczekując po nim cudów.

Koty go jednak pokochały bardzo. Kocięta na nim uczyły się drapać i wspinać. TaiChi zamieszkała w budce, a Antenka na najwyższym hamaku. Całość stanowi ukochane miejsce do grania w berka.

We wpisie o drapaku wyrażałam wątpliwości co jakości wykonania i do stabilności konstrukcji. Nie da się ukryć, że po intensywnym użytkowaniu drapak wykazuje tendencje do pochylania się w różne strony i do wykrzywiania. Co jakiś czas okręcam nieco półeczki, żeby się śruby nie wyłamały przez ciągłe naprężenia w jednym kierunku. Szczególnie najwyższy hamaczek się niepokojąco wychyla, toteż wykonałam nim już kilka okrążeń wokół osi.

Drapak stał oparty z dwóch stron, ale i tak udało się koteczkom go wywrócić.

Albowiem zdolne są. Trzeba było je widzieć, jak wiały z sypialni, nie wyrabiając się na zakrętach!

Dlatego wykonałam przemeblowanie sypialni i drapak stoi teraz zaklinowany między szafą a regałem. Niech spróbują go teraz wywrócić!

Muszę przyznać, że pomimo intensywnego użytkowania, drapak cały czas wygląda przyzwoicie. Futerko nie jest bardzo poszarpane, sznurki się nie odczepiły, może trochę postrzępiły, gołą ręką już staram się go nie chwytać. Przy jednym czy dwóch kotach powinien przetrwać dosyć długo, choć słusznym wydaje mi się doczepienie mu większej płyty do podstawy, żeby nie wywracał się tak łatwo.

Related Images:

Facebooktwitter

Fotostory – Jesienne koty balkonowe

Zanim kocięta urosły na tyle, żeby można im było poszerzyć im lebensraum o balkon, zrobiło się zimno i paskudnie. Wypuszczałam więc tylko dorosłe, starannie utrzymując maluchy na dystans. Jak trzeba – to odgarniając je nogą. Oczywiście było to rozwiązanie kłopotliwe i nie rokujące na przyszłość. Małe szybko znalazły słabe punkty w obronie i trochę podstępem, trochę siłą, wyrwały się na balkon.

Tam oczywiście dostały szału, biegały wręcz po ścianach w amoku, starannie unikając moich rąk, kiedy uznałam, że już wystarczy tego marznięcia. Próby łapania ich i wynoszenia po kolei do domu przypominały nabieranie wody sitem – jednego wrzucałam do środka, dwa przemykały się między nogami na balkon.

Niestety raz wykonały ten manewr wcześnie rano, kiedy pani jeszcze paradowała w piżamce. Ponieważ ja wstaję o 8, ale budzę się koło 12, toteż totalnie nieprzytomna poszłam z krótkim rękawkiem na mróz łapać te potwory. Teraz kicham i prycham, a że zima spadła znienacka, to w związku z moim słabym samopoczuciem kocięta się z nią jeszcze nie zapoznały.

Należy więc oczekiwać w dającej się przewidzieć przyszłości kolejnej odsłony kotów balkonowych, tym razem zimowych.

Related Images:

Facebooktwitter

Biegi przełajowe

Przypuszczam, że wkrótce oszaleję. Koteczki rozwijają już takie prędkości, że oko za nimi nie nadąża. Do tego jeszcze trenują cały czas, którego nie spędzają śpiąc. Kto by pomyślał, że te małe łapeczki tak tupią!
Maine coony biegają już w tempie umożliwiającym ganianie się z Antenką. Latają teraz całą watahą po mieszkaniu, tyle że maine coony kończą biegi na podłodze, a Antenka gdzieś zawsze wskakuje. Mam tylko nadzieję, że nie będzie ich uczyć wskakiwać na górę kabiny prysznicowej, bo tego bym już chyba nie przeżyła.

Rusałki są już wyraźnie mniejsze, choć też rosną jak na drożdżach. Nie biegają bardzo szybko, ale za to prześmiesznie kicają na wszystkich czterech łapkach. Za każdym razem widok ten rozbawia mnie do łez.
Co jakiś czas nadchodzi chwila, kiedy wszystkie dają czadu i wtedy jest naprawdę nie do wytrzymania. Strach nogę postawić, bo nawet jeśli nie ma tam kota, to nie ma też gwarancji, że nie pojawi się w kolejnej nanosekundzie. Wstyd się przyznać, ale już trzy razy nadepnęłam nie tam, gdzie trzeba.

Related Images:

Facebooktwitter

Ach śpij, kochanie…

Kocięta wyemancypowały się już zupełnie i maja własne rytmy dobowe i własne miejsca do spania. Nie sypiają już na kupce, a przynajmniej nie zawsze. I niestety nie w tym samym czasie. Zawsze jest co najmniej jeden, który snuje się po mieszkaniu i rozrabia, podczas gdy reszta śpi. Potem jest zmiana i wstaje inny. W ten sposób one się wysypiają, a ja nie mam chwili odpoczynku.

Jakoś nie mogę ich przekonać, żeby spały w nocy. Koło drugiej wstają rusałki i przychodzą do łóżka pobawić się. Niby nie ważą dużo, ale uporczywe kicanie po człowieku jakoś mnie rozprasza i nie mogę się skupić na spaniu. Kiedy już sobie szczęśliwie pójdą, mam dosłownie chwilę na ekspresowe wyspanie się, bo o świcie wpadną maine coonki i będą się ganiać na mnie.

A najgorsze jest, że wiem, że jeśli podniosę głowę, zobaczę inne koty porozkładane po sypialni i smacznie śpiące! Tylko te dwie potwory harcują – jakby nie mogły biegać w drugim pokoju!

Ps. Liczba naszych fanów na Facebooku przekroczyła 100! Hurra! Bardzo się cieszymy :)

A tych, którzy nas jeszcze nie „zalajkowali” zapraszamy do zrobienia tego. I komentowania! Będzie nam miło pogadać z Wami – mówię za siebie i za koty, one zawsze z ciekawością oglądają co tam się dzieje :)

Related Images:

Facebooktwitter

Kocimiętka

Kot też człowiek i ma czasami ochotę na chwileczkę zapomnienia. Pić – nie pije, sportem ekstremalnym sam jest, co więc mu zostaje? Nawdychać się troszeczkę. Do tego kot używa kocimiętki, krewnej mięty. Wącha ją, tarza się i przeżywa kilkuminutowy odlot. Podobnie działa waleriana, ale nie próbujcie tego w domu!

Zgodnie z tym, co pisze Desmond Morris w swojej książce „Dlaczego kot mruczy”, entuzjazm związany ze środkami odurzającymi kot ma zapisaną w genach. Albo jest narkomanem, albo nie. Albo nie interesuje się kocimiętką bardziej niż innymi roślinami, albo przy każdym kontakcie wpada w trans. Podział przebiega mniej więcej pół na pół, z niewielką przewagą narkomanów. Nie zależy od płci ani też tego, czy kot był kastrowany. Trochę zależy od wieku: kocięta do 2 miesiąca życia ponoć unikają kocimiętki, dopiero starsze zaczynają przejawiać zainteresowanie.

Kot w kontakcie z kocimiętką zachowuje się jak głupek. Wącha ja, liże, gryzie, ociera się, tarza. Mruczy przy tym i warczy. Czasem wyskakuje w górę albo drapie ziemię.

Nasze koty należą do tych mniej zainteresowanych. Przy czym dziwna sprawa – czasami reagują jedne, czasami inne. Mam w domu preparat z kocimiętką w sprayu i czasami psikam na kocie zabawki, ale rzadko, bo efekt jest mizerny. Raz zainteresowała się Antenka. Innym razem TaiChi – ale jakoś tak niemrawo, żadnego tarzania czy warczenia, tylko trochę ocierania pyszczkiem. A i tak zabawki zabiera im VaiPer – nie dlatego, że lubi kocimiętkę, tylko jest wrednym tyranem i despotą.

Natomiast w przypadku kotów narkomanów można użyć kocimiętki do skłonienia zwierzaka, żeby się zainteresował drapakiem. Meble popsikać odstraszaczem, cytryną albo octem, drapak – kocimiętką i mieć nadzieję, że zadziała. Jak to z kotami bywa – gwarancji nie ma. :)

Kocimiętką interesują się nie tylko koty domowe, ale też przedstawiciele całkiem dużych kotowatych.

Related Images:

Facebooktwitter

Tak się bawi kociarnia

Kiedy koty są w nastroju do zabawy, nic, ale to nic kompletnie, nie jest w stanie im w tym przeszkodzić. Jeden z takich nastrojów ogarnia je codziennie około godziny 23.

Kiedy przez mieszkanie lecą maine coony, wygląda to jak kłębiący się futrzasty cyklon, ogarniający swoim impetem wszystko, czego się dotkną.

Kiedy lecą rusałki, wygląda to mniej więcej jak przelot z prędkością naddźwiękową. Nic nie widać, nic nie słychać, a nagle przez mieszkanie przesuwa się jakby seria wybuchów. Drobne przedmioty nagle lądują pod przeciwległą ścianą. Większe, a słabo umocowane, podnoszą się, jakby lewitowały a potem lądują z hukiem.

Przyznam się, że nie popisałam się darem przewidywania. Zrobiłam niewielkie przemeblowanie, nie biorąc pod uwagę stałych tras przelotów rusałek. Już drugiego dnia zemściło się to na mnie strasznie. Dziewczyny przeleciały po biurku komputerowym a podmuch wyrwał z posad mojego laptopa wraz z podpiętym dyskiem zewnętrznym. Sprzęt ów na moich oczach poderwał się do lotu, po czym łagodnym łukiem ruszył na spotkanie z podłogą. Huk, grzmot, ogólna rozpacz.

Zebrałam cały złom z podłogi i pełna jak najgorszych przeczuć podłączyłam na nowo. Otóż chcę powiedzieć, że co jak co, ale – uwaga! kryptoreklama! – dysk Pqi to porządny produkt. Po tym, jak dwa razy odbił się od podłogi myślałam, że nie ma czego zbierać. A tu jedynie wtyczka się lekko zdefasonowała, a sam dysk i dane – nienaruszone.

Postawiony na biurku komputer samodzielnie się restartował, co napełniło mnie jak najgorszymi przeczuciami. Ale po ponownym starcie nie wyglądał na bardzo cierpiącego. Sprawdziłam kilka programów i dokumentów – działa. Uff, co za ulga. Bliższa inspekcja wykazała jednak, że gniazda USB, do których był podpięty dysk oraz zewnętrzny bluetooth, wyglądają jakby w nich granat wybuchł. Na szczęście mam jeszcze dwa z tyłu, o trochę niewygodnym dostępie, ale przecież działające.

Tym razem przeszło w miarę ulgowo.

Related Images:

Facebooktwitter

Kocie potrzeby

Siedzę od kilku dni przy komputerze i próbuję pracować, ale nie jest to proste. W naszym domu rządzą koty, wobec tego czują się w prawie przyłazić do mnie i się domagać. Paweł zakłada słuchawki na uszy i póki mu któreś (czytaj: PaiLu) nie wlezie na plecy, ma spokój. Ja zaś jestem zawsze dostępna, co te bydlątka boże skwapliwie wykorzystują.

Nie muszę nawet się zastanawiać, czego chcą. Każde ma zdecydowanie sprecyzowane potrzeby i zależnie od tego, które akurat mi subtelnie dało do zrozumienia, że czas odpocząć od komputera, robimy różne rzeczy.

VaiPerek zawsze chce żeby mu dosypać chrupek i karmić nimi z ręki. Czasami daje się zaspokoić samym dosypaniem. Stan wyjściowy w miskach nie jest istotny, najwyraźniej chodzi o ten luby dźwięk spadających chrupek.

PaiLu zawsze prowadzi do drzwi wyjściowych. Ma silne ciągoty niezależnościowo-wędrowcze. Jako jedyna nie dostaje na ogół czego chce, ale wcale jej to nie zniechęca.

AnaTema zawsze chce się bawić piórkami na patyku. Prowadzi na dywan w pokoju (bo na panelach nasze koty sobie nie życzą, albowiem pazury się ślizgają i komfort nie ten) i patrzy wyczekująco. To ma swoje dobre strony, bo jak się wyszaleje, to potem nie skacze po ścianach.

TaiChi zaś prowadzi do łóżka, żeby sobie poleżeć i się poprzytulać. Wskakuje i od razu kołami do góry: miziaj mnie! Słodziak :).

Related Images:

Facebooktwitter