Gdzie ten mały kotek?

Cały czas traktujemy AnaTemę jak małego kociaka, a przecież ona ma już pół roku. To już w zasadzie panienka jest.  Skojarzyłam to dopiero, kiedy mignęło mi w komputerze to zdjęcie.

Rzuciwszy tylko okiem, ucieszyłam się, ze mam nowe zdjęcia PaiLu, którą ciężko złapać w obiektywie, bo nie lubi być fotografowana. Ale rzuciłam okiem drugi raz, patrze – to AnaTema!  Jakoś tak niepostrzeżenie osiagnęła rozmiary PaiLu i kiedy leży, zwłaszcza tyłem, zdarza nam się nieraz pomylić. Futerko ma ciemniejsze, bardziej stalowe, ale w świetle lamp nie rzuca się to tak bardzo w oczy. Dopiero kiedy siedzą obok siebie, różnica jest wyraźna. Zresztą mała zaczyna już jaśnieć od dołu, łapki ma już całkiem srebrzyste, jak doszyte od innego kota.

Cała jest podobna do matki raczej, tylko czasami kiedy się spojrzy na nią od góry, widac wyraźnie kształt pyszczka po ojcu.

Tylko oczy jeszcze różnią ją zdecydowanie od matki. PaiLu ma oczywiście zieloniutkie, AnaTema zaś nieprawdopodobnie żółte. W zasadzie ma oczy w takim samym kolorze, jak VaiPer, co wygląda dosyć niesamowicie. PaiLu w tym wieku miała oczy w kolorze wzburzonego morza, takie bure, i nie przechodziła w ogóle fazy żółtej. Czyżby mała miała mieć oczy w innym odcieniu? Czas pokaże.

O tym, że to nie jest już kociak świadczy też drobna zmiana w upodobaniach. Zaczyna spędzać coraz więcej czasu sama. Do tej pory zawsze siedziała z innymi kotami w pokoju, spała w pobliżu innych kotów, najlepiej razem w jednym legowisku. Teraz zdarza się jej coraz częściej, że idzie spać sama do koszyka na szafie w sypialni, nawet jeśli pozostałe koty siedzą z nami w innym pokoju.

No więc ja się pytam, gdzie jest ta słodka puchata kulka?

Related Images:

Facebooktwitter

Goście! Goście!

Przyszła do nas z wizytą AnaFora. Teraz ma na imię Nasza, Naszka – co oczywiście powoduje zabawne qui pro quo, kiedy rozmawiamy o tym, czym się różnią siostrzyczki. Mówię „Nasza woli suche” – i bądź tu mądry, czy chodzi o naszą AnaTemę, czy Naszkę :)

Cała wizyta była dla Naszki dużym wyzwaniem. Pachniała już zupełnie inaczej, więc dla naszych kotów była obcym. Syczenia, puszenia ogonów i obchodzenia się dookoła było co niemiara przez cały wieczór. Trochę się ganiały, trochę obserwowały z daleka. Muszę przyznać, że Naszka stanęła na wysokości zadania – mimo, że była sama przeciwko czterem kotom i bała się każdego, to zdarzało jej się samej zaczepiać i prowokować gonitwy.  Agresji w tym wszystkim było niewiele, bo i nasze koty nie są jakoś przesadnie przewrażliwione na punkcie własnego terytorium, tyle tylko, że musiały zaznaczyć kto tu jest u siebie.

Naszka cały czas jest największa z trójki, a ogon ma niemal jak opos! Do tego gęste futerko i fałdkę na brzuszku po mamusi. AnaTema też taką ma.

Naszka grzecznie nosi obróżkę z własnym imieniem i adresem, bo odziedziczyła też po mamusi silny pęd do zwiedzania klatki schodowej, a w jej domu panuje teraz remont i robotnicy łażą w tę i we wtę – zawsze to trochę bezpieczniej, gdyby udało jej się zmylić właścicieli i udac się w plener.

Muszę powiedzieć, że co jak co – ale kociaki PaiLu dała fajne :)

.

Przeczytaj też:

Z wizytą u AnaFory

Z wizytą u AlErgena

Related Images:

Facebooktwitter

Mały tyran i despota

Bardzo dziękuję wszystkim głosującym na nasz blog w konkursie na Blog Roku. Jestem szczęśliwa, że aż tylu osobom podoba się to, co tu wypisuję. To bardzo miłe. Dziękuję.

Biedny VaiPerek całkowicie dał się zdominować małej AnaTemie. Jego opiekuńczość i dobre serce stały się jego zgubą i wpędziły biedaka w depresję. Mały Alien nie tylko wygnał go z jego budki i ulubionego hamaka, nie tylko wyżera mu z misek, ale też zajął ukochaną półeczkę kuchenną, gdzie VaiPerek lubi spać przytulony do dzbanka.

Na  tej półeczce nie ma dość miejsca na dwa koty. AnaTema najpierw próbowała się przymilać i przytulać od góry, stojąc na VaiPerku i mrucząc rozgłośnie, a kiedy ten próbował się spod niej wywinąć – wylądowała na dole. Nadal mrucząc na cały regulator i domagając się pieszczot. Niestety VaiPerek nie jest już w stanie znieść aż tylu czułości i po prostu daje nogę.

Jednak najbardziej mnie zdumiewa, że AnaTema zabiera mu miskę. Normalnie VaiPer nie daje nikomu podejść, starszym kocicom potrafi wyciągnąć łapą miskę spod pyska. AnaTema zaś podłazi mu pod pysk kiedy ten je (tylko wtedy miska VaiPerka jest interesująca), wpycha głowę, a VaiPerek oddaje pola i idzie sobie.

Również w kuwecie dostrzegam objawy tego, że ktoś nie wie, gdzie jest jego miejsce. Wszystko przez to, że Mały Alien wciąż pachnie kociakiem i jako kociakowi wszystko jej wolno. Ale za trzy-cztery miesiące jej zapach się zmieni i wtedy będą bęcki, oj, będą.

W dziale Galerie z życia naszych kotów pojawiła się nowa galeria na nowy rok – zapraszam do oglądania.

.

Przeczytaj też:

Hierarchia w stadzie się chwieje

.

Related Images:

Facebooktwitter

Drugie szczepienie

Kociki przeżyły kolejne miętoszenie przez weta. Zniosły to bardzo dzielnie, ukąszeń przez szczepionkę nawet nie zauważyły.
Ponownie dostały Tricata, a wet znowu uraczył nas opowieścią o wszelkich objawach, jakie mogą się pojawić, a którymi przejmować się nie należy. Skojarzyło mi się to z formułą informowania aresztowanego przez policję o jego prawach – ile razy by się nie łapało tego samego gostka, wygłosić trzeba.

Jakoś nie nastawiałam się na spektakularne skutki uboczne.

I słusznie. Kociki po powrocie do domu rzuciły się do misek, jakby przez tydzień żarcia na oczy nie widziały. Potem padły w różnych dziwnych miejscach, przespały się dwie godzinki, wstały, przeciągnęły i – ognia!

Szał, jaki je ogarnął wieczorem, przerósł wszystko, co widzieliśmy do tej pory. Chwilami miałam wrażenie, że ściany nie wytrzymają naporu. Ana Fora, nasz słodziaczek, pokazała jak się wbiega pionowo na drapak pod sam sufit, używając do tego wyłącznie przednich łapek oraz krawędzi półek. Mówię Wam, szczęki nam opadły na buty – w takim stylu to zrobiła!

Poza tym jakoś pochłonęły mi buteleczkę kropli do oczu. Stała na stole i nie ma. Od wczoraj przeszukaliśmy dwa razy mieszkanie, w najdziwniejszych i najgłupszych miejscach – i nie ma. Normalnie pochłonęły albo zapadła się pod ziemię. Małe, pochłaniające wszystko, co nie jest przybite gwoździami, szkodniki. :)

Related Images:

Facebooktwitter

Nowe obyczaje kuwetowe

Odkąd bariera wejścia została pokonana, kociaki uznały, że są za duże na korzystanie z małej niskiej kuwety i wszystkie trzy radośnie „przeprowadziły się” do dużej. Najczęściej chodzą tam parami. Albo całą trójką. Kopią wtedy zajadle, zasypując się nawzajem żwirkiem. Ostatnio nawet zaczęły się wpraszać do dużych kotów!

Duże mają z tym krzyż pański, bo rozbrykane maluchy uwielbiają rozrywki w stylu polowania na ogon czy wskakiwania na głowę. W – że tak powiem – trakcie. Tu się kot próbuje skupić, nad sensem życia zastanowić, a jakieś bydlątko mu na grzbiet znienacka wskakuje. Można się zdenerwować.

Najwięcej zabawy jest ze sprzątaniem w kuwetach. Wystarczy zdjąć pokrywę i małe już lecą do środka. Wyrzucone w jedną stronę, natychmiast włażą z drugiej. Przestałam się przejmować i po prostu przesuwam je tylko z jednego kąta w drugi. Tyle, że co wydobędę łopatką na światło dzienne koci urobek, Ana Tema natychmiast zaczyna zakopywać. I tak się ścigamy – czy ja pierwsza nabiorę na łopatkę, czy Kluska na nowo zakopie.

Kiedy już wszystko uprzątnę i wyrównam żwirek, małe grzecznie kucają w kątkach i… Tak, dokładnie wtedy. Wszystkie trzy. Ech…

Related Images:

Facebooktwitter

All your base are belong to us

Odkąd kocięta są samobieżne i samodzielne, przypominają trochę stonkę na polu – są wszędzie i są ich tysiące! Czasami mamy wrażenie, że są jednocześnie we wszystkich zakamarkach. Miejsca normalnie odwiedzane przez koty zaliczyły już dawno – na półkach, na szafkach, pod szafkami, w szafkach, na drapaku (aż pod sam sufit), na drukarce, pod drukarką, na kaloryferach, za książkami, pod krzesłami na kółkach.

Wlazły też w kilka takich, gdzie duże koty chyba się nie mieszczą: pod kaloryfery, za szafki w pokoju (już organizowałam przemeblowanie, żeby je wyciągnąć, ale dały radę jakoś się obrócić i wyjść tą samą drogą), za kuwetą. Ana Tema dotarła też na najciaśniejszą półkę z książkami, gdzie jest jakieś 3 cm prześwitu – schowała się tam, kiedy jechaliśmy na szczepienie. Szukaliśmy blisko godzinę, zanim udało się ją odnaleźć.

Oprócz tego, że są wszędobylskie, są też wyjątkowo bezczelne i za nic mają uświęconą tradycją własność. Cierpi na tym najbardziej VaiPerek, bo to jego włości zostały zagarnięte.

Jego ulubiona półeczka na drapaku, na którą kocice przychodziły wyłącznie na specjalne zaproszenie na przytulanki, została zagarnięta bez pardonu.

Święta budka VaiPerka, której nie śmiał tknąć zwierz ni człek, została zbezczeszczona.

Trochę spokoju ma biedak tylko wtedy, gdy małe idą spać do kociego tunelu.

.

Przeczytaj też:

Gdzie lubią spać

Gdzie lubią spać – the next generation

Gdzie lubią spać – znajdź 10 szczegółów…

Related Images:

Facebooktwitter

Mały i duży

VaiPer lubi małe kotki, choć bywa na nie zły, kiedy zajmują jego ukochane miejsca. A jego ulubieńcem – to nie ulega wątpliwości – jest mały AlErgen.

Objawia sie to oczywiście tym, że VaiPerek męczy go, miętosi i ugniata na potęgę, mały zaś poddaje się temu z masochistyczną przyjemnością.  Ilekroć AlErgen przechodzi obok, VaiPer sięga łapą, zgarnia go jak wielką łyżką i następnie dręczy. Potem zasypiają razem zwinięci w kulkę.

Tak, VaiPerek sypia z otwartymi oczami.

Gdziekolwiek by duży nie leżał, AlErgen zawsze akurat właśnie tamtędy (całkiem przypadkiem) przechodzi i – też przypadkiem – daje się kolejny raz złapać i wylizać od góry do dołu.

Related Images:

Facebooktwitter

Szczepienie

Małe koty – tak jak małe dzieci – dostają przeciwciała w mleku matki i dzięki temu nabywają pierwszą odporność. Około 6-8 tygodnia ta odporność zaczyna powoli zanikać. Wówczas też (na ogół pomiędzy 8 a 10 tygodniem) pierwszy raz szczepi się maluchy. Podstawa to szczepienie na koci katar i koci tyfus, zwykle w jednej szczepionce.

Na rynku są dostępne szczepionki bardziej złożone, na inne choroby, np na chlamydię, białaczkę czy wściekliznę, jednak w tym przypadku nie działa zasada, że od przybytku głowa nie boli oraz im więcej, tym lepiej. Niektóre szczepionki – jak te na chlamydię – są kwestionowane przez weterynarzy ze względu na znikomą skuteczność (podczas gdy samo leczenie w przypadku zachorowania jest proste i skuteczne); inne z kolei są takim szokiem dla organizmu, że jeśli kot nie jest w „grupie ryzyka”, to szczepienia się nie zaleca. Taka „zjadliwa” jest szczepionka na białaczkę – w niektórych przypadkach skutkiem ubocznym może być nowotwór (mięsak), dlatego daje się ją w łapkę, wówczas można uratować zwierzaka poprzez amputację. Tfu, tfu, tfu, trzy razy przez lewe ramię. Nasze kociaki nie będą w grupie ryzyka, tj. nie będą kotami wychodzącymi ani nie będą mieć z takimi kontaktu, wobec tego ominie je ta wątpliwa przyjemność.

Zastanawiałam się jakiś czas nad wyborem konkretnej szczepionki, a kiedy zadzwoniłam do weterynarza, żeby umówić się na wizytę okazało się, że ze szczepionek podstawowych właśnie skończył im się Fel-o-Vax i mają tylko Tricata. Wybór dokonał się niejako sam i w sumie okazał się być dobrym wyborem.

Kotki samego szczepienia w zasadzie nie zauważyły, tak chyba były jeszcze przejęte całym tym miętoszeniem przed zastrzykiem (mierzenie temperatury nie spodobało im się w ogóle, ale inne zabiegi zniosły z godnością, zwłaszcza  stetoskop je interesował). Po zastrzyku trochę pobawiły się, trochę podjadły i poszły spać. Wyspane prezentowały normalną żywotność i aktywność. Czyli ADHD. Żadnej markotności, żadnego smutku czy innych objawów złego samopoczucia. Tricat jest ok.

Related Images:

Facebooktwitter