Królowa na włościach

Królowa wróciła w domowe pielesze.

W oznaczonym dniu stawiłam się z transporterkiem, wydłubałam kotę z boksu i zapakowałam do samochodu. Pierwszą połowę drogi siedziała sfochana i darła na mnie mordę. Co tylko na nią spojrzę, ta: Miauuu! Jadąc w tamtą stronę się nie darła – ku mojemu zdziwieniu zresztą. Zaczęło we mnie kiełkować podejrzenie, że może nie chodzi o niewygody podroży, tylko ona się złości, że ją zabrałam z fajnego miejsca, gdzie się integrowała z obcymi kotami?

Hm.

Na szczęście w końcu się zamknęła i resztę drogi odbyłyśmy w ugodowym milczeniu.

Obawiałam się, że po jej powrocie będzie miał miejsce drobny sajgon związany z tym, że kota pachnie obco.

PaiLu wypuszczona z transporterka natychmiast ruszyła na obchód włości. Słowo daję: zbadała każdy zakamarek. Za nią, jak ogon komety podążały pozostałe koty, przy czym pierwszy trzymał praktycznie nos w jej tyłku, więc widok to był zgoła niebanalny. Żadnego warczenia, syczenia czy innych objawów niepokoju – z żadnej ze stron.

Zadowolona z wyników inspekcji PaiLu udała się na najwyższą szafę, gdzie spędziła kolejne trzy dni, śpiąc niemal bez przerwy. Jakby kota nadal nie było. Po trzech dniach zlazła i życie wróciło do normy. Kto miał zostać wylizany – został wylizany. Kto miał dostać bęcki – dostał bęcki. A mnie podrapała przy obcinaniu pazurów. I tak się zakończyła ta cała historia.

space1Haha, oczywiście, że to nie koniec. Ale efekty znane będą dopiero za trzy tygodnie. Stay tuned!

Related Images:

Facebooktwitter

Kota nie ma, myszy harcują

Dobre wieści – co najmniej kilka osób się ucieszy! Pod warunkiem, że teraz mocno a skutecznie będziecie trzymać kciuki.

Dlaczego? PaiLu pojechała na randkę z bardzo przystojnym kocurem.


Nie obyło się bez scen dramatycznych, bo zamknięta w boksie z kocurem, PaiLu zdenerwowała się nieziemsko, schowała w kącie i tylko głośno warczała i syczała. Biedny kocur – dwa razy większy od niej – siedział skulony w przeciwległym kącie i ani pisnął.

Oczywiście całą drogę powrotną do Warszawy spędziłam rozważając jak złym i bezwzględnym człowiekiem jestem, zostawiając tak kocinkę na pastwę losu w obcym, nieznanym miejscu. Na szczęście już wieczorem dostałam krzepiącą relację – PaiLu dogadała się z chłopakiem, siedzą w jednym kojcu i wylizują sobie nawzajem futro.

Tymczasem w domu błogi spokój. Królowej nie ma, to kotów nikt nie rozstawia po kątach. One zaś, nieprzyzwyczajone do takiej wolności, nie bardzo wiedzą co z tym fantem począć. Nawet VaiPer jakoś mniej prezentuje swoją dominację nad ogółem – widać nie ma komu udowadniać czegokolwiek. Niech się cieszą, póki trwa – za kilka dni Królowa wróci i zrobi porządek.

Related Images:

Facebooktwitter

Tydzień – niby niedługo…

Kocięta zaraz po urodzeniu miały wygląd smętnych szczurków i ważyły po około 80g +/- kilka gramów. W ciągu pierwszej doby zmieniły się nie do poznania. Przyssane do mamusi, tankowały niemal cały czas, przez co nabrały krągłości praktycznie wszędzie, a szczególnie w okolicach brzuszka.

Po tygodniu ważyły średnio 200g. Tak, to nie pomyłka, prawie potroiły swoja wagę. Są wielkie i tłuste. Leżąc obok siebie nie mieszczą się już na długości brzucha Antenki. Przy posiłkach kłębią się i zderzają głowami. Najwyraźniej jedzą dużo, choć Antenka nie karmi ich cały czas. W odróżnieniu od PaiLu, Antenka preferuje bezstresowe wychowanie. Zaraz po urodzeniu i nakarmieniu małych do syta, wyszła z pudła i nie stresując się poszła odpocząć na pokoje. Wraca na karmienia, poleży z nimi chwilę, a potem idzie odpoczywać w swoich ulubionych miejscach.

Zwykle po tygodniu kocice przenoszą kocięta w inne miejsce. To atawizm każący oddalić się od miejsca pachnącego porodem i kociętami, co może przyciągać wrogów. Przygotowałam legowisko w szafie, gdzie urzędowały kocice z poprzednimi miotami i czujnie obserwowałam wydarzenia, chcąc skłonić Antenkę do przenosin właśnie tam.

Antenka natomiast do tej pory nie zdradza najmniejszej chęci przeprowadzania się gdziekolwiek. Trochę to niefortunne, bo pudło z maluchami stoi w łazience pod pralką, w związku z czym od półtora tygodnia nie mogę zrobić prania i sytuacja robi się coraz bardziej napięta.

Zapomniałam napisać wcześniej, że jest już galeria miotu nr 4, gdzie należy często zaglądać. Na stronie miotu zaś będą jak poprzednio pojawiać się co tydzień nowe zdjęcia i można na bieżąco śledzić jak kocięta rosną i zmieniają się.

Ps. A z innej beczki – klikajcie czasem w reklamy, niech Szanowni Reklamodawcy też mają coś z życia. Może za rok albo dwa uda mi się w końcu zarobić na worek karmy :)

Related Images:

Facebooktwitter

Dom pełen kociąt

Zrobiło mi się trochę zaległości, więc szybciutko nadrabiam.

AnaTema praktycznie całą ciążę chodziła bez brzuszka. Kilka razy wrzucałam jej zdjęcia na blipa tagując „pokafokę”, czyli „patrzcie jaki grubasek”, ale za każdym razem byłam gaszona zdjęciami prawdziwie grubych ciężarnych kotek, które potem rodziły po 5 czy 6 kociąt. Gdzie mojej chudziutkiej Antence do nich!

Czasami miała wybrzuszenie tylko z jednego boku, czasami z obu – normalnie nie trafisz. Zaczęłam się poważnie obawiać, że kociątko będzie jedno, choć jednocześnie zaklinałam los, żeby były dwa. Wymyśliłam nawet imiona dla jednego i dla dwóch maluchów.

Tymczasem Antenka jakoś nie zamierzała rodzić. Siedziałam z nią 3 doby – od soboty do poniedziałku, ostatniego dnia nawet zamknięte w łazience, prosząc i zaklinając, żeby łaskawie urodziła, bo ja muszę we wtorek jechać o świcie na szkolenie poza Warszawę. Umówiłam kocią nianię, która z nią posiedzi, ale jak nie urodzi teraz, to będzie musiała poczekać do wieczora, aż wrócę.

Antenka się przejęła i o pierwszej w nocy z poniedziałku na wtorek zaczęła się akcja. Pierwsze kociątko wydostało się bezpiecznie a świeżo upieczona mamusia natychmiast się nim zajęła. Ku mojej radości po półgodzinie wyskoczyło drugie maleństwo, więc byłam już cała szczęśliwa.

Dalej już było mniej zabawnie. Antenka miała już płaski brzuszek, ale cały czas parła i widać było, że dobrze nie jest. Zaczęło się robić nerwowo i już chwytałam za telefon, żeby ściągnąć weterynarza. Na szczęście zanim wpadłam w totalne szaleństwo, Antenka urodziła trzecie kociątko. Była już bardzo słaba, ale powolutku zaczęła czyścić maleństwo. Nie chciałam nic zostawiać przypadkowi, więc sama zadbałam o udrożnienie dróg oddechowych, pozostawiając mamie tylko oczyszczenie futerka.

Zanim doszła do połowy zadania, nagle znowu chwyciły ją skurcze i wyskoczyło czwarte maleństwo! Jak słowo daję, nie wiem, gdzie ona je zmieściła w tym malutkim brzuszku! Antenka nie miała już siły nawet pochylić się do malucha, więc sama musiałam wszystko zrobić – przeciąć pępowinę, udrożnić drogi oddechowe i oczyścić kotka.

Cała akcja trwała do 4:30, ale siedziałam z nią jeszcze godzinę, żeby się upewnić, że wszystko jest w porządku. Kocięta przyssały się do mleczarni i wyglądały na całkiem zadowolone, Antenka zaś leżała jak kłoda i odpoczywała. A że o 6:30 i tak miałam wstawać, to w sumie nie opłacało się już kłaść spać.

Grunt, że kocięta zdrowe.

Aha – trzech chłopaków i jedna dziewczyna :)

Edit: Ja nie wiem, co się ze mną dzieje, że cały czas mówię 3 chłopaków i 1 dziewczyna, jakąś aberrację mam w mózgu, czy co? Odwrotnie! 3 dziewczyny i 1 chłopak. Na stronie miotu napisałam dobrze, a tutaj jak zwykle… Wiem dobrze co mam, ale jak przyjdzie się komuś pochwalić, to znowu powiem że trzy kocury… Niech mnie ktoś stuknie w głowę, może mi przejdzie… ;)

Related Images:

Facebooktwitter

Będzie rusałkowo

Ja tu gadu, gadu o wszystkim i o niczym, a nie powiedziałam ani słowa o radosnej nowinie!

Otóż jakiś czas temu AnaTema dostała skierowanie na randkę i zamiast pojawić się na wystawie, pojechała poznać narzeczonego. Ponieważ jest to panna dumna i wyniosła (po mamusi), sprała kocura niemiłosiernie, sama też obrywając przy tym troszeczkę. Wydawało się, że efektów żadnych to nie przyniosło.

Dopiero niedawno pojawiły się niedwuznaczne sygnały, że jednak wkrótce przyjdą na świat małe rusałki. Albo mała rusałka, bo brzuszek Antenki jest niewielki i nie rokuje stada.

A oto szczęśliwi rodzice:

Cekin Ewjatar*PL i AnaTema Kot Doskonały*PL

Kociaki powinny się pojawić w pierwszej dekadzie lutego. Oczywiście dowiecie się jako pierwsi :)

Related Images:

Facebooktwitter

Trzy kocięta rosyjskie niebieskie!

PaiLu tak się przywiązała natychmiast do małych maine coonów, że swoim zwyczajem zapragnęła zanieść je na szafę. Po kilku kursach do sypialni, gdzie była łapana, a maluch konfiskowany, doszłam na skraj załamania nerwowego. TaiChi kompletnie nie reagowała na porwanie swoich dzieci, co za wyrodna matka!

Dlatego jak zbawienie przyjęłam nieco wczesne narodziny małych rusałek.  Wyliczyłam termin na 9 września, ale kicia postanowiła urodzić je już 7 września. Różnica nieduża i żadnego powodu do niepokoju. Zdarza, że poród jednej kotki skłania drugą do urodzenia w tym samym czasie.

Tak więc oficjalnie ogłaszam narodziny trzech kociąt rosyjskich niebieskich dnia 7 września 2010! Urodziło się dwóch chłopaków i jedna dziewczyna.

Poród był szybki i lekki, tyle tylko, że PaiLu uparła się urodzić w pudle, w którym leżała TaiChi z maluchami. No cóż, kim ja jestem, żeby protestować! W ogóle dziewczyny zapałały do siebie sympatią wielką i tulą się na potęgę. Mam nadzieję, że im tak zostanie, bo do tej pory raczej się tolerowały niż lubiły.

Tak więc uruchamiam kolejną galerię – kociąt rosyjskich niebieskich. Wiem, że nie uda mi się całkiem rozdzielić zdjęć miotów, skoro maluchy leżą razem, zaglądajcie więc do obydwu galerii :)

Related Images:

Facebooktwitter

Dwa białe mainecoony!

Czas na oficjalną wiadomość:

5 września urodziły się dwa małe mainecoony. TaiChi czuje się dobrze, kocięta – sądząc po tym, jak przybierają na wadze – też.

Wspominałam, że White Fang daje białe kocięta w każdym miocie? No to w tym poszedł na całość – 100% białych. Dopóki są małe, mają zwykle szare plamki na głowie, które potem znikają. Jedno ma plamkę tylko na łebku, drugie również na karku, więc dają się łatwo odróżnić.

Nie sprawdziły się moje przewidywania, że być może kotka będzie chciała urodzić mi w łóżku. W decydującym okresie kicia czuła potrzebę schowania się w mysią norkę. W roli mysiej norki wystąpiła kuweta. Uznałam, że to niedobry pomysł, więc skłoniłam ją do wyjścia. Przyniosłam sobie poduszki i książkę i następne 24 godziny spędziłyśmy zamknięte w łazience. Kotka poczuła się lepiej, a ja wymagam teraz rehabilitacji. No cóż…

Kicia praktycznie rodziła mi na kolanach. Poród był dosyć ciężki i wymagał mojej pomocy, ale wszystko skończyło się dobrze.  TaiChi była bardzo przejęta i z takim zapałem wylizywała młode, że co chwila odrywała je od mleczarni, a one, biedactwa, miały kłopoty z przyssaniem się na nowo. Kolejne godziny spędziłam pomagając maluchom nie umrzeć z głodu.

Po ponad dobie czuwania padałam trochę na pysk, więc postanowiłam się zdrzemnąć. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po przebudzeniu nie znalazłam maluchów w pudełku. Były oczywiście w kuwecie, ładnie ułożone na ogonie TaiChi. Uznałam jednak, że żwirek to nie jest to, co powinny jeść w pierwszej dobie życia, wydałam więc nakaz eksmisji i przeprowadziłam się do łazienki na kolejną dobę.

Na szczęście PaiLu zaczęła przejawiać większe zainteresowanie maluchami i przeprowadziła się do TaiChi do pudełka. Razem mruczały, wylizywały maluchy i tuliły się do siebie. To trochę uspokoiło TaiChi i przestała wyrywać się do kuwety.

I tylko dzięki temu udało mi się złapać jakieś 2 godziny snu.

Początkowo myślałam, że to dwa kocurki i nawet już miałam przygotowane imiona, ale po bliższym wejrzeniu, kiedy wreszcie TaiChi pozwoliła wziąć je na ręce, okazało się, że to dwie dziewczynki. Niestety imiona, które wymyśliłam kilka tygodni temu wyleciały mi całkiem z głowy, więc na razie maluchy będą bezimienne. Myślę, że jak się wyśpię, to sobie je przypomnę.

Powstała już nowa galeria ze zdjęciami maluchów. Sukcesywnie będę dodawać nowe zdjęcia, warto wiec tam zaglądać.

Related Images:

Facebooktwitter

Szykujemy miejsce

Jeszcze co najmniej tydzień został do godziny zero, a ja mam już lekki stres. Jak chomik zgromadziłam pudła, które będę oferować kotkom do wyboru. Wyścieliłam na mięciutko, poświęcając rozmaite szmaty i ręczniki oraz świeżo uprane kocie kocyki. Rozstawiłam po kątach.
Jedno jeszcze nie jest gotowe, czeka na ostatni koci kocyk, pod którym chwilowo sypiam, albowiem swój pożyczyłam. I tak robi się coraz chłodniej, więc za chwilę przerzucę się na kołdrę.
Paczka podkładów higienicznych przygotowana. Jeszcze muszę dokupić kilka pieluszek tetrowych.
No.

Nie, żebym miała złudzenia, że kotki faktycznie użyją tego, co dla nich zaplanowałam.
Koty zainteresowały się nowymi opcjami wypoczynkowymi. PaiLu wlazła do koszyka, w którym sypia TaiChi.


TaiChi poszła do największego pudła (które – liczę na to po cichutku – będzie dla niej tym docelowym), ale nie poleżała tam długo, bo VaiPer ją wygonił. Poleżał kwadransik i poszedł wygonić też PaiLu z kosza.


A potem do kosza poszła Antenka i puściła pawia na ten świeżutko wyprany kocyk.
Ratunku.

Related Images:

Facebooktwitter

Drugi pierwszy znak

Z chwilą, kiedy minęły upały, koty przestały się wyciągać na całą długość. Na szczęście TaiChi grzecznie brzuszek podsuwała do oglądania, więc z potwierdzeniem ciąży problemu nie było, ale PaiLu dla odmiany broni się zwykle czterema łapami przed inwazją na brzuch.

I pewnie byłby problem, gdyby z dnia na dzień nie zrobiła się spokojniejsza, bardziej wyluzowana i taka trochę w zwolnionym tempie. Nawet leżała jakoś tak… bardziej. W sumie nie miałam wątpliwości, że małe rusałki są w drodze. W zasadzie sutki sprawdziłam już tylko pro forma, żeby móc na bieżąco kontrolować zmiany.

Za chwilę obie kicie zrobią się ociężałe i będzie trochę spokoju w domu. A od września – sajgon! Już się nie mogę doczekać.

no images were found

Related Images:

Facebooktwitter

Pierwszy znak

Dzisiaj podczas czesania TaiChi udało mi się skontrolować podstępnie jej brzuszek. Najwyraźniej sutki zaczynają jej różowieć. Na razie nie ma żadnych innych zmian ani w wygladzie, ani w zachowaniu, ale nie ulega wątpliwości – małe maine coony są w drodze! No, przynajmniej jeden ;)

PaiLu zaś nadal niezmiennie nie pozwala się dotknąć. Poczekam na powrót upałów – wtedy sama pokaże brzuszek.

Tymczasem w dziale Hodowla/Kocięta zamieściłam informacje o planowanych miotach.

Related Images:

Facebooktwitter