Archiwum autorów: Tygryziołek
Motto na dziś
Dzisiejsze motto będzie w formie muzycznej.
Related Images:
Chwile grozy
Kociaki zaczynają otwierać oczy i w związku z tym ich matka, gnana odwiecznym instynktem, zapragnęła ponownie przenieść je w inne miejsce. Chwyciła pierwszego malucha w zęby i żwawym krokiem (w miarę żwawym, bo kociaki są wielkie i grubiutkie i swoje ważą) udała się w kierunku… tak, tak – garderoby. Kto czytał wpis Już za chwileczkę…, ten rozumie, dlaczego mało nie padłam tam trupem.
Udało się ją złapać dopiero, jak spadła z półki (na szczęście dolnej), bo ciężar malucha w zębach przeważył i straciła równowagę. Odbieranie kociaków nic nie dało, kicia wpadła w jakiś amok. Z kolejnym dzieckiem w zębach próbowała wspiąć się jeszcze na szafę w sypialni, a jak i to nie wyszło, wspinała się po nas: po nogach, rękach, plecach, byle wyżej. Ten pęd do góry nie dawał się w żaden sposób okiełznać.
Dodam jeszcze, że te ćwiczenia odbywaliśmy w piątek pomiędzy 2 a 4 nad ranem. A w sobotę – powieki na zapałkach…
Małe kotki to kupa zabawy…
Related Images:
Errata
… do wpisu o przełomie w stosunkach amerykańsko-rosyjskich.
Niestety stosunki znowu się usztywniły. PaiLu poczuła się zagrożona natrętną obecnością TaiChi w swoim legowisku i postanowiła się wyprowadzić.
Została przyłapana w chwili, kiedy targała pierwszego malucha na półkę za książki. Na szczęście kocię nie zmieściło się w prześwicie – i tylko dzięki temu zorientowaliśmy się w podstępie. Kotek został jej natychmiast odebrany, co zaowocowało straszliwą awanturą, próbą odbicia, a po jej niepowodzeniu – próbą porwania następnego.
Natychmiast został zmieniony kocyk w legowisku, a samo pudło przeniesione pod półki z książkami i zamknięte od góry. Wieko zostało przyciśnięte transporterkiem, żeby nikt po dachu nie łaził i nie burzył spokoju mieszkańców.
Na razie sytuacja się ustabilizowała. Kicia spoczywa w nowym miejscu spokojnie, mainecoony jej nie niepokoją.
Tylko nam trochę żal. PaiLu cały czas mruczy swoim dzieciom, kiedy leżała przy łóżku – mruczała i nam. Wystarczyło tylko podnieść głowę i obserwować jak maluchy pełzają jej po brzuchu. Teraz na oględziny trzeba się bez mała umawiać, a jak tu nie zaglądać co chwilę, kiedy maluchom zaczynają się powoli otwierać oczy!
Related Images:
Jeść! Jeść!
… bo jak nie, to będę płakać!
Related Images:
Przełom w stosunkach amerykańsko-rosyjskich
TaiChi jako ostatnia doszła do siebie po nagłym pojawieniu się kociaków w domu, ale kiedy już je zaakceptowała – to z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Najpierw przesiadywała na pudełku, zaglądając z góry do środka i obserwując uważnie.
Potem zebrała się na odwagę i wskoczyła do środka. Wylizała PaiLu i dokładnie obwąchała maluchy. Do ich wylizywania jeszcze się nie posunęła, ale i tak już widać, że będzie z niej fajna ciotka.
Related Images:
Świat do góry nogami
Kociaki rosną jak na drozdżach. Po pierwszych dwóch dniach praktycznie podwoiły swoją masę, przy czym brzuszki już miały większe niż głowy. Nic dziwnego w sumie, przez te dwa dni niemal cały czas jadły. Teraz już nabrały nieco bardzej zrównoważonych proporcji, ale za to są tak duże, że chwilami trudno mi uwierzyć, że to te same maleństwa, które przyjmowałam na świat sześć dni temu.
PaiLu przez pierwsze dwa dni była w szoku. Opiekowała się kociętami, myła je, karmiła, ogrzewała, ale widać było, że nie rozumie dlaczego to robi. Niekiedy patrzyła na maluchy, jakby nie mogła zrozumieć skąd się wzięły. Nie potrafiła się położyć przy nich, żeby któregoś nie przygnieść. Fakt, że maluchy nie ułatwiały jej zadania – cały czas kręciły się i pełzały we wszystkie strony naraz. Myśmy przez to też mieli trochę nerwów, dwie pierwsze noce czuwaliśmy przy legowisku na zmiany, żeby interweniowac w razie potrzeby. Teraz zrobiliśmy małe przemeblowanie sypialni, postawiliśmy pudło z kociakami przy wezgłowiu łóżka, żeby móc od razu sięgnąć do środka.
Maluchy zajmują się głównie jedzeniem i piszczeniem. Największy rejwach podnosi się przy myciu – zdaje się nie lubią go tak samo, jak dzieci :)
Teraz już są na tyle duże, że PaiLu może je zostawić na kilka minut same i wychodzi wreszcie na spacery i posiłki. I tu niespodzianka – przy śniadaniu tak skrzyczała mainecoony, że te siedziały cichutko jak trusie i czekały, aż ona skończy jeść. Nie mogliśmy wyjść z szoku, bo zwykle było tak, że Niebieska dostawała żarełko w osobnej misce, bo VaiPer jej wyżerał spod pyska.
Mainecoony na nowonarodzone kocięta zareagowały niezbyt dobrze. Oba bały się ich strasznie i syczały jak dzikie węże, toteż pilnowaliśmy, żeby za bardzo się nie zbliżały. Po dwóch-trzech dniach zapachy się wymieszały, PaiLu przyniosła na sobie i przekazała dzieciom zapach mieszkania i problem zniknął. Teraz oba sierściuchy zaglądają co jakiś czas do pudełka i z zaciekawieniem obserwują maluchy. O tym, że jeszcze czują się niezbyt pewnie w nowej sytuacji świadczy to, że często się do siebie tulą i razem śpią, ale poza tym życie wraca powoli do normy.
Related Images:
Bocian przyniósł kociaki
Wpadłam tylko na chwilkę, żeby przekazać wiadomość z ostatniej chwili: PaiLu urodziła trzy słodkie niebieskie kociaki. Mamusia i dzieci czują się dobrze. O ile mi wiadomo – tatuś również :)
Więcej szczegółów wkrótce, czyli – jak mawiają starożytni – stay tuned.
Related Images:
Ostatni dzień lata
Pogoda jest śliczna, więc koty znowu całymi dniami siedzą na balkonie. Wywiesiłam im ich tunel, ale zdaje się akurat w tamtym miejscu znacznie lepiej sprawdza się jako półeczka – w końcu tyle rzeczy jest do obejrzenia! Dzieciaki biegają, sąsiedzi z przeciwka wystawiają pranie do ogródka, a na co najmniej trzech balkonach łażą inne koty.
Natomiast do ganiania się przez, tunel nadaje się świetnie niezależnie od lokalizacji :)
.
Przeczytaj również:
Related Images:
Już za chwileczkę…
Kicia robi się coraz grubsza w okolicach brzucha. Żre tyle, co mainecoony, ale wszystko idzie na dzieci, bo sama jak była, tak jest chudziutka. Waży teraz 3,6 kg, czyli o 0,8 kg więcej niż przed ciążą.
W związku ze wzrostem w obwodzie przestała się mieścić do ulubionego pudełka po statywach, jak włazi za książki to też musi kilka wyrzucić, żeby wejść swobodnie. Przestała skakać, tyle co czasem z krzesła zeskoczy. Natomiast we wspinaniu się brzuch jej zupełnie nie przeszkadza – cały czas pomieszkuje na najwyższej półce w garderobie w pudle z ciuchami i drobiazgami, których używam na wycieczkach w góry. Umościła tam sobie wygodne gniazdko w mojej termobieliźnie. Tylko stuptuty wyrzuciła na podłogę, bo zamiast pasków pod podeszwę mają linki stalowe, które ją gryzły w bok. A jak chce zejść, to – jak dawniej VaiPerek – wydaje odgłos paszczowo i czeka aż ją ktoś zdejmie.
Ostatnio okazało się, że to, kto zdejmuje kicię, też nie jest obojętne. Paweł wszedł na drabinę i wołał ją do siebie, a ja stałam z drugiej strony półki i próbowałam ją skłonić, żeby poszła do niego. Wyciągnęłam przy tym rękę do góry i kicia niewiele myśląc zwiesiła się w dół i zjechała pazurami po mojej ręce. Chyba próbowała stanąć mi na dłoni. Mam teraz sznyta do samego łokcia i wyglądam jak ofiara przemocy w rodzinie.
Czasem po bokach brzucha takie gule jej wyskakują kiedy maluchy zaczynają się rozpychać. A jak się przyłoży ręce, to czasami czuć jak kopią. Ogólnie kicia spędza czas jedząc albo relaksując się na fotelach lub w łazience na rozłożonym ręczniku. Przez pewien czas naprawdę się obawiałam, że będzie chciała urodzić w garderobie w tym pudle na wysokości 2,3 m nad ziemią, ale teraz zaczynam mieć nadzieję, że wybierze jednak łazienkę.
.
Odwiedź też: