Świat do góry nogami

Kociaki rosną jak na drozdżach. Po pierwszych dwóch dniach praktycznie podwoiły swoją masę, przy czym brzuszki już miały większe niż głowy. Nic dziwnego w sumie, przez te dwa dni niemal cały czas jadły. Teraz już nabrały nieco bardzej zrównoważonych proporcji, ale za to są tak duże, że chwilami trudno mi uwierzyć, że to te same maleństwa, które przyjmowałam na świat sześć dni temu.

PaiLu przez pierwsze dwa dni była w szoku. Opiekowała się kociętami, myła je, karmiła, ogrzewała, ale widać było, że nie rozumie dlaczego to robi. Niekiedy patrzyła na maluchy, jakby nie mogła zrozumieć skąd się wzięły. Nie potrafiła się położyć przy nich, żeby któregoś nie przygnieść. Fakt, że maluchy nie ułatwiały jej zadania – cały czas kręciły się i pełzały we wszystkie strony naraz. Myśmy przez to też mieli trochę nerwów, dwie pierwsze noce czuwaliśmy przy legowisku na zmiany, żeby interweniowac w razie potrzeby. Teraz zrobiliśmy małe przemeblowanie sypialni, postawiliśmy pudło z kociakami przy wezgłowiu łóżka, żeby móc od razu sięgnąć do środka.

Maluchy zajmują się głównie jedzeniem i piszczeniem. Największy rejwach podnosi się przy myciu – zdaje się nie lubią go tak samo, jak dzieci :)

Teraz już są na tyle duże, że PaiLu może je zostawić na kilka minut same i wychodzi wreszcie na spacery i posiłki. I tu niespodzianka – przy śniadaniu tak skrzyczała mainecoony, że te siedziały cichutko jak trusie i czekały, aż ona skończy jeść. Nie mogliśmy wyjść z szoku, bo zwykle było tak, że Niebieska dostawała żarełko w osobnej misce, bo VaiPer jej wyżerał spod pyska.

Mainecoony na nowonarodzone kocięta zareagowały niezbyt dobrze. Oba bały się ich strasznie i syczały jak dzikie węże, toteż pilnowaliśmy, żeby za bardzo się nie zbliżały. Po dwóch-trzech dniach zapachy się wymieszały, PaiLu przyniosła na sobie i przekazała dzieciom zapach mieszkania i problem zniknął. Teraz oba sierściuchy zaglądają co jakiś czas do pudełka i z zaciekawieniem obserwują maluchy. O tym, że jeszcze czują się niezbyt pewnie w nowej sytuacji świadczy to, że często się do siebie tulą i razem śpią, ale poza tym życie wraca powoli do normy.

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

One thought on “Świat do góry nogami

  1. pozwolę sobie na taki mało ambitny komentarz: AWWWWWWW! ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *