Morrrja zierrrlona kurrrlka

Hall of Fame rośnie. FaJin, LaLita, Kofeina, a teraz Nasira! Kolejny warczący kotek.

Tym razem głuche dudnienie dobiegło zza kuwety. Wydawało mi się, że dosunęłam kuwety do ściany i że nic tam nie wlezie, toteż przez chwilę krążyłam po pokoju zdezorientowana. Ale nie, ewidentnie coś buczy za kuwetą. Pochylam się z jednej strony, z drugiej – nic nie widzę. Aż wreszcie wypełza coś doczepione do zielonej błyszczącej kulki.

Nasira.

Wypełza i warczy. Zainteresował się Nadir, więc trzeba było szybko chwycić kulkę w zęby i dać dyla. Ponieważ nie mogła się zdecydować, gdzie będzie odpowiednie miejsce, żeby się zatrzymać, przebiegła trzy razy dookoła pokoju. Cały czas warcząc.

Fajnie, fajnie – tylko że to jest zabawka Antenki. Antenka gubi ją co jakiś czas i nieodmiennie wpędza ją to w straszne poczucie nieszczęścia i beznadziei. Odwróciłam tylko na chwilę głowę i już był porządek. :)

Aha, Antenka nad zieloną kulką jęczy. Nie da się tego inaczej nazwać, taki dziwny odgłos. Jęczy, no.

Facebooktwittergoogle_plus

Z niezbędnika „kociej mamy” – piórka na patyku

Koty nie potrzebują drogich zabawek, bo cieszy je byle szeleszczący drobiazg, ale piórka na patyku to wyposażenie absolutnie niezbędne każdemu kotu. I jego obsłudze.

Dlaczego? Dlatego:
(A jak zrobisz trochę głośniej we fragmencie, gdy muzyka się wycisza, usłyszysz dowód na to, że w każdym miocie musi być kot, który warczy z piórkami w pysku. W tym miocie to Kofeina)

***

***

KoKotki w zeszłym tygodniu zostały poddane kastracji, którą zniosły całkiem nieźle. Zdecydowanie gorzej zniosły kaftaniki – szczególnie Kofeina. Kitara i Kassia po wylizaniu rany przestały się nią interesować, więc kaftanika nie potrzebowały. Kofeina zaś uwzięła się najpierw na kaftanik, potem na szwy. Na szczęście zanim pracowicie wyrwała sobie wszystkie, udało się doprowadzić do stanu, w którym proces gojenia był na tyle zaawansowany, że nitki można było usunąć.

Kiciaste w zasadzie gotowe są już do przeprowadzki. Krzyś – który nie potrzebował tak długiej rekonwalescencji – zamieszkał już w nowym domu w ubiegły weekend. Mam informacje, ze jeszcze czasem nawołuje stado, ale mam nadzieję, że szybko nas zapomni i będzie szczęśliwy w nowym domu. Kolejne rozstania czekają nas w ten weekend.

Facebooktwittergoogle_plus

WarKotek

Edit: Nie wiem dlaczego czasami się nie ładują zdjęcia. Jak się kliknie w te większe odstępy między akapitami, to się pojawiają.  Nie wiem o co chodzi, więc ja tu szukam rozwiązania, a Wy klikacie na czuja aż się pojawią.

Jest chyba jakieś prawo natury, które mówi, że musi być w miocie kot, który biega po mieszkaniu ciągnąc w zębach piórka na patyku i jednocześnie warcząc rozgłośnie.

Na wezwanie Natury odpowiedziała Lalita. Odgłos jaki wydaje wywołuje we mnie paroksyzmy śmiechu.

A piórka nie chcą się zmieścić w szparę za szafą, niedobre takie. Lalita wpycha łeb w szparę, wypina tłuste pupsko i warczy w kąt, a głuchy pogłos jej odpowiada. Ja wiem, że to poważna sprawa, ale prawie się posikałam ze śmiechu.

Komu warczącego kota?

Piórka na patyku są zabawką dwustronną. Lalita zainteresowana była kolorowym końcem, ale Perełkę bardziej interesował ten drugi, który przemieszczał się samoczynnie i tak zachęcająco kiwał się, kiedy Lalita gryzła piórka.

Aha, przez ukochane kocie pudło zabawka przechodzi bez problemu.
:)

Facebooktwittergoogle_plus

Niesforne pierze

Kocięta całkiem sprawnie radzą sobie już z zabawkami. Zaczęły od znoszenia wszystkich do legowiska, potem było szarpanie myszek i tekturek od Bozity, a teraz – trochę niespodziewanie i stresująco – nadszedł kolejny etap.

Siedzę sobie grzecznie przy komputerze i pracuję, gdy do uszu moich dochodzi jakiś nieznany, a mocno niepokojący dźwięk, którego w żaden sposób nie mogę zidentyfikować. Od czasu jak FaaTum zakrztusiła się chrupką i trzeba było klepać ją po pleckach, mam schizę i objawiam pewną nerwowość na dźwięki różne. Zerwałam się więc z miejsca i ruszyłam w poszukiwaniu źródła dźwięku.

Zagłębiam się do połowy człowieka za fotel, gdzie kocięta mają swoje Centrum Sterowania Światem, gdy tymczasem dźwięk ów przemieszcza się przed fotel. Wygrzebuję się więc i co widzę? Szarpiąc i walcząc z oporem materii, pomiędzy nogami fotela FaJin wlecze za sobą piórka na patyku. I produkuje dźwięk. WARCZY. Dziwnie i nietypowo, ale niewątpliwie warczy.

Usiadłam na podłodze, obserwowałam, jak robi trzy okrążenia wokół fotela, ciągnąc niesforny patyk i płakałam ze śmiechu. Dopiero po chwili opamiętałam się i sięgnęłam po aparat, więc przynajmniej jest dokumentacja fotograficzna.

Facebooktwittergoogle_plus